środa, 31 grudnia 2014

Sylwestra na Cyprze - wyspie Afrodyty.

Moja pasja podróżnicza śladami twórców i bohaterów literatury zawiodła mnie na wyspę Afrodyty. Ubiegłorocznego Sylwestra spędziłam na Cyprze. Według mitów greckich tu właśnie wyłoniła się z piany morskiej bogini miłości. Wyobrażałam sobie więc, że musi tam być przepięknie. Było, do pewnego momentu.



Na plaży w grudniu... bezcenne:)

Między tymi skałami, wg mitów, wyłoniła się Afrodyta. Zakochani zawiązują na tym krzaku supełki ze szmatek, które mają symbolizować zacieśnienie ich związku.

Jest jakiś urok w tym miejscu... Zostaliśmy do zachodu słońca.


Cypr jest w UE. Bez problemu można uzyskać informacje po angielsku



Mimo europeizacji, kulturę lokalną widać na każdym kroku


Uwagę przyciągają takie budowle w starogreckim stylu

Kapliczki jak u nas przydrożne krzyże


Takie małe dzieła sztuki.

To dziwna wyspa. Jednego dnia można zobaczyć wszystkie pory roku. 

Rano opalać się pod palmami...


Zbierać cytryny jak gruszki...


A po południu pojechać raptem 100 km w głąb wyspy, w góry,



aby pojeździć na nartach. Prawdziwy śnieg już czeka!


Trzeba tylko uważać na kozy:)


i wszechobecne koty


A czasami nawet na pelikany!


Nie dajcie się nabrać na cypryjskie galaretki. Wyglądają kusząco, zwłaszcza kiedy człowiek
chce kupić coś cypryjskiego dla rodziny.

Nie można ich jednak zjeść. Twarde i bez smaku.

Ale największym rozczarowaniem okazał się Sylwester. Cypryjczycy po prostu go nie obchodzą. Spotykają się, co prawda, na kolacji w gronie rodzinnym, ale o godzinie 22.00 idą już spać. Także na nas, Polaków, patrzyli dziwnie, kiedy o 22.00 nie chcieliśmy opuścić hotelowej restauracji, czekając aż wybije północ.





Także nie dajcie się zwieść reklamom o Sylwestrze na Cyprze. 
W tym roku zostaję w Polsce:)
Szczęśliwego 2015 roku!



środa, 24 grudnia 2014

Dzisiaj w Betlejem...

Przy świątecznym stole będziemy słuchać kolęd. Ale oprócz nich mamy wiele pięknych wierszy o tematyce bożonarodzeniowej. Zacznijmy od dzisiejszego solenizanta i jubilata zarazem, bowiem dziś właśnie, w imieniny Adama, Mickiewicz skończyłby 216 lat. Był jednym z tych pechowców, którzy prezent urodzinowy i imieninowy dostają pod choinkę.
Poezję bożonarodzeniową okraszę zdjęciami z Betlejem, w którym byłam sześć lat temu.


Gwiazda Bożonarodzeniowa w Grocie Betlejemskiej, w miejscu narodzenia Jezusa

Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie,

Lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie.

 (Adam Mickiewicz "Boże Narodzenie")

Jeden z witraży w Bazylice Narodzenia Pańskiego


Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie;

Nie znajdzie Boga, kto go szuka tylko w Niebie.

(j.w. "Gdzie niebo")

Wejście do kościoła postawionego w miejscu Narodzenia jest takie maleńkie.
Trzeba z pokorą pokłonić się Dzieciątku.


Słowo stało się ciałem, ażeby na nowo

Ciało twoje, człowieku, powróciło w słowo.

(j.w. "Słowo i ciało")

Po przekroczeniu tego niskiego progu szok! Zamiast ubogiej stajenki
 kościół w obrządku greckim! Do dziś miejsce Narodzenia jest podzielone
 między różne wyznania chrześcijańskie.



Przy wigilijnym stole
Łamiąc opłatek święty,
Pomnijcie, że dzień ten radosny
W miłości jest poczęty;

Że, jako mówi wam wszystkim
Dawne, odwieczne orędzie,
Z pierwszą na niebie gwiazdą
Bóg w waszym domu zasiędzie.

Sercem go przyjąć gorącym,
Na ścieżaj otworzyć wrota —
Oto, co czynić wam każe
Miłość, największa cnota.

A twórczych pozbawił się ogni,
Sromotnie zamknąwszy swe wnętrze,
Kto z bratem żyje w niezgodzie,
Depcąc orędzie najświętsze.

Wzajemne przebaczyć winy,
Koniec położyć usterce,
A z walki wyjdzie zwycięsko
Walczące narodu serce.
("Przy wigilijnym stole" Jan Kasprowicz)

Tak to, niestety, wygląda z zewnątrz.


Już wzdychał na myśl o Bożym Narodzeniu
o tym jak naprawde było
zaczął się modlić do świętej rewolucji w Betlejem
od której liczymy czas
kiedy znów zaczął merdać puszysty ogon tradycji
wprosiła się choinka za osiemdziesiąt złotych
elegancko ubrana
mlaskały kluski z makiem
kura po wigilii spieszyła na rosół
potem milczenie większe niż żal
i już na gwiazdkę stuprocentowy szalik przytulny jak kotka
żeby się nie ubierać za cienko
i nie kasłać za grubo
zdrzemnął się na dwóch fotelach
wydawało mu się że słowo ciałem się stało - i mieszkało poza nami
nawet usłyszał że za oknem przyszedł Pan Jezus
prosty jak kościół z jedną tylko malwą
obdarty ze śniegu i polskich kolęd
za wcześnie za późno nie w porę

nacisnął dzwonek, dzwonek był nieczynny

 ("Wigilia" Jan Twardowski), 


Widok po wyjściu z Bazyliki Narodzenia Pańskiego



I drzewa mają swą Wigilię...
W najkrótszy dzień bożego roku,
Gdy błękitnieje śnieg o zmroku;
W okiściach, jak olbrzymie lilie,
Białe smereki, sosny, jodły,
Z zapartym tchem wsłuchane w ciszę,
Snują zadumy jakieś mnisze,
Rozpamiętując święte modły.
Las niemy jest jak tajemnica,
Milczący jak oczekiwanie,
Bo coś się dzieje, coś się stanie,
Coś wyśni się, wyjawi lica.
Chat izbom posłał las choinki,

Któż jemu w darze dziw przyniesie?
Śnieg jeno spadł na drzewa w lesie,
Dłoniom gałęzi w upominki.
Las drży w napięciu i nadziei,
Niekiedy srebrne sfruną puchy
I polatują jak snu duchy...
Wtem bić przestało serce kniei,
Bo z pierwszą gwiazdą nieb rozłogów,
Z gęstwiny, rozgarniając zieleń,
Wynurza głowę pyszny jeleń
Z świeczkami na rosochach rogów...

("Wigilia w lesie"Leopold Staff)



W Betlejem zapada cicha noc...



ścierpły mi nogi
obudziłem się
z długiego
niewygodnego
snu

w świecie czystym

świetle
nowo narodzonym
w Betlejem a może
w innym ,,podłym" mieście

gdzie nikt nie mordował
dzieci
ani kotów
ani żydów ani palestyńczyków
ani wody ani drzew
ani powietrza

nie było przeszłości
ani przyszłości

trzymałem za ręce
tatę i mamę
czyli Pana Boga

i było mi tak dobrze
jakby
mnie nie było

("Bajka" Tadeusz Różewicz)



Takiej bajki Państwu na te święta życzę...

sobota, 20 grudnia 2014

Boże Narodzenie w prozie

Opisów Bożego Narodzenia w naszej literaturze jest sporo. Zastanawiałam się, przygotowując ten post, co wybrać. Zdecydowałam jednak, że nie będę się rozdrabniać, tylko oddam głos Reymontowi. On bowiem najpiękniej i najpełniej opisał te święta, a dziś prawie nikt tego nie czyta. Nawet w szkole obowiązkowy jest tylko pierwszy tom "Chłopów", więc do drugiego, w którym znajduje się poniższy opis, uczniowie nie docierają.

Zobaczcie zatem, co się zmieniło w przeżywaniu Bożego Narodzenia w ciągu ostatnich stu lat.


Borynowie przy kolacji wigilijnej


W Wigilię przed godnymi świętami już od samego świtania wrzał przyspieszony, gorączkowy ruch w całych Lipcach.(...)

Boć to Gody szły, Pańskiego Dzieciątka święto, radosny dzień cudu i zmiłowania Jezusowego nad światem, błogosławiona przerwa w długich, pracowitych dniach, to i w ludziskach budziła się dusza z zimowego odrętwienia, otrząsała się z szarzyzny, podnosiła się i szła radosna, czująca mocno na spotkanie narodzin Pańskich!

I u Borynów był taki sam rwetes, krętanina i przygotowania.(...)

W każdej chałupie, zarówno u bogacza, jak i u komornika, jak i u tej biedoty ostatniej, przystrajano się i czekano z namaszczeniem, a wszędy stawiano w kącie od wschodu snop zboża, okrywano ławy czy stoły płótnem bielonym, podścielano sianem i wyglądano oknami pierwszej gwiazdy. (...)



Boryna się przeżegnał i podzielił opłatek pomiędzy wszystkich, pojedli go ze czcią, kieby ten chleb Pański.

– Chrystus się w onej godzinie narodził, to niech każde stworzenie krzepi się tym chlebem świętym! – powiedział Rocho.

A chociaż głodni byli, boć to dzień cały o suchym chlebie, a pojadali wolno i godnie.

Najpierw był buraczany kwas, gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, a potem przyszły śledzie w mące obtaczane i smażone w oleju konopnym, później zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem również omaszczona, a na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprużone, a przegryzali to wszystko prostym chlebem, bo placka ni strucli, że z mlekiem i masłem były, nie godziło się jeść dnia tego. (...)

Rocho wyjął z zanadrza książkę okręconą w różaniec i zaczął z niej czytać cichym a głęboko wzruszonym głosem:

–Jako to stała się nam nowina, Panna porodziła Syna; aż w judejskiej ziemie, w Betlejem, nie bardzo podłym mieście, narodził się Pan w ubóstwie; na sianie, w stajni lichej, między bydlątkami, co w tej radosnej nocy cichej były Mu bratami. – A ta sama gwiazda, co i dzisiaj świeci, spłonęła wówczas dla tej świętej Dzieciny – i drogę wskazywała trzem królom, co chociaż pogany i czarne jako te sagany, a serca mieli czujące i z krajów dalekich, zza mórz nieprzejrzanych, zza gór srogich przybiegli z darami, by prawdzie dać świadectwo." (...)

Ruszyli wszyscy do obory, a Witek ze światłem przodem.



Jagna połamała opłatek na pięć części i przychylając się nad każdą krową, czyniła krzyż święty między rogami, a wtykała po kawałku w gębule, na szerokie, ostre ozory.

– A koniom to nie dacie? – zagadnęła Józka.

– Nie było ich w onym czasie przy Narodzeniu, to nie można. (...)

Kościół był zapchany do cna, aż do tego ostatniego miejsca w kruchcie, że którzy byli ostatni, to już na mrozie pod drzwiami pacierz mówili.

Ksiądz wyszedł ze mszą pierwszą, organy zagrały, a naród się zakołysał, pochylił i na kolana padł przed majestatem Pańskim.

I już cicho było, nikt nie śpiewał, a modlił się każdy wpatrzony w księdza i w tę świeczkę, co płonęła wysoko nad ołtarzem, organy huczały przyciszoną a tak tkliwą nutą, że mróz szedł przez kości, czasem ksiądz się odwrócił, rozkładał ręce, powiadał w głos łacińskie święte słowo, to naród wyciągał ramiona, wzdychał głęboko, pochylał się w skrusze pobożnej, bił się w piersi i modlił żarliwie.


Potem zaś, gdy się msza skończyła, ksiądz wlazł na ambonę i prawił długo, nauczał o tym dniu świętym, przestrzegał przed złem, gromił, rękami wytrząchał i grzmiał tym słowem palącym,– że jaki taki westchnął ciężko, kto się bił w piersi, kto się w sumieniu z win kajał, kto się zamedytował, któren znów co miętszy, a kobiety zwłaszcza, płakał – bo ksiądz mówił gorąco a tak mądrze, że każdemu to szło prosto do serca i do rozumu, juści, że tym ino, co słuchali, bo wiela było takich, których śpik morzył z gorąca.

Niezapomniany Franciszek Pieczka jako
lipecki duszpasterz

...huknęły znowu organy i ksiądz zaśpiewał:

W żłobie leży, któż pobieży.

Naród się zakołysał, powstał z klęczek, wraz też pochwycił nutę i pełnymi piersiami, a z mocą ryknął jednym głosem:

Kolędować małemu! (...)

Borynowie dopiero na samym świtaniu powrócili z kościoła i ledwie w pacierz potem już cały dom chrapał...

Odpoczynku i radości w te święta...

sobota, 6 grudnia 2014

Mikołaj książki roznosi...

...a jaką Tobie przynosi?
Dziś św. Mikołaja. Co byś dostać chciał(a)?




Korzystając z zaproszenia na guciamal.blogspot.com do zabawy, dzisiejszy post poświęcę jej właśnie. Zostałam poproszona o odpowiedź na 11 pytań:
Spróbuję sprostać wyzwaniu:)

1. Jaką polską książkę uważasz dla siebie za najważniejszą lub kilka najważniejszych?

Nie ma najważniejszej. Są najważniejsze w danej chwili, w danym miesiącu, roku, ale tak żeby na całe życie? No chyba że moja:) Dopóki nie napiszę następnej:)))




2. Literatura współczesna czy klasyka?
Raczej klasyka. Na literaturę współczesną nie mam za dużo czasu. Zresztą wolę piękną polszczyznę XIX wieku niż obecną.

3. Książka, której odbiór podczas kolejnej lektury się radykalnie zmienił.
Chyba "Pan Tadeusz"! Po prostu trzeba do niego dojrzeć. Jak czyta się w szkole, to choćby się miało najszczersze chęci, nie można dostrzec całego uroku tego poematu. Trzeba się po prostu zestarzeć:)





4. Miejsce na ziemi, które chciał/a byś zobaczyć, dzięki lekturze.

Toskanię:)



5. Muzyczne skojarzenia książkowe.
W "Cudzoziemce" Kuncewiczowej jest mowa o muzyce w życiu głównej bohaterki. Pięknie opisany jest grany przez nią koncert Bramhsa:
"Pierwsze takty skrzypcowego partu zadźwięczały blado (…) Poprzez kantylenę płynącą na fali klarnetów dotarła łatwo do sola, które wypadło bezbłędnie. Upojona uległością mięśni i współbrzmieniem fikcyjnej orkiestry, zwycięsko snuła pasaże. Ton nabierał z wolna mocy, forte espressivo miało już pełny wyraz, staccata, szóstki arpeggia ulatywały ze strun pasmami niezakłóconej błogości. Ostatnia fermata była jak szczęśliwe westchnienie.”
Zawsze Bramhs będzie mi się kojarzył z Różą.



6. Najlepsza biografia, jaką czytałaś/eś?
Może "Delfina Potocka"? O kobiecie, w której kochało się swego czasu pół Paryża! No, może przesadziłam:) Na pewno jednak była miłością życia naszego poety Zygmunta Krasińskiego, a i Fryderyk Chopin nie był obojętny na jej wdzięki.




7. Kryminał czy science fiction?
Ani to, ani to.

8. Książka z obrazem w tle, którą wspominasz najlepiej.
Nie wiem, czy dobrze rozumiem polecenie...

9. Jaką książkę z kręgu literatury pozaeuropejskiej możesz polecić osobie, która niechętnie sięga po tego typu literaturę?





10. Gdybyś miał/a okazję zjeść kolację z pisarzem/pisarką - kogo byś wybrał/wybrała i co byś zamówił/zamówiła?
Osho. Nieważne, co byśmy jedli. Ważne, o czym byśmy mówili.





11. Jaką książkę zabrał/a byś na bezludną wyspę?
Nie mam zielonego pojęcia:) Nigdy nie chciałabym się na niej znaleźć.


Kontynuując zabawę, zapraszam do niej: 

Avelinę - http://avelinatravel.blogspot.com
Agę CM - http://hugekultura.blogspot.com
Agnieszkę - http://cale-zycie-w-podrozy.blogspot.com
Agnieszkę F. - http://viva-elmundo.blogspot.com
anek7 - http://anek7.blogspot.com
Annę Marię Magdalenę - http://ksiazkawpodrozy.blogspot.com
Gabrielę - http://lareinederetro.blogspot.com
Kingę - http://kingaczyta.blogspot.com
Księgola - http://ksiegol.blogspot.com
http://soy-como-el-viento.blogspot.com
Beatę z http://nauczanka.blogspot.com
Beatę z http://beata-szczurwantykwariacie.blogspot.com
Jolę z żyjączpasja.blogspot.com
Łucję Marię - http://czarownyswiat.blogspot.com
Magdę - http://magdachemini.blogspot.com
Magdalenę - http://bioggraff.blogspot.com
Pamelę - http://podroz-z-fantazja.blogspot.com
Sznupkow - http://sznupkowiewpodrozyzycia.blogspot.com/
Tańczącą z emocjami - http://niewystarczybyc.blogspot.com
T&M - http://tandmpodrozniczo.blogspot.com/

i pozostałych Czytelników tego bloga. 

A oto pytania:

1. Jaką książkę chciał(a)byś dostać od Mikołaja w tym roku?
2. Który utwór literacki rozśmieszył Cię do łez lub choć sprawił, że poczułe(a)ś się lepiej?
3. Książka, z którą podróżujesz lub będziesz podróżować?
4. Miejsce na świecie, które, twoim zdaniem jest warte opisania, a takiej książki nie znasz.
5.Książka, która Cię rozczarowała. Dlaczego?
6. Jeśli miał(a)byś się przenieść na chwilę do czasu akcji którejś  z książek, to co byś wybrał(a)?
7.Czy uważasz, że za 20 lat ludzie nadal będą czytali książki papierowe? Dlaczego tak/nie?
8. Twórczość którego pisarza pamiętasz ze szkoły najlepiej?
9. Gdzie byś chciał(a) pojechać, jeśli nie byłoby ograniczeń finansowych?
10.Jakie masz pierwsze skojarzenie ze słowem podróż?


Serdecznie zapraszam do zabawy:)


sobota, 29 listopada 2014

Zielone wzgórza nad Soliną...

Piosenka Wojciecha Gąsowskiego zaczynająca się od powyższych słów, chyba najszybciej przychodzi na myśl, jak się jest w tym miejscu. Nad Soliną właśnie. Nawet w listopadzie wzgórza są nadal gdzieniegdzie zielone, choć mienią się już różnorodnością barw jesieni. 
Niewiele jest utworów traktujących o Bieszczadach, które byłyby powszechnie znane. Zacytujmy więc słowa Janusza Kondratowicza, spopularyzowane przez wspomniane wykonanie Gąsowskiego.








ZIELONE WZGÓRZA NAD SOLINĄ, 
I ZAPOMNIANYCH ŚCIEŻEK ŚLAD. 
FLOTYLLE CHMUR ZNAD LASÓW PŁYNĄ, 
WĘDROWNE PTAKI GONI WIATR. 


Bardzo przyjemna jest wycieczka takim stateczkiem po Solinie. 

W ciszy Bieszczad można odpocząć. Zwłaszcza poza sezonem, kiedy turystów niewielu. Stąd popularność tego miejsca wśród literatów, szukających spokoju do pisania. 


Siedzi sobie autor opowiadań zawartych w tym tomie, siedzi sobie na zielonym wzgórku dzielącym Żołobek od Rabego, siedzi i patrzy, jak miedzy krzakami jałowca przycupnął wiśniowy „Nissan Primera”, a jego kierowca z telefonem komórkowym przy uchu dobija się gdzieś do dalekiego świata….. - pisał Jerzy Janicki w  "Opowieściach bieszczadzkich".

Dobijam się gdzieś do dalekiego świata:)


Gdzie ja jestem ? – pyta autor – w Bieszczadach ?! Co to ponoć wilki podchodziły tam pod same okna chałupy ? Co to ponoć kraina bez Boga i milicji, za to pełna kryjących się przed prawem i alimentami opryszków ? Ziemia krztusząca się jeszcze dymem pogorzelisk i parująca krwią po bieszczadzkiej wojnie braci, co tylko tym się różnili miedzy sobą, że jedni raz, a drudzy trzykrotnie żegnali się przy pacierzu ? W krainie , co to nawet ponoć nazwę swą wiedzie od BIESów – złych i Czadów nieco łagodniejszych, ale też wszak jednak diabłów, bo jakby tak na mapę zerknąć, to w samej rzeczy – gdzie diabeł dobranoc powiedział…Jakie tam „ponoć”?! (j.w)


Zapora na Solinie. Powstawała w latach 1960-68.  Jest najwyższa w Polsce, ma 81,8 m wysokości i 664 m długości.



Poniżej zapory znajduje się elektrownia wodna o mocy 200 MW.

Pod wodą jest dawna wieś Solina. Niczym w balladzie "Świteź" Mickiewicza, krążą legendy o zatopionym grodzie, którego dawni mieszkańcy straszą po nocach.

W dzień można spokojnie spacerować po koronie zapory.
Jest taka piękna ballada Gustawa Lutkiewicza o Bieszczadach:



(...) Ej, od dolin mgła się wspina

Bies ją wiatrem w słupy wiąże

Pięści z nosem nie rozróżnisz

Ani księdza od prosięcia.

Taka mgła

Taka mgła (...)







Gdzieś na świecie ponoć piece

I widelcem schab się jada

Likier piją z czarna kawą

Radio gada o Bieszczadach

Baju – baj

Baju – baj

Może jest na świecie

Taki kraj…..








I TO JUŻ WIECZÓR NAD SOLINĄ, 
I CISZA, KTÓRA ZNA MÓJ DOM.


sobota, 22 listopada 2014

Polskie ślady we Lwowie - cz.2.

Kontynuujemy wycieczkę po Lwowie polskimi śladami. 
Wśród wielu pomników w tym mieście, jednym z najbardziej okazałych jest monument Adama Mickiewicza. Właśnie minęła sto dziesiąta rocznica jego powstania. Odsłonięto go bowiem 30 października 1904 roku, a w ceremonii tej wziął udział syn poety Władysław Mickiewicz, przybyły z Paryża.


Pomnik w stylu neoklasycystycznym został zaprojektowany
 przez Antoniego Popiela, wzniesiony w latach 1902-1904

Przed tym pomnikiem lwowianie manifestowali wszystkie swoje smutki i radości. Spod kolumny wyruszyły "Orlęta Lwowskie" w 1918-1919 r. na bój o niepodległość Polski i rodzinnego miasta. W tym miejscu Marszałek Polski Józef Piłsudski 22 listopada 1920 r. udekorował tarczę herbową Lwowa orderem "Virtuti Militari".

Konterfekt Mickiewicza zdobi jedną z sal Opery Lwowskiej. Poeta nigdy w niej nie był, nie odwiedził nawet tego miasta. Jego wizerunek jest tu po prostu symbolem polskości.



Lwowski Narodowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej został zaprojektowany przez prof. Zygmunta Gorgolewskiego.



Uroczyste otwarcie teatru odbyło się 4 października 1900 roku w obecności Henryka Sienkiewicza, Ignacego Paderewskiego, Henryka Siemiradzkiego, prezydenta miasta Godzimira Małachowskiego, namiestnika Leona Pinińskiego, marszałka krajowego Stanisława Badeniego oraz delegacji praskiej z burmistrzem Vladimirem Srbem i byłym dyrektorem Narodowego Divadla Františkiem Adolfem Šubertem. Odegrano hymny: polski, austriacki i czeski.


Witają nas flagi: Ukrainy i UE. Co robi tu ta druga?

Przepiękny westybul, czyli pomieszczenie przy głównym wejściu, prowadzące do klatki schodowej.



Patronka tejże opery Salomea Kruszelnicka. Popiersie z brązu odsłonięte w 2009 r.

Salomea Kruszelnicka zadebiutowała jako wokalistka 15 kwietnia 1893 w Operze Lwowskiej rolą Leonory w operze "La Favorite" Gaetano Donizettiego. Potem występowała na scenach Europy Zachodniej, a także Ameryki Południowej. Zdobyła międzynarodową sławę. W 1939 roku zamieszkała na stałe we Lwowie; otrzymała tytuł profesorski i prowadziła klasę wokalną w Lwowskim konserwatorium im. M. Łysenki.

Na scenie trwa właśnie próba

Szkoda, że nie dane mi było obejrzeć jakiegoś przedstawienia. Może kiedyś...

Lwów to miasto, w którym na początku lat 50. XIX wieku Ignacy Łukasiewicz wynalazł lampę naftową. Apteka, w której pracował i prowadził badania nad destylacją ropy naftowej jest obecnie w remoncie. 

Kamienica przy ul. Kopernika. Tu dokonał swego wynalazku Ignacy Łukasiewicz.

Aby zrekompensować nam brak możliwości zobaczenia miejsca pracy Łukasiewicza, przewodniczka zaprowadziła nas do apteki z jego epoki.


Można było obejrzeć, jak wyglądała apteka w czasach odkrywcy lampy naftowej.


Przepiękne zdobienia i farmaceutyki w jednakowych buteleczkach

Jest i lampa naftowa.


Apteka jest czynna. Można w niej kupić nowoczesne leki.


Dobrze, że zachowały się takie oryginalne miejsca.

Nie wszystko, co godne upamiętnienia, zachowało się w tym mieście. W kamienicy, widocznej na poniższym zdjęciu, w 1878 roku urodził się nasz poeta Leopold Staff. Tu ukształtował się jako literat i tłumacz. Do niedawna fakt ten upamiętniała tablica, ale komuś się to nie podobało.


Przykry widok.


Dom stoi przy ulicy Krakowskiej. Jeśli ktoś tam będzie, niech poinformuje mnie, czy coś się zmieniło w tej sprawie.

Na szczęście zachowała się tablica w miejscu urodzenia innego naszego poety - Zbigniewa Herberta.

Kamienica przy ul. Łyczakowskiej. Niestety nasz autokar się nie zatrzymał, stąd trudno dostrzec tablicę upamiętniającą Herberta.

Zdjęcie tablicy pochodzi z http://herbert.polskieradio.pl/#&panel1-1&panel2-1&panel3-1&panel4-1&panel5-1&panel6-1, gdzie usłyszycie też głos poety, czytającego swoje wiersze.


Jest też księgarnia, w której można kupić książki w języku polskim.

Na końcu trzeba wreszcie coś zjeść. Jest taka miła restauracja, z polską obsługą, w której jadłam smakowity barszcz ukraiński, drobiowe szaszłyki i lody. Tych ostatnich nie polecam, ale to kwestia smaku.






Szczepcio i Tońcio spakowani. Najsłynniejsi batiarzy musieli w czasie II wojny światowej wyjechać z rodzinnego Lwowa i nigdy już do niego nie wrócili.

Czas do domu...