niedziela, 29 maja 2016

U źródła. Królewskiego.

Gorący majowy weekend warto spędzić nie tylko nad morzem czy w górach, ale w miejscu mniej uczęszczanym, pięknym i historycznym. Z literaturą może nie ma wiele wspólnego, aczkolwiek wena twórcza zapewne się tam rodzi częściej niż gdzie indziej. A i nazwę ma to miejsce nie od byle kogo, ale samego króla wziętą, władcy będącego także bohaterem niejednego dzieła. Wspomnijmy choć "Krzyżaków" w tym Sienkiewiczowskim roku. 


Mowa o Puszczy Kozienickiej na Mazowszu i królu Władysławie Jagielle, który gościł w niej co najmniej 23 razy. Położona na dawnym szlaku komunikacyjnym Kraków - Wilno, była miejscem odpoczynku a także polowań Jagiellonów. Przepięknie opisywał taką przyrodę Henryk Sienkiewicz.


Czerwone promienie zachodzącego słońca świeciły między gałęziami chojarów. Po wierzchołkach sosen tłukły się wrony, kracząc i łopocąc skrzydłami; gdzieniegdzie kicały ku wodzie zające, czyniąc szelest po żółciejących jagodziskach i po opadłych liściach; czasem śmignęła po buczku chybka kuna. W gąszczach odzywał się jeszcze świegot ptaków, który stopniowo ustawał.


O samym zachodzie nie było w boru spokoju. Przeszło (...) stadko dzików z wielkim hałasem i fukaniem, a potem kłusowały łosie długim rzędem trzymając jeden drugiemu łeb na ogonie. Suche gałęzie trzeszczały im pod racicami i las aż dudnił, one atoli połyskując czerwono w słońcu, dążyły do błota, gdzie im było nocą bezpiecznie i błogo. Nareszcie zorze rozpaliły się na niebie, od których wierzchołki sosen zdawały się płonąć jak w ogniu, i z wolna jęło się wszystko uspokajać. Bór szedł spać. Mrok wstawał od ziemi i podnosił się w górę ku świetlistym zorzom, które też w końcu poczęły omdlewać, zasępiać się, czernieć i gasnąć.


Zaledwie 100 km na południe od Warszawy znajduje się Kozienicki Park Krajobrazowy, w którym mieści się 15 rezerwatów przyrody. Wśród nich "Królewskie Źródło", z którym wiąże się następująca legenda:

Swego czasu biegł przez Puszczę szlak łączący Litwę z Krakowem, który do dziś nosi nazwę Królewskiego Gościńca. Okoliczne lasy kusiły zaś liczną zwierzyną. Pewnego razu drogą tą podróżował król Władysław Jagiełło. A że dzień był wtedy bardzo słoneczny i upalny król zapragnął napić się dla ochłody. Niestety nikt nie wiedział, gdzie znajduje się źródło. Na szczęście drogą szedł pewien chłopiec. Wskazał on nieznajomemu miejsce, znane z bardzo smacznej, orzeźwiającej i krzepiącej wody. 


Zimna i krystaliczna woda posiadała też znane okolicznym chłopom właściwości lecznicze. Gdy orszak królewski ugasił już pragnienie, król wezwał młodzieńca przed swe oblicze. A że wdzięczność długi nakazuje spłacać, zapytał co może dla niego uczynić. Wtedy chłopiec opowiedział mu historię swojej miłości do cudownej urody dziewczyny. Miłości nieszczęśliwej, bo ojciec jej nie chciał się zgodzić na ślub. Król wezwał więc chłopa i przykazał mu, aby nie stawał na drodze ku szczęściu młodym, a chłopakowi wręczył sakiewkę pełną złota. Od tej pory źródło to zwane jest również "Źródłem Miłości", gdyż według legendy, pijąc z niego wodę, usuwamy wszelkie przeszkody w miłości.


Na koniec oddajmy jeszcze raz głos naszemu nobliście:

 ...król wszedł pierwszy (...) można mu się było dobrze przypatrzyć. Włosy miał czarne, zwichrzone i rzedniejące nieco nad czołem, długie, po bokach założone za uszy, twarz smagłą, całkiem ogoloną, nos garbaty i dość spiczasty, koło ust zmarszczki. Oblicze jego miało wyraz dobrotliwy, ale zarazem i czujny, człowieka który wyniesion przez fortunę nad własne spodziewanie, musi myśleć ustawicznie o tym, czy jego postępki odpowiadają godności, i który obawia się złośliwych przygan.
Henryk Sienkiewicz "Krzyżacy", tom 1, Warszawa 1976


Żeby to był król z naszego dawnego rodu królów od wiek wieków krześcijańskich, to by może i pierwszy na Niemców uderzył. Ale nasz Władysław Jagiełło (nie chce ja mu czci umknąć, bo zacny to pan, którego niech Bóg w zdrowiu zachowa), nimeśmy go królem sobie obrali, był wielkim księciem litewskim i poganinem; krześcijaństwo dopiero co przyjął, a Niemce szczekają po świecie, że dusza jeszcze w nim pogańska. Przeto okrutnie mu nie przystoi pierwszemu wojnę wypowiadać i krześcijańską krew rozlewać. Dla której przyczyny i Witoldowi w pomoc nie rusza, chociaż go ręce swędzą, bo i to wiem, że nienawidzi on jak trądu Krzyżaków.
Henryk Sienkiewicz, "Krzyżacy", tom 2, Warszawa 1976

Niedaleko rezerwatu, w Kozienicach  w 1410 roku skonstruowano most pontonowy, który umożliwił przeprawę przez Wisłę polskim rycerzom i tym samym przyczynił się do zwycięstwa nad Krzyżakami pod Grunwaldem – w najsłynniejszej w polskiej historii bitwie. 

niedziela, 15 maja 2016

Noc Muzeów z duchem cara

Za nami Noc Muzeów. Tym razem zwabiła mnie poniższa zachęta spędzenia jej w gostynińskim zamku. Oferta była tym bardziej kusząca, że mimo bliskości tego miejsca, nigdy w nim nie byłam.



Szczególnie zainteresowało mnie ono ze względów historycznych. Tam bowiem w 1612 roku zmarł Wasyl Szujski - car Rosji! Został wybrany na władcę przez Dumę Bojarską w maju 1606 roku, czyli 410 lat temu. 4 lipca 1610 roku pod Kłuszynem jego wojska zostały pokonane przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego, co otworzyło armii króla polskiego drogę do Moskwy. Po wkroczeniu wojsk Rzeczpospolitej do Moskwy Wasyl Szujski uznał prawa królewicza Władysława Wazy do tronu rosyjskiego.

Rysunek z przełomu XVIII i XIX wieku przedstawiający cara Wasyla Szujskiego z rodziną przed królem Zygmuntem III Wazą. Autor Józef Peszke. Replika z 2009 r. na zamku w Gostyninie
Bojarzy wydali go w ręce hetmana Stanisława Żółkiewskiego. W październiku 1611 roku na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie odbył się triumf Żółkiewskiego, po którym car i jego rodzina zostali zaprowadzeni na zamek królewski. Tam złożyli hołd Zygmuntowi III Wazie.


18 grudnia 1611 roku Wasyl Szujski i jego rodzina jako więźniowie króla polskiego zamieszkali na zamku w Gostyninie. Tam car zmarł 12 września 1612 roku. Od tej pory podobno straszy...


Postanowiłam przekonać się o tym osobiście. W tym celu udałam się na zamek, kiedy zapadła noc.


Bardzo podobało mi się w środku. W głównej sali można było zapoznać się z historią tego miejsca. Już w XIV stuleciu Gostynin otrzymał prawa miejskie i z tamtych czasów pochodzi murowana wieża obronna. 


Za czasów panowania księcia Siemowita IV (w I połowie XV) wzniesiono murowany zamek, a także zbudowano przedbramie i most zwodzony. Dwukrotnie ( w roku 1414 i 1419) gościł tu król Władysław Jagiełło. 


Mnie jednak najbardziej interesowała historia cara i innych mieszkańców tego zamku. Niestety nikt jej nie opowiadał, ponieważ nie ma w nim muzeum. Pomyślałam, że skoro jednak zapraszają na Noc Muzeów, powinien być ktoś, kto zainteresuje gości tym miejscem.


Błądząc po zamku (tłumów nie było), spotkałam dwa duchy, które powiedziały o planowanej na godzinę 22.00 inscenizacji. Faktycznie, informowano o niej na plakacie. Zostało kilka minut, więc duchy zaprowadziły mnie do miejsca, w którym prawdopodobnie zmarł car Wasyl IV.


Rzeczywiście atmosfera była niesamowita. Ciemno. Średniowieczna wieża, stare schody, mury i wśród nich Wasyl! Można było poczuć grozę:)


W tej atmosferze aż chciało się posłuchać opowieści o dawnych mieszkańcach zamku. Tych pragnień nie zaspokoiła wspomniana wyżej inscenizacja. Dzieci ucharakteryzowane na makabryczne upiory odgrywały scenkę o jakiejś krwawej hrabinie. I księżniczce Elżbiecie. A może to ta sama osoba? 



Ktoś, kto zna historię tego miejsca, pewnie się domyślił. Ja niestety nie. Inni przyjezdni także. Szkoda niewykorzystanej szansy. 


Nie wszystko da się znaleźć w internecie. Zresztą to nie to samo. Zabrakło kogoś, kto zapoznałby nas z tymi opowieściami, legendami na miejscu, w tej pięknej, magicznej scenerii. Może za rok...

czwartek, 5 maja 2016

U Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej

Henryk Sienkiewicz skończyłby dziś 170 lat! Miniony weekend spędziłam w miejscu jego urodzenia - Woli Okrzejskiej. Ta niewielka wieś w województwie lubelskim pełna jest pamiątek po naszym pierwszym literackim nobliście i jego twórczości.


Przede wszystkim jest tam Muzeum Henryka Sienkiewicza. Mieści się ono w dworku odremontowanym z dawnej oficyny, w miejscu urodzenia pisarza. W pięciu salach znajdziemy zdjęcia rodziny Sienkiewiczów i rzeczy do niej należące.


Uwagę wszystkich przykuwa sam noblista, siedzący przy biurku. Z braku pióra, które się podobno zawieruszyło gdzieś w czasie podróży, postanowiliśmy wręczyć pisarzowi nowocześniejszy sprzęt. Widać było, że się mu spodobał.


Mnie natomiast najbardziej przypadł do gustu ten mały salonik z przepięknymi meblami i paprotką jak u mojej babci.


Dyrektor muzeum, pan Maciej Cybulski, z pasją opowiadał nam historię tego miejsca oraz eksponatów. Na zdjęciu widać między innymi okulary pisarza - podarunek z Vevey, gdzie zmarł.


Mnie szczególnie zainteresowały stare wydania dzieł Sienkiewicza. Część z nich widziałam u swojego dziadka. 


Jedna z sal poświęcona jest ekranizacjom utworów noblisty. Znajdziemy tu tron i głowę Nerona z "Quo vadis", stroje Ligii i Winnicjusza, a także sukienkę Nel z pierwszej ekranizacji "W pustyni i w puszczy". Na ścianach mnóstwo fotografii bohaterów Sienkiewiczowskich powieści.


W kolejnej sali fortepian marki "Erard" z 1840 roku wykonany w Paryżu był własnością matki pisarza. Grywał na nim mały Henryk i jego rodzeństwo. 
Miło, że dyrekcja muzeum pomyślała też o innych naszych noblistach. W końcu mamy ich niewielu.


Część wystawy jest zatem poświęcona Władysławowi Stanisławowi Reymontowi, Czesławowi Miłoszowi oraz Wisławie Szymborskiej. Ostatnią Literacką Nagrodę Nobla otrzymaliśmy 20 lat temu. Czas na kolejną.


Dworek jest położony przy głównej drodze we wsi, obok szkoły. 


Na całkiem sporej działce widać fundamenty dawnego dworu Sienkiewiczów. Stojące tam drewniane figury przedstawiają samego pisarza oraz bohaterów jego książek.


Muzeum Sienkiewicza zaprasza na obchody 170. rocznicy urodzin noblisty, więc jeśli jesteście w pobliżu, warto tam zajrzeć. 
Tu macie program uroczystości:



W drugim dniu życia, 7 maja 1846 roku, państwo Sienkiewiczowie ochrzcili Henryka w miejscowej parafii pod wezwaniem Św. Apostołów Piotra i Pawła.


Kościół obecny murowany został obudowany w 1793 r. dzięki wparciu Teresy z Lelewelów Cieciszowskiej, prababki Henryka Sienkiewicza.
Moją uwagę przykuła obrona Jasnej Góry z "Potopu" Sienkiewicza namalowana przez Jana Molgę, która zdobi sufit świątyni.


Na zewnątrz kościoła od strony północnej jest nagrobek z herbem Cieciszowskich, a pod kościołem pochowani są Teresa z Lelewelów Cieciszowska, jej mąż Adam Cieciszowski pisarz koronny, ich syn Adam Kolumna Cieciszowski z żoną Felicjanną z Roztworowskich Cieciszowską, czyli przodkowie noblisty.


Na cmentarzu w Okrzei jest grób matki H. Sienkiewicza, Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej zmarłej 1 września 1873 r. w Woli Gułowskiej. Płyta, która pamięta naszego noblistę to ta z przodu. W 2012 roku postawiono za nią pomnik. De gustibus non est disputandum.


Tuż za cmentarzem usypany jest kopiec ku czci pisarza (1 września 1932 r. - 1 września 1937 r.). Oddano go społeczeństwu 2 października 1938 r. przy udziale wielotysięcznej rzeszy Polaków z całego kraju i spoza jego granic.


Rozciąga się z niego piękny widok na te pola malowane zbożem rozmaitem...


Po dniu tak pełnym wrażeń trzeba wreszcie odpocząć. Komfortowo i niedrogo można to zrobić na przykład w Dworze Sienkiewicz, 3 km od opisanych wyżej miejsc. 


Już od progu przywitał nas wielki portret noblisty oraz portrety trzech jego żon (każda miała na imię Maria). Spędziliśmy tam czas bardzo miło, aż nie chciało się odjeżdżać. Ale cóż, inne szlaki literackie czekają...