niedziela, 20 sierpnia 2017

Hrubieszów Prusa

Kocham Prusa. Za "Lalkę", której obszerność przerażała również mnie w liceum, za "Emancypantki", "Faraona", "Kamizelkę", "Z legend dawnego Egiptu"... Mogę tak wymieniać długo. Ale przede wszystkim za felietony, których humor śmieszy już nielicznych, a mnie wciąż. 


Dziś skończyłby 170 lat. Kojarzymy go z Warszawą, ale urodził się w Hrubieszowie. Kuzyn ojca przyszłego pisarza był tam proboszczem i państwo Głowaccy uznali, że jego plebania będzie dobrym miejscem na urodzenie się ich dziecka.


Do dziś ten budynek jest plebanią, co uniemożliwia zorganizowanie tam muzeum Aleksandra Głowackiego, czyli Bolesława Prusa. Jedynie tablica na budynku potwierdza fakt jego urodzenia w tym miejscu.


Tak to jeden z największy naszych pisarzy nie ma muzeum (oprócz maleńkiego w Nałęczowie), w odróżnieniu do jego "towarzyszy broni" (czytaj: pióra) takich jak Orzeszkowa, Konopnicka czy też Sienkiewicz. Niektórzy z tego grona mają nawet po kilka. Szkoda, że Warszawa nie zadbała o takie upamiętnienie pisarza, który tyle dla niej zrobił. Ale wróćmy do Hrubieszowa.


Położony daleko od centrum, przy granicy z Ukrainą, nie jest miastem turystycznym, choć mógłby, a nawet powinien być. Ma bowiem wiele pięknych i ważnych miejsc, które - odpowiednio rozwinięte oraz rozreklamowane - przyciągałyby turystów na pewno.



Choćby Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Jest tak piękna, że można stać i podziwiać godzinami. Szkoda, że zdjęcia tego nie oddają. 


Niestety świątynia była zamknięta i można ją było obejrzeć tylko z zewnątrz. Mieści się przy ulicy Bolesława Prusa, naprzeciwko kościoła katolickiego, w którym ochrzczono przyszłego pisarza.


Drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia 1847 roku, kiedy Oleś miał cztery miesiące, rodzice zanieśli go do Parafii Św. Mikołaja.


Znajdziemy potwierdzenie tego faktu w kruchcie kościoła. Można tam zapoznać się z krótką historią świątyni, a wśród najważniejszych wydarzeń uwzględniono także chrzest autora "Lalki".


Na szczęście można było wejść do środka, choć główne drzwi były zamknięte. Niezwykle serdeczny ksiądz wprowadził nas od strony ołtarza. 


Hrubieszów upamiętnił swojego najwybitniejszego krajana może nie pięknym, ale wielkim pomnikiem. Dobre i to:)


Całe szczęście, że jest tablica, bo nie byłabym pewna, że to Prus... Tablica upamiętnia także pobyt innego pisarza w tym mieście. Bolesław Leśmian mieszkał tu w latach 1918-22, po czym przeniósł się do Zamościa (piszę o tym w poprzednim poście). Nie zachował się tu jednak ani dom, ani nic innego po nim.


Najbardziej ze wszystkich pisarzy Hrubieszów upamiętnił Stanisława Staszica, ale nie przez jego twórczość literacką, a działalność społeczną. W 1801 roku kupił on te tereny, a piętnaście lat później utworzył Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie.


Chłopi ośmiu staszicowskich wsi zostali uwolnieni od pańszczyzny i otrzymali na własność ziemię i zabudowania. Do wspólnego zaś użytkowania Staszic przekazał im lasy, stawy, młyny i część pól ornych. Członkowie Towarzystwa prowadzili własne instytucje użyteczności społecznej: szkoły, magazyny zbożowe, szpitale, bank pożyczkowy, instytucję rent dla starców i sierot oraz utworzyli fundusz stypendialny dla uczącej się młodzieży.

Popiersie Staszica autorstwa Jana Kucza

W swoim testamencie Stanisław Staszic napisał: "Dobra moje dziedziczne miasto Rubieszów i wszystkie należne wsie..... przeznaczam na uszczęśliwienie tej włości mieszkańców..."


Muzeum jest niezwykle ciekawe, a panie przemiłe. Koniecznie tam zajrzyjcie, będąc w okolicy.


Mnie ujęła pięknie zaprezentowana przedchrześcijańska historia Słowian, a także wielkanocne pisanki, ręcznie ozdabiane przez miejscowe gospodynie.


Nie zabrakło też Bolesława Prusa! Bardziej do siebie podobnego na obrazie Heleny Piekarz niż na pomniku:)


Hrubieszowianie pamiętają o prof. Wiktorze Zinie, który również urodził się w ich mieście. Ale to już całkiem inna historia.


Zakończmy cytatem z Bolesława Prusa, w dniu Jego urodzin: 
Ach, ci kochani bliźni i to społeczeństwo, które nigdy nie troszczyło się o mnie i stawiało mi wszelkie przeszkody, a zawsze upomina się o ofiary z mojej strony... 
Mam nadzieję, że tam, w lepszym świecie, otrzymałeś nagrodę za piękne życie.

PS. 21.00
Właśnie wróciłam z "urodzin Prusa" w Warszawie. Stolica jednak nie zapomniała o swym pisarzu. Mimo deszczu zebrało się ponad 70 osób, aby wspólnie z przewodnikiem miejskim, Adrianem Sobieszczańskim, przejść się śladami "Lalki" i samego Prusa po Śródmieściu. Wybierzcie się za rok. Tu znajdziecie program: -spacer-po-warszawie-boleslawa-prusa-w-170-te-urodziny-pisarza


Jubilat przystrojony, ze świeżymi kwiatami u stóp. Skromnie, ale pewnie nie chciałby inaczej...

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Leśmian w Zamościu

W tym roku przypada 140. rocznica urodzin i 80. rocznica śmierci Bolesława Leśmiana. Zamość postanowił uhonorować poetę, ogłaszając rok 2017 Rokiem Leśmiana. 

Billboard na Rynku Starego Miasta w Zamościu
Wybrałam się do tego miasta po raz pierwszy i zauroczyło mnie. Ale nie będę pisać o samej miejscowości, zwłaszcza że nie zwiedziłam jej dokładnie. Skupiłam się na śladach po Leśmianie oraz inicjatywach upamiętniających poetę.


Zamość od strony historycznej muszę zwiedzić innym razem. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja.


Bolesław Lesman (bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko, upoetycznił je Antoni Lange) mieszkał tu w latach 1922-29. Nie lubił jednak Zamościa, który kojarzył mu się wyłącznie z nudną pracą notariusza przy sądzie okręgowym. Po europejskich podróżach czas spędzony tutaj odczuwał jako "prowincjonalne wygnanie". 


A jednak to tu powstały najpiękniejsze jego utwory, wydane w 1936 r. w tomie "Napój cienisty". Tych i innych wierszy Leśmiana można było posłuchać 6 sierpnia na Rynku Wodnym. We wspaniałym widowisku muzycznym w reżyserii Janusza Kukuły wystąpili: Krzysztof Gosztyła, Marcin Januszkiewicz, Maria Niklińska, Jagoda Stach i Małgorzata Kozłowska.


Dzień wcześniej Książnica Zamojska im. Stanisława Kostki Zamoyskiego zorganizowała na dziedzińcu synagogi czytanie wierszy Leśmiana. Oddajmy na chwilę głos poecie...


Czy pamiętasz młodości dzielny czar? A dalej —
Otchłań wiosny w niebiosy tak luźnie oprawną?
Albo to — jak ciał naszych pragnęła głąb alej?
Bo mnie wciąż się wydaje, że to tak niedawno!
(B. Leśmian "Tamten")



Jam — lalka. W mych kolczykach szkli się zaświat dżdżysty.
Suknia jawą atłasu ze snem się kojarzy.
Lubię fajans mych oczu i zapach kleisty
Farby, rumieńcem śmierci młodzącej mat twarzy.
(...)
Dziewczynce, co się moim bawi nieistnieniem,
Wdzięczna jestem, gdy w dłonie mój niebyt porywa,
Zabawa
I mówi za mnie wszystko, różowa natchnieniem,
I udaje, że wierzy w to, iż jestem żywa.
(B. Leśmian "Lalka")


Deszcz, słońcem zaskoczony — poszperał u płotu
I zdrobniał — i, łzawiejąc, w bezkres się oddala.
Niebo w kałuż błyszczydłach — obłoki utrwala,
Jakby ktoś wodę biało opierzył do lotu...
(B. Leśmian "Po deszczu")


Będę czekał na ciebie z dłonią na zasuwie,
Zasłyszawszy twój szelest, z nóg zdejmę obuwie,
Wyjdę bosy na spotkanie,
Śpiewający niespodzianie,
A, śpiewając, pomyślę, że pacierze mówię.
(B. Leśmian "Łąka")


Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą –
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu,
Pewne, że się twym ustom do cna wytłumaczą –
I nie wstydzą się swego mętu i pośpiechu.
(B. Leśmian "Lubię szeptać ci słowa")


Na głównym zamojskim rynku można obejrzeć ciekawą wystawę poświęconą poecie i jego pracy notarialnej.


Na Rynku Wodnym zaś zobaczymy fotograficzną interpretację dwóch wierszy ("W polu", "Postacie") przygotowaną przez Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne.


Pani Halina Zielińska, pracująca w Książnicy Zamojskiej, pokazała nam kamienicę, w której mieszkał Leśmian. Nazywają ją Domem Centralnym.


Została wzniesiona pomiędzy ulicami Żeromskiego, Bazyliańską i Kościuszki w 1912 r. Na pierwszym piętrze pod numerem 13 w okresie międzywojennym mieszkał tu Leśmian wraz z żoną, malarką Zofią Chylińską i dwiema córkami. Mieli do dyspozycji cztery pokoje z oknami wychodzącymi na stronę południową.

Z panią Haliną Zielińską przed domem, w którym mieszkał Bolesław Leśmian

Dowiedziałam się także, że w Zamościu urodził się i wychował Marek Grechuta. O swoim rodzinnym mieście nie zapomniał, pisząc teksty do ostatniej płyty "Niezwykłe miejsca". Poświęcił mu piosenkę "Gdzieś na mapy skraju", posłuchajcie https://www.youtube.com/watch?v=XdGH6VmY-cc
'
Ulica Grodzka, przy której pod numerem 7 mieszkał Marek Grechuta

Z dala od głównych traktów, gdzieś na mapy skraju,
Na południowo-wschodnich rubieżach polskości
Stoi senna zjawa jak widok prosto z raju,
Owoc hetmańskiej wiedzy, mocy i mądrości.
Piękne słowa, prawda?


Niebawem, kiedy dokończą autostradę, Zamość nie będzie już "z dala od głównych traktów". To dobrze i źle. Dobrze dla turystów, dojadą szybciej, nie będą musieli jak ja z centralnej Polski spędzić pół dnia w samochodzie. Dobrze pewnie też dla miasta. Ale i źle. Bo nie będzie już tej atmosfery, która jest dziś. 


Dobrze jest zwiedzać Zamość niespiesznie, na przykład meleksem. Kierowca opowiada historię miasta i komentuje na bieżąco to, co widać. Za taką podróż trzeba zapłać, zależnie od trasy 20-40 zł. Naprawdę warto.


Uroczy Zamość żegnamy przy blasku księżyca w pełni.


Twierdzę, arsenał i inne zabytki zostawiłam sobie na kolejną wizytę. Bo wrócić tam muszę na pewno!


Za tydzień Hrubieszów! Zapraszam.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

W Szczebrzeszynie nie chrząszcz brzmi...

...tym razem, ale Festiwal Stolica Języka Polskiego, który właśnie się odbywa. Hasłem jego trzeciej edycji jest „CAŁA NADZIEJA W LITERATURZE”, a patronami Festiwalu w tym roku są Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz. 


Szczebrzeszyn to niewielka miejscowość koło Zamościa. Słynie głównie z wiersza "Chrząszcz" Jana Brzechwy. Pamiętacie?


Owad ten doczekał się nawet dwóch pomników.  Pierwszy stanął nieopodal zabytkowego młyna u podnóża Góry Zamkowej, nad źródełkiem wśród trzcin już w 2002 roku, drugi dziewięć lat później przed Urzędem Miejskim.


Łamaniec językowy, rozpoczynający wiersz Brzechwy, sprawia trudność zwłaszcza obcokrajowcom, ale rozsławił Szczebrzeszyn i dał zapewne pretekst do zorganizowania tu Festiwalu Stolica Języka Polskiego.


Przybyli nań wybitni językoznawcy i ludzie zainteresowani polszczyzną. Pierwszy dzień festiwalu odbywał się w Zamościu na Rynku Wodnym. Kogóż tam nie było! Zobaczcie sami.

Kolejka po autograf  Rafała Kosika

Od rana odbywały się spotkania autorów książek dla dzieci (i dorosłych też). Swoje książki podpisywali Rafał Kosik i Grzegorz Kasdepke.

Izabela Winiarska-Górska i Jarosław Górski
W samo południe mogliśmy się zapoznać z dziejami naszego języka dzięki małżeństwu językoznawców, które zaprezentowało krótkie filmiki okraszone ciekawymi komentarzami. Filmy są dostępne tu: błyskawiczne dzieje polszczyzny.

Katarzyna Kłosińska i Michał Rusinek

Z kolei Katarzyna Kłosińska i Michał Rusinek próbowali dociec, jak to się "słowa po niebie włóczą i łajdaczą", cytując Bolesława Leśmiana. Rozmowa zeszła na najnowsze zmiany w polszczyźnie, zwłaszcza na problem zacierania się granic między użytkowością a artystycznością języka.

Jerzy Bralczyk i Michał Ogórek

Ten sam niepokój pobrzmiewał początkowo w wystąpieniu Jerzego Bralczyka i Michała Ogórka. Profesor odniósł się także do hasła festiwalu mówiąc, że nadzieja jest nie tyle w literaturze, co w języku. Mnie osobiście zaś ujął stwierdzeniem, że Adam Mickiewicz jest "mężczyzną jego życia". No to mam z profesorem Bralczykiem coś wspólnego:) 


Zapewne zastanawiacie się, co tak zainteresowało profesora, że aż uchylił moje wdzianko. Odpowiedź jest prosta:) Słowa... słowa... słowa...


Rozmowy o języku na Rynku Wodnym zakończyła Justyna Sobolewska z Filipem Łobodzińskim. Znany dziennikarz opowiadał o swojej przygodzie z tłumaczeniem tekstów Boba Dylana (ubiegłorocznego laureata literackiej Nagrody Nobla), która trwa już od 1979 roku. 

Justyna Sobolewska i Filip Łobodziński
Można było usłyszeć tę pasję, z jaką mówił o twórczości Boba Dylana oraz o swoim projekcie Dylan.pl. Dzięki Łobodzińskiemu mamy teksty noblisty w naszym języku. Zostały wydane i opatrzone komentarzami w tomie "Duszny kraj".


Tych i wielu innych gości Festiwalu Stolica Języka Polskiego możecie spotkać do 12 sierpnia włącznie w Szczebrzeszynie. Tu macie szczegółowy program: http://stolicajezykapolskiego.pl/
Naprawdę warto się tam wybrać.


Oprócz festiwalu Szczebrzeszyn oferuje inne atrakcje (patrz zdjęcie powyżej). Mieszkańcy dumni są chyba ze "swojego" chrząszcza. Zobaczcie sami.



 Księgarnia, z racji niedzieli, była zamknięta, ale w "Restauracji chrząszcza" znalazłam cudeńka:)


Prawdziwy chrząszcz, co prawda martwy i  za szybą, prezentował się okazale.


Nie zapomniano też o sprawcy całego zamieszania - Janie Brzechwie i jego książkach.


Zostawiłam tam adres bloga. Czy ktoś z Państwa skorzystał właśnie z tego wpisu? Proszę się podzielić tą informacją w komentarzu.


A do Zamościa wrócimy za kilka dni w nieco innym kontekście. Zapraszam:)