Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdynia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 czerwca 2020

Nowa książka

Miło mi poinformować Państwa,  że właśnie ukazała się trzecia część "Podróży literackich". Tym razem poświęcona Stefanowi Żeromskiemu. 


Obecnie jestem w Trójmieście.  Jutro w godzinach 13.00-15.00 będę podpisywać swoje książki w Domku Żeromskiego, znajdujacym się przy plaży w Gdyni-Orłowie. Serdecznie zapraszam, jeśli ktoś ma blisko.


Także jest już trylogia 😀Jeśli ktoś miałby na nią ochotę, proszę pisać na az44@wp.pl 


wtorek, 7 stycznia 2020

Muzeum Emigracji w Gdyni

Jeśli będziecie w Trójmieście, koniecznie wybierzcie się do Muzeum Emigracji, które znajduje się w gdyńskim porcie. Stąd nasi rodacy odpływali w siną dal z powodów politycznych albo za chlebem. Jest to jedno z najwspanialszych muzeów, jakie widziałam, a wiecie, że widziałam wiele.


Działa ono od niedawna, bo dopiero w 2015 roku zostało udostępnione zwiedzającym. Mieści się w historycznym budynku Dworca Morskiego. Ekspozycja główna przedstawia historię emigracji z ziem polskich od XIX wieku aż do czasów współczesnych. Zobaczymy wielu sławnych Polaków, którzy szukali dla siebie miejsca w świecie, interaktywne mapy, przybliżające, jak wyglądały warunki polityczne i gospodarcze dwóch ostatnich stuleci. Pięknie zaaranżowane wnętrza pozwolą nam się przenieść do przeszłości i poczuć atmosferę życia naszych przodków.


Po kilku informacjach o Polakach zagranicą w czasach dawniejszych, znajdujemy pokój poświęcony Wielkiej Emigracji (po powstaniu listopadowym). Mamy pięknie, multimedialnie przedstawione dzieje Mickiewicza, Słowackiego, Norwida i innych. Zabrakło tylko Andrzeja Towiańskiego, którego mimo odkłamania jego czarnej legendy, mało kto zna, a jeszcze mniej docenia.


Był za to inny przyjaciel Mickiewicza, Ignacy Domeyko, filomata, Żegota z III cz. "Dziadów". 
O jego karierze w Chile, gdzie jest do dziś doceniany, również mało kto w Polsce wie, a szkoda.


Problemy emigrantów z początku XX wieku można było poznać, oglądając fragment filmu z Charlim Chaplinem. Aranżacja pomieszczenia, w którym oglądamy film, jest przy tym niesamowita. Poznajemy rzeczywistość przeprawy morskiej dla pasażerów trzeciej klasy - od momentu wejścia na statek, przez samą podróż, zarówno na pokładzie, jak i pod nim. Są nawet prycze do spania.


Kolejne sale poświęcone są emigracji okresu II wojny światowej oraz powojennej. Opisana i nagrana historia tamtych dni przybliża dramatyczne losy ludzi, przyczyny i skutki emigrowania.


Oglądamy unikatowe dokumenty, jak choćby ten z gen. Andersem na Monte Cassino, wypowiedzi ludzi, którzy przeżyli te straszne czasy oraz komentarze historyków.


Możemy sobie wyobrazić, jak wyglądała dwutygodniowa podróż przez ocean transatlantykiem SS "Batory". Ustawiona w jednym z pomieszczeń jego makieta jest największym na świecie modelem statku pasażerskiego.


Prezentacje multimedialne przybliżają sylwetki naszych pisarzy, którzy wyemigrowali także w XX wieku: Czesława Miłosza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Witolda Gombrowicza, Sławomira Mrożka i wielu innych.


Zobaczymy, jak żyło się w PRL-u, jak wyglądało przeciętne osiedle z maluchem na parkingu i budką telefoniczną. Co to były "Sporty" i "Klubowe" (dla niewtajemniczonych: popularne wtedy papierosy), czyli co się paliło oraz w czym się chodziło.


Mnie urzekło Radio Wolna Europa. Byłam za mała, by go słuchać w czasach komuny, a teraz miałam możliwość, aby wejść dosłownie do środka przepięknie zrobionej makiety i przenieść się do lat 60., 70., 80...


Wystawa kończy się wraz z końcem XX wieku. Ostatnim wielkim polskim emigrantem, o ile można tak powiedzieć, był Karol Wojtyła. I choć emigrował z zupełnie innego powodu niż pozostali, pięknie wieńczy omówione etapy emigracji. Dziś Polacy również się przemieszczają po świecie. Na szczęście powody, przynajmniej dla nas, nie są już  tak drastyczne. I oby nigdy nie były.

wtorek, 20 czerwca 2017

Żeromski w Orłowie

Za nami długi weekend. Spędziłam go nad naszym morzem, ale kto by pomyślał, że pojechałam tam plażować, myliłby się bardzo. Chciałam poznać Orłowo, dziś część Gdyni, dawnieszą wieś kaszubską, którą upodobał sobie Stefan Żeromski. 


A wszystko zaczęło się od listu pisarza do Bernarda Chrzanowskiego z marca 1919 roku, w którym Żeromski wyrażał pragnienie zamieszkania na Wybrzeżu. Niespełna rok później ponowił życzenie, pisząc do tegoż przyjaciela: "Marzę, jak o raju, o jakimś dworku, willi nad morzem, gdyż tu w Warszawie chorowałem długo i ciężko na grypę "hiszpańską", a właśnie nad morzem lekarze radzą mi zamieszkać ze względu na serce i płuca."


Bernard Chrzanowski rychło przystąpił do szukania takiego miejsca. Znalazł je blisko przystani rybackiej, u podnóża zalesionego wzgórza, obok klifu. Żeromski przeniósł się do domku w Orłowie wraz z siedmioletnią córką Moniką i swoją drugą "żoną" (oficjalnie ślubu nie mieli) Anną. Pisał, że tu czuje się spokojny i szczęśliwy.


W Orłowie odwiedzali go m.in. Jan Kasprowicz i Jan Lechoń. Żeromski napisał tu opowieść „Sambor i Mestwin” o dwóch ogromnych bukach, które wypatrzył podczas spacerów w okolice Witomina.


W odrestaurowanym Domku Żeromskiego, który jest dziś siedzibą Towarzystwa Przyjaciół Orłowa, można oglądać pamiątki związane z pisarzem i jego pobytem nad Bałtykiem oraz nieduże wystawy. Pokoje na parterze i stylowe poddasze są miejscem wernisaży, spotkań z pisarzami i kameralnych koncertów. 


Można się tu także napić kawy i zjeść pyszny deser, czytając przy tym liczne tablice upamiętniające pobyt pisarza w tym miejscu.


W takiej scenerii miło zabrać się do lektury "Wiatru od morza", książki która powstała nieco później, ale której pomysł zrodził się ponoć w tym domku.


Szkoda tylko, że jest ona przywiązana, jakby tłum złodziei miałby się na nią rzucić, a i tak nie uchroniło to ją od dewastacji. Notabene warto byłoby wymienić ten egzemplarz. Chyba nie kosztuje więcej niż serwowana tu kawa.


Choć jest to książka mało znana, jednak odegrała istotną rolę w życiu Stefana Żeromskiego. Był on kandydatem do Literackiej Nagrody Nobla w 1924 roku. Jednak dwa lata wcześniej opublikował rzecz o polskości ziem nadbałtyckich i wielopokoleniowej walce z germanizacją - "Wiatr od morza". Wieść niesie, że to było przyczyną niechęci Komitetu Noblowskiego (w którym zasiadali też Niemcy) do tejże kandydatury. 


Oficjalnie decydujące znaczenie miały względy literackie - styl Żeromskiego wydał się ciężki, poruszane tematy - lokalne, klimat prozy - pesymistyczny i zniechęcający czytelnika. Ostatecznie więc nagrodę otrzymał wtedy Władysław Reymont za powieść "Chłopi".


Kiedy czyta się "Wiatr od morza", nietrudno jednak uwierzyć w nieoficjalną przyczynę niechęci Niemców do Żeromskiego, zobaczcie sami:


"Stara jego [Fryderyka II], po przodkach odziedziczona nienawiść do polskiego szlacheckiego stanu, do ludu mówiącego po polsku, mściwość w każdej krwi kropli krążąca (...) wzrastała, a wstręt do wszystkiego, co duchem polskim trąciło, wzmagał się..."


"Poczytywał też wszystek lud w kraju zabranym za jednorodne zbiorowisko głupoty, za kraj Irokezów, który jedynie dzięki kolonizacji przez Niemców, jako dobrych gospodarzy, ucywilizowany być może."


Żeromski nie zabawił długo w Orłowie. W związku z trwającą wojną polsko-bolszewicką, pod koniec lipca 1920 roku udał się do Warszawy, potem zaś do Wyszkowa, gdzie był korespondentem wojennym.

Widok z okna Domku Żeromskiego
Nad Bałtyk wracał jeszcze, ale o tym następnym razem.