Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płock. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 września 2023

Narodowe Czytanie 2023

Wczoraj odbyła się już 12. edycja Narodowego Czytania, wydarzenia inicjowanego co roku przez Kancelarię Prezydenta RP. W moim mieście zorganizowała je Książnica Płocka w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa 2023 „Żywe dziedzictwo – tradycje od pokoleń”. 

W tym roku przypadła 160. rocznica wybuchu powstania styczniowego i stąd wybór lektury pokazującej, że powstanie było „efektem tego romantycznego ducha, który wtedy się rodził, tej (…) niezgody na niewolę, na tyranię, tego pragnienia wolności, które tak bardzo rozgorzało wtedy w Polakach, zwłaszcza w ludziach młodego pokolenia”.

Elżbieta Dobroń- wicedyrektor Książnicy i Mariusz Pogonowski, aktor prowadzący imprezę

Miałam przyjemność słuchać fragmentów "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej w pięknej scenerii ogrodów Książnicy. Czytali je włodarze Płocka, ludzie piastujący wysokie stanowiska, ale też młodzież, między innymi z mojej szkoły, Zespołu Szkół Centrum Edukacji im. Ignacego Łukasiewicza.

Nie będę szczegółowo wymieniać uczestników, bo zrobiły to już inne portale. Dla mnie ważniejszy był klimat, jak stworzyły panie z Książnicy. Były tam elementy dworku szlacheckiego oraz wiejskiej chaty. Zadbano nawet o wodę z cytryną dla wszystkich zebranych w ten upalny dzień. Aranżacja miejsca, stroje, w których czytano XIX-wieczną powieść, sprawiły, że przeniosłam się myślami do Bohatyrowicz i Korczyna. 

Byłam tam  przecież nie tylko oczami wyobraźni, podczas lektury książki, ale osobiście odwiedziłam te miejsca w 2012 roku. Tak się składa, że właśnie wtedy zainicjowano Narodowe Czytanie, w które co roku włącza się Książnica Płocka.

Za rok będziemy czytać "Kordiana" Słowackiego. Może do tego czasu skończę ósmą część "Podróży literackich", poświęconą właśnie temu poecie. Trzymajcie kciuki:)

czwartek, 15 grudnia 2022

Dwóch Janów Kochanowskich w Płocku

W moim mieście jest ulica Jana Kochanowskiego. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie upamiętnia ona poety z Czarnolasu, ale rewolucjonistę, który zginął w 1907 roku, w czasie ataku na carski furgon pocztowy i w Płocku został pochowany. Czy mieszkańcy bloków przy tej ulicy zdają sobie z tego sprawę?

Właściwie nazywał się Józef Michalski i tylko przybrał sobie pseudonim renesansowego twórcy. Nawet nie pochodził z Płocka. W chwili śmierci miał niespełna dwadzieścia dwa lata. 

Dziwi mnie nadanie imienia ulicy (i całego osiedla!) w taki sposób, żeby jej nazwa jednoznacznie wprowadzała w błąd. Jeśli już chciano upamiętnić tego rewolucjonistę, to powinno się to zrobić pod jego nazwiskiem, nie zaś pseudonimem tożsamym z naszym największym poetą renesansu.

Katedra, w której odbywał się ingres

Warto wiedzieć, że Jan z Czarnolasu odwiedził Płock w marcu 1570 roku. Przybył na ingres, czyli uroczystość objęcia władzy nad diecezją przez nowego biskupa. Zaszczyt ten przypadł Piotrowi Myszkowskiemu, który wprowadzał Kochanowskiego w świat dworzan królewskich i sponsorował jego twórczość. 

Ołtarz w płockiej katedrze

Wdzięczny poeta przybył więc do płockiej katedry, aby towarzyszyć w tej doniosłej chwili swemu dobroczyńcy. Ingres to uroczystość nie tylko religijna, ale i towarzyska. W pierwszych ławach kościoła zasiadali więc urzędnicy z wojewodą i marszałkiem na czele oraz inne ważne osoby w regionie. Była też rodzina i znajomi nowego biskupa. Wybrani wcześniej księża składali przyrzeczenie posłuszeństwa, a do tronu szła procesja z darami. Na koniec orszak biskupi uroczyście przechodził główną ulicą miasta. W XVI wieku była nią ulica Tumska.

Widok na ulicę Tumską i katedrę

Temu wydarzeniu poświęcił poeta elegię zaczynającą się od słów Inter tot, Myscovi, equitum peditumque catervas, a wydaną później jako Elegia XIII z „Księgi pierwszej” (według innej numeracji Elegia X z „Księgi trzeciej”)

Herb Płocka nad Wisłą

W Płocku nie pamięta się wizyty ojca polskiej poezji, czci natomiast chłopaka z PPS, którego jedynym wyczynem było podłożenie bomby pod furgon pocztowy...

poniedziałek, 28 listopada 2022

O Konopnickiej w Płocku

Na zakończenie Roku Konopnickiej w pięknej sali Towarzystwa Naukowego Płockiego miałam przyjemność mówić o swoich podróżach śladami autorki Roty

Zaprosiła mnie pani dr Wioletta Żórawska, przewodnicząca Sekcji Nauk Humanistycznych TNP. Zdjęcia są autorstwa pana Macieja Wróbla.


Skupiłam się na ciekawostkach z biografii pisarki, a ilustracją do nich były zdjęcia miejsc, w których owe elementy biograficzne zaistniały. Począwszy od Suwałk, gdzie Maria przyszła na świat, poprzez Kalisz, Bronów, Szczawnicę, Warszawę, Arkadię, Kraków, Zurych, Wiedeń, Paryż, Niceę, Żarnowiec i wiele innych miejsc, aż po Lwów, gdzie pisarka zmarła i została pochowana.


W ciągu godziny zdążyłam opowiedzieć mniej więcej połowę tego, co jest w mojej książce o Konopnickiej. Goście chętnie po nią sięgali, podobnie jak po pozostałe tytuły z serii Podróże literackie.


Po wykładzie rozgorzała dyskusja na temat związku Konopnickiej z Marią Dulębianką. Prym wiodła pani Małgorzata Ogonowska, polonistka, a jej adwersarzem był pan Adam Kotkiewicz, antykwariusz. 


Uwielbiam takie spotkania. Jeśli ktoś chciałby mnie zaprosić na wykład (może być też online) o jednym z bohaterów moich książek lub zakupić Podróże literackie bezpośrednio u mnie z dedykacją, podaję mail: az44@wp.pl 

niedziela, 15 maja 2022

Noc Muzeów z nową książką

Za nami Noc Muzeów. Spędziłam ją na promocji nowej książki z serii "Podróże literackie". Tym razem bohaterką jest Maria Konopnicka, która za tydzień obchodzić będzie 180. rocznicę urodzin. Jest wszak nieśmiertelna!


Zaproszono mnie do Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu. Ze względu na zbyt dużą odległość, połączyliśmy się online. Pan dyrektor Paweł Bukowski przyjął mnie niezwykle życzliwie. 

Opowiadałam o życiu pisarki przez pryzmat miejsc, w których przebywała, a które ja również odwiedziłam. Pytania zebranych w muzeum gości rozwinęły się w ciekawą dyskusję. Mam nadzieję, że ponownie zawitam do Żarnowca, nie tylko online. 

Tego samego dnia (a właściwie nocy), dzięki uprzejmości pani dyrektor Joanny Banasiak, gościłam w Książnicy Płockiej. Można było kupić moje książki i otrzymać autograf 😉 Zabawa była przednia, przygotowano na tę noc wiele atrakcji. Przede wszystkim była "Prywatka u Władka", bowiem Książnica nosi imię Władysława Broniewskiego. 

Nie zabrakło też chwili refleksji, poezji, klimatu, który uwielbiam. Już po raz siódmy Książnica otworzyła swe gościnne progi do północy. Ciekawe, co przygotuje za rok😉 

A moje książki można zamawiać z autografem na az44@wp.pl

sobota, 30 maja 2020

Płock oczami Zygmunta Glogera

Idąc za ciosem, zachęcona przez pana podpisującego się w komentarzach Michał P., zapoznałam się z jeszcze jednym opisem Płocka z dawnych lat. Otóż Zygmunt Gloger, żyjący w tym samym czasie, co bohater poprzedniego postu, Bolesław Prus i pieczętujący się także herbem Prus, zostawił nam wspaniały opis podróży wzdłuż Niemna, Wisły, Bugu i Biebrzy.


A ze był historykiem i etnografem, wiedział, o czym pisze. Warto dodać, ze znał osobiście Elizę Orzeszkową, która była krewną jego matki i napisała mu przedmowę do tego dzieła, a także Henryka Sienkiewicza, kolegę z warszawskiej Szkoły Głównej. Gloger nie poświęca w swojej pracy zbyt dużo miejsca memu miastu, ale tych kilka zdań jest naprawdę godnych uwagi.

Widok na Płock od strony Radziwia

A więc muszę tu zapisać, że widziałem jeszcze w Płocku hotele droższe niż w Warszawie, w mieście sporo zieleni i sadów podmiejskich, słynących z dawna "kalebasami płockiemi". Z góry zamkowej (ze stokami porosłymi ligustrem), wynioślejszej przynajmniej dwa razy od płaskowzgórza warszawskiego, jakże piękny i rozległy roztacza się widok na szeroką dolinę macierzy wód lechickich, na przystań najeżoną masztami statków wodnych, na długi, ruchliwy, przepasujący Wisłę most łyżwowy, na zawiślańską płaszczyznę wsi Radziwia, obrzeżoną widnokręgiem dalekich lasów i na warsztaty berlinek i gabarów w Radziwiu.

Widok na amfiteatr, Wisłę i molo.

Pięknym jest także widok Płocka, kto mu się płynąc środkiem Wisły przypatruje, a także i charakterystycznym niezwykłą w płaszczyznach Mazowsza wyniosłością góry zamkowej z czterema staremi jej wieżami i wreszcie na stokach wybrzeża miejskiego z rynnami, po których staczają się ziarna zbóż  mazowieckich ze spichlerzy, zbudowanych na górze do wnętrza statków wodnych.

Stary Rynek

Zapytacie mię może jeszcze, co najpiękniejszego słyszałem w Płocku? Oto słyszałem muzykę najrzewniejszą, która w duszy mojej głębokie zrobiła wrażenie, słyszałem powtarzane codzień już wiek piąty dźwięki dzwonów katedralnych za dusze rycerzy, poległych razem ze swoim królem w walce z bisurmaństwem r. 1444 na polach Warny... (pisownia oryginalna)

Obecne wejście do Małachowianki, dobudowane na początku tego stulecia.

Tyle Gloger. Dodam jeszcze, ze w Płocku jest najstarsza polska szkoła, której początki sięgają 1180 roku. Liceum nosi imię marszałka Stanisława Małachowskiego, dlatego popularnie nazywane jest Małachowianką. Jestem jego absolwentką.

Małachowianka od strony dziedzińca. 
Mam nadzieję, że trzy ostatnie posty zachęciły Państwa do odwiedzin mojego miasta. W razie czego służę pomocą w zorganizowaniu noclegu i jako przewodnik:)

piątek, 15 maja 2020

Ponownie Płock

Tym razem oczami Bolesława Prusa! Zainspirowana komentarzem Piotra Romanowskiego (notabene mojego byłego ucznia) pod poprzednim postem, postanowiłam zgłębić wiedzę na temat pobytu autora "Lalki" w moim mieście. Obok opracowań znalazłam tekst samego Prusa pod tytułem "Wisłą do Płocka", w którym opisuje on zarówno podróż jak i ów pobyt. Posłuchajcie.

Wzgórze Tumskie nad Wisłą

"Ja także byłem w Płocku. Do Płocka wiodą rozmaite drogi i zajechać tam można różnymi sposobami. Piszący to wybrał drogę wodną i sposób zwany statkiem parowym, uważa bowiem za święty obowiązek podtrzymać rozwój marynarki krajowej". Niestety, na nic się zdały chęci podtrzymania tego rozwoju. Dziś nie można Wisłą popłynąć do Płocka. Jedyny statek, który pływa wzdłuż brzegu miasta, wozi turystów raptem przez godzinę w tę i z powrotem.

Zamiast molo wzdłuż Wisły, była tu kiedyś prężnie działająca przystań (po lewej herb Płocka ułożony z kwiatów)

Prus przybył tu 3 maja 1880 roku na pokładzie statku "Andrzej", który kilka razy po drodze z Warszawy wpadał na mieliznę, ale wraz z setką innych podróżnych udało się bezpiecznie dotrzeć do celu. Z właściwym sobie humorem pisarz skomentował, że "stanął na gruncie gubernialnego miasta Płocka żywy, zdrowy pełen ufności w miłosierdzie Boże, które karmi ptaszki i odziewa lilie polne". Pierwsze wrażenie miał bardzo przyjemne. Ulice uznał za wygodne, doskonale wybrukowane i czyste. Domy nadawały miastu "pozór wesołości i dobrobytu". Nie czuć było miejskiego "zaduchu", powietrze "jakby wiejskie" bardzo odpowiadało pisarzowi.  

Ulica Grodzka, stan obecny
Szedł ulicą Grodzką na Rynek, gdzie na wieży ratuszowej zobaczył wartę straży ogniowej. Dziś już tego nie ujrzymy, ale za to codziennie w samo południe możemy obejrzeć scenę pasowania Bolesława Krzywoustego na rycerza. Książę, który tu się urodził, jako czternastoletni chłopak faktycznie został pasowany w 1100 roku przez swego ojca Władysława Hermana, rządzącego wtedy w Płocku. Prus nie mógł, niestety, usłyszeć hejnału, który rozbrzmiewa z ratuszowej wieży dopiero od 1937 roku.
Hejnalista macha do nas ręką

Po pewnym czasie pisarz zauważył także negatywne strony miasta. Brak powszechnej kanalizacji, wodociągów sprawiał, że wszędzie panoszyła się wilgoć. Woda pitna była "twarda i niesmaczna". Skuszony napisem na jednym z lokali "Lody" wszedł do środka, ale proponowano tam bulion z pasztecikami. 

Katedra w Płocku

Katedra płocka wydała mu się "duża, ale zbudowana ciężko i niesmacznie". Oglądał nawet jej skarbiec, niedostępny przeciętnemu śmiertelnikowi oraz (dostępną już) kryptę książąt mazowieckich. Wpuszczono go też na dzwonnicę. Niestety, Prus po powstaniu styczniowym cierpiał na lęk wysokości, także wchodzenie na nią było dla niego traumatycznym przeżyciem. Dodatkowo przewodnik opowiadał o ludziach, którzy tam zginęli. Z ulgą znalazł się z powrotem na dole. 

Dawny skwer Floriański, dziś plac Obrońców Warszawy

Pisarz wziął udział w publicznej akcji charytatywnej "zabawa dla powodzian", która odbywała się na skwerze Floriańskim (dziś plac Obrońców Warszawy). Były tam wtedy młode drzewka. Nie umknęły uwadze Prusa kobiety "równie ładne i szykowne jak warszawianki i równie często używające dość lichej francuszczyzny". Zabawa się udała i przyniosła powodzianom ponad 700 rubli, czego zasługę przypisał nasz korespondent gubernatorowej płockiej o nazwisku Tołstoj.

Zdjęcie, jak widzicie, aktualne. Nawet Marszałkowi nie dadzą normalnie oddychać...

Cudowne miasto! - podsumował swój krótki pobyt Bolesław Prus. Zapraszam więc do jego odwiedzenia, jeśli nie zniechęcił Was ten opis. Gwoli ścisłości, nie ma już negatywów, opisanych przez autora "Lalki", ale są niestety inne. Największym z nich jest oczywiście petrochemia, czyli Orlen, który zanieczyszcza nam powietrze. Na szczęście dla Płocka wiatry wieją zazwyczaj w inną stronę i trucizna rozsiewa się na okoliczne wsie. Także mieszkańcy mojego grodu wiedzą, że jajka ze wsi nie są tu najzdrowsze, nawet  (a może przede wszystkim) z kur grzebiących...

wtorek, 5 maja 2020

Miasto moje a w nim...

Nie mogę podróżować, ale mogę Wam pokazać moje miasto. Na przykład oczami Henryka Sienkiewicza, który dziś obchodziłby swoje 174. urodziny. Odwiedził Płock, bo o tym mieście mowa, 8 i 9 stycznia 1904 roku, kiedy objeżdżał wiele miejscowości z odczytami dla powodzian. W poprzednim roku bowiem powódź w Królestwie Kongresowym pozostawiła wiele osób bez dachu nad głową. Pisarz zorganizował wtedy grupę prelegentów, która w grudniu 1903 roku i styczniu roku następnego objeżdżała koleją szesnaście miast, aby zebrać fundusze dla najbardziej poszkodowanych.

Ratusz na Starówce

Ówczesna prasa lokalna - „Echa Płockie i Łomżyńskie” w numerze 2. informowały: „W piątek więc miasto nasze powita prelegentów, którzy w szlachetnym celu pomocy dla cierpiących od klęski żywiołowej nie szczędzą swoich trudów i wydatków osobistych, aby przez wygłaszanie odczytów w miastach całego kraju zebrać fundusik na ulżenie smutnej doli nieszczęśliwych”. Oprócz Sienkiewicza prelegentami byli: Henryk Radziszewski i dwaj panowie, których imion nie wymieniono – Baliński i Lewicki. Goście zostali zakwaterowani w najlepszym wówczas hotelu, dziś już nieistniejącym, przy ulicy Kolegialnej 20. Był to Hotel Warszawski, który powstał w połowie XIX wieku. W roku 1901 rozbudowano go i unowocześniono. Uzyskał wówczas szereg komfortowych pokoi i apartamentów oraz elegancką salę balową. W niej właśnie nastąpiły wspomniane odczyty na rzecz powodzian.

Budynek dawnego Hotelu Warszawskiego, dziś siedziba Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej

Nazajutrz Sienkiewicz i pozostali prelegenci zostali zaproszeni do J.E. Arcybiskupa hr. Szembeka oraz zwiedzili katedrę płocką. Ta najstarsza na Mazowszu, bo pochodząca z pierwszej połowy XII wieku świątynia rzymskokatolicka jest najcenniejszym zabytkiem Płocka. Położona na wznoszącym się sześćdziesiąt metrów nad Wisłą Wzgórzu Tumskim, stanowi miejsce spoczynku władców Polski – Władysława Hermana i jego syna Bolesława Krzywoustego. Ich szczątki zostały przeniesione spod posadzki w prezbiterium do sarkofagu w kaplicy pod wieżą północną w 1825 roku, więc Henryk Sienkiewicz zapewne ją zwiedzał.

Katedra. Wejście główne
Gazety lokalne podkreślały serdeczną atmosferę całego pobytu prelegentów w Płocku. Podczas pożegnania podano Sienkiewiczowi arkusz papieru z prośbą o wpisanie się na pamiątkę. Zdanie, które napisał brzmiało: „Kościół jest stróżem przeszłości, piastunem teraźniejszości i siewcą przyszłości”. Goście wyjechali w sobotę, 9 stycznia 1904 r. o trzeciej po południu, a dochód z odczytów wyniósł 562 ruble i 50 kopiejek.

Ołtarz w kościele katedralnym
Płock, jako jedno z najstarszych miast na Mazowszu, nie mógł nie zaistnieć w twórczości Henryka Sienkiewicza. Wielokrotnie pojawia się na kartach Krzyżaków. Przybywają do niego Maćko i Jagienka w poszukiwaniu opata, który po śmierci Zycha miał zaopiekować się dziewczyną. Tu stary rycerz miał zostawić Zychównę pod opieką księżnej Aleksandry. Szlachcic z Bogdańca opowiada anegdotę o nawracaniu samego króla w czasie misterium wielkanocnego, w trakcie którego zrzucano na ziemię postać pokonanego diabła. Wydarzenie, o którym wspomina Maćko miało miejsce w  katedrze płockiej, a brał w nim udział sam król Jagiełło, niedawny poganin. 

Widok na Wisłę w czasie festiwalu Audioriver

W czasach akcji Krzyżaków rządził Płockiem książę Ziemowit IV, którego Sienkiewicz przywołuje jako jednego z wrogów Zakonu Krzyżackiego. Nie wspomina się go dzisiaj w tym mieście, choć był jego bardzo dobrym administratorem. Pomięta się tu za to o Bolesławie Krzywoustym, który doczekał się w 2012 roku swojego pomnika.

Bolesław Krzywousty i jego rycerze

Więcej o Płocku i pobycie w nim pisarza znajdziecie w drugiej części moich Podróży literackich, która ukazała się w ubiegłym roku. Książkę z autografem można zamawiać na az44@wp.pl


czwartek, 12 grudnia 2019

Gustaw Herling-Grudziński w Płocku

Z okazji kończącego się właśnie roku Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (w setną rocznicę jego urodzin) Książnica Płocka zorganizowała wystawę poświęconą temu pisarzowi. Starszemu pokoleniu może być on kompletnie nieznany, bo do roku 1989 zakazany w Polsce. Dopiero od niespełna trzydziestu lat czyta się jego "Inny świat" w szkole, więc ci, którzy kończyli ją wcześniej, mogli w ogóle nie zetknąć się z jego twórczością. 


Herling-Grudziński urodził się w Kielcach, zmarł w Neapolu. Nie będę tu pisać jego życiorysu, bo ten łatwo znaleźć w internecie. Wspomnę tylko, że miał dwadzieścia lat, jak wybuchła II wojna światowa i został skazany na pięć lat łagru za "szpiegostwo", to znaczy za nazwisko podobne do Göringa - niemieckiego oficera, prawej ręki Hitlera oraz za posiadanie oficerskich butów. Wiemy, że Rosjanie potrafili skazać człowieka na śmierć za jeszcze bardziej absurdalne "winy". 


Zastanawia podwójne nazwisko pisarza. Za granicą znany jest wyłącznie pod jednym - Herling. Skąd wziął się zatem Grudziński? Według legendy rodzinnej drugi człon nazwiska był, jak mówił pisarz Zdzisławowi Kudelskiemu, "rezultatem faktu, że mój pradziadek czy prapradziadek był w oddziałach Czachowskiego w lasach kieleckich w czasie powstania styczniowego. Tam mu to drugie nazwisko nadano, ale ja nigdy nie natrafiłem na żadne ślady czy dowody tego twierdzenia, także muszę to uznać za legendę, coś w rodzaju rodzinnego mitu". Jednak podtrzymywał to nazwisko. Może dlatego, że brzmiało bardziej po polsku niż to pierwsze?


Zakazany był w ojczyźnie z prostej przyczyny. Więzień łagrów, który opisał, jak wygląda w nich życie, który cudem i w ostatniej chwili (był już w trupiarni) wydostał się stamtąd i wstąpił do Armii Andersa, walczył pod Monte Cassino i pozostał we Włoszech, nie mógł być znany w PRL.  Dziś, na szczęście, jego "Inny świat" jest na liście lektur, a instytucje kulturalne robią o nim wystawy oraz prelekcje. W jednej z nich uczestniczyłam niedawno z moimi uczniami.


Autorką wystawy jest pani Ewa Lilianna Matusiak. Zobaczyliśmy bogatą w archiwalne fotografie,  działającą na wyobraźnię prezentację historycznych fotografii ze zbiorów Archiwum Państwowego w Gdańsku i Muzeum Mazowieckiego w Płocku oraz afiszy niemieckich władz okupacyjnych z 1939 roku ze zbiorów Archiwum Państwowego w Płocku. Wysłuchaliśmy także niezwykle ciekawej opowieści o Herlingu i czasach jego młodości.


Uczniom naprawdę podobała się ta lekcja. Pani Matusiak potrafiła przemówić do ich wyobraźni, podkreślając, że pisarz był w ich wieku, gdy wybuchła wojna. Miał plany takie jak oni - dalej się kształcić, znaleźć pracę, założyć rodzinę... W jednej chwili znalazł się w innym świecie, takim, którego się nie spodziewał i z którego cudem ocalał. I który na szczęście opisał, ku przestrodze następnym pokoleniom. Mam nadzieję, że moi uczniowie przeczytają tę książkę.


niedziela, 2 czerwca 2019

Soplicowo w Płocku

Dzień Dziecka spędziłam w Mickiewiczowskim Soplicowie ;-) No niezupełnie. W ogrodzie Książnicy Płockiej, w którym odbywała się biesiada literacka.


Niezwykłość tego wydarzenia polegała na połączeniu fragmentów epopei Mickiewicza z muzyką Stanisława Moniuszki, którego 200. rocznicę urodzin obchodzimy w tym roku.


Nie wszyscy wiedzą, że Moniuszko komponował do strof autora "Pana Tadeusza". Utwory te można odnaleźć w "Śpiewniku domowym" twórcy polskiej opery narodowej.


Na biesiadę zaproszono aktorów scen płockich: Magdalenę Tomaszewską i Henryka Jóźwiaka. Ich profesjonalna recytacja przeniosła nas do Soplicowa. Strofy epopei zabrzmiały, jakby sam autor opowiadał o tych wydarzeniach. 


Dominował wątek muzyczny zawarty w "Panu Tadeuszu" - od melodii  zegara, której słucha tytułowy bohater zaraz po przybyciu do rodzinnego domu, aż po koncert Jankiela.


Nie zabrakło również poloneza, zatańczonego przez wspomnianą parę aktorów. Na koniec wspólnie śpiewaliśmy pieśni Stanisława Moniuszki. Znałam tylko "Prząśniczkę".


Nie byłoby biesiadowania bez jadła i napitku. O to również postarały się panie z Książnicy. Pyszne drożdzowe ciasto z rabarbarem znikało w oczach. Tak bym mogła spędzać każdą sobotę:)