poniedziałek, 3 maja 2021

Majówka z Kochanowskim

Tegoroczna majówka była deszczowa. Roślinom przyda się podlanie, ale ja słabo funkcjonuję w taką pogodę. W dodatku zaplanowałam sobie trochę prac działkowych i pogoda pokrzyżowała mi te plany. 

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Miałam czas, żeby wnieść ostatnie poprawki do mojej kolejnej książki, która ukaże się może jeszcze w tym miesiącu. Okładka już jest, tylko nie mogę się zdecydować na ostateczną jej wersję, bo są dwie. Pomożecie?


Na pierwszej zdjęcie pomnika Kochanowskiego wydaje mi się ładniejsze, ale jest mniej wyraźne. Na drugiej zaś popiersie jest wyraźniejsze, ale te oczy trochę mnie przerażają. Co o tym myślicie? Którą wybrać? Piszcie w komentarzach.


czwartek, 22 kwietnia 2021

Wilno Adama Mickiewicza

Po raz pierwszy niespełna siedemnastoletni nowogródczanin zobaczył Wilno we wrześniu 1815 roku. Matka zaleciła mu, aby w pierwszej kolejności udał się pod Ostrą Bramę pomodlić się za szczęśliwy pobyt w tym mieście. Tak też zrobił. Dał nawet na mszę świętą w tej intencji. Wiemy to z listów samego poety do jego przyjaciół.

Z uczniami klasy 3A przy Ostrej Bramie

Młodziutki Adam Mickiewicz przyjechał z Nowogródka do Wilna, żeby studiować na uniwersytecie. Nie miał pieniędzy na utrzymanie. Ojciec nie żył od pięciu lat, a matka miała jeszcze dwóch synów. Studentom w trudnej sytuacji finansowej uniwersytet ten zapewniał bezpłatne mieszkanie w bursie i 15 rubli stypendium. W zamian po ukończeniu nauki mieli obowiązek kilkuletniej pracy w miejscu wskazanym przez władze uczelni, za pensję płaconą przez rząd. Musiał zgodzić się na te warunki, żeby się kształcić.

Poeta zamieszkał nie w bursie, a u krewnego, księdza kanonika Józefa Mickiewicza, przy ulicy Zamkowej 11. Potem przeniósł się do mieszkania kolegi – Jana Czeczota. Mieszkał także u Józefa Jeżowskiego w domu Puzyny przy placyku koło kościoła św. Michała. Swoje kolejne wileńskie mieszkanie wynajmował w Zaułku Bernardyńskim pod numerem 11, gdzie teraz mieści się Muzeum Mickiewicza.

Na parterze znajdują się trzy pokoje, z których jeden zajmował poeta. Tutaj kończył „Grażynę”, poprawiał także odbitki „Ballad i romansów”. Muzeum zgromadziło ponad 150 eksponatów związanych z wieszczem. Są to dokumenty, obrazy, zdjęcia, egzemplarze pierwszych wydań utworów, przekłady na język litewski, a nawet fotel z paryskiego mieszkania Mickiewicza oraz jego stolik i krzesło z mieszkania w Kownie.

W październiku 1823 roku Adam został aresztowany i osadzony w budynku klasztornym bazylianów w Wilnie, przerobionym na więzienie. Poeta więziony był na pierwszym piętrze i tam do niedawna znajdowała się tablica z łacińskim napisem z III części „Dziadów”. Obecnie zabudowania poklasztorne są własnością prywatnej firmy, tablicę przeniesiono więc do nowo wybudowanej obok „Celi Konrada”. Znajduje się ona około 100 metrów od Ostrej Bramy, przy ulicy Ostrobramskiej.

Nowa "Cela Konrada"

Napis z prologu III części „Dziadów” informuje o śmierci Gustawa, czyli bohatera romantycznego w stylu werterowskim oraz o narodzinach Konrada – bojownika o wolność ojczyzny.

Twórcy dzisiejszej „Celi Konrada” starali się odzwierciedlić warunki, w jakich więziono filomatów i filaretów. Siennik, stołeczek, świeca, pojemnik na wodę i miska do mycia – to wszystko, co mogło znajdować się w pomieszczeniu skazańca. W takich warunkach Adam Mickiewicz spędził pół roku – od października do kwietnia. Na szczęście pozwalano mu na odwiedziny. Dwie kobiety dbały o niego najbardziej – Karolina Kowalska i Maria Puttkamerowa.

Mój uczeń, Damian Marczak, składa hołd profesorowi Lelewelowi

19 kwietnia 1824 roku Joachim Lelewel, dawny nauczyciel poety, poręczył za niego pismem do senatora Nowosilcowa i kilkadziesiąt godzin później Mickiewicz był już wolny. Musiał jednak na zawsze opuścić nie tylko Wilno, ale i ojczystą ziemię. 

Część z Państwa zapewne domyśliła się, że powyższe słowa to fragmenty rozdziału o Wilnie z pierwszej części moich "Podróży literackich". Zmieniłam zdjęcia, żeby dodać coś nowego dla moich Czytelników. Zostało tylko kilkadziesiąt egzemplarzy tej książki, więc jeśli ktoś chciałby jeszcze ją nabyć, zapraszam do kontaktu na az44@wp.pl

niedziela, 11 kwietnia 2021

Z Janem Kochanowskim w Wilnie

Byłam w Wilnie chyba z pięć razy, a nie poświęciłam temu miastu żadnego postu. Raz tylko wspomniałam o nim przy okazji pisania o mojej wyprawie białorusko-litewskiej. Doprawdy nie wiem, jak to się stało! A przecież ze stolicą Litwy związanych było tak wielu polskich pisarzy! Przede wszystkim romantycy, ale nie tylko. Konwicki, Miłosz, Kraszewski, Orzeszkowa, a nawet Kochanowski! I o wizycie tego ostatniego w Wilnie dzisiaj Wam opowiem. 

Z uczniami VLO z Płocka przed kościołem pw. św. św. Janów,
 na dziedzińcu Uniwersytetu Wileńskiego


Jako sekretarz królewski jeździł poeta z Zygmuntem Augustem do stolicy Litwy co najmniej trzy razy. Pierwszy pobyt w roku 1563 trwał około pięciu miesięcy. Wiadomo, że utrzymywał kontakty z
Mikołajem Radziwiłłem „Czarnym”, bratem stryjecznym Barbary Radziwiłłówny, nieżyjącej już wtedy ukochanej żony króla. Pałac Radziwiłłów zwany Kardynalią znajdował się naprzeciwko kościoła pw. św. św. Janów. Niestety zburzono go po II wojnie światowej i wybudowano na jego miejscu szare betonowe budynki mieszkalne, które szpecą ten piękny zakątek Starówki. 

Zrekonstruowany Zamek Dolny, widok współczesny


W Wilnie Jan Kochanowski poznał doktora Piotra Roizjusza, który jest bohaterem znanej fraszki
O doktorze Hiszpanie. Swoje utwory poświęcał poeta także Krzysztofowi Radziwiłłowi „Piorunowi”, którego dwór znajdował się w pobliżu Bramy Zamkowej. 

Pozostałości Zamku Górnego

Dwa późniejsze, krótsze pobyty Kochanowskiego w Wilnie nastąpiły w roku 1565 i 1567. Pisał o tym mieście i przepływających przez nie rzekach Wilii i Wilence w swoich wierszach.

Więcej na ten temat znajdziecie w piątej części Podróży literackich, która ukaże się za dwa miesiące:)

sobota, 3 kwietnia 2021

Wielkanoc

Wstanie On – – i już świtają promienie / Przez rozsadzane grobowca kamienie, / I już chorągwi rąbek się wybiela / Ze szpar... i ranek bliski Zbawiciela...

Cyprian Norwid


Wszystkim moim Czytelnikom życzę wiary, 
że już świtają promienie / Przez rozsadzane grobowca kamienie…

Dobrych świąt!

niedziela, 21 marca 2021

Wiosno, wiosenko...

Dziś literacko o wiośnie, bo tak się cieszę, że w końcu przyszła! Przynajmniej ta astronomiczna. Na tę za oknem trzeba jeszcze trochę poczekać. Przypomniała mi się taka piosenka z dzieciństwa: Wiosno, wiosenko przyjdź tutaj, wołam Cię. Czy jesteś za górami, za rzeką za lasami, wiosno, wiosenko... Nie mogę nigdzie znaleźć autora tych słów. Może ktoś zna?

Wiosna gdy przyjdzie, co nią czynić? - pytał Mikołaj Rej pięćset lat temu. I zaraz sobie odpowiadał: 

Bo gdy przypadnie wiosna, azaż owo nie rozkosz z żonką, z czeladką po sadkoch, po ogródkoch sobie chodzić, szczepków naszczepić, drobne drzewka rozsadzić, niepotrzebne gałązki obcinać, mszyce pozbierać, krzaczki ochędożyć, okopać, trzaskowiskiem osypać? Bo tego trzeba, aby około młodego drzewka chwast nie rósł, bo co by miało drzewko róść, to mu onę wilgotność chwast wyciągnie. Też gdy młode drzewka rozsadzasz, niepotrzebne gałązki precz obrzeż i wirzch, jeśliby się wyniósł wysoko, bo nowo wsadzony korzeń, gdy jeszcze w sobie wilgotności nie ma, gdzie wiele gałęzi na górze, nie może ich używić. Też gdy szczepisz a pniaczek rozbijesz, tedy nożykiem nadobnie gniazdeczka, gdzie masz gałązkę wsadzić, wybierz, tedy i gałązka pięknie przystanie, i pniaczek jej nie ściśnie a nie zmorzy, i wnet ją snadniej sok obleje, iż się prędko przyjmie.

Także zamierzam w tym roku wieść żywot człowieka poczciwego na wsi, skoro podróżować nie można. Chociaż cały czas mam nadzieję, że uda mi się gdzieś wyskoczyć. Tymczasem cieszę się działką i wiosną. 

Na­plot­ko­wa­ła so­sna,

że już się zbli­ża wio­sna.

Kret skrzy­wił się po­nu­ro:

„Przy­je­dzie pew­nie furą”.

Jeż się na­je­żył sro­dze:

„Ra­czej na hu­laj­no­dze”.

Wąż syk­nął: „Ja nie wie­rzę.

Przy­je­dzie na ro­we­rze”.

Kos gwizd­nął: „Wiem coś o tym.

Przy­le­ci sa­mo­lo­tem”.

„Skąd zno­wu - rze­kła sro­ka -

Ja jej nie spusz­czam z oka

I w ze­szłym roku, w maju,

Wi­dzia­łam ją w tram­wa­ju”.

„Nie­praw­da! Wio­sna zwy­kle

Przy­jeż­dża mo­to­cy­klem!”

„A ja wam to do­wio­dę,

Że wła­śnie sa­mo­cho­dem”.

„Nie­praw­da, bo w ka­re­cie!”

„W ka­re­cie? Cóż pan ple­cie?

Oświad­czyć mogę krót­ko,

Przy­pły­nie wła­sną łód­ką”.

A wio­sna przy­szło pie­szo -

Już kwia­ty z nią się śpie­szą,

Już tra­wy przed nią ro­sną

I szu­mią: „Wi­taj wio­sno!”.

(Jan Brzechwa "Przyjście wiosny")

Już w po­wie­trzu wio­snę sły­szę…

Czy ty też?

Ser­ce pa­trzy w me za­ci­sze…

Czy ty wiesz?


Świat wio­śnie­je, w słoń­cu cały,

W świ­tach zórz…

Wró­ble się roz­świer­go­ta­ły:

„Cóż, czy już?” (...)

(Julian Tuwim)

Pozdrawiam wiosennie 😃



środa, 10 marca 2021

Wenecja okiem Kraszewskiego

Aż nie mogę uwierzyć, że nie pisałam dotąd o Wenecji! A byłam tam w 2009 roku, więc dość dawno. Wtedy jeszcze nawet nie przyszło mi do głowy, że będę kiedyś pisać blog i książki. Dlatego nie mam zbyt wielu zdjęć, które mogę pokazać, większość jest zbyt osobista. Nie pisałam o Wenecji na blogu także dlatego, bo nie miałam świadomości, który naszych pisarzy ją odwiedził i zostawił po tym pobycie ślad w swojej twórczości. Przede wszystkim był to Józef Ignacy Kraszewski, który ponad sto stron swoich Kartek z podróży poświęcił temu miastu. Zatem oddaję mu głos.

"Nie wiem czy na wszystkich, ale na mnie w początku przykre wrażenie ruiny bez majestatu uczyniła Venecja, -wieżyce ponachylone, popękane murów ściany, ołowiane kopuły, biała barwa zimna rozlana wszędzie jakby śmiertelnym okrywająca ją całunem, coś wiejącego pustkowiem i opuszczeniem uderzyły mnie tęsknicą. Inną tę Venezia la bella znaleźć się  spodziewałem; zapomniałem, niestety, że z królowej stała się niewolnicą, służebną... Kto długo marzył  o czymś, zawsze doświadcza w pierwszej chwili tego bolesnego odczarowania; siła myśli bowiem więcej tworzy niż rzeczywistość dać może".

"Zaledwie statek w porcie się zatrzymał, otoczyły nas zewsząd usłużne gondole (...) wyglądały niepoetycznie, pospolicie, kilka ław z przodu, ocieniający od skwaru słonecznego pstry baldachim (...) Gondoljerowie dość obszarpani byli i zdawali się myśleć tylko o zarobku..."

"Ludziom i gmachom Wenecji potrzeba się nie jeden raz przypatrzeć, aby je lepiej ocenić. (...) Przeszedłszy plac św. Marka i minąwszy kościół, którego obejrzenie szczegółowe na inny dzień odłożyliśmy (...), udaliśmy się do pałacu dożów. (...) Podróżny mimo pośpiechu wstrzymuje się tu nie mogąc się nasycić wspaniałością tego pomnika..."


"Wsiedliśmy zadumani do gondoli... i popłynęliśmy znowu wzdłuż miasta aż do końca Canal grande... Widok był przecudny... Niebo było prawie bez chmurki, powietrze ogrzane, cisza głęboka... chciało się płakać..." 
"...kazaliśmy się wieźć do Hotelu di Luna przy placu św. Marka, gdzie szczęściem znalazł się jeszcze jeden pokój wolny na dole, który nas gościnnie przyjął i chwilę spoczynku zapewnił". 


"Wyszedłszy na plac od dzwonnicy w lewo zaraz postrzegasz naprzeciw arkad kawiarni Florian i Sutil mnóstwo powystawianych krzeseł... Większa część osób wzdłuż placu żywą odbywa przechadzkę. (...) Ile się tu zjada  i wypija lodów, sorbetów, limoniady, żadna statystyka nie obliczy. Mężczyźni z cygarami w ustach chodzą, rozmawiają lub przysiadają na chwilę dla przejrzenia gazet. Kobiet z wyższego towarzystwa nie widać".
"Mieliśmy zaledwie kilka dni do zwiedzenia w Wenecji, a tyle jeszcze do widzenia, że potrzeba było sobie wreszcie powiedzieć z rezygnacją, iż nie zobaczemy wszystkiego". 

Nie będę dalej cytować Kraszewskiego, kto chce, nie zajrzy do jego Kartek z podróży, gdzie znajdziemy sporo o historii Wenecji oraz jej zabytkach. Cóż mogę dodać od siebie? Niewiele... Po pierwsze spędziłam tam tylko jeden dzień i widziałam malutko, a po drugie było to dwanaście lat temu, więc pamiętam jeszcze mniej. Zapamiętałam Wenecję jako piękne, ale zatłoczone i drogie miasto. Chętnie wybrałabym się tam teraz, bo zapewne jest dużo mniej turystów ze względu na obostrzenia. Tęsknię za podróżowaniem!

niedziela, 21 lutego 2021

Dzień Języka Ojczystego

22 lata temu UNESCO ustanowiło Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, aby chronić różnorodność językową jako dziedzictwo kulturowe. Prawie połowa obecnych na świecie języków jest zagrożona wyginięciem. Nasz na szczęście do nich nie należy, ale przeżył już czasy, gdy starano się go wyprzeć, rusyfikując i germanizując Polaków. Dziś anglicyzacja nie zagraża aż tak polszczyźnie, ale zmienia ją bardzo. 

Lekcja on-line w Szkole Polskiej w Dublinie


Tak się złożyło, że mogłam o tym porozmawiać z Polakami, których drugim, a często pierwszym językiem jest angielski. Zostałam zaproszona do Szkoły Polskiej w Dublinie https://www.szkolasen.com oraz do Szkoły Polskiej przy Ambasadzie RP w Waszyngtonie https://waszyngton.orpeg.pl

Lekcja w Szkole Polskiej w Waszyngtonie

To były urocze spotkania. Dzieci pytały mnie przede wszystkim o moje podróże. Pięknie mówiły po polsku, choć niektóre z nich nigdy nie były w naszym kraju, bo ich rodziny już od kilku pokoleń są za oceanem. 

Relacje z tych spotkań można znaleźć na Facebooku. Mam nadzieję, że będę częstym gościem w szkołach polonijnych, nie tylko w krajach anglojęzycznych.