Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konstanty Ildefons Gałczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konstanty Ildefons Gałczyński. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 kwietnia 2023

Wesołych świąt!

 A dzisiaj jest Wielkanoc. Dzwon rozmawia z dzwonem.

O, wesołe jest serce moje!

(...)

Zaraz przyjdzie rodzina i zacznie się uczta.

Córy moje, nim siądą, przejrzą się do lustra.

I chmara gości ściągnie. I nastąpi taniec.

Podjedzą sobie setnie i podpiją dobrze.

I pasterz z gobelinu też huknie na kobzie.

A potem wieczór przyjdzie. I zniknę w altanie.

Bo lepsza od mych skrzypiec, gdym grywał w Weimarze,

niźli perły, o których dla mej żony marzę,

niż sonaty mych synów, niż wszystkie marzenia,

taka chwila wielkiego, wielkiego wytchnienia,

właśnie teraz, gdy widzę przez altany szparę

rzecz niezwykłą, zawrotną, szaloną nadmiarem:

WIOSENNE GWIAŹDZISTE NIEBO.


(Konstanty Ildefons Gałczyński 

Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha

1950)

środa, 2 września 2020

Nieborów

Zanim zacznę Was zamęczać Wiedniem,  napiszę jeszcze o Nieborowie, który odwiedziłam kilka dni temu. Jest tam pałac, obecnie muzeum, dawniej siedziba Radziwiłłów. Warto go zobaczyć, ale nie w czasach plandemii, gdzie w upale każe się ludziom chodzić w szmacie na twarzy oraz folii na rękach i nogach!  


O samym pałacu możecie sobie poczytać gdzie indziej, ja skupię się na wątku literackim. Otóż w jego sieni (jak to się dawniej mówiło), czyli przy wejściu możemy zobaczyć głowę Niobe, o której prof. Elżbieta Jastrzębowska, kierownik Zakładu Archeologii Klasycznej w Instytucie Archeologii UW, mówi, że wieńczyła niegdyś pełną rzeźbę zrozpaczonej matki. Wiadomo też, że głowa wywodzi się z Rzymu i że przynależała do posągu odkrytego w willi Kwintyliuszy w 2005 r. 


Mnie zainteresowała ze względów literackich, oczywiście. Otóż Konstanty Ildefons Gałczyński napisał o niej poemat. Nie o Niobe w ogóle, ale o tej konkretnej z Nieborowa. Poczytajcie fragmenty:

Jaki wiatr, jaki los cię porywał

Europy drogami na przestrzał?

Kto cię w ręku miał, kto cię podziwiał,

najpiękniejsza z głów, słowiańsko-grecka?

(...)

Gdzie ty byłaś? Gdzie? Jaką ulicą…

niósł cię złodziej… i mało nie skruszył?

Biała głowo, czarna tajemnico

rotterdamskich antykwariuszy

(...)

W 1950 roku,

zapatrzony, nocą, pytam ciebie:

— Czyje oko było przy twoim oku,

może w Awinionie? Może w Bremie?

Kustosz Muzeum w Nieborowie mówi:

Odnaleziona nad brzegami Morza Azowskiego

przez ekspedycję uczonych Katarzyny II,

w drodze zamiany z carycą dostała się w XVIII wieku

w ręce magnackiej rodziny Radziwiłłów. Dzisiaj urodą swoją służy pracy.


Poeta pisał: „Zacząłem w Nieborowie po pokojach brodzić/ i od Niobe odchodzić, i znów do niej schodzić, / powracać i uciekać przez korytarz przykry (...).  Wyznanie to umieścił także w tym poemacie, wydanym w Warszawie w 1951 roku.

Bogini Niobe była córką Tantalosa. Została żoną Amfiona któremu urodziła czternaścioro dzieci: siedmiu synów i siedem córek. Nazwano je od imienia matki Niobodami. Boginię zgubiła pycha, twierdziła bowiem, że to jej powinno się oddawać cześć, a nie komuś, kto ma tylko dwoje dzieci. Tym „kimś” była bogini Leto (Latona), matka Apollina i Artemidy. Ta dwójka postanowiła pomścić zniewagę. Na oczach Niobe po kolei zabijali z łuku  jej dzieci. Rozpaczającą matkę Zeus zamienił w skałę. 


Głowa Niobe, która znajduje się w sieni pałacu w Nieborowie jest zapewne rzymską kopią z II wieku n.e., wykonaną według oryginału z II wieku p.n.e. Jednak nie cała nieborowska głowa jest z tamtych czasów.  Antyczną głowę ustawiono bowiem w XVIII wieku  na nowym biuście i postawie. „Nowy” jest także koniuszek lewego ucha i pukiel włosów nad nim, oraz część włosów na karku.


Ponownie oddajmy głos Gałczyńskiemu: "A kiedy wypełniły się dni i Mahomet II wkroczył ze swoim wojskiem do miasta, figura Niobe obaliła się i głowa odłupała się. Wtedy poeta Taliarch, syn bednarza, wyskoczył z lochu, porwał głowę i uciekł z nią do Florencji. Dante już prawie półtora wieku jak nie żył. Takie są wstępne dzieje marmurowej głowy Niobe, zwanej nieborowską". 


Do Nieborowa głowa trafiła za sprawą Heleny Radziwiłłowej. Przypłynęła statkiem do Gdańska w 1802 roku z Sankt Petersburga. Była bowiem darem Katarzyny II dla księżnej Heleny. Do Rosji natomiast trafiła wraz z innymi dziełami sztuki starożytnej, kupionymi przez carycę u Lyde Browne’a z Wimbledonu. Jej właściciel, znalazłszy się na skraju bankructwa, sprzedał swoją kolekcję.


Tyle na dziś. Polecam zwiedzić park wokół pałacu, a wnętrze zostawić sobie na normalniejsze czasy.



sobota, 30 września 2017

Pranie Gałczyńskiego

Oto widzisz, znowu idzie jesień -
człowiek tylko leżałby i spał... (1937)

Tak 80 lat temu pisał Konstanty Ildefons Gałczyński. I kolejna jesień przed nami... Może warto będzie także ją ocalić od zapomnienia? 


Twórczość Gałczyńskiego jest dziś mało znana. Prawie nie ma jej w szkole, więc sięgają do niej głównie miłośnicy poezji. Jest też obecna dzięki muzyce. Wykonanie Marka Grechuty jednego z najpiękniejszych polskich wierszy zapewne ocaliło go od zapomnienia 
https://www.youtube.com/watch?v=kZmAH4l7lOQ 
Powyższy link odsyła do filmiku prezentującego Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu nad Jeziorem Nidzkim. Byłam tam niedawno i zachwyciło mnie to miejsce. 




Muzeum mieści się w leśniczówce, która powstała około 1880 r. Nazwa “Pranie” wzięła się od łąki, nad którą leży, a która, jak mówili Mazurzy, “prała” czyli osnuwała się mgłą, dymiła. Gałczyński pierwszy raz przybył tu w lipcu 1950 r. Przyjeżdżał z Warszawy przez kolejne trzy lata, jako gość ówczesnego leśniczego Stanisława Popowskiego. W 1952 r. wraz z żoną Natalią snuł plany zamieszkania na stałe w okolicy jeziora Nidzkiego, ale rok później zmarł.


Muzeum jest chętnie odwiedzane, ze względu na swoje położenie oraz atrakcje, które przygotowuje, zwłaszcza latem.


Przy wejściu wita nas Zielona Gęś, bohaterka teatrzyku absurdu, stworzonego przez Gałczyńskiego. Samego poetę można spotkać siedzącego w ogrodzie za domem. Zastanawiałam się, ile prawdy jest w tym, co napisał o nim Czesław Miłosz w "Zniewolonym umyśle". Na pewno był ofiarą sytuacji historycznej, w której przyszło mu żyć.


Przed wojną piewca nacjonalizmu i skrajnej prawicy, po wojnie gloryfikator PRL-u, nie poddaje się łatwym ocenom. Jego ironia, groteska i absurd nie mieszczą się w bezrefleksyjnych sądach. Miłosz pisał zresztą, że polityka nigdy Gałczyńskiego nie interesowała. On był ponad nią i takim pozostał, mimo pozorów podlizywania się władzy jednej czy drugiej.  Był poetą i potrzebował czytelników. 


"Gdzie idą moi czytelnicy, tam idę ja, czego chcą moi czytelnicy, to im daję..." Tak rozumiał rolę poety. W roku 1950 jego twórczość została potępiona na Zjeździe Literatów Polskich przez Adama Ważyka jako drobnomieszczańska.


A talent miał nieprzeciętny! Jego poezja, zdaniem Miłosza, "nie była podobna do niczego w Europie z pierwszej połowy dwudziestego wieku (...) była bezsensowna i pełna sensu równocześnie". Pomimo "dziwacznych zestawień obrazów nie była niezrozumiała".


Cóż, człowiek pisze tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze 
- podsumował Gałczyński swój stosunek do własnej twórczości w "Liście z fiołkiem".



Cieszę się, że odkryłam Pranie. Czuje się tam ducha poezji. Poezji w ogóle, poezji Gałczyńskiego w szczególności. A jest to twórczość warta poznania, mimo zawiłości historycznych, w których i dla których powstawała.


Autentyczne pamiątki po Gałczyńskim czynią z tego muzeum miejsce wyjątkowe. Zobaczymy rękopisy poety, zdjęcia i rzeczy osobiste. Warto też wczytać się we fragmenty jego utworów znajdujące się w gablotach i na ścianach.


Wiele z nich jest aktualnych do dziś i pewnie pozostanie takimi na zawsze. Bo niezmienna jest natura człowieka.


Muzeum w Praniu to nie tylko pamiątki po Gałczyńskim. To także koncerty, warsztaty i inne imprezy, dzięki którym placówka jest bardzo żywa i atrakcyjna.


Zwłaszcza w lipcu i sierpniu odbywają się w Praniu koncerty muzyki poważnej i piosenki literackiej, wystawy, spotkania autorskie, recytacje poezji. Usłyszeć można tu znakomitych artystów polskiej estrady.


Trafiłam na koncert z cyklu "Muzyka u Gałczyńskiego" w wykonaniu Agnieszki Maruchy (skrzypce), Pawła Panasiuka (wiolonczela), Agnieszki Panasiuk (fortepian). Poezje Konstantego Ildefonsa recytował znany aktor Andrzej Mastalerz.


Miałam niezwykłą przyjemność porozmawiania z nim i jego żoną, także aktorką, Agatą Piotrowską.


Wokół Prania biegnie ufundowana przez Nadleśnictwo Maskulińskie, przyrodnicza ścieżka dydaktyczna. Tą trasą odbywał spacery Konstanty Ildefons Gałczyński w latach 1950 – 1953. 


Ścieżka rozpoczyna się na parkingu w Praniu, wiedzie wzdłuż leśniczówki i fragmentu jeziora Nidzkiego, zatacza koło i prowadzi z powrotem na parking. Jej długość wynosi 1400 metrów, czas zwiedzania to około pół godziny.


“...i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie, czy ma lat pięćdziesiąt, czy dziewięć, patrzy w las jak w śmieszny rysunek; i przeciera oślepłe oczy, dzwonek leśny poznaje, ćmę płoszy i na serce kładzie mech jak opatrunek.”
(“Kronika Olsztyńska” – Leśniczówka Pranie 1950 rok)

sobota, 18 października 2014

Jesiennie...

Mamy tak piękną jesień w tym roku, że aż grzechem byłoby o niej nie pisać... A któż lepiej to zrobi, jak nie nasi poeci? Oddajmy im zatem głos.



Najsłynniejszy chyba (dzięki Czesławowi Niemenowi) wiersz o jesieni wyszedł spod pióra Juliana Tuwima.


Wspomnienie

Mimozami jesień się zaczyna,
Złotawa, krucha i miła.
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
Która do mnie na ulicę wychodziła. 

Od twoich listów pachniało w sieni,
Gdym wracał zdyszany ze szkoły,
A po ulicach w lekkiej jesieni
Fruwały za mną jasne anioły. 

Mimozami zwiędłość przypomina
Nieśmiertelnik żółty - październik.
To ty, to ty moja jedyna,
Przychodziłaś wieczorem do cukierni. 

Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
W parku płakałem szeptanymi słowy.
Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
Od mimozy złotej - majowy. 

Ach, czułymi, przemiłymi snami
Zasypiałem z nim gasnącym o poranku,
W snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
Jak tą złotą, jak tą wonną wiązanką...


Mimozy już przekwitają. Znalazłam jeszcze trochę żółtych.



Nie mniej zachwycający jest opis jesieni Leopolda Staffa

J e s i e ń

Jesień mnie cieniem zwiędłych drzew dotyka,
Słońce rozpływa się gasnącym złotem.
Pierścień dni moich z wolna się zamyka,
Czas mnie otoczył zwartym żywopłotem.

Ledwo ponad mogę sięgnąć okiem
Na pola szarym cichnące milczeniem.
Serce uśmierza się tętnem głębokiem.
Czemu nachodzisz mnie, wiosno, wspomnieniem?

Tak wiele ważnych spraw mam do zachodu,
Zanim z mym cieniem zostaniemy sami.
Czemu mi rzucasz kamień do ogrodu
I mącisz moją rozmowę z ptakami? 


W moim ogrodzie spadają liście. A kto je zgrabi? Ja oczywiście:)


Konstanty Ildefons Gałczyński zachęca do znalezienia kogoś bliskiego na chłodne dni:


Jesień 

Jabłka świecą na drzewach jak węgle w popiele,
wiatrak pęka ze śmiechu i powietrze miele.

Jak na fryzie klasycznym dziewczyny dostojne
z różowymi żądzami mężną wiodą wojnę.

Już kasztan się osypał i ochłodły ranki;
o, młody przyjacielu, poszukaj kochanki

z małym domkiem, ogródkiem, sennym fortepianem,
która by włosy twoje czesała nad ranem,

z którą byś po śniadaniu czytał Mickiewicza -
niech będzie silna w ręku, a piękna z oblicza,

jak jesień zamyślona, jak Jesień śmiertelna
i jako jabłka owe cierpka i weselna.


Jesienny zestaw witamin:)

I jeszcze kobiecy punkt widzenia - Kazimiera Iłłakowiczówna


O jesieni, jesieni

Niech się wszystko odnowi, odmieni....
O jesieni, jesieni, jesieni .....
Niech się nocą do głębi przeźrocza
nowe gwiazdy urodzą czy stoczą,
niech się spełni, co się nie odstanie,
choćby krzywda, choćby ból bez miary,
niesłychane dla serca ofiary,
gniew czy miłość, życie czy skonanie,
niech się tylko coś prędko odmieni.
O jesieni!... jesieni! ... jesieni!

Ja chcę burzy, żeby we mnie z siłą
znowu serce gorzało i biło,
żeby życie uniosło mnie całą
i jak trzcinę w objęciu łamało!
Nie trzymajcie, nie wchodźcie mi w drogę
już się tyle rozprysło wędzideł ...
Ja chcę szczęścia i bólu, i skrzydeł
i tak dłużej nie mogę, nie mogę!
Niech się wszystko odnowi, odmieni! ...
O jesieni! ... jesieni! ... jesieni.



Carpe diem!