Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Jork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Jork. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2020

Sienkiewicz w Nowym Jorku

"...gdyby (...) ktoś przyszedł do mnie w lutym i rzekł mi, że przy końcu marca przejadę Niemcy, Francję, całą długość Anglii; że przepłynę na wiosnę burzliwy Atlantyk, a następnie jak ptak na skrzydłach przelecę niezmierzone przestrzenie wielkiej kolei od New Yorku do San Francisco i strząsnę proch z obuwia mego na brzegach Oceanu Spokojnego, temu odrzekłbym bez wahania: – Przyjacielu! (...) widzę, że zmysły twoje nie są z tego świata". Tak zaczął swoją korespondencję z Ameryki, którą odwiedził w 1876 roku jako korespondent "Gazety Polskiej". Wyprawa ta zaowocowała nie tylko "Listami z podróży do Ameryki", publikowanymi w tymże czasopiśmie w latach 1876-78, ale także utworami takimi jak: "Latarnik", "Za chlebem", Wspomnienie z Maripozy", "Sachem".

Statua Wolności wita przybywających do Nowego Jorku od roku 1886, Sienkiewicz nie mógł jej widzieć.


Pisarz postanowił przybliżyć rodakom ten obcy wtedy kontynent, nieznany do tego stopnia, że rzadko kto miał pojęcie, gdzie leży.  W listach przytacza taką sytuację: 
"...zadawano mi nawet pytania świadczące, że geografia należy u nas do nauk najbardziej rozpowszechnionych.
– To, panie, przez morze się jedzie do Ameryki?
– Zdaje mi się; wiem, że kolej jeszcze nie skończona". (pisownia oryginalna)

Nieistniejący już hotel, w którym mieszkał Sienkiewicz
 w czasie pobytu w Nowym Jorku, zdjęcie z web.archive.org

Koleją rozpoczął swoją podróż, dotarł nią z licznymi przesiadkami do Liverpoolu. Stamtąd statkiem, który nazwał „Germanicus” (właściwie "SS Germanic") dopłynął do Nowego Jorku. Zamieszkał w hotelu Central na Broadway'u, który istniał do roku 1973.
Mimo że wszystko było dla pisarza nowe, czuł się rozczarowany. Przede wszystkim był przyzwyczajony do innych stosunków międzyludzkich, te nowojorskie go drażniły.
W trzecim liście pisał:  "Przy stole goście rozmawiają ze sobą jak znajomi, co jednak nie pociąga za sobą bliższych stosunków. Po skończonym posiłku wstają i rozchodzą się, gdzie kto chce, nie dziękując sobie wzajemnie za towarzystwo, jak również nie czekając jedni na drugich. Mnóstwo kobiet przychodzi bez mężczyzn, mnóstwo bowiem nawet panien podróżuje bez żadnej opieki. Wszystkie stroją się tak, jak nigdzie w Europie, wszystkie przychodzą bez kapeluszów". 

Widok współczesny na Nowy Jork z Empire State Building, którego budowa zakończyła się w roku 1931, większość budynków powstała już po śmierci Sienkiewicza

"New York jednak nie tylko nie zachwycił mnie, ale rozczarował potężnie. Każde z europejskich miast ma jakąś swoją osobliwość, którą istotnie widzieć warto: Paryż ma ich tysiące, Londyn również, Wiedeń ma swego Stefana, Berlin swego Kaulbacha, Bruksela – Wiertza i Św. Gudulę, Wenecja – swoje kanały, Rzym – papieża i Rzym starożytny, Kolonia – tum najpierwszy na świecie, Kraków – Wawel i Matejkę, Warszawa – dobre chęci, którymi jest brukowaną, wielkich ludzi do małych interesów, najdłuższe na świecie języki, Saski Ogród i dobro społeczne w kształcie dziurawego orzecha, na którym świszcze, kto chce i jak mu się podoba. Wszędzie jest jakaś tradycja, wszędzie z murów patrzy na ciebie, jeśli nie czterdzieści wieków, jak było raz powiedziane na pewnym obiedzie dla jednego z jubilatów warszawskich, to przynajmniej kilkanaście; wszędzie widzisz historię zakrzepłą w mur i kamień, wszędzie pewną odrębność narodową, wszędzie jakiś wielki ideał, którego początek w mrokach przeszłości. W New Yorku nie ma tego wszystkiego". 


"Murzyn stoi nad tobą jak kat nad dobrą duszą i ustawicznie dolewa ci wody z lodem w szklankę, skoro ją tylko wypijesz, odpowiadając niezmiennym: „Yes, sir!” na wszystkie twoje żądania. Skutkiem tego systemu w jedzeniu wszystko tu jada się zimne, skrzepłe, zdębiałe, nawet w najlepszych restauracjach. Kuchnia amerykańska jest najniegodziwszą kuchnią na świecie. Nie chodzi jej o to wcale, żebyś zjadł zdrowo i dobrze, ale o to, byś zjadł jak najprędzej i mógł wrócić do business;"

Times Square w Nowym Jorku

"Główne ciekawości miasta to hotele i banki, czyli inaczej mówiąc: nie ma tu żadnych pamiątek historycznych, żadnych ciekawości. Historii Stanów Zjednoczonych szukaj w Waszyngtonie; w New Yorku masz tylko kupców. Handel, handel i handel, business i business, oto, co widzisz od rana do wieczora, o czym ustawicznie słyszysz i czytasz. Na rzut oka nie jest to miasto zamieszkane przez taki a taki naród, ale wielki zbiór kupców, przemysłowców, bankierów, urzędników, kosmopolityczny zarwaniec, który imponuje ci ogromem, ruchliwością, przemysłową cywilizacją, ale nuży cię jednostronnością społecznego życia nie wytwarzającego nic więcej prócz pieniędzy. Chcąc opisać to miasto, nie wiedzieć, od czego zacząć, gdzie zaczepić myśl i oko; jedna ulica podobna do drugiej, wszędzie ruch, gwar i ścisk, tłumy powozów i omnibusów; mieszkańcy śpieszą się z gorączką na twarzy i w ruchach, jak gdyby mieli pomieszanie zmysłów". 




"Oto np. Broadway: domy tu podobne do londyńskich, obok hotelu zbudowanego z białego marmuru od dachu aż do fundamentów stoją czerwone ceglane domy, tam dalej plac pusty ze znakami pogorzeliska; (...) Wystawy sklepowe nad podziw świetne i bogate, ale urządzone bez smaku. Na chodnikach przed lustrzanymi szybami sklepów leżą kupy śmieci. Miasto zabłocone, brudne, źle wybrukowane; miejscami stoją małe kałuże czarnego błota, które nie może spłynąć przez zatkane ścieki ku morzu. Mnóstwo papierków, szczątków z gazet, podeptanych skórek z jabłek i pomarańcz leży wszędzie, tak na chodnikach jak i na środku ulicy". 

Broadway

"...przejdźmy teraz na Wall Street (Uolstrit), ulicę niewielką, dość ciasną, ale może jeszcze od Broadway ważniejszą. Jest to ulica bankierów. Od samego rana ludniej na niej niż na Broadway. (...) Prócz banków, prócz stock-exchange, goldroomu (izby złotej) i innych giełd: zbożowych, wełnianych i bawełnianych, na całej Wall Street nie masz zresztą nic godnego widzenia". 
Nie było wtedy Charging Bull - byczka z brązu postawionego w 1989 roku.

Byczek z Wall Street kończy w tym roku 30 lat. My łapiemy byka za rogi,
 inni dotykają jego genitaliów... Sienkiewicz by się zgorszył :) 

"Jakkolwiek miasto to ze względu na brak wszelkich pamiątek historycznych, wspaniałych budowli, kościołów, galerii, muzeów, wreszcie przez swój nieporządek i brak smaku we wszystkim niesympatyczne czyni wrażenie, ma jednak i swe strony dodatnie, z których pierwszą i najgłówniejszą jest olbrzymi rozwój cywilizacji przemysłowej, przedsiębierczość i energia mieszkańców, dowodząca niesłychanej żywotności tego młodego społeczeństwa".


"Z zakładów publicznych miejskich zasługuje jeszcze na wzmiankę Central Park, leżący na Broadway, a będący tym dla New Yorku, czym Lasek Buloński dla Paryża. Jest to park ani brzydszy, ani piękniejszy od innych parków miejskich..."
O mieszkańcach Nowego Jorku Sienkiewicz także nie miał dobrego mniemania.  Pisał, że są gburowaci, brak im "cywilizacji obyczajowej" i żują "ohydny tytuń" ( "Rzuciwszy okiem na pierwsze lepsze zgromadzenie ludzi dostrzeżesz, że większa część mężczyzn porusza systematycznie szczękami, jakby należała do zwierząt przeżuwających, i spluwa co chwila obrzydliwy sos tytuniowy;"). Nawet płeć piękna nie uniknęła krytyki pisarza:  "Pod wieloma względami kobiety amerykańskie niższe są od europejskich (...) stroją się więcej jak wszystkie kobiety na świecie. (...) Niewiele w tym wszystkim smaku, ale wiele przepychu. (...) Są przy tym nadzwyczajnie śmiałe, wyzywające i kokietki do tego stopnia, że słusznie można rzec, iż role tu zostały zmienione i stroną prowokującą jest kobieta. (...) Zresztą kobiety amerykańskie nie są piękne. Brak w ich rysach rasy i dystynkcji, ale to tym nieznośniejszym czyni ich despotyzm". 
Och, Heniu, czy Amerykanki Ci wybaczyły?

Nowojorski Central Park

Warto dodać, że Sienkiewicz udał się do Ameryki za aktorką Heleną Modrzejewską, w której się podkochiwał, ale oczywiście nie wspominał o tym w "Listach z podróży..." Jej syn Rudolf został inżynierem i Ameryka zawdzięcza mu linie kolejowe i ponad trzydzieści mostów.
Opuściwszy Nowy Jork, Sienkiewicz zwiedzał jeszcze w Ameryce m.in. Detroit, Michigan, Chicago, Illinois, Nebraskę i wiele innych miejsc. Miał o nich znacznie lepsze opinie. Mnie niestety nie dane było ich zobaczyć. Może kiedyś?

sobota, 27 września 2014

New York! New York!

W poprzednim poście zabrałam Was do Nowego Jorku, ale ze względu na rocznicę tragicznego wydarzenia, skupiłam się tyko na miejscu po WTC. Dziś więc kilka zdjęć miasta, okraszonych komentarzami oraz informacjami o pobycie w nim polskich literatów.

Statua Wolności rozczarowała mnie swoim rozmiarem. Myślałam, że jest większa:)


Pierwszym chyba z naszych wielkich, który znalazł się w Ameryce był Cyprian Norwid. 12 lutego 1853 przypłynął tu statkiem "Margaret Evans". Znalazł posadę w pracowni graficznej, ale nie czuł się dobrze z dala od ojczyzny. Jesienią tego samego roku dowiedział się o wybuchu wojny krymskiej i zapragnął wrócić do Europy. Umożliwił mu to książę Marceli Lubomirski. Wiosną 1853 r. obaj już byli na starym kontynencie.


Początki tego uniwersytetu sięgają lat 30. XIX wieku, a więc czasów Norwida

Tematyka amerykańska jest obecna w twórczości Norwida. Najbardziej znany jest, napisany już w Europie na znak protestu, wiersz "Do obywatela Johna Brown". Poeta zabrał głos w prawie skazania na śmierć abolicjonisty. Krytykował rozbieżność między ideałami wolnościowymi Stanów Zjednoczonych a istnieniem w tym kraju niewolnictwa.




New York jednak nie tylko nie zachwycił mnie, ale rozczarował potężnie. Każde z europejskich miast ma jakąś swoją osobliwość, którą istotnie widzieć warto: Paryż ma ich tysiące, Londyn również, Wiedeń ma Stefana, Berlin swego Kaulbacha, Bruksela - Wiertza i Św. Gudulę, Wenecja - swoje kanały, Rzym - papieża i Rzym starożytny, Kolonia - tum najpierwszy na świecie, Kraków - Wawel i Matejkę, Warszawa dobre chęci, którymi jest brukowaną, wielkich ludzi do małych interesów, najdłuższe na świecie języki, Saski Ogród i dobro społeczne w kształcie dziurawego orzecha, na którym świszcze, kto chce i jak mu się podoba. Wszędzie jest jakaś tradycja, wszędzie z murów patrzy na ciebie, jeśli nie czterdzieści wieków, jak było raz powiedziane na pewnym obiedzie dla jednego z jubilatów warszawskich, to przynajmniej kilkanaście; wszędzie widzisz historię zakrzepłą w mur i kamień, wszędzie pewną odrębność narodową, wszędzie jakiś wielki ideał, którego początek w mrokach przeszłości. W New Yorku nie ma tego wszystkiego. Główne ciekawości miasta to hotele i banki, czyli inaczej mówiąc: nie ma tu żadnych pamiątek historycznych, żadnych ciekawości. Historii Stanów Zjednoczonych szukaj w Waszyngtonie; w New Yorku masz tylko kupców. Handel, handel i handel, business i business, oto, co widzisz od rana do wieczora, o czym ustawicznie słyszysz i czytasz. Na rzut oka nie jest to miasto zamieszkane przez taki a taki naród, ale wielki zbiór kupców, przemysłowców, bankierów, urzędników, kosmopolityczny zarwaniec, który imponuje ci ogromem, ruchliwością, przemysłową cywilizacją, ale nuży cię jednostronnością społecznego życia nie wytwarzającego nic więcej prócz pieniędzy. 

To nie moja opinia, choć poniekąd ją podzielam. Tak o Nowym Jorku pisał w 1876 roku Henryk Sienkiewicz. W tym właśnie roku przybył do Ameryki i z początku nie zachwycił się nią. Dopiero później (a spędził tam dwa lata jako korespondent "Gazety Polskiej") docenił oryginalność tego państwa i narodu. Swoje spostrzeżenia spisał w "Listach z podróży do Ameryki", skąd pochodzi powyższy cytat.

Widok na Manhattan z Empire State Building, do niedawna najwyższego budynku na świecie
 (obecnie wyższy jest w Dubaju). 
Za czasów Sienkiewicza oczywiście takich widoków nie było:)

W środku budynek zwany Żelazkiem ze względu na jego kształt. Wybudowany w 1902 r. (jeszcze za życia Sienkiewicza), był wtedy najwyższy.
Z jednego z takich wieżowców, z 12. pietra hotelu Hudson, 8 czerwca 1956 roku wyskoczył Jan Lechoń. Od lat zmagał się z depresją i podejmował kilka prób samobójczych, ta była ostatnia. Poeta przybył do Nowego Jorku w 1941 roku i pracował w Ministerstwie Informacji i Dokumentacji Rządu Polskiego a następnie w tamtejszym studio Radia Wolna Europa.
Od 30 sierpnia 1949 roku prawie do śmierci (ostatniego wpisu dokonał 9 dni przed samobójstwem) pisał Dziennik. Miał on stanowić rodzaj terapii, jak się okazało nieskutecznej. 

Ostatni swój wiersz, Poeta niemodny, Jan Lechoń, napisał w listopadzie 1955. To bolesny rozrachunek ze swoją twórczością i samym sobą.

POETA NIEMODNY

Mówią mi: "Nic nie wskrzesi czasu co przeżyty,
Wkrótce o nim i pamięć wśród młodych się zatrze.
Zabieraj sobie swoje stare rekwizyty,
Bo nową będą grali sztukę na teatrze".

Cóż robić? Trzeba upić ambrozji się flachą,
Co jeszcze mi została z młodzieńczych bankietów.
Wychodzę z różą w ręku, z księżycem pod pachą.
A resztę pozostawiam dla nowych poetów.
(1955)
Z "Wierszy rozproszonych"

Razem z Lechoniem byli przez pewien czas w Nowym Jorku jeszcze dwaj inni Skamandryci: Julian Tuwim i Kazimierz Wierzyński. Ten ostatni jest już prawie zapomniany. A szkoda! Był to jeden z najbardziej antykomunistycznych naszych poetów, w PRL-u skazany na niebyt, dziś powinien być wskrzeszany.

Jan Lechoń i Kazimierz Wierzyński w 1955 roku.

Wrażenia z pobytu w Stanach zjednoczonych wydał w zbiorku "Moja prywatna Ameryka". Próbował spojrzeć na to miejsce obiektywnie. Widział słabe punkty, ale bronił mocnych. Ubolewał, że świat ma nieprawdziwy obraz mieszkańców tego kontynentu: "Kapelusze turystów z Teksasu pokrzykujących w Luwrze przysłoniły plan Marshalla i odbudowę Europy". Odbudowę, z którą, jak sądził, po II wojnie światowej stary kontynent sobie nie poradzi bez Ameryki.

Widok na Manhattan z Empire State Building

Na stronie http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=58942&page=3
można usłyszeć Kazimierza Wierzyńskiego, czytającego swoje wiersze. Polecam, to są nagrania sprzed pół wieku!

Po śmierci Lechonia zanotował:
"Mówi się - double talk,
Sni się - double dreams, Żyje się - double life,
Ale skacze się z okna tylko raz".

Osobiście zajął się pogrzebem przyjaciela.

Słynne żółte nowojorskie taksówki.





Pod koniec II wojny światowej przebywał w Nowym Jorku także trzeci z poetów Skamandra - Julian Tuwim. Lechoń i Wierzyński nie mogli mu darować, że wrócił do komunistycznej Polski (w 1946 roku), gdzie nie można było być niezależnym poetą. Tuwim jednak nie chciał żyć poza ojczyzną, tęsknił za nią bardzo i gdy tylko można było bezpiecznie wrócić, zrobił to. W Ameryce powstały jego "Kwiaty polskie", w których czytamy m.in.:



Ojczyzna
Jest moim domem. Mnie w udziale
Dom polski przypadł. To – ojczyzna

A inne kraje są hotele.





Dlatego Ameryce nie poświęcił zbyt wiele uwagi w swojej twórczości. W książce wydanej w 1950 roku, korzysta z doświadczeń amerykańskich, bawiąc się językiem. Przytacza ...historię pewnego pana nazwiskiem Abel, który pojechał do Ameryki. Tam nazywano go Ebel. Zaczął się więc pisać Ebel. Wtedy mówiono mu: Ibel. Pisał się więc Ibel. Wtedy zaczęto go nazywać Ajbel. Więc na wizytówce zjawisł się Ajbel, co Amerykanie wymawiali Edżbel. Na wizytówce ukazał się Edżbel… Słowem, po paru miesiącach p. Abel wyjechał z Ameryki jako Mr. Kopstruczumcziwadze. ("Pegaz dęba, czyli panopticum poetyckie")


Czesław Miłosz, odwrotnie niż Tuwim, wojnę przeżył w Polsce a po jej zakończeniu, wyemigrował. W Nowym Jorku mieszkał tylko kilka miesięcy w 1946 roku, na początku swojego prawie 50-letniego (z przerwami) pobytu w USA. Pracował tu jako radca kulturalny w Konsulacie Generalnym RP. Potem wyjechał do Waszyngtonu. Ale o tym następnym razem:)

czwartek, 11 września 2014

World Trade Center w poezji

Dziś jest rocznica ataku na WTC. Zastanawiałam się, czy to tragiczne wydarzenie odbiło się jakoś w literaturze. W amerykańskiej oczywiście tak. W polskiej marginalnie. Ze znanych naszych pisarzy właściwie tylko Wisława Szymborska stanęła na wysokości zadania. 

 Dopływamy do Manhattanu, dzielnicy Nowego Jorku, w której stały wieże WTC











Skoczyli z płonących pięter w dół –
Jeden, dwóch, jeszcze kilku
Wyżej, niżej.
Fotografia powstrzymała ich
przy życiu
a teraz przechowuje
nad ziemią ku ziemi.
Każdy to jeszcze całość
z osobistą twarzą
i krwią dobrze ukrytą.
Jest dosyć czasu,
żeby rozwiały się włosy,
a z kieszeni wypadły
klucze, drobne pieniądze.
Są ciągle jeszcze
w zasięgu powietrza,
w obrębie miejsc
które się właśnie otwarły.
Tylko dwie rzeczy mogę
dla nich zrobić –
opisać ten lot
i nie dodawać ostatniego zdania.
 ( Wisława Szymborska „Fotografia z 11 września”)

W oddali widać Wieżę Wolności, budowaną tuż obok miejsca, gdzie stały te zburzone.


 Szukając poezji na ten temat, znalazłam taki wiersz (autorka podpisała się imieniem Anna)

Porażeni żarem
spadali
z dwóch wież
Każdy z nich był Ikarem
gdy chwytał go flesz
w pół drogi do śmierci...

Tak wygląda miejsce, gdzie stał jeden z wieżowców.  Tę wielką dziurę obmywa woda, a na jej obrzeżach wypisane są nazwiska ludzi, którzy zginęli w tej wieży 11 września 2001 roku.



Analogiczny "pomnik" na miejscu drugiej wieży.


Szczątki jednej ze zburzonych wież. Za szybą, na pamiątkę.


Nowe wieżowce obok zburzonych rosną do nieba...


Nie mogę znaleźć nic Czesława Miłosza na ten temat. Fakt, że miał wtedy 90 lat, ale przecież pisał jeszcze. Na pewno wstrząsnęło nim to wydarzenie, zwłaszcza że żył w Ameryce ponad 30 lat. Może znacie jakiś jego wiersz poświęcony dniu 11 września 2001? 
Kto jeszcze z naszych pisarzy dał literackie świadectwo tamtych wydarzeń ?