Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tykocin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tykocin. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

O królu prawdziwym w święto niby-króli

Dziś Święto Trzech Króli. Powinno się mówić Trzech Królów (kogo? czego? królów, jeśli chodzi o władców; króli, jeżeli mówimy o zwierzętach). Zachowała się jednak w nazwie tego święta staropolska forma rzeczownika. Nie byli oni podobno królami, ale mędrcami. A ja o prawdziwym królu dzisiaj, a raczej o ostatniej jego podróży na tym świecie.



Trzy kilometry od Tykocina w miejscowości  Knyszyn w lipcu 1572 roku zmarł, kończąc dynastię Jagiellonów, Zygmunt II August. Zobrazował to Jan Matejko w swoim dziele zatytułowanym "Śmierć Zygmunta Augusta w Knyszynie" (przechowywanym obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie).

źródło: Wikipedia
Nie ma już dworu w Knyszynie, ale można zobaczyć pomnik króla, ufundowany przez mieszkańców tej ziemi. Jest też wiele tablic informujących o pobycie monarchy w tym miejscu.







Ale wróćmy do zamku w Tykocinie, o którym pisałam ostatnio. Został odbudowany, a właściwie zbudowany od nowa po pożarze drewnianego, przez Zygmunta Augusta. Król stworzył w nim największy arsenał Rzeczypospolitej końca XVI. Tu także znajdowała się biblioteka królewska. Legenda głosi, że zamek był tak ważny dla Zygmunta Augusta, ponieważ był miejscem pierwszego spotkania z jego wielką miłością, Barbarą Radziwiłłówną. Po jego śmierci służył innym władcom. Rozebrano go, podobnie jak całą Polskę, w II połowie XVIII wieku. Dzisiejszy stan zawdzięczamy pasji prywatnego przedsiębiorcy.


Kiedy król zmarł, jego zabalsamowane ciało spoczywało w tej oto piwnicy zamku tykocińskiego kilkanaście miesięcy, pogrzeb bowiem mógł się odbyć dopiero po wyborze nowego monarchy. Ponieważ Zygmunt August nie pozostawił następcy, szlachta musiała wybrać władcę elekcyjnego. Stało się to dopiero wiosną następnego roku. Kolejnym królem polskim został Henryk Walezy, Francuz, więc zanim dotarł do Krakowa na koronację, znów upłynęło kilka tygodni.


Ciało przetrwało w dobrym stanie, dzięki zabalsamowaniu miodem i szyszkami chmielu oraz ziarnem jałowca.


Pogrzeb Zygmunta Augusta odbył się z zachowaniem wyjątkowego ceremoniału. Po mszy żałobnej odprawionej w kaplicy zamku w Tykocinie, kondukt pogrzebowy wyruszył do Krakowa. Ciało zmarłego wyprowadziło dwudziestu czterech dworzan odzianych w żałobne kaptury, ze świecami w rękach. Dalej postępowała procesja złożona ze stu ubogich z zapalonymi świecami, a za nimi księża i kapelani królewscy.



Następnie jechał chorąży na czarno okrytym koniu. Dalej prowadzono czarnego konia z herbami królewskimi, za którym jechało dwóch chłopców z puklerzami.  Za nimi wóz z ciałem monarchy, przykryty czarnym suknem i zaprzężony w konie także okryte czarnym suknem.
Władca spoczął na Wawelu.

Matka i żony Zygmunta Augusta.

Sekretarz króla, pisarz Łukasz Górnicki, także zmarł w tych okolicach. Był przyjacielem Jana Kochanowskiego. Nie tak sławny jak on, przeszedł do historii literatury jako autor "Dworzanina polskiego", będącego parafrazą traktatu "Il cortegiano" Baltazara Castiglione.


Górnicki starał się dopasować "Dworzanina" do polskich realiów. Wyrzucił wiele wątków, spośród 100 anegdot zachował 40 oryginalnych i dodał 40 własnych. Stworzył wizerunek idealnego dworzanina, łączącego pochodzenie i maniery z wykształceniem, powściągliwością i honorem. Za ten utwór Górnicki otrzymał w 1561 roku tytuł szlachecki i herb Ogończyk.


Zmarł  22 lipca 1603 w Lipnikach pod Tykocinem, pochowany został w Tykocinie w kościele bernardynów, zrujnowanym, jak większość naszych zabytków. Zachował się, na szczęście, krzyż ufundowany przez synów Górnickiego, stojący niedaleko zamku.




Tykocin był dla mnie największy odkryciem minionego roku. Nie spodziewałam się bowiem tam znaleźć tylu informacji i pamiątek na ten blog. A zajrzałam tam po drodze...


Takich właśnie odkryć w Waszych pasjach życzę na ten rozpoczęty rok.


czwartek, 31 grudnia 2015

Na zamku w Tykocinie

Janusz Radziwiłł, znany nam przede wszystkim z "Potopu" Henryka Sienkiewicza, to dla Polaków zdrajca, dla Litwinów bohater narodowy. Punkt widzenia jak zawsze zależy od punktu siedzenia. Zmarł dokładnie 360 lat temu w Tykocinie.


Główny plac w Tykocinie 100 lat temu

Prawa miejskie w 1425 r. nadał Tykocinowi książę mazowiecki Janusz I Starszy. Po bezpotomnej śmierci ostatniego z rodu – Stanisława Gasztołda, dobra nie przeszły na wdowę Barbarę Gasztołdową z Radziwiłłów według prawa koronnego, a na podstawie prawa litewskiego na króla Zygmunta Starego. Za panowania jego syna, Zygmunta Augusta, w tykocińskiej twierdzy został umieszczony arsenał Rzeczypospolitej, skarbiec (spoczywały tu między innymi słynne arrasy oraz biblioteka królewska).

i w roku 2015
W 1661 r., Tykocin otrzymał na dziedziczną własność uchwałą sejmową Sejmu Warszawskiego za zasługi dla Rzeczypospolitej Stefan Czarniecki. Odbudował zniszczony w czasie Potopu szwedzkiego zamek i umieścił w nim swój osobisty skarbiec.

Pomnik Stefana Czarnieckiego na placu
 nazwanym jego imieniem w Tykocinie

Ale zanim to się stało, w 1655 r. w oblężonym przez wojska konfederacji tyszowieckiej Tykocinie zmarł hetman wielki litewski Janusz Radziwiłł. Henryk Sienkiewicz poświęca temu cały rozdział "Potopu".



W zamku zaś wielki zdrajca patrzył w kilka dni później na zapadający na całuny śnieżne mrok i słuchał wycia wichru.
Dopalała się z wolna lampa jego życia. Dnia tego w południe jeszcze chodził, jeszcze spoglądał z blanków na namioty i drewniane szałasy wojsk sapieżyńskich; lecz w dwie godziny później zaniemógł tak, iż musiano go odnieść do komnat.


Warto zwiedzić zamek z przewodnikiem, panem Piotrem Popławskim. Z pasją opowiada historię tego miejsca.

Z jego ziem, z jego włości i starostw można było niedawno udzielne królestwo wykroić, dziś nie był panem nawet i murów tykocińskich.
...Radziwiłła, oblegano teraz w zamku tykocińskim. I kto oblegał? Sapieha, największy wróg osobisty!

W restauracji zamkowej można smacznie i niedrogo zjeść.

Włos jeżył mu się na głowie, gdy o tym myślał. Bo gdy podnosił rękę na ojczyznę, sam sobie wydawał się w stosunku do niej wielki, a teraz zmieniło się wszystko. Teraz on zmalał, a natomiast ta Rzeczpospolita, wstając z prochu i krwi, wydawała się mu jakaś wielka i coraz większa, grozą tajemniczą pokryta, świętego majestatu pełna, straszna. I rosła ciągle jeszcze w jego oczach, i olbrzymiała coraz więcej. Czuł się wobec niej prochem i jako książę, i jako hetman, i jako Radziwiłł.


...nadszedł 31 grudnia, w którym tylko zapadająca noc mogła przeszkodzić oblegającym, widocznie bowiem gotowali coś przeciw zamkowi, jeśli nie szturm, to przynajmniej nowy atak dział na nadwątlone mury.
Dzień miał się ku schyłkowi. Książę leżał w sali tak zwanej "Rogowej", położonej w zachodniej części zamku. Na ogromnym kominie paliły się całe smoliste karpy sosnowe, rzucając żywy blask na białe i dość puste ściany. Książę leżał na wznak na tureckiej sofie wysuniętej umyślnie na środek komnaty, aby ciepło płomieni mogło do niej dochodzić.




- A który dziś dzień?

- Ostatni grudnia, wasza książęca mość.

- Boże, bądź miłościw duszy mojej!... Nie dożyję już Nowego Roku... Dawno mi przepowiadano, iż w każdym piątym roku śmierć stoi koło mnie. (...)
Następnie porwała go straszliwa czkawka, oczy wyszły mu jeszcze okropniej z oprawy, wyprężył się, padł na wznak i pozostał bez ruchu.

- Skonał! - rzekł medyk.

("Potop", t. 2., rozdz.29.)



Sienkiewicz przedstawił hetmana jako zdrajcę, pomijając niektóre motywy jego polityki. W lipcu 1655 roku Wielkie Księstwo Litewskie było zagrożone ze strony Rosji, więc Janusz Radziwiłł czuł się w obowiązku bronić Litwy kosztem zerwania z Polską i oddania się pod protektorat szwedzki. Pisarz pominął też antagonizującą politykę króla Jana Kazimierza.


Niestety komnaty, w której zmarł Janusz Radziwiłł jeszcze nie odbudowano. Była gdzieś w tym miejscu.

Z Tykocinem związany był inny nasz władca - ostatni z Jagiellonów - Zygmunt August, syn królowej Bony. Tu być może (są różne wersje) poznał swą miłość - Barbarę Radziwiłłównę i niedaleko stad, w Knyszynie, zmarł w lipcu 1572 roku. Ale o tym następnym razem.



Z uśmiechem i miłością wkraczajcie w 2016 rok!