Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Ignacy Kraszewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józef Ignacy Kraszewski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 sierpnia 2023

Neapol po raz ostatni: oczami J. Ig. Kraszewskiego

Domyślam się, że już macie dość moich postów z Neapolem, ale nie mogłam pominąć relacji najpłodniejszego polskiego pisarza XIX wieku, czyli Józefa Ignacego Kraszewskiego. Jest on autorem Kartek z podróży 1858-1864, gdzie dokładnie opisuje swój pobyt w tym mieście. Oto kilka najciekawszych, według mnie, fragmentów.

Port w Neapolu

Szczęśliwi są prawdziwie ci, co jadąc się uczyć nowych krajów i ludzi, nie potrzebują się ani z czasem, ani z kosztem rachować, którym nie truje dni swobodnych, przypomnienie zaległej pracy i straconego grosza...


Deszcz, ten tak częsty gość w Neapolu, odświeżył wczoraj parne powietrze i po mokrej jeszcze ziemi, choć już słońce chwilami się zza chmur pokazywało, a chwilami kropił deszczyk, ruszyliśmy z nowym przewodnikiem, który do nas przystał w Pozzuoli... Ranek jakby naumyślnie na wycieczkę był stworzony, niezbyt skwarny, na pół chmurny, pół słoneczny, oświecał okolicę fantastycznie podzielonemi światłami i cieniem.

Na dole przed Albergo Gran Bretagna, gdzieśmy się zatrzymali, stało już mnóstwo okulbaczonych osiołków do wycieczek w góry, stworzeń nieszczęśliwych, których tu wszyscy używają, zapewne z powodu, że są bezpieczniejsze od koni.

Nie pamiętamy w podróży nigdzie lepszego stołu i przy niewielkim koszcie, wytworniejszego jadła; lepszych ryb, owoców a nawet wina. Być bardzo może, iż usposobienie, trud, długie zresztą wygłodzenie przykładały się także do osmaczenia nam obiadów. Przyczyniało się i to do dobrej dla nas usługi, żeśmy byli prawie sami, bo w tych miesiącach wędrowców jest najmniej w Neapolu.

Zeszliśmy na S.Lucia, poszukując łódki i wioślarza, o co nie tylko nie było trudno, ale gdy myśl naszę odgadnięto zaledwie, opędzić się nastręczającym kłopot był niemały. 

Lazzaroni, ukazujący się około portu i nad morzem, powyświeżani byli od niedzieli. Nie śmiem zaręczać, czy się myli, bo dla Włocha woda jest wstrętliwą, a czynność mycia niezrozumiałą, ale mieli pyszne czapki czerwone, jak z igły i koszule białe.

Tej przejażdżce, jakkolwiek długiej, ktokolwiek zna Neapolitańską zatokę, dziwić się nie będzie, widok na nią, czy we dnie, czy o zachodzie, czy przy księżycu zachwycający. 

Mam nadzieję, że zainteresowałam Was Kartkami z podróży J. J. Kraszewskiego. Całość znajdziecie tu: https://www.wbc.poznan.pl

wtorek, 25 października 2022

Zasłużeni na Skałce

Za kilka dni będziemy odwiedzać groby naszych bliskich. Wspomnijmy również tych, którzy tworzyli polską kulturę. Jeśli mieszkacie w Krakowie lub okolicach, warto wybrać się na „Skałkę”, gdzie w 1882 roku w kościele paulinów powstała Krypta Zasłużonych, przeznaczona na mauzoleum wybitnych Polaków. 

Tu z rozkazu Bolesława Śmiałego został zamordowany biskup krakowski, Stanisław ze Szczepanowa. „Skałka” była świadkiem wielu uroczystości, podczas których przybywali królowie i książęta. 

Łaciński napis oznacza: Wierzę, że mój Odkupiciel żyje


Z czasem kult świętego Stanisława stawał się coraz popularniejszy, nie brakowało pielgrzymów z całego świata. Pomysłodawcą utworzenia krypty zasłużonych był profesor Józef Łepkowski. Swe grobowce mają tutaj między innym Jan Długosz, Wincenty Pol, Józef Ignacy Kraszewski, Adam Asnyk, Stanisław Wyspiański i Czesław Miłosz. Ograniczam się do twórców literatury, nie sposób bowiem pisać tu o wszystkich pochowanych w tym miejscu.

Każdy tyle dłużen swojej ojczyźnie, na ile go stać przy jego zdolnościach i siłach.

Początek Panteonowi Narodowemu dał powtórny pogrzeb największego polskiego kronikarza w 1880 roku. Okazją była 400. rocznica jego śmierci. Profesor Józef Łepkowski, archeolog i ówczesny konserwator zabytków Krakowa powiedział wówczas: „Jeśli na Wawelu królów zwłoki, u was (…) otwarta dzisiaj katakumba dla tych wybranych, o których przyszłość orzecze, że do miary Długosza dorośli”.

Biada temu, kto pychą swoją wszystko mierzy. 

Dorósł do tej miary poeta Wincenty Pol, który zmarł w Krakowie 2 grudnia 1872 roku. Pochowano go na Cmentarzu Rakowickim, a dziesięć lat później przeniesiono jego prochy do tejże Krypty Zasłużonych.

Czytajmy, bo czytanie jest życiem drugim.

Józef Ignacy Kraszewski zmarł w 19 marca 1887 roku Genewie, mając niespełna 75 lat. Polacy nie zostawili go na obcej ziemi. Miesiąc później, 18 kwietnia, urządzili mu pogrzeb na „Skałce”. 

Szukajcie prawdy jasnego płomienia.
Szukajcie nowych, nie odkrytych dróg.
Zaledwie pięćdziesięcioośmioletni Adam Asnyk zmarł 2 sierpnia 1897 roku na tyfus, którym zaraził się we Włoszech. Zdążył jeszcze wrócić do Krakowa o własnych siłach i tu został pochowany. 

Żeby narysować olbrzymią górę, należy być z daleka od niej i jak najniżej się pomieścić.

Mało znany dziś poeta, Teofil Lenartowicz, zmarł 3 lutego 1893 roku we Florencji, gdzie mieszkał ostatnie 33 lata życia. Na ziemiach polskich był związany z Mazowszem, głównie z Warszawą, toteż może dziwić jego pochówek w Krakowie. Widocznie ówcześni Polacy tak bardzo go cenili, że spoczął w tym miejscu. Kazimierz Przerwa-Tetmajer napisał po jego śmierci: 
Zno­wu Ci, Pol­sko, ubył syn
z naj­lep­szych Two­ich sy­nów... 

I trzeba wiedzieć, że jeśli są rzeczy, które ode mnie zależeć powinny, to grzechem jest pytać się o nie innych i żądać ich od innych.

Tylko 38 lat żył Stanisław Wyspiański, którego pogrzeb 2 grudnia 1907 roku był wielka manifestacją patriotyczną. Dołączył do tych, co „do miary Długosza dorośli”, a z kronikarzem łączy go jeszcze jedno. Przez siedem lat mieszkał w jego dawnym domu przy Kanonicznej 25, który do dziś nosi nazwę Domu Długosza.

Nie myśl człowieku, jakie mogłoby być twoje życie, bo inne byłoby nie twoje.

Jest wśród nich i jeden noblista. Czesław Miłosz dożył prawie 93 lat (zabrakło mu 45 dni). W Krypcie Zasłużonych spoczął 27 sierpnia 2004 roku. 
Można zadumać się, czytając ich słowa przytoczone pod zdjęciami. A może i sięgnąć po ich twórczość...

środa, 10 marca 2021

Wenecja okiem Kraszewskiego

Aż nie mogę uwierzyć, że nie pisałam dotąd o Wenecji! A byłam tam w 2009 roku, więc dość dawno. Wtedy jeszcze nawet nie przyszło mi do głowy, że będę kiedyś pisać blog i książki. Dlatego nie mam zbyt wielu zdjęć, które mogę pokazać, większość jest zbyt osobista. Nie pisałam o Wenecji na blogu także dlatego, bo nie miałam świadomości, który naszych pisarzy ją odwiedził i zostawił po tym pobycie ślad w swojej twórczości. Przede wszystkim był to Józef Ignacy Kraszewski, który ponad sto stron swoich Kartek z podróży poświęcił temu miastu. Zatem oddaję mu głos.

"Nie wiem czy na wszystkich, ale na mnie w początku przykre wrażenie ruiny bez majestatu uczyniła Venecja, -wieżyce ponachylone, popękane murów ściany, ołowiane kopuły, biała barwa zimna rozlana wszędzie jakby śmiertelnym okrywająca ją całunem, coś wiejącego pustkowiem i opuszczeniem uderzyły mnie tęsknicą. Inną tę Venezia la bella znaleźć się  spodziewałem; zapomniałem, niestety, że z królowej stała się niewolnicą, służebną... Kto długo marzył  o czymś, zawsze doświadcza w pierwszej chwili tego bolesnego odczarowania; siła myśli bowiem więcej tworzy niż rzeczywistość dać może".

"Zaledwie statek w porcie się zatrzymał, otoczyły nas zewsząd usłużne gondole (...) wyglądały niepoetycznie, pospolicie, kilka ław z przodu, ocieniający od skwaru słonecznego pstry baldachim (...) Gondoljerowie dość obszarpani byli i zdawali się myśleć tylko o zarobku..."

"Ludziom i gmachom Wenecji potrzeba się nie jeden raz przypatrzeć, aby je lepiej ocenić. (...) Przeszedłszy plac św. Marka i minąwszy kościół, którego obejrzenie szczegółowe na inny dzień odłożyliśmy (...), udaliśmy się do pałacu dożów. (...) Podróżny mimo pośpiechu wstrzymuje się tu nie mogąc się nasycić wspaniałością tego pomnika..."


"Wsiedliśmy zadumani do gondoli... i popłynęliśmy znowu wzdłuż miasta aż do końca Canal grande... Widok był przecudny... Niebo było prawie bez chmurki, powietrze ogrzane, cisza głęboka... chciało się płakać..." 
"...kazaliśmy się wieźć do Hotelu di Luna przy placu św. Marka, gdzie szczęściem znalazł się jeszcze jeden pokój wolny na dole, który nas gościnnie przyjął i chwilę spoczynku zapewnił". 


"Wyszedłszy na plac od dzwonnicy w lewo zaraz postrzegasz naprzeciw arkad kawiarni Florian i Sutil mnóstwo powystawianych krzeseł... Większa część osób wzdłuż placu żywą odbywa przechadzkę. (...) Ile się tu zjada  i wypija lodów, sorbetów, limoniady, żadna statystyka nie obliczy. Mężczyźni z cygarami w ustach chodzą, rozmawiają lub przysiadają na chwilę dla przejrzenia gazet. Kobiet z wyższego towarzystwa nie widać".
"Mieliśmy zaledwie kilka dni do zwiedzenia w Wenecji, a tyle jeszcze do widzenia, że potrzeba było sobie wreszcie powiedzieć z rezygnacją, iż nie zobaczemy wszystkiego". 

Nie będę dalej cytować Kraszewskiego, kto chce, nie zajrzy do jego Kartek z podróży, gdzie znajdziemy sporo o historii Wenecji oraz jej zabytkach. Cóż mogę dodać od siebie? Niewiele... Po pierwsze spędziłam tam tylko jeden dzień i widziałam malutko, a po drugie było to dwanaście lat temu, więc pamiętam jeszcze mniej. Zapamiętałam Wenecję jako piękne, ale zatłoczone i drogie miasto. Chętnie wybrałabym się tam teraz, bo zapewne jest dużo mniej turystów ze względu na obostrzenia. Tęsknię za podróżowaniem!

czwartek, 1 października 2020

Wiedeń z relacji Kraszewskiego

W poście z 12 września tego roku, przy okazji pisania o Prusie, wspomniałam o wizycie Józefa Ignacego Kraszewskiego w Wiedniu. Obaj panowie poznali się bowiem na kongresie literackim, który odbywał się w stolicy Austrii we wrześniu 1881 roku. Był to ostatni (ale nie jedyny) pobyt autora Starej baśni w Wiedniu. 

Przed Ratuszem

Po raz pierwszy zatrzymał się w tym mieście w maju 1858 roku. Tygodniowy pobyt opisał w Kartkach z podróży, drukowanych dwa lata później w warszawskiej "Gazecie Codziennej". Dowiadujemy się z nich, że pisarz wraz z kolegą nazwiskiem Klemrod przez te kilka dni bardzo dokładnie zwiedzał zabytki, chodził do teatru i opery, był na Praterze i Schönbrunnie, ale nie wybrał się (może z braku czasu) na Kahlenberg. Oddajmy zatem głos samemu Kraszewskiemu (pisownia oryginalna):

Widok z Kahlenbergu na Wiedeń

"Deszcz i szary mrok nas otoczył, po mostach przebywamy Dunaj i jego odnogi, zielonemi drzewy opasane, pociąg wpada do dwórca - jesteśmy w stolicy ocalonej przez Jana III - w Wiedniu".

"Ścigało nas jakieś przekleństwo w stolicy ocalonej przez Sobieskiego... niestety! - wyjechawszy z dworca kolei żelaznej, włóczyliśmy się długo po całym mieście, od bramy do bramy, nim się nam przytułek znaleźć udało. Woźnica zawiózł nas naprzód do Roemischer Kaiser, przy Renn-Gasse, zaświeciła nam brama wspaniała, przyszedł odźwierny i oświadczył że miejsca nie ma, że wszystko zajęte (...) zniecierpliwiony dałem w końcu woźnicy pełną moc zawiezienia nas gdzie mu się podoba i los chciał byśmy trafili do najdroższej gospody w całym mieście..."

Katedra św. Szczepana

"...ujrzałem wspaniałą wieżę św. Szczepana ponad dachy domostw wybiegłą. Ruszyliśmy natychmiast na oględziny poczynając od tego kościoła. (...) Wewnątrz kościół św. Szczepana jest ciemny, prawie czarny, ale wspaniały i majestatyczny; wysmukłe słupy dzielą go na trzy nawy, nieszczęściem pozastawiane ołtarzami nowemi, stylem nieodpowiadającemi budowie... Więcej tu piekła, czyśćca, ziemskich męczarni niż niebios i spokoju, więcej trwogi niż pociechy, smutek ogarnia duszę wśród tego mroku pełnego widm i tajemnic".

Wnętrze katedry

"...udaliśmy się do Cesarskiej Galerij Obrazów, umieszczonej w pałacu Belwederskiem. (...) W istocie galerja cesarska licząca do dwóch tysięcy obrazów bardzo jest bogatą, choć urządzeniu jej, niedobrze rozgospodarowanemu, światłu i mieszaninie szkół, wiele zarzucić by można. (...) Obok mnóstwa oryginałów, niezmiernie wiele kopij. (...) Opisu galerij dawać nie myślę, wspomnę tylko obrazy, które mnie więcej zastanowiły, nie wdając się w szczegóły, których pierwszy lepszy przewodnik jest pełen".

Belweder

A były to dzieła następujące: Madonna del Verde Rafaela, Święty Michał Luca Giordano, portrety Tycjana, Józef uśpiony Daniela Crespi i kilka innych. Kraszewski nie miał czasu na zwiedzanie całej galerii, wolał - jak pisze - przyjrzeć się kilku dziełom, zamiast przebiegać masę "roztargnionym okiem". Obrazy, którym ja przypatrywałam się bliżej, powstały później, nie mógł ich zatem oglądać. Moją uwagę przykuł przede wszystkim Klimt, Monet i Renoir. Ale wróćmy do Kraszewskiego.

Pocałunek Gustava Klimta (oryginał z 1908 roku)

"Następnego dnia spędziliśmy wieczór w Hof-Burg-Theater, do którego było nam najbliżéj nadzieja zobaczenia na nim coś oryginalnego niemieckiego zawiodła. I tu jak prawie wszędzie w Europie francuzkie sztuczki (...) są chlebem powszedném. (...) Grano Dumasa - Les demoiselles de s. Cyr, sztukę zręczną, całą zbudowaną na komiczności roli Duobuloy, którego wybornie grał Pan Fichtner".

Burgtheater, zwany do 1920 roku Hofburgtheater

"Bawiąc kilka dni w Wiedniu i nie widzieć Prateru (...) niedarowanym byłoby dla turysty grzechem. (...) Na nieszczęście piękna ta, ślicznemi staremi drzewami otoczona przestrzeń ciągnąca się aż do zielonych brzegów Dunaju, ubrana w ogródki, domki, kawiarnie, teraz była zupełnie pusta. Wczesną tylko wiosną i późną jesienią najliczniej się tu zbierają". Dziś wygląda to zupełnie inaczej. Drzew pamiętających Kraszewskiego jest niewiele, za to młody park, ciekawie zagospodarowany, przyciąga wiedeńczyków i przyjezdnych głównie w letnie dni. W czasach pisarza nie było wieży, z której mogłam zrobić zdjęcie części Prateru i Dunaju. Ogromny park, obejmujący powierzchnię sześciu milionów metrów kwadratowych, znajduje się zaledwie trzy kilometry w linii prostej od katedry św. Szczepana. 

Widok na część Prateru i Dunaj z wieży Donauturm, otwartej w 1964 roku

"Wypadało korzystając z pięknego dnia i do Schoenbrunn pojechać. (...) Schoenbrunn miasteczko w dosyć ładnem położeniu, zielone, świeże, pałac wielki, czysty, ale wcale jakoś niesmaczny. (...) Po za owym pałacem, w którym rodzina panująca zwykle latem przebywa, gdzie Napoleon podpisywał traktaty, a syn jego umierał, ciągnie się ogród w francuzkim smaku starannie utrzymywany, symetryczny, posągami wcale nie ładnemi ozdobiony, a zakończony w głębi tak zwaną Gloriettą i fontanną".

Fontanna Neptuna z 1780 roku. Tetyda błaga boga mórz o powodzenie dla jej syna Achillesa, który właśnie wyrusza do Troi. Po lewej stronie u stóp Neptuna siedzi nimfa z rogiem obfitości.

"Przechadzać się tu można swobodnie każdego czasu, a prawo to służy wszystkim bez wyjątku, nawet w czasie przebywania rodziny carskiej. (...) Cisza i porządek największy, nawet stróżów, którzy by gdzieindziej nieodzownie byli potrzebni, nie widać - ludzie się pilnują sami (...) Przeszedłszy się po cienistych alejach (...), nawet ku menażerij i ogrodowi botanicznemu uczyniliśmy wycieczkę, zwracając do miasteczka na śniadanie... Chociaż codziennie zwykłem był jadać na dole w hotelu, gdyż to oszczędzało czasu, towarzysz mój, Klemrod, (...) niemogąc się pogodzić z arystokratyczną kuchnią Munsch'a i austrjackiemi oficerami, którzy z niéj jedli, wyciągnął mnie na poszukiwanie demokratyczniejszego stołu". Ostatni wieczór w Wiedniu pisarz spędził w Operze Wiedeńskiej, zachwycając się dziełem Verdiego Rigoletto.

Pałac i ogrody Schönbrunn

Kiedy Kraszewski osiadł w Dreźnie, dość często przejeżdżał przez Wiedeń podczas różnych podróży. W październiku 1879 roku był nawet na audiencji u cesarza, któremu podziękował za otrzymany Krzyż Komandorski Orderu Franciszka Józefa. Cesarz odznaczył go za pięćdziesięciolecie pracy pisarskiej. Wtedy to, podczas uroczystego przedstawienia w Operze Wiedeńskiej, Kraszewski poznał młodą dziennikarkę, Christinę del Negro i zakochał się w niej. Kogo interesuje ten wątek, może zajrzeć do książki Antoniego Trepińskiego Romans Kraszewskiego z wiedenką.

Opera Wiedeńska

Jak wspomniałam na początku, pisarz po raz ostatni widział Wiedeń w roku 1881, kiedy to jako honorowy prezes Międzynarodowego Towarzystwa Literackiego wziął udział w IV Kongresie tegoż Towarzystwa. Wygłosił wtedy po francusku przemówienie w imieniu zagranicznych uczestników kongresu. Z licznych wspomnień tamtego wydarzenia wynika, że na ziemiach polskich nie zdawano sobie sprawy z tego, jak bardzo Kraszewski był znany w Europie. Czy zostało coś z tej popularności autora największej liczby wydanych książek i wierszy w historii literatury polskiej (pod tym względem siódmego na świecie)? Na pewno nie w naszym kraju...

czwartek, 28 czerwca 2018

XIX-wieczne ślady literackie w Lublinie

Twórczości Wincentego Pola już się w szkole nie omawia. Zaledwie wspomina się tego poetę przy romantyzmie, właściwie tylko w klasach humanistycznych. Dlatego nie zajmował on miejsca również w mojej pamięci. Jakimż więc było dla mnie zaskoczeniem, kiedy przechadzając się po lubelskiej Starówce, zobaczyłam tablicę z informacją, że urodził się on w tym miejscu, w dodatku tego samego dnia kwietnia, co ja!


Wincenty Pol, jeśli już w ogóle się komuś kojarzy, to z wierszami patriotycznymi, smutnymi przeważnie, żałobnymi wręcz. Żył bowiem w czasie zaborów i utrata ojczyzny oraz walka o niepodległość wpłynęła najbardziej na jego twórczość poetycką.

Dom, przy Grodzkiej 7 w Lublinie, w którym urodził się Wincenty Pol

Mnie najbardziej jednak podoba się wiersz "Do Wisły". Ponadczasowy, nawiązujący do innego lublinianina, o którym pisałam w poprzednich postach - Sebastiana Klonowica. Ich sarkofagi sąsiadują ze sobą w Archikatedrze Lubelskiej.



Śpiewał Klonowicz niegdyś twoje wdzięki,
Kiedy na twoich falach się kołysał,
I mówił, kreśląc o »Flisie« piosenki:
»By to być mogło, radbym złotem pisał
Twoje pożytki, porty a i wstręty«.
A ile razy patrzę na twe wody,
I na te stare po twych brzegach grody,
A po przylądkach widzę krzyż zatknięty,
Stają przed duszą starzy gospodarze,
Wielcy dziedzice twojego porzecza,
I z Klonowiczem o tym »Flisie« marzę,
I o oraczach od krzyża i miecza.

Miło spoglądać, Wisło, na twe nurty,
Na te ładowne złotym darem burty...
Lecz jam cię poznał, gdzieś u źródła trysła,
Gdzie cię »Wisełką« góral zwie w miłości;
Toś też mi miłą niby dziecię Wisła,
Bom ja ukochał, co kochają prości,
I tak rozumiem, gdy na ciebie patrzę,
Ze to i dobrze i znamy się dawno...
I lica twoje dużo dla mnie gładsze,
Bo znam cię dzieckiem i niewiastą sławną.

Gdym u kolebki tego dziecka marzył,
Orzeł tatrzański nad głową się ważył,
I rzekł mi góral: »W naszej tutaj stronie

Zwą ją »Wisełką«, bo wesoła, młoda,
I jest »Wisełką«, nim minie Ustronie;
Tak ją nazwano tu w górach i rano,
A co tam dalej jej na wiano dano,
To pono lepiej wy panoczku wiecie,
Co tam szeroko chodzicie po świecie!«
(W.Pol "Do Wisły")

Sarkofag Wincentego Pola w Archikatedrze Lubelskiej

Obok poezji i filozofii (którą studiował na Uniwersytecie Lwowskim), pasjonował się geografią. Dokonał nawet kilku badań naukowych, dzięki którym w 1849 został mianowany profesorem nadzwyczajnym „geografii powszechnej, fizycznej i porównawczej” na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie objął pierwszą w Polsce, a drugą na świecie (po berlińskiej) katedrę geografii.


W Lublinie jest Muzeum Biograficzne Wincentego Pola (Kalinowszczyzna 13). Nie dane było mi go jednak zwiedzić, bo zostawiłam to sobie na koniec, kiedy już opuszczałam miasto i niestety było zamknięte. 


Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zawitam w te strony, bo klasycystyczny dworek Polów wygląda zachęcająco. Tymczasem wróćmy na lubelską Starówkę. 


Jedna z nielicznych już nieodnowionych kamienic przykuwa uwagę medalionem z podobizną Józefa Ignacego Kraszewskiego. Pisarz urodził się w Warszawie, ale tu mieszkał w latach 1826-27, kiedy to uczył się w lubelskiej szkole wojewódzkiej. Czternastoletni wówczas chłopiec rozbudził w sobie zamiłowanie do historii. Kilka szczegółów o jego pobycie w Lublinie mamy w "Obrazach z życia i podróży" oraz listach Kraszewskiego. 


Wiele ciekawostek o pobycie pisarza w tym mieście zawiera praca Wiktora Hahna "Lublin w twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego", dostępna w Internecie. 
Największe wrażenie na młodym Józefie wywarł bez wątpienia zamek lubelski. Mieszkał zaledwie kilkaset metrów od niego. Patrząc na tę przepiękną budowlę, rozbudzał swoją wyobraźnię historyczną. Przydała mu się ona później do pisania tych kilkuset (!) powieści i opowiadań.


W zamku lubelskim, również jako młody chłopak, przebywał inny powieściopisarz - Aleksander Głowacki, znany jako Bolesław Prus. Jego pobyt nie był dobrowolny i beztroski. W roku 1864 został zamknięty na terenie zamku, przerobionym przez Rosjan na więzienie, za udział w powstaniu styczniowym.


W Lublinie mieszkał już wcześniej. Osierocony w wieku 3 lat przez matkę, a w wieku lat 9 przez ojca, przeszedł pod opiekę babki Marcjanny Trembińskiej mieszkającej w Puławach. Po jej śmierci zamieszkał u ciotki Domiceli z Trembińskich Olszewskiej właśnie w Lublinie, gdzie uczęszczał do Powiatowej Szkoły Realnej (przez 4 lata od roku 1857). 


Dopiero jednak pobyt w zamienionych na więzienie budynkach zamkowych odcisnął piętno na całe życie późniejszego pisarza. Przebywał tam od stycznia do kwietnia 1864 roku, po czym zwolniono go jako małoletniego. Dla szesnastolatka było to takie przeżycie, że na zawsze wyleczył się z romantycznych ideałów. 


Odtąd poświęcił się nauce, widząc w niej alternatywę do walki, prawdziwie prowadzącą do niezależności jednostek i narodów. Wychowany na romantyzmie, stał się czołowym pozytywistą, krytykującym szaleństwa poprzedników.



Jedna z sal XIII- wiecznej wieży zamkowej upamiętnia osadzonych powstańców, w innych możemy poczytać o XX-wiecznej historii tego miejsca i osadzonych w nim ludziach.


Wszystko to sprawia dość przygnębiające wrażenie. Żeby nie pozostało zbyt długo w pamięci, warto zajrzeć do Kaplicy Trójcy Świętej, pochodzącej z czasów Kazimierza Wielkiego, a mieszczącej się obok baszty. 


Zachwycą tam wspaniałe freski rusko-bizantyjskie wykonane z inicjatywy Władysława Jagiełły. Zdjęcia nie oddają ich piękna, musicie zobaczyć je sami.


Ostatnim miejscem w Lublinie, gdzie znalazłam XIX-wieczne ślady literackie, był cmentarz przy ulicy Lipowej. Pochowany jest tam brat Bolesława Prusa, Leon Głowacki. Był mało zauważalnym bohaterem "Lalki",  który znacząco wpłynął na młodego Wokulskiego. Jako gorący patriota i zwolennik zrywu narodowowyzwoleńczego agitował do powstania. Rzecki pisze, że miał dar przekonywania i był idealistą: "spłakaliśmy się wszyscy, kiedy pan Leon opowiadał o tym doskonalszym świecie, w którym zginie głupstwo, nędza i niesprawiedliwość. ”


Prus dał tej postaci imię swego starszego brata, bo też cechy tegoż nosiła. Niestety okrucieństwo terroru wojsk rosyjskich pod wodzą Michaiła Murawjowa Wieszatiela, którego był świadkiem, przyczyniło się do choroby psychicznej Leona Głowackiego. Przypadek brata również zaważył na  zmianie stosunku pisarza do powstań. Odtąd nauka i praca będzie czymś, czemu warto się poświęcić i takie wzory do naśladowania będzie przedstawiał w swojej twórczości.


Niespodziewanie spotkałam na cmentarzu przy Lipowej grób Jana Mincla, pierwowzoru takiego właśnie bohatera. Ten lubelski kupiec posłużył bowiem Prusowi za wzór do stworzenia postaci właściciela sklepu galanteryjnego w Warszawie. Sklep ten poprzez małżeństwo z wdową po Minclu, stał się własnością Stanisława Wokulskiego - głównego bohatera "Lalki".
A wybrałam się na ten cmentarz w poszukiwaniu zupełnie innego grobu. Ale o tym za kilka dni.

piątek, 28 lipca 2017

Drezno romantyków

Drezno kojarzy mi się przede wszystkim z "III częścią Dziadów", zwaną "Dziadami" drezdeńskimi właśnie, bowiem tam powstały. Próżno jednak szukać konkretnego adresu, pod którym Mickiewicz je napisał. Skupiłam się zatem na najstarszej części miasta. Jest piękna, niestety zabytkowe budowle pokryte są jakimś ciemnym osadem i zdjęcia nie wychodzą dobrze. 


Zachwycający jest przede wszystkim Zwinger, późnobarokowy zespół architektoniczny znajdujący się w centrum Drezna. Jest zaliczany do najbardziej znaczących budowli późnego baroku w Europie. Zaprojektował go znany architekt Matthäus Daniel Pöppelmann na zlecenie Augusta II Mocnego, elektora Saksonii, który w 1697 roku został wybrany na króla Polski. 


Oficjalne zainaugurowanie działalności obiektu miało miejsce 20 sierpnia 1719 roku, kiedy to w Zwingerze pomimo zaawansowanych prac budowlanych odbył się ślub syna Augusta II, Augusta III z Marią Józefą.


W Zwingerze znajduje się m.in. Galeria Obrazów Starych Mistrzów (Gemäldegalerie Alte Meister), w której mieszczą się bogate zbiory dzieł malarstwa europejskiego z okresu od XV do XVIII wieku, obrazy takich malarzy jak Tycjan, Rembrandt, Peter Paul Rubens czy Albrecht Dürer.


Nie zwiedzaliśmy wnętrz, ale mieliśmy szczęście trafić na festyn. Panie w strojach z epoki prezentowały się cudnie! Ja jednak szukałam śladów literackich.


Całkiem przypadkiem natrafiłam na płaskorzeźby romantyków niemieckich - Goethego i Schillera. Głównym celem mojej podróży była Katedra św. Trójcy (niem. Kathedrale Ss. Trinitatis) – świątynia katolicka usytuowana nieopodal rezydencji Wettynów na Starym Mieście w centrum Drezna, znana również w literaturze jako Kościół Dworski.


Tu bowiem miały miejsce dwa ważne wydarzenia, związane z polskimi romantykami - Adamem Mickiewiczem i Zygmuntem Krasińskim.


W tejże świątyni w niedzielę, 25 marca 1832 roku Mickiewicz poczuł "jakby się nagle nad nim bania z poezją rozbiła" - jak relacjonował przyjaciel wieszcza - Antoni Edward Odyniec. Mowa o fali natchnienia, która spowodowała napisanie III części "Dziadów". Właśnie tu "nastąpiło jasne uświadomienie sobie potrzeby głębszego odczytania sensu osobistego i narodowego cierpienia, interpretacji doświadczeń filomackich, walki i klęsk politycznych". Pięknie to ujął prof. Zbigniew Sudolski w swojej biografii o Mickiewiczu.


Niecałe dwa miesiące później poeta pisał w liście do Joachima Lelewela, że ma nowe dzieło, które uważa za "kontynuację wojny, którą teraz, kiedy miecze schowane, dalej trzeba piórami prowadzić". Miecze były niedawno schowane po przegranym Powstaniu Listopadowym. 

Ołtarz główny wykonany jest z białego marmuru, wzbogacony brązową ornamentyką.
Podejmując tu decyzję ogłoszenia drukiem antyrosyjskich "Dziadów", przekreślił Mickiewicz już na zawsze możliwość powrotu do ojczyzny. Historycy literatury są zgodni, że właśnie w Dreźnie ukształtowała się jego wiara w powołanie i posłannictwo wobec narodu. Odtąd z emigracji będzie "kierować swoje patriotyczne przesłanie do kraju, kształtujące ducha narodowego na wiele pokoleń" .(Z. Sudolski, "Mickiewicz", s. 349)


Inny z naszych wielkich romantyków - Zygmunt Krasiński przed tym ołtarzem brał ślub 26 lipca 1843 roku. I nie był to dla niego dzień szczęśliwy. Mimo wystawnej uroczystości, jak przystało na hrabiowską familię Krasińskich i Branickich, poeta czuł, że jest to najgorsza chwila w jego życiu... kochał bowiem inną. Jego wielką miłością była Delfina Potocka, a z Elżbietą (zwaną Elizą) Branicką kazał mu się ożenić ojciec. Cóż to były za czasy...


Na tychże organach grano im zapewne marsza weselnego i "Ave Maria". A kilka dni później świeżo poślubiony małżonek pisał do przyjaciela: "zabito, zarznięto mnie - i co komu z tego przyjdzie? - uciekam jak mogę od tej kobiety, powtarzam jej, że jej nie kocham słowem i spojrzeniem, i czynem sto razy na dzień." Eliza była odporna na to wszystko. Uważała, że jej miłość wystarczy. Dopiero pod koniec życia Zygmunt docenił żonę. Mimo początkowo białego małżeństwa doczekali się czworo dzieci i przeżyli z sobą do  śmierci poety prawie szesnaście lat.


10 sierpnia 1843 roku państwo młodzi opuścili Drezno, aby wyruszyć w podróż poślubną do Opinogóry. W nocy poprzedzającej wyjazd Zygmunt pisał do Delfiny Potockiej: "Aniele mój! Raz ostatni piszę z tego miasta, które niechaj będzie przeklętym; z tego miasta, w którym zguba moja poczętą jest, w którym doznałem w kilku dniach więcej bólu i goryczy i poniżenia moralnego niż przez cały żywot mój (...) Ach! przeklinam wszystko, co tu się stało, wszystko com tu widział, słyszał, czuł, dotknął - i wyjeżdżam stąd jakiem przybył - w rozpaczy!"


Widzimy zatem, że to samo miasto dla jednego wieszcza było źródłem natchnienia, dla drugiego rozpaczy. Gościli oni jednak dość krótko w Dreźnie, zaś inny nasz pisarz mieszkał tam 22 lata.

Rówieśnik Zygmunta Krasińskiego - Józef Ignacy Kraszewski - nie jest uważany za romantyka, a przecież był tylko trzy lata młodszy od Słowackiego i aż 9 lat starszy od Norwida! Debiutował jednak dopiero w drugiej połowie lat 30. XIX wieku, kiedy to większość romantyków była u kresu swojej twórczości. Ten najpłodniejszy polski pisarz (jest autorem ponad 230 powieści, 150 nowel i opowiadań i ponad 200 pism innych gatunków literackich i publicystycznych) opuścił ziemie polskie po powstaniu styczniowym i przybył do Drezna 3 lutego 1863. 


Od marca 1873 do marca 1879 mieszkał w willi na Nordstr. 27, stanowiącej obecnie siedzibę muzeum jego imienia. Tu pracował Kraszewski na rzecz byłych powstańców styczniowych. Pod pseudonimem Bogdan Bolesławita napisał szereg powieści o tematyce powstańczej, poprzez co odciął sobie możliwość powrotu do ojczyzny. W latach 1868-1871 kupił i prowadził w Dreźnie drukarnię, wydając własne pismo "Tydzień“. W tym okresie otrzymał nawet obywatelstwo saskie. 


W tym domu napisał "saską trylogię" ("Hrabina Cosel", "Brühl", "Z siedmioletniej wojny"), zaś powieścią "Stara baśń" rozpoczął cykl 29 utworów z dziejów Polski.


Na stronie internetowej muzeum można przeczytać, że placówka jest miejscem intensywnego dialogu między Polakami i Niemcami. Oprócz stałej wystawy o życiu i twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego prezentuje wystawy czasowe, które są związane z historią i kulturą obu krajów. Niestety kustosz włada tylko językiem niemieckim, wszelkie napisy również w tymże, więc trudno było czegokolwiek się na miejscu dowiedzieć. Szkoda.


Drezno jest dość blisko polskiej granicy, więc można sobie tam skoczyć na weekend. Ja byłam dwa razy - latem i wczesną wiosną, stąd różnice na zdjęciach ;)