Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Krasiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Krasiński. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lutego 2024

Sorrento zakochanych

Sorrento. Pod tą nazwą kryje się miejscowość położona nad Zatoką Neapolitańską naprzeciw Wezuwiusza, która słynie z przepięknych widoków. Jej nazwa pochodzi od mitycznych Syren - Surrentum. Sorrento to także przydomek Delfiny Potockiej, który nadał zakochany w niej poeta Zygmunt Krasiński, na pamiątkę miejsca, gdzie narodziła się ich miłość. Pomyślałam, że to dobry temat na dzisiejsze walentynki 😃

Sorrento odwiedzali też inni nasi pisarze, między innymi Juliusz Słowacki, który uciekł tu przed zbyt hałaśliwym, jak dla niego, Neapolem. Nie jest to jednak historia, którą warto wspominać w dniu patrona zakochanych. Zajmijmy się więc Zygmuntem i Delfiną.


Spotkali się w Wigilię 1838 roku. Ona miała wtedy 31 lat, on prawie 27. Przyjechał z ojcem do Neapolu i obaj zostali zaproszeni na świąteczną kolację do domu matki Delfiny, wdowie po majorze Stanisławie Komarze. Generał Wincenty Krasiński znał tę rodzinę od dawna, a i Zygmunt w dzieciństwie widywał państwa Komarów i ich potomstwo. Jako dorośli spotkali się jednak po raz pierwszy. Poeta od razu zwrócił szczególną uwagę na najstarszą Delfinę. 

Widok z tarasu Villi Comunale na Zatokę Neapolitańską i Wezuwiusz

Była już trzynasty rok żoną Mieczysława Potockiego, który ją bił i zdradzał, więc od niego uciekła do matki. Nie mieli dzieci, choć urodziła pięcioro, wszystkie jednak zmarły we wczesnym dzieciństwie. Zygmunt dostrzegł w niej "duszę żywą i silną", żądną "spokoju jakiegoś promiennego po tylu nieszczęściach". Wiemy to z listu poety do Adama Sołtana. Dostrzegł też kaprysy rozpuszczonej arystokratki, które nie pozwalały mu jej z początku nawet polubić!

Na dół można zjechać windą. Koszt w obie strony to niecałe dwa euro.

Kłócili się o byle co i przekomarzali, ale po kilku tygodniach zbliżyli się do siebie, co nie było na rękę ojcu Zygmunta. Zaplanował on bowiem dla siebie inną synową. Miała nią być hrabianka Branicka. Toteż w połowie lutego 1839 roku zabrał syna do Rzymu. Odtąd zaczęła się wielka korespondencja miłosna między Delfiną a Zygmuntem, trwająca do końca jego życia, czyli przez dwadzieścia lat, obfitując w pięć tysięcy listów, z czego jedynie jedna siódma przetrwała do naszych czasów. 


Ale skupmy się na Sorrento. Delfina i Zygmunt uciekali tego uroczego miejsca, ilekroć byli w Neapolu. A spotkali się już po dwóch miesiącach, najpierw w Rzymie, skąd udali się do Neapolu, a stamtąd robili wypady do Sorrento. Zachwycony miastem i jego nazwą, zaczął Krasiński tak nazywać Delfinę w listach do przyjaciół. Po kilkutygodniowych wojażach (byli nawet w Splügen, gdzie Mickiewicz tęsknił za Marylą, patrz: Splugen) musieli się znowu rozstać. 

W Sorrento urodził się Torquato Tasso,  włoski poeta,
uważany za jednego z najwybitniejszych twórców włoskiego renesansu

Listy Krasińskiego do Delfiny stały się jednym wielkim poematem o miłości. Poeta przelewał na papier całą tęsknotę za ukochaną, ale także dzielił się z nią niemal każdą chwilą, spędzona bez niej. Kiedy ich romans nabrał rozgłosu, Sorrento było ich schronieniem przez wścibskimi oczyma. Nie było tam bowiem tylu znajomych, co w Neapolu czy Rzymie. "Nigdy jeszcze w życiu w tak fantastyckim a zarazem serce rozrywającym położeniu się nie znalazłem" - pisał poeta do Konstantego Gaszyńskiego (pisownia oryginalna). Ojciec nalegał na ślub z Elizą Branicką, a Zygmunt był coraz mocniej zakochany w Delfinie, która w tym czasie rozwodziła się z Potockim.
 

Do Jerzego Lubomirskiego pisał: "Biedny Sorrento, wczoraj cały wieczór opowiadałem mu, nad jaką przepaścią stoję... Sorrento był dla mnie anielskim..." Innym razem prosił przyjaciela: "Ach, napisz mi o Sorrencie i o sobie napisz..." Ożenił się z Elizą Branicką, ale nie rozstał z Delfiną. Miał świadomość, że "Sorrento może w pewnych chwilach uczuć w sobie prawo do pogardy" nad nim. Jednak Delfina zgodziła się kontynuować ten romans. O tym szczególnym trójkącie pisałam w 2018 roku: https://mojepodrozeliterackie.blogspot.com/nicea

Ogród cytrynowy w Sorrento

Nie ma w Sorrento żadnych śladów po zakochanych. Warto jednak odwiedzić to miejsce. Uroczo położone na pięćdziesięciometrowym klifie jest "krajem, gdzie cytryna dojrzewa", jak pisał Mickiewicz. Słynie z produkowanego tutaj likieru limoncello, babeczek o tejże nazwie oraz lodów cytrynowych. Unikatowa jest także ceramika z wzorami cytryn.

Mieliśmy mało czasu na zwiedzanie miasta, ale trafiliśmy na cytrusowy ogród (Giardini de Cataldo), gdzie można było bezpłatnie przechadzać się między drzewami cytryn i pomarańczy. Podaje się tam babeczki limoncello. Są z alkoholem, pyszne. 

Ponieważ w Sorrento nie ma ani jednej darmowej plaży dla turystów (na jedynej bezpłatnej mogą przebywać tylko mieszkańcy), można sobie pospacerować w dostępnych nad zatoką miejscach pełnych barów i straganów oraz przy porcie. 

Wróćmy na koniec do Zygmunta Krasińskiego. Luty był szczególnym miesiącem w jego życiu. W nim przyszedł na świat, pokochał kobietę swego życia, w lutym też zmarł. 14 lutego 1839 roku, w przeddzień pierwszego rozstania się z Delfiną, Zygmunt napisał: 

Ledwom cię poznał, już cię żegnać muszę,

A żegnam ciebie, jak gdybym przez wieki

Żył z tobą razem i kochał twą duszę, 

A teraz jechał w jakiś kraj daleki

I nie miał nigdy już obaczyć ciebie, 

Chyba gdzieś – kiedyś – po śmierci – tam, w niebie!

Miejmy nadzieję, że tam się spotkali. 

środa, 10 stycznia 2024

Romantycy na Wezuwiuszu

Za oknem zima, miło więc wrócić pamięcią do ciepłych dni. Ostatnia moja podróż zagraniczna odbyła się wiosną zeszłego roku. Wędrowałam wtedy po dawnym Królestwie Neapolu, ale nie zdążyłam opisać jeszcze wszystkich zwiedzonych wtedy miejsc, więc z chęcią wracam. O samym Neapolu przeczytacie tu: https://mojepodrozeliterackie.blogspot.com/search/label/Neapol

Wezuwiusz widziany z autostrady

Dziś o wulkanie strzegącym miasta, a zarazem zagrażającym okolicznym mieszańcom, czyli o Wezuwiuszu. Zacznijmy od zwiedzania go przez Mickiewicza. Poeta miał tę okazję 1 czerwca 1830 roku. W towarzystwie Antoniego Edwarda Odyńca i trzech innych współtowarzyszy wspinał się na szczyt wulkanu przez półtorej godziny (nam to zajęło godzinę, ale do pewnego momentu podjechaliśmy samochodem). W XIX wieku można było za to zejść do krateru, co dziś jest zabronione. „Byłem w kraterze Wezuwiusza nad samą paszczą i zajrzałem w gardziel, w jego ogniu zapaliłem laskę i cygaro.” – pisał Mickiewicz do Franciszka Malewskiego, filomaty i przyjaciela z czasów wileńskich. Z relacji Odyńca wynika, że poeta, zobaczywszy Wezuwiusz po raz pierwszy jeszcze z daleka, zdjął czapkę, aby oddać cześć temu cudowi natury. Ze szczytu wulkanu podziwiali Zatokę Neapolitańską i sam Neapol. 

Sześć lat później, również w czerwcu, wspiął się na Wezuwiusz Juliusz Słowacki. Przyglądał się mu bacznie już z okien neapolitańskiego pokoju. Wiemy to z listów do matki: „Od piętnastu już dni siedzę w oknie moim, na ulicy św. Łucji, w Neapolu, patrząc na błękitne morze, na Wezuwiusz, na Neapol ciągnący się w półokręgu na lewo, w dzień biały, w nocy jaskrawy tysiącem świateł. (...) Zachwycony jestem Neapolem, nigdy przedtem nie miałem wyobrażenia o Neapolu – nie wiedziałem, jak ten Wezuwiusz stoi na straży z boku zatoki, otoczony u spodu białym wieńcem małych domków – nie wiedziałem, że można mieszkać o 12 kroków od brzegu morskiego i mieć morze dziedzińcem domu swojego, a Wezuwiusz latarnią stojącą u bramy”.

Wezuwiusz od strony morza

„Kiedy patrzę na Wezuwiusz i na białe domki u stóp jego nad morzem, myślę, że można byłoby w jednym z tych domków szczęśliwe pędzić życie – trzeba by tylko z trzykroć majątku. Wtenczas ty, moja droga, miałabyś mieszkanie z ogródkiem pełnym róż, tulipanów i anemonów – ja miałbym także cichą i żaluzjami zielonymi zasłoniętą pracownią, łódkę z białym żagielkiem na morzu, konia – a potem może miłą i dobrą żonę, różowe dzieci – a potem niechby choć popiół przysypał nasze grobowce.” –  pisał do matki.

Widok z Wezuwiusza na Neapol

Na Wezuwiusz wszedł wraz z czwórką przyjaciół. Wybrali się pod wieczór, drogę oświetlając sobie pochodniami. Nocowali w domku pustelnika, znajdującym się tuż przed samym szczytem, tak by obserwować wschód słońca:

„(...) przed wschodem słońca ruszyliśmy dalej. Trudno się było drapać po osypującym się popiele, ale widok roztrzaskanego szczytu Wezuwiusza wynagrodził nam trud podjęty. Nic piękniejszego, jak ten piekielny obraz żużlowych skał. Niektóre czerwone się wydają jak ogień, inne złotym kolorem siarki umalowane błyszczą od wschodzącego słońca, z niektórych miejsc wydobywają się białe kosmyki dymu. Dalej ogromna przepaść krateru, cicha teraz i połykające rzucane w nią kamienie z ogromnym hukiem. Gdzieniegdzie żużle jeszcze gorące i ciepłe powietrze z ziemi wydobywa się jak z pieca. – Z tej równiny żużlowej widzieliśmy wschód słońca. Nieraz już ta gwiazda zastawała mnie na szczytach gór. Może już mnie zna z twarzy witając mnie tak często pierwszego na ziemi.”

Neapol widziany z Wezuwiusza

Przyznawał się matce do wyobrażeń, których nie powstydziłby się współczesny twórca horrorów:

„Na wulkanie przychodziły mi do głowy różne dziwaczne myśli. Na przykład – myślałem sobie, że nie byłoby cudem wielkim przyrodzenia, gdyby trumny złych ludzi, zakopane w ziemi, przerzynały się przez nią jak strumienie i wpadały podziemnymi drogami do żaru wulkanicznego”.                                  Kiedy pod koniec czerwca na miesiąc przeniósł się do Sorrento, znów widział wulkan z okna wynajętego mieszkania. Matce przesłał oryginalną pamiątkę z Wezuwiusza: „wanienkę z lawy na łzy po Julku”.

Droga na szczyt wulkanu

Do Teofila Januszewskiego pisał:

Patrzałem na Wezuwiusz, aż po lawy ścianie

Drący się księżyc wejdzie, na kraterze stanie

I stamtąd białe czoło obróci do świata. 

Tak zrodzone na grobie dziecko twego brata,

Któremu pierwsza grobu lilia rówieśniczką,

Zamyśloną na ludzi spojrzało twarzyczką

Z cichej ojca mogiły… Gdzie nasz lazurowy

Golf? i ciche przy białym księżycu rozmowy?

Jeszcze trochę do krateru...

Trzeci z wieszczów, Zygmunt Krasiński, zobaczył Wezuwiusz wiosną 1835 roku. Miał wtedy zaledwie dwadzieścia trzy lata i kochał się w mężatce, Joannie Bobrowej. Przesyłał jej kwiatki zerwane u stóp wulkanu. Ja szukałam tam czterolistnej koniczyny.

Koniczyna (czterolistna!) na zastygłej lawie

Nowy Rok 1839 witał z ojcem w blasku niezwykłych petard wydobywających się z krateru Wezuwiusza. 19 stycznia tak relacjonował ten wybuch Konstantemu Gaszyńskiemu:
„Byłem na Wezuwiuszu podczas wybuchu i takem sobie oczy popsuł, że nie wiem, kiedy do miary swej przyjdą. Ale praw­da, że piękny był widok: kitą dymu się odział i rozpuścił ją w poprzek nieba w kształt wiejących piór hełmu nad całą za­toką. Księżyc to za nią się chował, a wtedy czarno i czerwono było na ziemi, wtedy piekło, bo płomienie buchały z krateru, to zza niej się wychylał, a wtedy cała przestrzeń słodką bar­wę czystego światła przybrawszy, wydawała się jako pole bi­twy, na którym potęgi anielskie, dziewicze, szatana pokona­ły. Co kilka minut taka odmiana następowała”. 

Krater Wezuwiusza

Na koniec warto dodać, że i czwarty z naszych największych romantyków wspiął się na szczyt Wezuwiusza. Cyprian Norwid, zakochany w Marii Kalergis, nie liczył się ze stanem swego zdrowia i finansów. U jej boku (oraz innych adoratorów) zwiedził okolice Neapolu w 1845 roku. Sam wulkan nie zrobił na nim takiego wrażenia, jak zasypane przez lawę Pompeje. Ale o tym następnym razem.

środa, 26 lipca 2023

Miłość, miłość w Neapolu

Wracamy jeszcze na chwilę do Neapolu, bo nie można pominąć Zygmunta Krasińskiego, który spośród chyba wszystkich polskich pisarzy odwiedzał to miasto najczęściej – aż dziewięć razy. A dziś jest doskonała okazja, bowiem przypada 180. rocznica jego ślubu z Elizą Branicką. Nie o niej jednak będzie mowa, tylko o miłości jego życia – Delfinie Potockiej, z którą związane było aż osiem pobytów (oprócz pierwszego) w Neapolu. 

Widok na Neapol z Wezuwiusza

Po raz pierwszy poeta przybył do tego miasta w połowie marca 1835 roku i pozostał w nim dwa miesiące. Było zimno, padał śnieg, więc Krasiński był rozczarowany przedwiośniem południa Włoch. Szybko to się jednak zmieniło, bowiem 1 kwietnia wybuchł Wezuwiusz i przez trzy godziny można było podziwiać niecodzienny spektakl oddziałujący na wyobraźnię poety. Trzy tygodnie później wchodzono już na wulkan, z czego Krasiński skorzystał, ale o tym kiedy indziej. Kochał się wtedy w Joannie Bobrowej i do niej przede wszystkim słał listy z Neapolu, ale miało się to wkrótce zmienić. Kolejny pobyt w tym mieście (i wszystkie następne) wiążą się już z inną kobietą.

Erupcja Wezuwiusza z 1822 roku
(źródło: Wikipedia)

W połowie grudnia 1838 roku Zygmunt otrzymał od ojca propozycję (jak zwykle nie do odrzucenia) spędzenia zimy w Neapolu. Zatrzymali się w nieistniejącej już Villi di Roma nad Zatoką Neapolitańską. Na Wigilię zostali zaproszeni przez znajomą ojca, Honoratę Komarową, której córki poznał Zygmunt w dzieciństwie. Najstarsza z nich, Delfina, miała teraz niespełna trzydzieści dwa lata i była żoną bezwzględnego tyrana Mieczysława Potockiego, z którym żyła w separacji (później się rozwiedli).
 Zwróciła uwagę prawie dwudziestosiedmioletniego poety, choć nie była to miłość od pierwszego wrażenia. Przeciwnie, kłócili się nawet, a Zygmunt uważał ją za dość rozkapryszoną damę. Dopiero jak zainteresował się bliżej jej osobą, trudnym życiem z Potockim i dramatem umierania jej dzieci w niemowlęctwie, stała mu się najbliższa na świecie. Była wysoką, zgrabną blondynką o niebieskich oczach. Miała piękny głos (czym oczarowała nawet Chopina) i była inteligentna. Przypominała Krasińskiemu Joannę Bobrową, z którą pół roku wcześniej musiał zerwać romans pod naciskiem ojca. 

Moritz Michael Daffinger, Delfina Potocka 1830

Kiedy więc w połowie lutego 1839 roku opuszczał Neapol, udając się do Rzymu, napisał do Delfiny:
Ledwom cię poznał, już cię żegnać muszę, 
A żegnam ciebie, jak gdybym przez wieki 
Żył z tobą razem i kochał twą duszę,
A teraz jechał w jakiś kraj daleki 
I nie miał nigdy już obaczyć ciebie,
chyba gdzieś – kiedyś – po śmierci – tam, w niebie!

Nie tylko jednak w poezji znajdziemy dowody miłości Zygmunta do Delfiny. To lutowe rozstanie zapoczątkuje dwudziestoletnią ich korespondencję (niemal do śmierci Zygmunta) liczącą przeszło pięć tysięcy listów! Niestety do naszych czasów zachowało się niewiele ponad siedemset. Większość uległa spaleniu po niemieckim bombardowaniu Warszawy w 1944 roku. 

Ulica Chiaia, przy której stał dom Komarów

Spotykali się w różnych częściach Europy, ale do Neapolu wracali najchętniej. Matka Delfiny miała tam dom przy ulicy Chiaia, więc mogli się spotykać poza oczami wścibskich. Poeta bywał nawet w teatrze, ale nie z ukochaną. Już w kwietniu tego samego 1839 roku widzieli się znowu w Neapolu. Po raz pierwszy od długiego czasu był szczęśliwy. Układał wtedy wiersze inspirowane poezją Mickiewicza, np. Zawsze i wszędzie. 

Teatr Mercadante za czasów Krasińskiego znany jako Teatro del Fondo


Ponownie odwiedzali Neapol w styczniu, lutym i czerwcu 1840 roku. Poeta uwielbiał siedzieć na dywanie u stóp zajmującej kanapę ukochanej, która czytała mu listy od słynnych jej znajomych. Sielankę przerywały choroby Zygmunta (cierpiał na oczy i migreny) oraz konieczność ukrywania miłości do kobiety zamężnej. Doszła do tego jeszcze rozwijająca się choroba jelit, która całkowicie odebrała poecie poczucie sensu życia. We wrześniu 1840 roku spędzał z ukochaną miesiąc w Neapolu i napisał wiersz Do Delfiny. Po śmierci, w którym czytamy: 
Jam bardzo kochał – zanadto – za wiele!
Jam bardzo kochał – aż, znękan rozdziałem,
Duszem wypłakał. – Jam nie mógł w rozdziale
Żyć z tobą tutaj – więc tutaj skonałem.

Chciał umrzeć w Neapolu w objęciach Delfiny, ale nie było mu to dane. 

Via Toledo – jedna z głównych ulic Neapolu
Kolejny raz widzieli się w tym mieście w styczniu 1841 roku, ale mimo karnawału, nie bywali razem w towarzystwie. Generał Krasiński planował już małżeństwo syna z Elizą Branicką i wiedząc o jego romansie, odcinał go od finansów ilekroć doszły do niego wieści o spotkaniu kochanków. Ich rozstanie, spowodowane zaplanowanymi zaręczynami Zygmunta odbyło się w Neapolu 4 lipca 1841 roku. Na pożegnanie Delfina dała ukochanemu pierścionek. Nie mogąc się z nią rozstać, wracał do pokoju kilka razy, ledwie zdążył na statek. Przepływał z portu koło Villa di Roma, w której zatrzymała się Delfina. Wyszła na taras i machała mu, ale on ze względu na słaby wzrok, ledwo ją widział. Upewniał się u służącego, czy stoi jeszcze i machał również. 

Statek odpływający z portu w Neapolu

Spotykali się później, nawet wtedy, gdy Zygmunt był już żonaty, ale nie w Neapolu. 

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Złotopotockie skarby

Z nazwą Złotego Potoku wiąże się legenda, według której słynny pan Twardowski jednym skinieniem sprawił, że płynący tu potok zaczął błyszczeć od grudek złota. Stąd też czarnoksiężnik wyruszył na swoim kogucie na Księżyc, a skałę, od której kogut odbił się, nazwano "Bramą Twardowskiego". 

"Brama Twardowskiego"

Nazwę tę nadał jej podobno Zygmunt Krasiński, przechadzający się po tych lasach w 1857 roku. Sto lat później utworzono tu rezerwat. Spotkamy w nim inne elementy przyrody, którym poeta nadawał imiona. Na przykład stawy "Zygmunt" i "Elżbieta" na cześć dzieci Krasińskich. Mamy też staw o wdzięcznej nazwie "Sen Nocy Letniej", to także pomysł poety, zaczerpnięty z Szekspira.

Staw "Sen Nocy Letniej"

Stawy rozlewają się na rzece Wiercicy, w której pływają między innymi pstrągi. Zięć Zygmunta Krasińskiego, Edward Raczyński, założył tu pstrągarnię, która istnieje do dziś. Jeśli będziecie w tych okolicach, udajcie się tam na obiad.


Koniecznie trzeba odnaleźć "Źródło Spełnionych Marzeń", czyli miejsce, gdzie podziemne wody wypływają na powierzchnię w sposób skoncentrowany. Ich temperatura wynosi tu około ośmiu stopni Celsjusza. 
"Źródło Spełnionych Marzeń"

Nie będę pisać o wszystkich skarbach rezerwatu, bo można sobie o nich poczytać na innych stronach w sieci. Pokażę Wam za to zabytkowy kościół, o którym wspomniałam w poprzednim poście, a który wart jest większej uwagi. Ostatnio zamieściłam jego zdjęcie z zewnątrz, dziś więc wejdziemy do środka. 

Parafia pw. św. Jana Chrzciciela w Złotym Potoku. 

Tu zostało pochowane najmłodsze dziecko Zygmunta Krasińskiego, czteroletnia Elżbieta. W tej samej kaplicy spoczywają: wnuk poety Karol i jego dzieci, czyli prawnuki autora Nie-Boskiej komedii.

Kaplica grobowa Krasińskich

Kaplicę do średniowiecznego kościoła dobudowano na polecenie generała Wincentego Krasińskiego, ojca poety. Znajduje się ona naprzeciwko barokowej kaplicy Matki Bożej, ufundowanej przez Koniecpolskich (ówczesnych właścicieli Złotego Potoku) w XVII wieku. 


Jan Koniecpolski był fundatorem organów w I połowie XVII wieku, zaś Stanisław Koniecpolski w tym samym czasie ufundował ołtarz główny, na którym widnieje obraz przedstawiający scenę chrztu Jezusa.

Ołtarz główny i balustrady z herbami Krasińskich 

Pomiędzy prezbiterium a nawą kościoła znajduje się XIX-wieczna balustrada z herbami Krasińskich. Ołtarz główny odnowiono na polecenie Edwarda Raczyńskiego (zięcia poety) i jego syna Karola. 
Niezwykle cenną rzeczą jest antependium, czyli bogato zdobiona zasłona mensy ołtarza. Wykonano je w rzymskim warsztacie mistrzów niemieckich na początku XIX wieku. Przedstawia scenę z aniołami adorującymi lilię – symbol niewinności Matki Bożej. Z Rzymu przywiozła je do Złotego Potoku Eliza Krasińska, żona poety. 

Antependium w ołtarzu głównym

Wiele skarbów kryje jeszcze ta świątynia. Jeśli się do niej wybierzecie, możecie liczyć na życzliwość księdza proboszcza Ryszarda Marciniaka. Opowie Wam o historii kościoła i jego najcenniejszych zbiorach. 

piątek, 5 sierpnia 2022

W Złotym Potoku Krasińskich

Niewielka miejscowość w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, zwana Złotym Potokiem, należała od połowy XIX wieku do rodziny Krasińskich. Ojciec naszego poety, generał Wincenty Krasiński, kupił ten  majątek i uratował przed całkowitym zniszczeniem. 


W 1856 roku na jego polecenie zbudowany został pałac w stylu klasycystycznym, a sąsiadujący z nim dworek z 1829 roku przeznaczono dla jego syna Zygmunta. Ten jednak był tu tylko raz i pobyt ten zakończył się dla niego tragicznie. 


Wakacje 1857 roku zapowiadały się fascynująco. Zygmunt i Eliza Krasińscy spędzali je z czwórką swoich dzieci: chłopcami Władysławem i Zygmuntem juniorem oraz dziewczynkami Marią i Elizą. Poeta jak nigdy wcześniej poświęcał swym potomkom (głownie synom) dużo uwagi. Z powodu choroby guwernera, przejął nawet jego obowiązki. Wspólne spacery, przejażdżki konne, łowienie ryb, a nade wszystko rozmowy o literaturze, powodowały zacieśnianie więzów rodzinnych. Pani Krasińska wreszcie miała to, o czym marzyła - zadowolonego męża u boku i szczęśliwe dzieci.


Nie trwało to jednak długo. Pod koniec sierpnia najmłodsza córka Eliza zachorowała. W gardle utworzył się wrzód, którego lekarze nie potrafili wyleczyć. Dziecko udusiło się 12 września. Pogrzebem zajął się dziadek Wincenty. Dziewczynkę pochowano w miejscowym kościele pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela w obecności najbliższej rodziny. 


Zrozpaczony ojciec ułożył inskrypcję nagrobną, którą można przeczytać na żeliwnych drzwiach krypty Krasińskich. 


Tragedia spowodowała chwilowe rozbicie rodziny. Zygmunt wyjechał do Drezna, Eliza z teściem i dziećmi do Warszawy. Jednak wspólna rozpacz połączyła wkrótce małżonków. Nigdy już nie powrócili do Złotego Potoku, a pochowana tam ich córka jest jedyną osoba z tej rodziny, która nie spoczywa w krypcie opinogórskiej.


Maria, starsza córka poety, wyszła za mąż za hrabiego Edwarda Raczyńskiego (jego syn z drugiego małżeństwa został później prezydentem RP na uchodźstwie) i otrzymała w posagu między innymi Złoty Potok. Odtąd pałac Krasińskich stał się pałacem Raczyńskich. 


Pani Raczyńska sprowadziła tu wiele sprzętów, były wśród nich cenne meble, obrazy (w tym portrety rodziców), srebra i dziewięćdziesiąt pięć pozycji biżuterii. Lubiła przesiadywać nad malowniczym stawem Irydion, który swą nazwę zawdzięczał jej ojcu. Z okien pałacu rozciągał się przepiękny widok na ogród i tenże staw. Dziś pałac zamknięty na cztery spusty jest przedmiotem procesu sądowego między spadkobiercami magnatów a państwem polskim. 


Można zwiedzać dworek, w którym Zygmunt Krasiński spędził swoje jedne z nielicznych poświęcone dzieciom i żonie wakacje, tak tragicznie zakończone. Niestety nie pokażę Wam wnętrz, ponieważ zabroniono mi robić zdjęć eksponatów, a co dopiero je publikować. O zgodę powinnam się zwrócić do muzeum w Częstochowie. 


Nie żałujcie jednak, bo romantyzmowi i rodzinie Krasińskich poświęcone są zaledwie dwie, prawie puste izby. Kilka obrazów, ze dwa stoliki, generalnie słabo. W pozostałych trzech pokojach można zobaczyć wystawę czasową: fotografie żołnierzy z bitwy pod Janowem 1939 roku. Wielkie rozczarowanie. Chętnych odsyłam na stronę Wikipedii i Muzeum Regionalnego im. Zygmunta Krasińskiego. 


Na szczęście Złoty Potok ofiarowuje dużo więcej atrakcji, więc powrócę do niego w kolejnym poście. A zainteresowanych historią Marii z Krasińskich Raczyńskiej odsyłam do ciekawej książki Magdaleny Jastrzębskiej, którą właśnie czytam.

 

czwartek, 16 czerwca 2022

Mickiewicz w Opinogórze

 ... nigdy nie był. Co nie przeszkadza tamtejszemu muzeum jedno z wnętrz poświęcić wieszczowi. Wszak wiadomo, że Zygmunt Krasiński, gospodarz Opinogóry, uwielbiał i podziwiał poetę, przynajmniej w pierwszym okresie ich znajomości.


W Opinogórze oprócz zamku jest oranżeria, powozownia, oficyna i oczywiście dwór. A w nim ekspozycja poświęcona romantyzmowi, w szczególności zaś Adamowi Mickiewiczowi. Mamy Rok Romantyzmu w związku z 200. rocznicą debiutu wieszcza, warto zatem przyjrzeć się tej wystawie i przypomnieć relację obu poetów.


Zygmunt Krasiński młodszy od Mickiewicza o trzynaście lat i trzy miesiące, już w dzieciństwie podziwiał debiutującego poetę z Nowogródka. Swoje pierwsze utwory wzorował na balladach, Grażynie, Konradzie Wallenrodzie... Porównywał autora tych dzieł do Ikara, który leci "ku słońcu, lecz skrzydła jego nie topnieją zgoła, przeciwnie rozwijają się, im bardziej się wznosi. (...) Wszystko, co pisze jest wielkie i wspaniałe. 


Poznali się w Genewie w sierpniu 1830 roku. Antoni Edward Odyniec przedstawił młodego hrabiego znanemu już wtedy poecie. Zygmunt dzielił się z ojcem wrażeniami po tym spotkaniu: "Wygląda na rozsądnego człowieka. Ja myślałem, że wcale przeciwnie. Dziwne czasem robimy sobie o ludziach wyobrażenie, które upada za ich poznaniem". 

Jan Styka Mickiewicz jako pielgrzym

14 sierpnia 1830 roku Mickiewicz, Krasiński i Odyniec w towarzystwie guwernera Jakubowskiego wybrali się na wycieczkę w Alpy Wysokie. Wtedy poeci poznali się lepiej. Zygmunt był zachwycony Adamem. Donosił ojcu: "Rozległej on jest nauki, umie po polsku, po francusku, po włosku, po niemiecku, po angielsku, po łacinie i po grecku. Doskonale zna politykę europejską, historię, filozofię, matematykę, chemie i fizykę. W literaturze nikt może w Polsce nie ma znajomości". Ten podziw nie zniknie nawet wtedy, gdy poróżnią się poprzez stosunek do Andrzeja Towiańskiego i jego Sprawy Bożej. Ten wątek jest jednak zbyt skomplikowany, żeby go tutaj streszczać. 


Zygmunt przeżył Adama niecałe cztery lata. Kiedy dowiedział się o śmierci wieszcza, "pękło mu serce", jak się wyraził w liście do Adama Sołtana. W nim właśnie zawarł znane zdanie: "My z niego wszyscy", dodając, że Mickiewicz był największym wieszczem "nie tylko narodu, ale wszystkich plemion słowiańskich". Krasiński opłacił paryski pogrzeb Mickiewicza i wspierał finansowo jego dzieci. Leczył się wtedy w Baden. W połowie stycznia 1856 roku wrócił do Paryża, by oddać hołd największemu z poetów polskich. W jego majątku w Opinogórze pamięć o Mickiewiczu jest obecna i dziś. 
Antoni Kurzawa Mickiewicz budzący geniusza poezji
Jest w Opinogórze upamiętnienie jeszcze jednego poety: Norwida. Jego pomnik, autorstwa Oleksandra Porozhniuka, został odsłonięty w listopadzie 2021 roku na zakończenie obchodów Roku Norwidowskiego. Cyprian i Zygmunt znali się ponad dekadę. Obaj mieszkali w tym czasie w Paryżu. Obaj pochodzili z Mazowsza. Ich skomplikowane relacje, to temat na dłuższą opowieść. Jak Wam się podoba ten pomnik?