W 1875 roku Maria Konopnicka przyjechała do Szczawnicy na leczenie gardła. Wynajęła skromną kwaterę na tak zwanym Miedziusiu, nie było jej bowiem stać na hotel. Niestety, dom ten już nie istnieje. W jego miejscu stoi dziś tablica upamiętniająca pobyt pisarki.
Była już wtedy matką sześciorga dzieci (urodziła ośmioro, ale dwóch synów zmarło w pierwszym roku życia), zmęczoną samotnym ich wychowywaniem. Mąż bowiem wciąż był nieobecny w domu, ale to opowieść na inną okazję. Postanowiła wreszcie zadbać o siebie i wyjechała do uzdrowiska.
Niewiele wiemy o jej pobycie w Szczawnicy. Zapewne, jak większość kuracjuszy, brała kąpiele i piła wodę leczniczą. Podobno też romansowała, towarzyszyli jej często dwaj panowie: Konstanty Krynicki i Korneli (!) Dąbrowski. Rozczarowana nieudanym małżeństwem i zmęczona gromadą potomstwa, pozwoliła sobie zacząć żyć po swojemu. Wcześniej tworzyła jedynie baśnie dla swoich dzieci. Teraz w Szczawnicy uległa urokowi nie tylko mężczyzn, ale także Pienin. I z tego zachwytu powstał cykl dziewięciu wierszy pt. W górach.
Wysłała go do "Tygodnika Ilustrowanego" i ku jej ogromnej radości, cykl został opublikowany. Nie koniec na tym. Traf chciał, że przeczytał go Henryk Sienkiewicz i bardzo pozytywnie odniósł się do niego w "Gazecie Polskiej" z 26 października 1876 roku. Zachwycił go zwłaszcza wiersz Przygrywka.
EJ! ujrzę raz na oczy insze sianożęci,
Insze kurhany!
Ej! posłyszę ja przecież, jak to ludzie gwarzą
Obcym mi gwarem…
I wypatrzę miesiączek, z jaką wstaje twarzą
Nad cudzym jarem…
I dowiem się raz wreszcie, gdzie tęcza podziewa
Wstążek swych końce
I jakie tam piosenki o zmroku rozbrzmiewa
Echo mdlejące.
U nas w wiosce znam wszystko… wszystkiegom już syta,
Aż do znudzenia…
Co dzień zza tego wzgórza słońce rankiem świta,
Nic się nie zmienia.
Wiem, gdzie rosną dziewanny, a gdzie niezabudki
W przydrożnym rowie;
Wiem, gdzie szary słowiczek zwił domekmalutki
W naszej dąbrowie;
Wiem, gdzie ojciec łan orze, gdzie matka wybiela
Cieniutkie płótna;
Wiem, jak w święto wieczorem grzmi wiejska kapela
Jak fletnia smutna…
Lasek, cmentarz, kościółek, starego plebana
Znam już z pamięci…
Tęskno mi! – Hej, pociąga dal sina, nieznana,
Wabi i nęci!

Sienkiewicz napisał wtedy między innymi: "Cóż to za śliczny wiersz (…) Zacząłem go czytać z lekceważeniem, jak wszystkie takie ulotne poezyjki, a skończyłem zachwycony (…) Nie znam tej poetki (…) W każdym razie ta pani, czy panna ma prawdziwy talent…"
To dodało Konopnickiej skrzydeł! Uwierzyła w siebie i zaczęła podejmować różne tematy w swojej twórczości. Do Szczawnicy powracała w listach i wierszach.
Pod koniec lat osiemdziesiątych XIX pisała do stryja: „Nie znam Krynicy, ale znam pokrewną jej i podobno piękniejszą co do widoków na Pieniny, Szczawnicę. One to góry podały mi po raz pierwszy pióro do ręki, bo tak w duszę mnie ten świat górski uderzył, jak laska Mojżeszowa w skałę. Cudna, cudna tam przyroda. (...) Przypominam sobie, że sama będąc kiedyś w Szczawnicy, budziłam się co rano jakby z niedowierzaniem, że jestem w tak cudnym, tak uroczym otoczeniu”.
Zachwytów nad pienińską przyrodą nie zabrakło w jej twórczości.
Pod moją chatą Dunajec biały/Dziwną pieśń śpiewa, bijąc ze skały.
Srebrne jej tony po żwirze pieszczą,/Mienią się w tęczę – jak w harfę wieszczą
O siedmiu strunach wiązanych zlotem./Od brzegu fale biją z łoskotem,
A dalej płaczą – a dalej mgleją,/Aż w toń najgłębszą rozbłękitnieją.
I cicho… ciszej… wtóry pochwycą,/Patrząc się w niebo modrą źrenicą.