niedziela, 16 listopada 2014

Polskie ślady we Lwowie - cz.1.

Tereny, na których leży dziś Lwów, były przedmiotem sporu między władcami Polski i Rusi przez całe stulecia, nawet jeszcze przed założeniem tego miasta, co nastąpiło w XIII wieku. Książę Daniel I Halicki nazwał gród na cześć swego syna Lwa. W 1356 roku król Kazimierz Wielki lokował Lwów na prawie magdeburskim i odtąd, z małymi przerwami, przez ponad 500 lat (do rozbiorów Polski), a potem jeszcze przez kilkadziesiąt należał do Rzeczpospolitej. Dlatego nie dziwią tak liczne ślady polskie, które można znaleźć we Lwowie. Zacznijmy od Cmentarza Łyczakowskiego. 

Założony w XVIII wieku jest najstarszą nekropolią Lwowa, o sześć lat starszą niż Warszawskie Powązki 

Powierzchnia cmentarza wynosi ponad 42 ha. Znajduje się tam ponad 300 tysięcy mogił. Od 1975 roku chowane są tylko osoby szczególnie zasłużone dla miasta lub narodu. 10 lipca 1990 roku uchwałą Rady Miejskiej Lwowa obszar Cmentarza Łyczakowskiego został uznany za Historyczno-Kulturalny Rezerwat.
Wita nas wielki grobowiec Konstantego Juliana Ordona, bohatera Powstania Listopadowego.


Zmarł w 1887 we Florencji, szukając w Europie poparcia dla wyzwolenia Polski. Władze rosyjskie nie pozwoliły na pochówek w rodzinnym grobie w Warszawie, więc zwłoki sprowadzono do Lwowa.

Moje i starsze pokolenie na pewno pamięta wiersz Mickiewicza "Reduta Ordona".

Nam strzelać nie kazano. - Wstąpiłem na działo

I spójrzałem na pole; dwieście armat grzmiało.
(...)
Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota
Długą czarną kolumną, jako lawa błota,
Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy
Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.

Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,
Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona.

Idźmy dalej. Wszystkich polskich śladów nie damy rady zobaczyć.
 Skupmy się zatem na najważniejszych, zgodnie z tematyką tego bloga.


Grób Gabrieli Zapolskiej z wypisanymi jej utworami.


Autorka "Moralności pani Dulskiej" mieszkała we Lwowie przez ostatnie 17 lat swojego życia. Może nie wszyscy wiedzą, że Zapolska to jej pseudonim literacki. Z domu Piotrowska, po mężu Śnieżko-Błocka, ale od debiutu w 1883 r. tylko Zapolska. Po przeprowadzeniu się do Lwowa, zorganizowała wraz z drugim mężem Stanisławem Janowskim, zespół teatralny.  W czasie I wojny światowej prowadziła w tym mieście cukiernię. Tu też zmarła 17 grudnia 1921 roku.


Maria Konopnicka nie była związana ze Lwowem, ale tu zmarła na zapalenie płuc,
przebywając w sanatorium. 

Pogrzeb Marii Konopnickiej, zorganizowany przez przyjaciółkę pisarki, Marię Dubielankę 11 października 1910 roku, był się wielką manifestacją patriotyczną, w której wzięło udział ok. 50 tysięcy osób. Na grobie jest wyryty fragment wiersza Konopnickiej "Na cmentarzu":
...Proście wy Boga o takie mogiły,
Które łez nie chcą, ni skarg, ni żałości,
Lecz dają sercom moc czynu, zdrój siły
Na dzień przyszłości...

Władysław Bełza urodził się w Warszawie, ale przez 40 lat związany był ze Lwowem,
 gdzie zmarł w 1913 roku.

Bełza był aktywnym działaczem narodowym, pracownikiem Ossolineum, wydawcą polskich książek i podręczników szkolnych pod zaborami. Ale znany jest przede wszystkim jako autor "Katechizmu polskiego dziecka"

– Kto ty jesteś?
– Polak mały.
– Jaki znak twój?
– Orzeł biały.
– Gdzie ty mieszkasz?
– Między swemi.
– W jakim kraju?
– W polskiej ziemi.
– Czem ta ziemia?
– Mą ojczyzną.
– Czem zdobyta?
– Krwią i blizną.
– Czy ją kochasz?
– Kocham szczerze.
– A w co wierzysz?
– W Polskę wierzę.
– Coś ty dla niej?
– Wdzięczne dziecię.
– Coś jej winien?
– Oddać życie.

Nie wiem, czy współczesne dzieci uczą się jeszcze tego wiersza. Chyba nie.

Grób Artura Grottgera, jednego z najwybitniejszych polskich malarzy okresu romantyzmu

Obrazy Grottgera także podejmują motywy patriotyczne, narodowe. Przejdźmy teraz do tych, co oddali życie za ojczyznę.


Polska część Cmentarza Obrońców Lwowa, zwana Cmentarzem Orląt Lwowskich od określenia młodych obrońców polskiego Lwowa w czasie wojny polsko-ukraińskiej (1918-1919) i polsko-bolszewickiej (1920).


Stąd w 1925 roku sprowadzono do warszawskiego Grobu Nieznanego Żołnierza zwłoki bezimiennego żołnierza, poległego w walce o polski Lwów.


Pochowanych jest tu prawie 3 tysiące żołnierzy, wśród nich młodzież szkolna, walcząca w obronie Lwowa.
Taki zadbany widok można oglądać dopiero od kilkunastu lat. Wcześniej teren ten był zdewastowany.


... Na te groby powinni z daleka przychodzić ludzie małej wiary, aby się napełnić wiarą niezłomną, ludzie małego ducha, aby się nadyszeć bohaterstwa. A że tu leżą uczniowie w mundurkach, przeto ten cmentarz jest jak szkółka, w której dzieci jasnowłose, błękitnookie nauczają siwych ludzi o tym, że ze śmierci ofiernej najbujniejsze wyrasta życie.
Kornel Makuszyński

Nowe groby lwowian poległych w obecnej wojnie

A światłość wiekuista niechaj im świeci...

poniedziałek, 10 listopada 2014

Łąki i Górki Zofii Nałkowskiej

Zofia Nałkowska skończyłaby dziś 130 lat. Za miesiąc przypada 60. rocznica jej śmierci. Te dwie daty skłoniły mnie do odnalezienia rodzinnego domu pisarki, który stoi do dziś na tej ostatniej górce leśnej nad łąką (jak czytamy w książce "Dom nad łąkami"). Stąd też nazwa tego miejsca: Górki.


"Nie obmyślając nazwy na to miejsce na ziemi, mówiliśmy o nim po prostu: Górki.
 I tak na długo zostało. Dopiero w wiele lat później otrzymało nazwę Domu nad łąkami"
 (Z. Nałkowska, Mój ojciec, Warszawa 1953, s. 39)


Obawiam się, że młode pokolenie może już nie znać Nałkowskiej. Jej powieść "Granica" nie jest obowiązkowa, można ją zastąpić inną z dwudziestolecia międzywojennego, bowiem program nauczania nie narzuca, który to ma być utwór. Sugeruje wręcz, że warto omawiać "Cudzoziemkę" Kuncewiczowej. Owszem, ta książka też jest godna uwagi, ale nie sądzę, żeby dywagacje histerycznej staruszki w ostatnim dniu jej życia bardziej trafiły do młodzieży niż błyskotliwa kariera młodego chłopaka i jego romanse. Dlatego wybieram "Granicę".


Dom znajduje się w Wołominie, zaraz przy wyjeździe
 ze wsi Kobyłka (jadąc z Warszawy)


Rodzinny dom Nałkowskich został zbudowany w 1895 roku w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Nieduży drewniany domek ma po dziś dzień coś magicznego w sobie. Zwiedzanie rozpoczynamy od pokoiku Wacława Nałkowskiego, ojca pisarki. Ten wspaniały geograf, autor fundamentalnych prac z tej dziedziny kupił trzy morgi piaszczystego wzgórza i za pożyczone na hipotekę pieniądze postawił dom. W nim wychowywała się Zofia oraz jej młodsza siostra Hanna.


Pokój Wacława Nałkowskiego jest nieduży, skromnie urządzony. 

W tymże pokoju, jak w całym domu było zawsze dużo książek. Matka pisarki, Anna, towarzyszyła mężowi w pracach naukowych i była autorką podręczników do geografii. Obie córki państwa Nałkowskich pomagały rodzicom - tłumaczyły prace geograficzne, zestawiały indeksy i projekty ilustracji do dzieł ojca. Zofia wspominała po latach: "W jednym z pokojów Domu nad łąkami stał fortepian długi i żółtawy, pamiętny tym zwłaszcza, że na jego zamkniętym wieku układaliśmy jednego lata ściśle według alfabetu bezlik małych paseczków papieru do Wielkiego atlasu geograficznego."


To nie ten sam fortepian, ale na nim również grywała Nałkowska
W całym domu zdjęcia Zofii Nałkowskiej z różnych okresów jej życia.

Tu młodziutka, wycięta z rodzinnej fotografii.


Rodzina Nałkowskich w komplecie. Zofia z siostrą, rodzicami i babcią.


Tu trochę tylko starsza.


Nałkowska z czasów, gdy pisała "Medaliony".

Wróćmy jeszcze do pokoju Wacława Nałkowskiego. Znajdują się w nim piękne, oryginalne meble. Dzięki uprzejmości pani kustosz Marzeny  Kubacz, mogliśmy obejrzeć takie oto rozkładane cudo:

złożone

rozłożone:)
I książki.

Biblioteczka Wacława Nałkowskiego


Z "Dzienników" Nałkowskiej


Książki do dziś otaczają odwiedzających to miejsce.



W jednej z nich prawdziwa perełka. Wpis Nałkowskiej na miesiąc przed jej śmiercią.
"Panu Jerzemu Surowcewowi wdzięczna za miłe wiadomości o domu nad łąkami".
  W 1937 roku zła sytuacja finansowa pań Nałkowskich (ojciec pisarki nie żył już od 1911 r.) była powodem sprzedania tego miejsca. Nabyła je Krystyna Pułaska. Po II wojnie światowej zostało przejęte przez władze komunistyczne. Odtąd dom popadał w ruinę. Adresat powyższej dedykacji osiedlił się w nim i już w 1955 roku był inicjatorem utworzenia muzeum. Niestety nic nie wskórał. Dopiero w latach 80. XX wieku koncepcja ta nabrała realnych kształtów, a w 1992 roku otwarto Muzeum im. Wacława i Zofii Nałkowskich.

Portret Nałkowskiej pędzla Ireny Weissowej. Pisarka patrzy na swoje słowa,
 w których wyraziła miłość do tego domu.




Cudowny klimat tamtych lat. Jakby domownicy wciąż
 tu mieszkali. Aż chciałoby się usiąść przy tym
 stoliku, wypić herbatę i poczekać na nich.


Niestety, nie przyjdą, więc trzeba iść dalej...


Nie będę zdradzać wszystkich sekretów tego domu. Odwiedźcie go sami.

piątek, 31 października 2014

Non omnis moriar

Jutro będziemy odwiedzać groby swoich bliskich. Są jednak takie, których rodzina nie odwiedzi. Groby bohaterów literackich. Stworzone w powieściach, opowiadaniach, wierszach, istnieją naprawdę. Często ludzie, będący pierwowzorami tych postaci rzeczywiście żyli i zmarli tak, jak opisali to literaci. Ich groby są jednak niekiedy symboliczne, ale warto o nich pamiętać. Stanowią bowiem część naszego dziedzictwa narodowego.


Najstarszy chyba taki grób należy do Jana i Cecylii Bohatyrowiczów.


Grób Jan i Cecylii postawiano, wg Orzeszkowej,  w 1549 roku.

Dziś znajduje się na Białorusi. Został opisany przez Elizę Orzeszkową w powieści "Nad Niemnem", kiedy były to jeszcze ziemie polskie:

Był to grobowiec bardzo prosty i ubogi (...) Tylko nazwiska nie było tam żadnego(...) 
Jan i Cecylia! Czy kochali się oni? Czy świat ich rozłączał, a połączyła mogiła? 
Jak żyli i dlaczego,  gdy umarli, tak na długo, na wieki, pozostali w sercach i pamięci ludzi?



Z tego samego stulecia pochodzi grób Urszuli Kochanowskiej w Czarnolesie.

Symboliczny grób córki Jana Kochanowskiego - bohaterki jego trenów, która zmarła prawdopodobnie w 1578.

Wprowadzenie do literatury polskiej małego dziecka dokonało się właśnie po jej śmierci. Kochanowski zerwał z obowiązującą od starożytności tradycją pisania trenów na cześć dorosłych i zasłużonych zmarłych, pisząc:

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim! 
                                                       (Tren XVIII)


Orszulo moja wdzięczna, gdzieś mi się podziała?
W którą stronę, w którąś się krainę udała?
Czyś ty nad wszytki nieba wysoko wniesiona
I tam w liczbę aniołków małych policzona?
Czyliś do raju wzięta? Czyliś na szczęśliwe
Wyspy zaprowadzona? Czy cię przez teskliwe
Charon jeziora wiezie i napawa zdrojem
Niepomnym, że ty nie wiesz nic o płaczu mojem?
                                                               (Tren X)


Z XIX wieku pochodzi Mogiła Powstańców Styczniowych, opisana w "Nad Niemnem" Orzeszkowej. Z powieści dowiadujemy się, że leży tam czterdziestu patriotów, wśród nich Andrzej Korczyński i Jerzy Bohatyrowicz.

O Mogile, choć ukrytej w białoruskim lesie, pamiętają wciąż miejscowi i przybyli z Polski rodacy.

Tu, nad tym grobem, wiecznie było cicho i samotnie. Świat o nim nie wie nic...


Chyba świat nic nie wie o grobie Macieja Boryny z "Chłopów" Reymonta. Jest bowiem bardzo zaniedbany. Usprawiedliwieniem może być to, że nikt w nim nie leży. Mogiła jest symboliczna. Widocznie kreacja bohatera była tak realistyczna, że traktowano go jak osobę z tego, a nie tylko literackiego świata. No cóż, przecież za tę powieść Władysław Reymont otrzymał Nagrodę Nobla. 


Symboliczny grób Macieja Boryny w Lipcach Reymontowskich
Jak się czyta opis śmierci Boryny, trudno uwierzyć, że nigdy nie umarł, bo nigdy nie żył...

Przystanął zdumiony, zdało mu się, że wszystko ruszyło naprzeciw, pełzały trawy, płynęły rozkołysane zboża, opasywały go zagony, cały świat się podnosił i walił na niego, że strach go porwał, chciał krzyczeć, ale głosu już nie wydobył ze ściśniętej gardzieli, chciał uciekać, zabrakło mu sił i ziemia chwyciła za nogi, plątały go zboża, przytrzymywały bruzdy, łapały twarde skiby, wygrażały drzewa zastępujące drogę, rwały osty, raniły kamienie, gonił zły wiater, błąkała noc i te głosy, bijące całym światem:
- Ostańcie! Ostańcie!
Zmartwiał naraz, wszystko przycichło i stanęło w miejscu, błyskawica otworzyła mu oczy z pomroki śmiertelnej, niebo się rozwarło przed nim, a tam w jasnościach oślepiających Bóg Ociec, siedzący na tronie ze snopów, wyciąga ku niemu ręce i rzecze dobrotliwie:
- Pódziże, duszko człowiecza, do mnie. Pódziże, utrudzony parobku...
Zachwiał się Boryna, roztworzył ręce, jak w czas Podniesienia:
- Panie Boże zapłać! - odrzekł i runął na twarz przed tym Majestatem Przenajświętszym.
Padł i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie.
Świt się nad nim uczynił, a Łapa wył długo i żałośnie...



Na krakowskim Cmentarzu Rakowickim znajduje się grobowiec zmarłej w 1910 r. Faustyny Morzyckiej, którą Stefan Żeromski sportretował jako Stasię Bozowską w "Siłaczce". Jej poświęcenie się skomentował, wkładając w usta Pawła Obareckiego słowa:

Niemądra byłaś! Tak żyć nie tylko nie można, ale i nie warto. Z życia nie zrobisz jakiegoś jednego spełnienia obowiązku: zjedzą cię idioci, odprowadzą na powrozie do stada, a jeśli się im oprzesz (...) to cię śmierć zabije najpierwszą...


                                Grób Faustyny Morzyckiej - pierwowzoru Stanisławy Bozowskiej z "Siłaczki"

Morzycka poświęciła się konspiracyjnej pracy oświatowej w Paulinowie koło Nałęczowa, otworzyła pierwsza szkołę w Nałęczowie. "Siłowała się" z analfabetyzmem i głupotą ludzką.

Zdjęcie pochodzi sprzed kilku lat. Czy ktoś z Krakowa mógłby odszukać ten grób i powiedzieć, jaki jest jego stan obecny?


Nie wszystek umrę, wiem że uniknie pogrzebu
cząstka nie byle jaka - te słowa Horacego widnieją na niejednym cmentarzu. 


Literatura ocaliła ich od zapomnienia.
Dopóki istnieją w naszej zbiorowej świadomości, dopóty my istniejemy...


sobota, 25 października 2014

Prozatorskie nie znaczy prozaiczne (opisy jesieni)

Opisy przyrody w prozie to fragmenty, które z reguły się omija, czytając powieści czy opowiadania. A szkoda. Można w nich dostrzec piękno opisywanego krajobrazu i talent pisarza. Dlatego dziś postanowiłam je Wam trochę przybliżyć, wszak jesień mamy wciąż cudną.




Słońce (...) przygrzewało jeszcze niezgorzej - wisiało w połowie drogi między południem a zachodem nad lasami, że już (...) grusze po polach, a nawet zeschłe i twarde skiby kładły za się cienie mocne i chłodne. Cisza była na polach opustoszałych i upajająca słodkość w powietrzu... 
...wieś grała w słońcu jesiennymi barwami sadów - niby czerwono-żółta liszka, zwinięta na szarym liściu łopianu...
(W.St.Reymont "Chłopi", t. 1 "Jesień")




Poranek był jasny i chłodny, a że zaś przymrozek orzeźwił powietrze, to i raźniej się poruszali, i zgiełkliwiej; wychodzili gromadniej na pola, którzy do kopania szli z motyczkami a koszykami na ręku,dojadając śniadań, którzy z pługiem ciągnęli na ścierniska...
Takiego widoku już dziś nie ujrzymy na polskich polach.

Droga była pusta i zasłana opadłym liściem tak obficie, że wyboje i głęboko powyrzynane koleiny pokryły się rdzawozłocistym kobiercem, pociętym pręcami cieniów, jakie rzucały pnie topoli, bo słońce z boku świeciło.
(j.w.)





U Żeromskiego opis jesieni mam być tłem smutnego losu bohatera, toteż i pora roku nie będzie piękna.

Ponura jesień zwarzyła już i wytruła w trawach i chwastach wszystko, co żyło. Obdarte z liści, szczerniałe rokiciny żałośnie szumiały, zniżając pręty aż do samej ziemi. Bure obłoki podarte i rozczochrane leciały szybko, prawie po powierzchniach tych pól obumarłych i przez deszcz chłostanych.
(Stefan Żeromski "Rozdziobią nas kruki, wrony...")




W bruzdach ściernisk i podorywek jesiennych, na sapowatych niwkach i świeżych karczowiskach, gdzie stały smugi wody po niedawnej nawałnicy, mieniły się rude plamy jak kawałki szyb przepalonych. (...) Nadleciały stadkiem cyranki, krążyły kilkakroć z wyciągniętymi szyjami, przerywając ciszę melodyjnym, dzwoniącym świstem skrzydeł zataczały w powietrzu elipsy coraz mniejsze...
(Stefan Żeromski "Zmierzch")


Cyranki z: http://forum.bocian.org.pl/viewtopic.php?p=58158

Wolę optymistycznego Sienkiewicza:)

Godzina była popołudniowa i słońce chyliło się już dobrze ku zachodowi, ale po nocy dżdżystej i burzliwej dzień był piękny i niebo czyste, gdzieniegdzie tylko upstrzone na zachodniej stronie małymi różowymi obłokami, które zasuwały  się z wolna  za widnokrąg, podobne do stada owiec schodzącego z pola. 
(Henryk Sienkiewicz "Potop", t.1)



Noc była pogodna i księżycowa, ale hałaśliwa. W głębinach leśnych wrzało życie. Była to pora bekowiska, więc puszcza brzmiała naokół groźnymi rykami jeleni.
(j.w., t.II)




Znajomy myśliwy twierdzi, że Sienkiewicz się pomylił. Pojęcie bekowisko stosuje się tylko do danieli, zaś okres godowy jeleni to rykowisko. Etymologicznie rzecz biorąc, daniele bekają (czy beczą) a jelenie ryczą? Sienkiewicz nie bawił się w takie subtelności:)




Słownik Języka Polskiego wyjaśnia, że użyte przez niego bekowisko oznacza gody zarówno danieli, jak i jeleni.



Niechaj ten jesienny zegar przypomni Wam, że dziś przechodzimy na czas zimowy...



sobota, 18 października 2014

Jesiennie...

Mamy tak piękną jesień w tym roku, że aż grzechem byłoby o niej nie pisać... A któż lepiej to zrobi, jak nie nasi poeci? Oddajmy im zatem głos.



Najsłynniejszy chyba (dzięki Czesławowi Niemenowi) wiersz o jesieni wyszedł spod pióra Juliana Tuwima.


Wspomnienie

Mimozami jesień się zaczyna,
Złotawa, krucha i miła.
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
Która do mnie na ulicę wychodziła. 

Od twoich listów pachniało w sieni,
Gdym wracał zdyszany ze szkoły,
A po ulicach w lekkiej jesieni
Fruwały za mną jasne anioły. 

Mimozami zwiędłość przypomina
Nieśmiertelnik żółty - październik.
To ty, to ty moja jedyna,
Przychodziłaś wieczorem do cukierni. 

Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
W parku płakałem szeptanymi słowy.
Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
Od mimozy złotej - majowy. 

Ach, czułymi, przemiłymi snami
Zasypiałem z nim gasnącym o poranku,
W snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
Jak tą złotą, jak tą wonną wiązanką...


Mimozy już przekwitają. Znalazłam jeszcze trochę żółtych.



Nie mniej zachwycający jest opis jesieni Leopolda Staffa

J e s i e ń

Jesień mnie cieniem zwiędłych drzew dotyka,
Słońce rozpływa się gasnącym złotem.
Pierścień dni moich z wolna się zamyka,
Czas mnie otoczył zwartym żywopłotem.

Ledwo ponad mogę sięgnąć okiem
Na pola szarym cichnące milczeniem.
Serce uśmierza się tętnem głębokiem.
Czemu nachodzisz mnie, wiosno, wspomnieniem?

Tak wiele ważnych spraw mam do zachodu,
Zanim z mym cieniem zostaniemy sami.
Czemu mi rzucasz kamień do ogrodu
I mącisz moją rozmowę z ptakami? 


W moim ogrodzie spadają liście. A kto je zgrabi? Ja oczywiście:)


Konstanty Ildefons Gałczyński zachęca do znalezienia kogoś bliskiego na chłodne dni:


Jesień 

Jabłka świecą na drzewach jak węgle w popiele,
wiatrak pęka ze śmiechu i powietrze miele.

Jak na fryzie klasycznym dziewczyny dostojne
z różowymi żądzami mężną wiodą wojnę.

Już kasztan się osypał i ochłodły ranki;
o, młody przyjacielu, poszukaj kochanki

z małym domkiem, ogródkiem, sennym fortepianem,
która by włosy twoje czesała nad ranem,

z którą byś po śniadaniu czytał Mickiewicza -
niech będzie silna w ręku, a piękna z oblicza,

jak jesień zamyślona, jak Jesień śmiertelna
i jako jabłka owe cierpka i weselna.


Jesienny zestaw witamin:)

I jeszcze kobiecy punkt widzenia - Kazimiera Iłłakowiczówna


O jesieni, jesieni

Niech się wszystko odnowi, odmieni....
O jesieni, jesieni, jesieni .....
Niech się nocą do głębi przeźrocza
nowe gwiazdy urodzą czy stoczą,
niech się spełni, co się nie odstanie,
choćby krzywda, choćby ból bez miary,
niesłychane dla serca ofiary,
gniew czy miłość, życie czy skonanie,
niech się tylko coś prędko odmieni.
O jesieni!... jesieni! ... jesieni!

Ja chcę burzy, żeby we mnie z siłą
znowu serce gorzało i biło,
żeby życie uniosło mnie całą
i jak trzcinę w objęciu łamało!
Nie trzymajcie, nie wchodźcie mi w drogę
już się tyle rozprysło wędzideł ...
Ja chcę szczęścia i bólu, i skrzydeł
i tak dłużej nie mogę, nie mogę!
Niech się wszystko odnowi, odmieni! ...
O jesieni! ... jesieni! ... jesieni.



Carpe diem!

niedziela, 12 października 2014

Odkrycie Ameryki

Dziś, w 522. rocznicę dopłynięcia okrętów Krzysztofa Kolumba do wybrzeży Ameryki (co stało się 12 października 1492 r.), trochę o odkrywaniu tego kontynentu przeze mnie i Czesława Miłosza. Nasz noblista mieszkał tam (z przerwami) prawie pół wieku, ja niestety tylko parę dni... O Nowym Jorku pisałam w poprzednich postach, teraz więc czas na Waszyngton - stolicę USA.


Kapitol położony na wzgórzu
            Kapitolińskim w Waszyngtonie, pełni funkcję siedziby
Kongresu Stanów Zjednoczonych.



Czesław Miłosz w latach 1946-1950 był attaché kulturalnym oraz sekretarzem w ambasadzie polskiej w Waszyngtonie. Tu urodził się jego syn Antoni. Tu też powstał jeden z najsłynniejszych wierszy noblisty - "Który skrzywdziłeś".



Który skrzywdziłeś człowieka prostego 

Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając, 

Gromadę błaznów koło siebie mając 

Na pomieszanie dobrego i złego, 




Choćby przed tobą wszyscy się kłonili 

Cnotę i mądrość tobie przypisując, 

Złote medale na twoją cześć kując, 

Radzi że jeszcze dzień jeden przeżyli, 




Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta. 

Możesz go zabić - narodzi się nowy. 

Spisane będą czyny i rozmowy. 




Lepszy dla ciebie byłby świat zimowy 

I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta. 



Mógł pisać takie rzeczy tylko z dala od ojczyzny. W 1950 roku, kiedy powstał ten wiersz, żył jeszcze Stalin. Nic więcej dodawać nie trzeba...




Fragment ogromnego pomnika stojącego w National Mall
 ku czci Amerykanów walczących w czasie II wojny światowej.





Po strasznych latach wojny, spędzonych w Polsce, dane było mu normalne życie, odkrywanie na nowo, że świat jest piękny.


Mauzoleum Lincolna - szesnastego prezydenta Stanów Zjednoczonych
 przypomina grecki Partenon 


Abraham Lincoln jak żywy

Pomnik Waszyngtona
 – biały obelisk
 w National Mall, upamiętniający prezydenturę George'a Washingtona 


Miłosz postawił sobie za cel "stworzyć specjalną obsługę informowania kraju o życiu literackim, artystycznym oraz naukowym Ameryki", jak pisał do Jerzego Andrzejewskiego. Chciał także popularyzować kulturę polską w Stanach Zjednoczonych. Miłoszowi właśnie zawdzięcza Gombrowicz fakt, że za oceanem jest bardziej znany niż w Polsce. 

Biały Dom od strony ogrodu



Przyczynił się do utworzenia katedry kultury polskiej imienia Adama Mickiewicza na Columbia University. Napisał cykl "Życie w USA" publikowany w "Odrodzeniu". Jako jeden z pierwszych Polaków odkrył to, co już dziś znamy wszyscy - mianowicie fakt, że angielszczyzna służy ekonomii wysłowienia się. 


Znany z telewizji widok Białego Domu


Miłosz marzył o tym, żeby przestać być dyplomatą i żyć z pisania. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że w ojczystym języku nie ma dla kogo pisać (w Polsce nie wydrukują, a Polonia w Stanach nie była zainteresowana poezją), zaś tworzenia po angielsku, choć znał ten język doskonale, nie wyobrażał sobie. W jednym z jego listów czytamy: "Od czasu do czasu napiszę jakiś artykuł po angielsku, dziwiąc się, jak Conrad mógł w obcym języku pisać". Chodzi oczywiście o Józefa Konrada Korzeniowskiego, tworzącego pod pseudonimem Joseph Conrad.

Akcent polski w Waszyngtonie - pomnik Tadeusza Kościuszki


Pod koniec 1950 roku opuścił Waszyngton i przeniósł się na kilka lat do Paryża. Dziesięć lat później powrócił do Stanów, aby mieszkać przez ponad 30 lat w Kalifornii. Ameryka stała się jego drugą ojczyzną. Miał do niej ambiwalentny stosunek. Skarżył się na jałowość tej ziemi, ale doceniał komfort mieszkania na niej. Ostatnia dekadę swojego długiego życia spędził w Krakowie. W tym roku minęło 10 lat od jego śmierci. 

Jest takie ciekawe spojrzenie na dokonanie Kolumba, autorstwa Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego:


Teatrzyk „Zielona Gęś” ma zaszczyt przedstawić

„Zakrycie Ameryki”

Scena przedstawia statek Krzysztofa Kolumba,
dopływającego do brzegów amerykańskich.

MAJTEK NA MASZCIE:
                Ziemia! Ziemia!

KRZYSZTOF KOLUMB:
                (śpi znużony)

MAJTEK NA MASZCIE:
                Panie Krzysztofie, niech pan wstanie!
                Zaraz nastąpi odkrycie Ameryki!

KRZYSZTOF KOLUMB:
                Co? Odkrycie Ameryki? Nie warto.
                Zakryjcie ją z powrotem.

MAJTEK NA MASZCIE:
                (zakrywa Amerykę z powrotem)
              
  K u r t y n a
                nie zapada,
                bo w tym wypadku istnieje tylko
w wyobraźni oszczerców



Można nie lubić Ameryki, ale trzeba przyznać, że gdyby Europejczycy jej nie odkryli, nie mieliby gdzie uciekać w czasach strasznych dla naszego kontynentu. Co by się stało na przykład z Einsteinem, gdyby nie schronił się w Stanach przed nazizmem?

Pomnik Alberta Einsteina w Izraelskiej Akademii Nauk w Waszyngtonie
(przepraszam za jakość zdjęcia, ale robione było w nocy podczas deszczu)
Rzeźbiarz uchwycił tu tę cudowną dziecięcość noblisty.