czwartek, 20 sierpnia 2015

Tam, gdzie urodził się Marszałek

Ubiegłotygodniowe Święto Wojska Polskiego, ustanowione w dniu cudu nad Wisłą, spędziłam w Zułowie na Litwie - w miejscu urodzenia Józefa Piłsudskiego. Marszałek jest przede wszystkim bohaterem narodowym, ale jest też bohaterem literackim wielu książek. Jeszcze za życia pojawiał się w tekstach Stanisława Wyspiańskiego, Stefana Żeromskiego, Stanisława Witkiewicza, Juliusza Kadena-Bandrowskiego czy też Kazimiery Iłłakowiczówny, poetki i jednocześnie osobistej sekretarki Marszałka. 
Uczestniczenie w obchodach święta narodowego w miejscu urodzenia Naczelnika w dniu 95. rocznicy zwycięstwa nad bolszewikami było niezwykłym przeżyciem.

Jeśli dotrzecie do tego znaku (Zułowo to po litewsku Zalavas), to znaczy, że trzeba się cofnąć

Niestety nie ma tam rodzinnego dworku Piłsudskich, ale miejsce, gdzie stał, jest godnie upamiętnione. Brakuje tylko znaku drogowego, informującego, jak tam dojechać. Po dotarciu do wsi, od miejscowych dowiadujemy się, że trzeba się cofnąć z pół kilometra pod las i wyboistą drogą jechać jeszcze kilkaset metrów.
5 grudnia 1867 roku w dworze Zułów znajdującym się koło wsi Zułowo urodził się przyszły Marszałek Polski. Dwór Piłsudskich zniszczono w 1939 roku. Zostały jedynie fundamenty oraz kilka zabudowań służby.


Budynek należący  niegdyś do służby rodziny Marszałka

Od dziesięciu lat terenem tym opiekuje się Związek Polaków na Litwie. Miejsce jest bardzo zadbane, dzięki prezesowi ZPL Michałowi Mackiewiczowi i społecznie tu pracującej młodzieży, zrzeszonej w poszczególnych kołach oddziału święciańskiego. Planuje się utworzenie Rezerwatu Pamięci Narodowej.




W miejscu, gdzie stał dom Piłsudskich 10 października 1937 roku Prezydent RP Ignacy Mościcki wraz z żoną Marszałka Aleksandrą Piłsudską posadzili dąb. Obecnie jest on otoczony płotem w biało-czerwonych barwach, na którego furtce widnieją inicjały Józefa Piłsudskiego.




Obok postawiono płytę informującą o tym wydarzeniu. Tu właśnie w czasie uroczystości składa się kwiaty i zapala znicze.




Dwadzieścia stel i zasadzonych dębów stanowi panteon chwały ludzi i wydarzeń, które w polskiej historii odegrały znaczącą rolę.







     Aleja Pamięci Narodowej strzeżona  w trakcie uroczystości 95. rocznicy Bitwy Warszawskiej.

Zebranych w Zułowie rodaków witali prezes ZPL Michał Mackiewicz i konsul generalny Stanisław Cygnarowski

Polacy tłumnie przybyli na tę uroczystość  z oddalonego o 70 km Wilna 

A niektórzy z oddalonego o prawie 600 km Płocka!

Polskie Studio Teatralne zaprezentowało wzruszający program patriotyczny

Nie zabrakło też poczęstunku. Była grochówka, kotlet mielony z kaszą i surówką, wędliny, warzywa...


Smakowity udziec wieprzowy miał wzięcie zwłaszcza z piwem "1410", upamiętniającym wspólne zwycięstwo Polaków i Litwinów.



I choć średnia wieku przybyłych tam Polaków wynosiła 50+, nie brakowało też młodzieży. Jest więc nadzieja, że miejsce to nie będzie zapomniane przez następne pokolenia.





Oby tylko nigdy nie musiały brać udziału w prawdziwej walce...



niedziela, 16 sierpnia 2015

Waterloo Napoleona

Wczorajszy dzień świętowałam razem z Polonią na Litwie w miejscu urodzenia Józefa Piłsudskiego. Jednak o tym napiszę za kilka dni, gdy wrócę do domu i przegram zdjęcia. Dzisiejszy post poświęcę Napoleonowi i miejscu jego ostatniej batalii, z okazji kolejnej rocznicy urodzin cesarza (15 sierpnia), a także obchodzonej w tym roku 200. rocznicy bitwy pod Waterloo.
Będąc niedawno w Brukseli, wybrałam się na pola, gdzie rozegrała się ta decydująca o losach Europy walka. Łatwo tam dojechać pociągiem, tylko 20 km, ze stolicy Belgii. Później jednak trzeba przesiąść się na autobus oznaczony literą W. Pieszo ze stacji jest ponad 5 km w jedną stronę.




18 czerwca 1815 r. armia byłego cesarza Francuzów Napoleona Bonapartego, który kilka tygodni wcześniej uciekł z wygnania na Elbie, została ostatecznie pokonana pod Waterloo przez sprzymierzone armie: angielską pod dowództwem księcia Wellingtona i pruską feldmarszałka von Bluechera.




Batalia uważana jest za jedną z najważniejszych w dziejach świata. To właśnie wtedy na podstawie postanowień kongresu wiedeńskiego nastał na następne sto lat nowy ład i porządek w ówczesnej Europie. Po porażce Napoleona zmuszono do abdykacji i jako brytyjski więzień został zesłany na położoną na Oceanie Atlantyckim Wyspę świętej Heleny, gdzie spędził ostatnie lata swego życia.




W czasie, gdy rozgrywały się tamte wydarzenia, państwo belgijskie jeszcze nie istniało. Powstało dopiero piętnaście lat później. Wcześniej przez stulecia tereny dzisiejszej Belgii przechodziły z rąk do rąk; Belgowie byli pod rządami Holendrów, Hiszpanów, Austriaków i Francuzów. W czasach wojen napoleońskich belgijscy żołnierze walczyli po różnych stronach.




Na pamiątkę bitwy w 1825 roku na okolicznym wzgórzu usypano kopiec i ustawiono na nim zaprojektowaną przez Van Geela statuę lwa (Butte du Lion) patrzącego w kierunku Francji. Wzgórze to znajduje się dokładnie w miejscu, gdzie król Zjednoczonych Niderlandów, dowódca pierwszych wojsk brytyjskich książę Wilhelm VI Orański został raniony kulą z muszkietu.




Z Kopca Lwa rozciąga się widok na pola bitewne, zaś poniżej znajduje się rotunda, w której obejrzeć można panoramę bitwy – płótno pędzla francuskiego malarza Louisa Dumoulina. Niestety w środku nie można robić zdjęć. 


 




Zastanawiałam się nad tym lwem... Symbol zwycięstwa nad Napoleonem? Podobno... Jednak Bonaparte to też lew... przynajmniej zodiakalny.





W literaturze często można spotkać cesarza Francuzów. Jest on kilkakrotnie wspomniany w epopei narodowej Adama Mickiewicza. Jednak mało kto wie, że Juliusz Słowacki, pisząc swojego "Pana Tadeusza" (zachowały się tylko cztery fragmenty), uczynił Bonapartego jednym z głównych bohaterów poematu.




Noc była wietrzna, śnieżna, a wichry śpiewały
W kominach swoje zwykłe płaczące chorały.
Kobiety przy dwóch świecach w bawialnym pokoju
Siedziały przy robótce, w zaniedbanym stroju,
Same jedne — wizyt się w domu swoim żadnych
Nie spodziewając dla mgieł i czasów szkaradnych,
Gdy nagle przed oknami — jak świst, grzechot węży,
Zaszumiał przeraźliwie straszny brzęk uprzęży,
Straszny dla domu łoskot, z którym zwykle jadą
Sanie ogromne, liczne - tak zwaną szlichtadą,
Z napaścią, która domy półsenne odurza
Jak napaść zbójców... Taka przyleciała burza
Na dziedziniec. Zlękła się Telimena mocno,
Spojrzawszy na szlafroczek i na odzież nocną,
Spojrzała przez okiennic szpary, a śnieg złoty -
Pełno kagańców; bieży, zrywa papiloty,
W oczach widać, że straszne zobaczyła mary,
Lecz niebrzydkie... Krzyknęła do Zosi: „Huzary!"
I uciekła. Tymczasem wchodzi do pokoju
Człowiek niewielki wzrostem, w podróżnego stroju;
Sądziłbyś, że cywilny - gdyby nie miał szpady
Pod pachą - dosyć piękny na twarzy i blady
Mimo zimna. Twarz była jak marmur niezmienna,
Owszem, rzekłbyś, że bielsza od mrozu, promienna,
Jak miesiąc złota... Oddał lekki ukłon Zosi,
Ona się zlękła, oczy spuszcza, nie podnosi,
Nie śmie... stoi jak posąg, a w sobie rozważa,
Czy ma uciec, czy zostać — poznała cesarza
Napoleona...

(J.Słowacki "Pan Tadeusz")

sobota, 1 sierpnia 2015

Powstanie Warszawskie - odnalezione zapiski sprzed 71 lat

Pisałam już o cudownym odnalezieniu dzienników pani Jadwigi Dembowskiej - Ferens, dziś dziewięćdziesięcioletniej warszawianki, która jako młoda dziewczyna spisywała swoje przeżycia wojenne (koniec wojny oczami świadka). 

Zapiski z pierwszych dni Powstania chwytają za serce. Milknę więc, oddając im głos...




1.8.1944  godz. 17sta  wtorek
Oczekiwany dzień pięcioletniej niewoli, walki, zmagań, wysiłków przyniosło nam poobiedzie pamiętnego 1 sierpnia 44 r.
Rozbrzmiały salwami mury Warszawy, roztętniało nowym życiem i gwarem miasto, nie pojedyncze ulice lecz domy, strychy, podziemia, wszystko, co żyje i co umiłowało wolność, chwyciło za broń.
Zrozumiałam! Jakiż niewypowiedziany niepokój zagościł w mej duszy! Nie dotarła do mnie sieć, nie zawiadomiono, zapomniano?!!
Łudziłam się jednak nadzieją, która jedyna mi pozostała. Tak było do następnego dnia. Kiedy jednak po zbadaniu sytuacji walk, przekonałam się, że jestem na cyplu, z którego nie można wyjść, byłam zrozpaczona. Ale to nic, może niedługie chwile przyniosą zmianę sytuacji i jakoś tam wywinę się. Żyłam w jakiejś ekstazie, nie mogąc usiedzieć na miejscu. Okno, drzwi, schody to była moja trasa. Nerwy też wyszły na skórę jak przewody elektryczne źle izolowane, w których łatwo dochodzi do spięcia. Strych, piwnica, rozmowy z powstańcami, takie to młode chłopaki, biało czerwone opaski, tylko trzy granaty. Żadnej innej broni. Męki!!
Co one robią Ada, Ryśka, Jaga, Ewa? Pewnie są daleko! A tu człowieku nosa wyścibić, bo te cholery siedzą w szpitalnym bunkrze i grzeją seriami w Dobrą, Solec.






2.08.1944 środa N.M. Panny dzień
Elektrownia opanowana przez naszych. Nasi mają zdobywać szpital. Wychylam się, tamto „robactwo” umieściło się w oknach, gmera, łazi, strzela. Nagła jakaś cisza. Ciotka siedzi w kuchni przy stole. Wychylam się i … Okropny szum. Przebłyskiem świadomości wiem, że łapię się za głowę i walę się na podłogę. Koniec. Umieram! Ale nie, słyszę, baby uciekają. Podnoszę się i otwierając palcami oczy, sprawdzam czy działają. Boże niech Ci będą dzięki – widzę!!!





Do moich uszu jak zza mgły dolatuje rwetest, wrzask. Szparami oczu poprzez krew widzę ich osłupiałe twarze, a ze mnie jak z prosiaka cieknie falami krew. Widzę, że trzeba samemu działać. Łapię ręcznik, moczę go i okładam gębę. Bowiem dostałam w sam pysk. W międzyczasie towarzystwo oprzytomniało, znalazła się miednica z wodą i z octem dla zachowania krwi. Co robić, wzięłam więc mordę, zanurzyłam w wodę i kiedy ją wyjęłam rozległ się cioci okrzyk, a to ją urządzili w samą twarz, to dziewczynę zeszpecili! A tymczasem mnie coś ci się robi miękko pod sercem, zdjęłam zakrwawioną bluzkę i idę się położyć. Na środku pokoju zrobiłam klapę. Położono mnie na tapczanie. Obłożono pysk mokrymi szmatami i leżałam w błogim spokoju, jeśli można tak nazwać obecny harmider. Po pewnym czasie musiałyśmy zejść na dół, bo taka była strzelanina. I wtedy oczom moim ukazała się maska mojej twarzy. Czarna z okiem jak bulwa poszarpana morda. Tak się zakończył smutny epizod, bowiem musiałam stale leżeć okładana miksturami. Byłam na ustach całego domu. Przychodzono mnie oglądać jak niezwykłą ofiarę powstania w naszym domu. No i zostałam tym sposobem uwięziona na dłuższy czas. Myśląc jednakże, że to kwestia paru dni.








Warszawa nie bije się o Warszawę. Nieważne są ulice, domy, pomniki. Nieważne jest miasto. My nie bijemy się o miasto. To wielka pomyłka ze strony Niemców. Niech i całe dzielnice rozpadną się w kupę gruzów, niech walą się domy i pomniki. Nam nie żal. (…)
…choć to miasto kochamy i zżyliśmy się z nim, choć każdy zaułek muru, każdy kąt wiąże nas z Tobą, Warszawo, przecież nie o Twoje najdroższe kąty to bój. Nie o Twoje barykady i ulice, nie o Twoje Łazienki, Uniwersytety, Poczty i drapacze, tyś tylko służebnicą. My w Tobie szukamy Polski. Poprzez Ciebie, Warszawo, któraś miastem powstań, rzezi Kilińskiego i Traugutta, rewolucji, miastem Starzyńskiego, konspiracji, bijemy się o cały polski świat, o cały polski byt na dziś i na jutro.
O przestrzeń wielką dla płuc młodego i zdrowego narodu, potrzebującego wolności, powietrza. Bijemy się poprzez Ciebie, Warszawo, o bloki fabryk łódzkich i dźwigi okrętów polskich portów, o piece hut górnośląskich i podziemia kopalń, o urok Kaszub, o polski Wschód, przepojony kulturą naszych dziadów… O wszystko, co jest Ojczyzną. (…)

Płynie dziś w żyłach Warszawy krew wszystkich synów Ojczyzny.




Niesamowita dojrzałość niespełna dziewiętnastoletniej dziewczyny…


POSTSCRIPTUM

Dochodzi północ 1 sierpnia 2015 r. Właśnie wróciłam z warszawskich obchodów rocznicy wybuchu Powstania. Stolica cudownie świętuje. Zachwyciła mnie zwłaszcza młodzież i tym chciałam się z Wami podzielić. Czternastoletnia dziewczyna przebrana za sanitariuszkę urzekła mnie skromnością i warkoczami. Niech pozostanie anonimowa, chyba że w komentarzu sama się przedstawi (zgodziła się na publikację zdjęcia). Ma dokładnie tyle lat, co pani Jadwiga- bohaterka dzisiejszego postu - w dniu wybuchu II wojny światowej.





I niesamowici chłopcy - Kapela Sztajer - śpiewający warszawskie piosenki na balkonie bloku stojącego naprzeciwko Pomnika Małego Powstańca. Można ich znaleźć na Facebooku.




Dopóki mamy taką młodzież, dopóty o polskość możemy być spokojni...

sobota, 25 lipca 2015

Wilanów oczami hrabianki

Inspiracją do ponownych odwiedzin pałacu w Wilanowie stała się dla mnie książka Anny Herbich "Dziewczyny z Powstania", a właściwie jeden jej rozdział. Mamy w nim wspomnienie pani Anny Branickiej - Wolskiej, dla której pałac w Wilanowie był przed wojną domem rodzinnym.





Hrabianka Branicka opowiada, jak wyglądało jej dzieciństwo, życie w dwudziestoleciu międzywojennym. I jak to wszystko zostało zniszczone praktycznie jednego dnia.


Fragment wspomnień Anny Branickiej - Wolskiej


Mieszkali w prawym skrzydle pałacu, część środkowa stanowiła muzeum stworzone przez jej ojca -hrabiego Adama Branickiego, W lewym skrzydle był magazyn muzealiów i rzeczy prywatnych rodziny. Pewnego dnia gościł tam nawet marszałek Józef  Piłsudski z córką Jadwigą, która chodziła do tego samego gimnazjum, co Anna Branicka. Także prezydent Ignacy Mościcki bywał w pałacu wilanowskim. Elita II RP często siadywała przy ogromnym stole Branickich. Wojna wszystko zmieniła. Gdy wybuchła, Anna miała 15 lat.


Część  pałacu w Wilanowie

Niemcy zajęli większość pałacu. Pozwolili Branickim dalej w nim mieszkać, ale rodzina nie mogła się swobodnie poruszać we własnym domu. Kiedy do Warszawy weszli sowieci, było jeszcze gorzej. Trzeba było uciekać przed barbarzyństwem. Do rodzinnego domu nie mieli powrócić już nigdy.




Adam Branicki zmarł zaraz po wojnie, miesiąc po wyjściu z więzienia UB. Rodzina czuła się obco we własnym kraju. Nie miała gdzie mieszkać, gdyby nie pomoc znajomych, nocowałaby na ulicy. Nazwisko utrudniało jej życie.

Najbardziej dał mi do myślenia koniec wspomnień pani Anny Branickiej - Wolskiej. Przeczytajcie sami:



Za tydzień kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. I znów powróci pytanie, czy powinno było się zdarzyć...

środa, 15 lipca 2015

Wilanów z książką

Ostatnio odwiedziłam Wilanów. Po baaaardzo długiej przerwie. Inspiracją stała się książka, o której opowiem następnym razem. Dziś przypomnę tylko, że założycielem i pierwszym mieszkańcem tej posiadłości był król Jan III Sobieski, który przeszedł do historii literatury jako autor i bohater "Listów do Marysieńki". Także jak najbardziej mieści się w ramach tematycznych tego bloga:)


Ten barokowy pałac powstawał z inicjatywy króla od 1677 roku.


Listy do ukochanej pisał Sobieski przez prawie 20 lat, głównie w czasach rozstań spowodowanych wyprawami wojennymi. Są one nie tylko wspaniałym dokumentem języka naszych przodków, ale przede wszystkim przykładem niecodziennej epistolografii zakochanego mężczyzny.


Wizerunki króla i królowej (z kości słoniowej) oraz list Marii Kazimiery do męża
przechowywane w Muzeum Polskim w Rapperswilu, w Szwajcarii


Gdybyś wiedzieć, moje serce, albo imaginować mogła, co się ze mną dzieje, i jako myślę o tobie, i że jednej nie opuszczam minuty, musiałabyś się sto razy we mnie kochać bardziej: bo gdyby tak choć trzecią część czasu darować P. Bogu, nie było [by] świętszego nade mnie człowieka. Wierz temu tak, moja duszo, jako ewangelii i jako największej przysiędze, i żebym pewnie, po wczorajszym się usprawiedliwieniu Częstochową, nadaremno na świadectwo Bożego nie brał imienia, który mię niech skaże tego momentu, jeśli inaczej piszę i myślę. Niechże mi się tedy wzajemnie nagradza od ciebie, moja najśliczniejsza dobrodziejko!
(List z Wielunia i Kalisza, z dnia 2 VIII 1665)


Wokół pałacu zaprojektowano przepiękne ogrody.

Pisałaś Wć moja duszo do mnie, że pół roku już, jakośmy się pożenili, a pięć tylko niedziel mieszkaliśmy z sobą. Znać, moje serce, że Wć kreski poczynasz rachować; a dobrze by przecież mieć respekt, że to człowiek i tu na wojnie pracować musi, jeśli nie w łóżku, to na koniu. Wypłacać się jednak, choć tak jak zły dłużnik, obiecuję, bylem jako najprędzej w dobrym zdrowiu oglądał królewnę serca mego, bez której widzenia już też dalej żyć niepodobna, i lepiej nie żyć, niżeli nie zażywać, nie obłapiać, nie całować milion milionów razów to, co jest najśliczniejszego, najwdzięczniejszego i najdoskonalszego na świecie.

(List z Brześcia, z dnia 12 sierpnia 1665, z nagłówkiem Największe a jedyne duszy kochanie, najśliczniejszy serca mego panie!)


Nawet najpiękniejsze kwiaty nie zastąpią takich słów, panowie!

Więcej pisać nie dopuszcza czas, bo poczta wychodzi. - M. Millet siedzi nade mną, żeby skończyć. Obłapiam tedy i całuję śliczne rączki i nóżki mojej duszy. O gębusi już nie wspominam ani myślę, boby i minuty w obozie wytrwać niepodobna.

W obozie pod Kockiem15 VII 1665 - dokładnie 350 lat temu:)


Zatroskany zapomina, jak przyjemne jest życie


Wróćmy do naszej rzeczywistości. Spacerując ostatnio po wilanowskim parku, zobaczyłam coś wartego polecenia. Nosi nazwę "Parkowanie z książką". Przez całe wakacje można poczytać w parku książki oferowane w specjalnym regale, stojącym przy wejściu do ogrodów. 


Dość ubogo to wygląda, ale to znaczy, że książki są właśnie
 czytane w parku.

Jeśli masz w domu niepotrzebną Ci już książkę, przyjdź do parku w Wilanowie i zamień ją na inną bądź zostaw ku chwale polszczyzny. Jesienią, po zakończeniu akcji, książki zostaną przekazane warszawskim bibliotekom publicznym. 




Z książkami można swobodnie wędrować po ogrodach. W szafie są także koce do bezpłatnego wypożyczenia oraz ulotki z mapą, która wskaże strefy przeznaczone do leżenia na kocach oraz najwygodniejsze ławki.


Cisza, spokój i książka... Raj.


W tym roku oprócz bogatego księgozbioru muzeum przygotowało dodatkowe atrakcje: specjalną pieczęć z logotypem akcji, którą możecie ostemplować swoje książki, a także cykl warsztatów poświęconych historii książki.




Więcej informacji znajdziecie na http://wilanow-palac.pl/parkowaniezksiazka.html

sobota, 4 lipca 2015

Wakacje w literaturze

Już wakacje, strumyk, las, płyną w dal obłoki.
Piękny jesteś kraju nasz, piękny i szeroki...

Pamiętam ten wierszyk z podstawówki, ale nie mogę znaleźć, kto go napisał.
Może ktoś z Was wie?





Literatura obfituje w tematykę wakacyjną. Począwszy od Mikołaja Reja, który radził: lato, gdy przyjdzie, co z nim czynić, po twórców współczesnych.
Przypomnę kilka cytatów, ilustrując je zdjęciami, które dostałam od stałego czytelnika tego bloga, pana Grzegorza.




Nieoceniony jest jak zwykle Adam Mickiewicz, którego epopeja zaczyna się właśnie przybyciem Tadeusza na wakacje do Soplicowa:

Właśnie dwukonną bryką wjechał młody panek

I obiegłszy dziedziniec, zawrócił przed ganek,

Wysiadł z powozu; konie porzucone same,

Szczypiąc trawę ciągnęły powoli pod bramę.

We dworze pusto, bo drzwi od ganku zamknięto

Zaszczepkami i kołkiem zaszczepki przetknięto.

Podróżny do folwarku nie biegł sług zapytać;

Odemknął, wbiegł do domu, pragnął go powitać.

Dawno domu nie widział, bo w dalekim mieście

Kończył nauki, końca doczekał nareszcie.





Tadeusza nikt nie wypatrywał, co innego dzieci państwa Korczyńskich w "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej: Marta zapatrzona w szlak drogi zza rozwartej bramy dziedzińca widziany - A dzieci jak nie ma tak nie ma! - zawołała. Miały bowiem do domu ze szkół na wakacje zjechać. I doczekała się: ... przed ganek zajechała szeroka bryczka, z której razem prawie wyskoczyło dwoje młodziutkich ludzi: wysmukły, złotowłosy chłopak i niedorosła, zgrabna panienka. Wybuchły pocałunki i zapytania; głosy zmieszały się.






W "Syzyfowych pracach" Stefana Żeromskiego znajdziemy opis przybycia bohatera na wakacje do domu, podobny do Mickiewiczowskiego. Marcin Borowicz, po ukończeniu klasy czwartej gimnazjum, przyjeżdża do rodzinnego domu i tak samo, jak Tadeusz, rozgląda się po nim: W pokoju najobszerniejszym (...) portrety sztychowane marszałków francuskich, Kościuszki, ks. Józefa - okrył kurz nieprzenikniony. (...) Tylko bujna rezeda zasiewająca się sama naokół pachniała mocno jak dawniej i ten jej zapach przywitał Marcina niby wspomnienie matki, kiedy przybywszy na wakacje stanął w oknie wieczorem.





Na koniec najbardziej ulubiony przeze mnie wiersz o wakacjach:

Na świadectwach, wzbici w radość, odlecieli uczniowie,
drży powietrze po ich śmigłym zniku.

Wakacje, panie profesorze! Pora
trzepać wesoło słowa jak futra na wiosnę
oraz
czasowniki przez dni lata odmieniać!

Wóz przetoczył się z nagła – i w łozinie zzieleniał.
Tylko pustki rozpryśniętej w słońcu – udar.
Skacząc z bryczki, zaoczę:

Bosonogi gęsiarek biegł, zaczerpnął ze źródła,
znikł, jak gdyby on wybiegał
potoczek.

Okolicę, serce wyniosłe, przeszywa na przestrzał
strumień!

Lecz z połogich pagórków – wahającą się odpowiedź –
inne wzgórze – dalszą górę kołysze.
Jak ten skryty poryw widoku i ciszę zatuloną w szumie
szeptanymi pytaniami – wydać?

Jakże w cieniu, pod lipą – przysłowieć?

("Lipiec" Juliana Przybosia)



UDANYCH WAKACJI!!!