wtorek, 7 listopada 2017

Wittenberga raz jeszcze

Wittenberga to nie tylko Marcin Luter. Mieszkali tam przez pewien czas inni znani, tacy jak Giordano Bruno, Johann Wolfgang Goethe, czy nasi rodacy Andrzej Frycz Modrzewski i Mikołaj Sęp Szarzyński.

Pomnik Marina Lutra na Rynku w w Wittenberdze

Studia na tamtejszym uniwersytecie dawały im możliwość poznania idei Reformacji oraz nowinek ze świata zachodniego.


W nieco innym celu przebywał tu Johann Wolfgang Goethe. Pisząc dzieło swojego życia - "Fausta" zwiedzał miejsca związane z historycznym pierwowzorem swego bohatera - Johannem Faustem. Tenże uczony, znany przede wszystkim z paktu z diabłem, studiował właśnie w Wittenberdze.


Podobno mieszkał w tym domu, niedaleko uniwersytetu, w latach 1525 - 1532. Czyżby tu odwiedził go Mefistofeles?


Piękna brama prowadząca na dziedziniec uniwersytetu zapewne pamięta nie tylko Fausta, ale też polskich pisarzy tam studiujących, jak choćby Mikołaja Sępa Szarzyńskiego czy Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Obaj żyli w renesansie, chociaż twórczość tego pierwszego została poznana dopiero w baroku.

Dziedziniec uniwersytecki
Szarzyński studiował tu tylko kilka miesięcy w 1565 roku, a następnie kontynuował naukę w Lipsku. Miał wtedy zaledwie 15 lat. Zwiedził jeszcze Włochy, Szwajcarię i jako osiemnastolatek wrócił na ziemie polskie oraz łono Kościoła Katolickiego. Pisał sonety, w których podmiot liryczny jest całkowicie zależny od Boga, a życie kruche i mało znaczące. Zmarł, mając zaledwie 31 lat. Dopiero po jego śmierci odnaleziono rękopisy z niezwykłą poezją, która zapewniła mu nieśmiertelność.


Inny student uniwersytetu w Wittenberdze, Andrzej Frycz Modrzewski, sławę zdobył już za życia. Był sekretarzem króla Zygmunta I Starego, znał osobiście Marcina Lutra, ale zasłynął przede wszystkim swymi tekstami pisanymi po łacinie, takimi jak "Łaski, czyli o karze za mężobójstwo" czy "O poprawie Rzeczypospolitej". To drugie dzieło znalazło się na indeksie ksiąg zakazanych, a pierwsze jego wydanie ukazało się bez dwóch ksiąg - "O Kościele" i "O szkole". W tej ostatniej pisał:


"Trzeba się starać o wyznaczenie nauczycielom słusznych wynagrodzeń, aby nie musieli szukać zaspokojenia koniecznych potrzeb życia w innych zajęciach, które by ich odrywały od nauki. (...) Nikt nie powinien otrzymywać wynagrodzenia w stałej wysokości bez względu na to, jak spełnia swoje obowiązki, lecz należy mu wypłacać wynagrodzenie wyższe lub niższe, zależnie od tego, jak się wywiązuje z zadania".


Dzieło Frycza w wielu aspektach jest aktualne do dziś. Pisarza uważa się za ojca europejskiej myśli demokratycznej. Jako pierwszy domagał się równości wszystkich ludzi wobec prawa, bez względu na pochodzenie.


Idei demokracji raczej nie poznał w ówczesnej Polsce. Może w Wittenberdze...

wtorek, 31 października 2017

Wittenberga - w 500-lecie Reformacji

Dokładnie 500 lat temu niemiecki zakonnik Marcin Luter zareagował na praktykę Kościoła, nakazującego brać pieniądze za odpuszczanie grzechów. Napisał po łacinie 95 tez i wysłał je do swoich przełożonych,  biskupów Hieronymusa Schultza i Albrechta Hohenzollerna. 


Wierząc, że grzechy może odpuścić jedynie Bóg, jeśli człowiek okaże skruchę, nie mógł pogodzić się z tym, że kler pobiera opłatę za rozgrzeszenie. Legenda głosi, że swoje tezy przybił do drzwi w kościele w Wittenberdze, ale naukowcy nie znaleźli na to dowodu. Jakkolwiek było, faktem jest, że postulaty Lutra zmieniły oblicze Kościoła jako instytucji i dziś warto choć niektóre z nich przypomnieć.
Stary Rynek w Wittenberdze

Teza 13: Umierających śmierć zwalnia z pokuty; są oni prawnie wolni od wszystkich kościelnych ustanowień, bo umierają.
Teza 21: Mylą się przeto kaznodzieje odpustowi twierdząc, że przez odpust papieski człowiek staje się wolny od wszelkiej męki i zbawiony.
Teza 36: Każdy chrześcijanin, który za grzechy żałuje prawdziwie, ma i bez listu odpustowego zupełne odpuszczenie kary i winy.

Drzwi w kościele zamkowym. To tu Luter miał przybić swe tezy.

Teza 43: Należy pouczać chrześcijan, że ten, kto daje ubogiemu albo wspiera potrzebującego, lepiej czyni, niż gdyby kupował odpusty.
Teza 45: Należy pouczyć chrześcijan, iż ten, co widzi ubogiego i mimo to kupuje odpust, ten nie odpust papieża nabywa, ale gniew Boży ściąga na siebie.
Teza 67: Odpust zachwalany przez kaznodziejów, jako wielka łaska, jest istotnie łaską wielką, gdyż im przynosi wiele pieniędzy.

Tezy Lutra można dziś przeczytać na drzwiach kościoła zamkowego.

Teza 82: Dlaczego jednak papież nie uwalnia wszystkich dusz z czyśćca z przyczyny najświętszej miłości i najwyższej potrzeby dusz, co byłoby rzeczą najsprawiedliwszą, gdy tymczasem nieskończoną ilość dusz uwolnił (on) dla podłej monety, złożonej na budowę bazyliki - a więc rzeczy małej wagi.
Teza 86: Dlaczego również nie buduje papież bazyliki św. Piotra raczej za własne niż za pieniądze biednych chrześcijan, wszakże jego majątek jest znaczniejszy od dóbr jakiegokolwiek bogatego Krassusa.
Teza 92: Więc precz z prorokami, którzy wołają: pokój, pokój, pokój, a pokoju nie ma (Ezech. 13,10.16).

Wnętrze kościoła w Wittenberdze, gdzie Luter został pochowany.

Obecnie tezy te można zobaczyć wybite na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze. W tejże świątyni pochowano Marcina Lutra i jego najbliższego współpracownika, współtwórcę reformacji Filipa Melanchtona.

Grób Marcina Lutra

Zapewne w dniu dzisiejszym jest tam tłoczno. Dobrze, że odwiedziłam to miejsce kilka miesięcy temu.


Wittenberga to urocze miasto. Warto je zwiedzić nie tylko ze względu na Lutra i reformację. Ale o tym w następnym poście.

Pomnik Lutra przed Ratuszem w Wittenberdze

Na koniec posłuchajcie, co o Lutrze śpiewał Jacek Kaczmarski  https://www.youtube.com/watch?v=OkjG7IEzXOs

niedziela, 15 października 2017

Pan Tadeusz. W 200. rocznicę śmierci.

...mój Tadeuszu (bo tak nazywano

Młodzieńca, który nosił Kościuszkowskie miano

Na pamiątkę, że w czasie wojny się urodził...

Dom, w którym mieszkał i zmarł Tadeusz Kościuszko

Tytułowy bohater epopei Mickiewicza otrzymał imię po bohaterze, którego 200. rocznica śmierci przypada właśnie dziś. O Tadeuszu Kościuszce pisałam już w czterech postach. Dziś chcę przypomnieć ten, związany z miejscem, w którym mieszkał w ostatnich latach życia i gdzie zmarł. Zajrzyjcie: Solura

wtorek, 10 października 2017

50. rocznica śmierci Poświatowskiej

Jutro minie 50 lat od śmierci Haliny Poświatowskiej, poetki, która jak mało kto była świadoma kruchości życia. Zmagała się z ciężką chorobą serca. Zmarła w środowy poranek 11 października 1967 roku, mając zaledwie 32 lata. 


Jej miastem rodzinnym jest Częstochowa. W domu poetki zorganizowano muzeum. Opiekuje się nim brat Poświatowskiej, pan Zbigniew Myga. 


Spotkanie z nim było wielką przyjemnością. Oprowadził nas po domu-muzeum, opowiadając przy tym o swojej siostrze i jej twórczości.


Pamiątek po Halinie Poświatowskiej jest niewiele. Nie zdążyła w swoim krótkim życiu zgromadzić w jednym miejscu rzeczy, przedmiotów codziennego użytku. Nie zachował się jej pokój pracy, bo był on wszędzie: w szpitalach, w sanatoriach, w podróżach.



Ale jest maszyna do pisania, którą poetka przywiozła ze Stanów Zjednoczonych oraz obraz jej mężą Adolfa Poświatowskiego „Akt z kotem”. W muzeum znalazły się przede wszystkim eksponaty, które ilustrują trudną drogę życiową poetki: dokumenty, fotografie, listy. To one informują zwiedzających., kim była. 



Z biografią Poświatowskiej zapoznajemy się także dzięki filmowi wyświetlanemu w muzeum. 


W całym domu wielkie zdjęcia poetki. W gablotach fragmenty jej listów oraz autobiograficznej książki "Opowieść dla przyjaciela", które stanowią komentarz do kolejnych etapów życia.


Jutro, 11 października Dom Poezji – Muzeum Haliny Poświatowskiej przy ul. Jasnogórskiej 23 zaprasza do obejrzenia po raz pierwszy eksponatów pozyskanych w 2017 r.


Także jutro w OPK „Gaude Mater” w Częstochowie (ul. Dąbrowskiego 1) odbędzie się promocja książki „Poświatowska we wspomnieniach i inspiracjach” autorstwa Kaliny Słomskiej i Zbigniewa Mygi. Spotkanie rozpocznie się o godz. 18.30. Wstęp jest wolny.


Na koniec oddajmy głos poetce, której twórczość, pół wieku po jej śmierci, nie straciła na aktualności.


Szczęście

mam szczęście!
krzyczą dzieci
chwytając piłkę
z nurtów wody

a ono - na niebie świeci
roześmiane złotem - młode

wyciagnij rękę - zamknij
płonacy krążek w pięści
i głośno - głośno krzyknij
- mam szczęście -

sobota, 30 września 2017

Pranie Gałczyńskiego

Oto widzisz, znowu idzie jesień -
człowiek tylko leżałby i spał... (1937)

Tak 80 lat temu pisał Konstanty Ildefons Gałczyński. I kolejna jesień przed nami... Może warto będzie także ją ocalić od zapomnienia? 


Twórczość Gałczyńskiego jest dziś mało znana. Prawie nie ma jej w szkole, więc sięgają do niej głównie miłośnicy poezji. Jest też obecna dzięki muzyce. Wykonanie Marka Grechuty jednego z najpiękniejszych polskich wierszy zapewne ocaliło go od zapomnienia 
https://www.youtube.com/watch?v=kZmAH4l7lOQ 
Powyższy link odsyła do filmiku prezentującego Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu nad Jeziorem Nidzkim. Byłam tam niedawno i zachwyciło mnie to miejsce. 




Muzeum mieści się w leśniczówce, która powstała około 1880 r. Nazwa “Pranie” wzięła się od łąki, nad którą leży, a która, jak mówili Mazurzy, “prała” czyli osnuwała się mgłą, dymiła. Gałczyński pierwszy raz przybył tu w lipcu 1950 r. Przyjeżdżał z Warszawy przez kolejne trzy lata, jako gość ówczesnego leśniczego Stanisława Popowskiego. W 1952 r. wraz z żoną Natalią snuł plany zamieszkania na stałe w okolicy jeziora Nidzkiego, ale rok później zmarł.


Muzeum jest chętnie odwiedzane, ze względu na swoje położenie oraz atrakcje, które przygotowuje, zwłaszcza latem.


Przy wejściu wita nas Zielona Gęś, bohaterka teatrzyku absurdu, stworzonego przez Gałczyńskiego. Samego poetę można spotkać siedzącego w ogrodzie za domem. Zastanawiałam się, ile prawdy jest w tym, co napisał o nim Czesław Miłosz w "Zniewolonym umyśle". Na pewno był ofiarą sytuacji historycznej, w której przyszło mu żyć.


Przed wojną piewca nacjonalizmu i skrajnej prawicy, po wojnie gloryfikator PRL-u, nie poddaje się łatwym ocenom. Jego ironia, groteska i absurd nie mieszczą się w bezrefleksyjnych sądach. Miłosz pisał zresztą, że polityka nigdy Gałczyńskiego nie interesowała. On był ponad nią i takim pozostał, mimo pozorów podlizywania się władzy jednej czy drugiej.  Był poetą i potrzebował czytelników. 


"Gdzie idą moi czytelnicy, tam idę ja, czego chcą moi czytelnicy, to im daję..." Tak rozumiał rolę poety. W roku 1950 jego twórczość została potępiona na Zjeździe Literatów Polskich przez Adama Ważyka jako drobnomieszczańska.


A talent miał nieprzeciętny! Jego poezja, zdaniem Miłosza, "nie była podobna do niczego w Europie z pierwszej połowy dwudziestego wieku (...) była bezsensowna i pełna sensu równocześnie". Pomimo "dziwacznych zestawień obrazów nie była niezrozumiała".


Cóż, człowiek pisze tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze 
- podsumował Gałczyński swój stosunek do własnej twórczości w "Liście z fiołkiem".



Cieszę się, że odkryłam Pranie. Czuje się tam ducha poezji. Poezji w ogóle, poezji Gałczyńskiego w szczególności. A jest to twórczość warta poznania, mimo zawiłości historycznych, w których i dla których powstawała.


Autentyczne pamiątki po Gałczyńskim czynią z tego muzeum miejsce wyjątkowe. Zobaczymy rękopisy poety, zdjęcia i rzeczy osobiste. Warto też wczytać się we fragmenty jego utworów znajdujące się w gablotach i na ścianach.


Wiele z nich jest aktualnych do dziś i pewnie pozostanie takimi na zawsze. Bo niezmienna jest natura człowieka.


Muzeum w Praniu to nie tylko pamiątki po Gałczyńskim. To także koncerty, warsztaty i inne imprezy, dzięki którym placówka jest bardzo żywa i atrakcyjna.


Zwłaszcza w lipcu i sierpniu odbywają się w Praniu koncerty muzyki poważnej i piosenki literackiej, wystawy, spotkania autorskie, recytacje poezji. Usłyszeć można tu znakomitych artystów polskiej estrady.


Trafiłam na koncert z cyklu "Muzyka u Gałczyńskiego" w wykonaniu Agnieszki Maruchy (skrzypce), Pawła Panasiuka (wiolonczela), Agnieszki Panasiuk (fortepian). Poezje Konstantego Ildefonsa recytował znany aktor Andrzej Mastalerz.


Miałam niezwykłą przyjemność porozmawiania z nim i jego żoną, także aktorką, Agatą Piotrowską.


Wokół Prania biegnie ufundowana przez Nadleśnictwo Maskulińskie, przyrodnicza ścieżka dydaktyczna. Tą trasą odbywał spacery Konstanty Ildefons Gałczyński w latach 1950 – 1953. 


Ścieżka rozpoczyna się na parkingu w Praniu, wiedzie wzdłuż leśniczówki i fragmentu jeziora Nidzkiego, zatacza koło i prowadzi z powrotem na parking. Jej długość wynosi 1400 metrów, czas zwiedzania to około pół godziny.


“...i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie, czy ma lat pięćdziesiąt, czy dziewięć, patrzy w las jak w śmieszny rysunek; i przeciera oślepłe oczy, dzwonek leśny poznaje, ćmę płoszy i na serce kładzie mech jak opatrunek.”
(“Kronika Olsztyńska” – Leśniczówka Pranie 1950 rok)

sobota, 16 września 2017

Łódź Tuwima

Wrzesień kojarzy mi się z Tuwimem. Powody są co najmniej dwa. Po pierwsze poeta urodził się w tym miesiącu. Po drugie jest autorem jednego z najpiękniejszych wierszy o jesieni, a przecież ona przychodzi właśnie we wrześniu. Ten wiersz to "Wspomnienie".

Mimozami jesień się zaczyna,
Złotawa, krucha i miła.
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
Która do mnie na ulicę wychodziła.

Od twoich listów pachniało w sieni,
Gdym wracał zdyszany ze szkoły,
A po ulicach w lekkiej jesieni
Fruwały za mną jasne anioły.

Mimozami zwiędłość przypomina
Nieśmiertelnik żółty - październik.
To ty, to ty moja jedyna,
Przychodziłaś wieczorem do cukierni.

Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
W parku płakałem szeptanymi słowy.
Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
Od mimozy złotej - majowy.

Ach, czułymi, przemiłymi snami
Zasypiałem z nim gasnącym o poranku,
W snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
Jak tą złotą, jak tą wonną wiązanką...

Większość z Państwa pamięta zapewne piękne muzyczne wykonanie tego utworu przez Czesława Niemena:  https://www.youtube.com/wspomnienie

Miejsce urodzenia Juliana Tuwima.

Julian Tuwim przyszedł na świat w niewielkim mieszkaniu przy ul. Widzewskiej 44 (obecnie ul. Kilińskiego 46), w mieszczańskiej rodzinie zasymilowanych Żydów. Potem mieszkał z rodzicami przy ulicy Struga 42 (w czasach dzieciństwa Tuwima była to ulica św. Andrzeja 40).


Uczęszczał do gimnazjum męskiego przy ul. Sienkiewicza 46. Dziś mieści się tam III LO im. Tadeusza Kościuszki. W wierszu "Łódź" tak wspominał szkołę:

Tu, jako tyci od ziemi brzdąc,
Zdzierałem portki i buty,
Tu belfer, na czym świat stoi klnąc,
Krzyczał: „Ty leniu zakuty!”

Tu przez lat dziesięć co drugi dzień,
chodziłem smętnie do budy,
Gdzie jako łobuz, pijak i leń
Słynąłem, ziewając z nudy.


Aleja Gwiazd na Piotrkowskiej

Poeta opisał również ulicę Piotrkowską taką, jaką pamiętał z rewolucji 1905 roku (miał wtedy 11 lat).

Piotrkowska, w stronę Grand Hotelu,
Jak wymieciona. Przed tramwajem
Beczki i skrzynie, a za nimi,
Z browningiem w ręku, przyczajeni
Klęczą bojowcy patrząc w szarą,
Bezludną przestrzeń trotuaru
I pustą jezdnię. Nic. Martwota.
Cisza i tam – bo z morza tłumu
Nic nie usłyszysz prócz poszumu
Przybywających gromad ludzkich,
Co napływają od Widzewa,
Żeby na rynek iść bałucki:
Z Głównej, Nawrotu i Przejazdu
Strugami się w Piotrkowską wlewa
Burzliwy za przewałem przewał,
Zmierzając ku Staremu Miastu;
Ale się mało kto przepycha
Pod Meisterhaus i pod Ulricha,
Bo stamtąd, aż po barykadę,
W jednej się szczelną zbił gromadę
Milczący tłum, przy głowie głowa,
Jakby głowami wybrukował...
(fragment poematu "Kwiaty polskie")


U zbiegu ulic Piotrkowskiej i Jaracza od 1907 miało siedzibę kino-teatr "Urania", prowadzone przez ojca słynnego aktora Eugeniusza Bodo. Było to ulubione miejsce młodego Tuwima. Dziś znajduje się tu dom handlowy "Magda", a właściwie "chiński market odzieżowy". Znak czasu...


Po wybuchu I wojny światowej rodzina Tuwima zamieszkała na trzy lata pod adresem Gabriela Narutowicza 56. Stąd poeta wyjechał do Warszawy na studia.


Juliana Tuwima często można było spotkać przy ul. Piotrkowskiej 72. Przebudowany w latach 1888-1889 przez architekta miejskiego Hilarego Majewskiego budynek dawnej fabryki włókienniczej E. Haentschla przekształcono w najelegantszy hotel Łodzi "Grand". Poeta był częstym bywalcem hotelowej kawiarni. W ogrodzie działała scena kabaretowa, którą prowadził przyjaciel Tuwima – Konrad Tom. Wynajęty apartament hotelowy na czas uroczystości pogrzebowych matki poety był jego ostatnim łódzkim adresem.

"Zasłużeni dla Łodzi" - na ścianie kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej 71,
przy pasażu Artura Rubinsteina. Tuwim w środkowym oknie na prawo.

Poeta opuścił Łódź w 1916 roku. Przeprowadzką do Warszawy i podjęciem studiów prawniczych rozpoczął swoje samodzielne życie. Jednak nie zerwał swoich kontaktów z rodzinnym miastem. Chętnie powracał do Łodzi, a także pisał o niej.

Niech sobie Ganges, Sorrento, Krym
Pod niebo inni wynoszą,
A ja Łódź wolę! Jej brud i dym
Szczęściem mi są i rozkoszą.

Nawet mizerne wiersze me
Łódź oceniła najpierwsza,
Bo jakiś Książek drukował mnie
Po dwie kopiejki od wiersza.

Więc kocham twoją „urodę złą”,
Jak matkę niedobrą – dziecię,
Kocham twych ulic szarzyznę mdłą,
Najdroższe miasto na świecie!

Zaszwargotanych zaułków twych
Kurz, zaduch, błoto i gwary
Piękniejsze są mi niż stolic szyk
I niż paryskie bulwary!

Śmieszność twa łzami przyprósza mi wzrok,
Martwota okien twych ślepych
I czarnych ulic handlarski tłok,
I uszargany twój przepych.

I ten sterczący głupio „Savoy”,
I wyfioczone przekupki,
I szyld odwieczny: „Mużskij portnoj,
On-że madam i pszerupki”.
(fragment wiersza Łódź)


Łódź upamiętniła poetę ławeczką przed Pałacem Juliusza Heinzla przy ulicy Piotrkowskiej. Spiżowy pomnik autorstwa Wojciecha Gryniwicza odsłonięto 10 kwietnia 1999 roku.


Jednak jego twórczość to pomnik trwalszy niż ze spiżu. I wciąż, czasami niestety, jest aktualna. Chociażby wiersz napisany prawie 90 lat temu, "Do prostego człowieka".  

źródło: demotywatory.pl

Za każdym razem, kiedy słyszę ten utwór, mam gęsią skórkę. Zwłaszcza w wykonaniu zespołu Akurat. Posłuchajcie:

Adresów Tuwima w Łodzi jest o wiele więcej. Nie sposób odwiedzić je wszystkie jednego dnia. Trzeba będzie jeszcze kiedyś wybrać się do Łodzi.