wtorek, 20 października 2020

Romantycy w Wiedniu

Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki nigdy nie byli w Wiedniu. Przynajmniej za życia. Trumna z ciałem autora Pana Tadeusza przybyła do tego miasta podczas podróży z Paryża na Wawel w lipcu 1890 roku. Organizatorzy sprowadzenia prochów wieszcza chcieli ominąć państwo niemieckie i wybrali dłuższą drogę przez Szwajcarię i Austrię. Z naszych wieszczów narodowych w stolicy Austrii był tylko Zygmunt Krasiński. Z twórców epoki romantyzmu warto wymienić jeszcze Aleksandra Fredrę, który zwiedzał Wiedeń kilkakrotnie. 

Ogrody Belwederu

Ze względu na charakter tego bloga, nie możemy napisać zbyt wiele, więc skupmy się tylko na Krasińskim. Zwłaszcza że komentarze przy poście o Kraszewskim informują o częstym myleniu obu panów przez podobieństwo nazwisk. Otóż Zygmunt Krasiński, autor między innymi Nie-Boskiej komedii, nazywany trzecim wieszczem, był hrabią i stać go było na liczne podróże po Europie. W dzieciństwie stracił matkę, a jego relacje z ojcem nie układały się najlepiej, więc gdy tylko mógł, wyjeżdżał zagranicę. 

Nad Dunajem


Po raz pierwszy siedemnastoletni wówczas Zygmunt zobaczył Wiedeń, towarzysząc swojemu ojcu, hrabiemu Wincentemu Krasińskiemu, w poselstwie do cesarza Austrii, które miało miejsce w maju 1829 roku. Była to zarazem pierwsza zagraniczna podróż Zygmunta, ale nie mamy o niej zbyt wiele relacji. Dużo więcej wiemy o kolejnej wyprawie do stolicy cesarstwa w 1832 roku. W połowie czerwca przybył tu poeta na leczenie do słynnego wówczas okulisty Friedricha Jägera. Tracący wzrok Zygmunt pisał do ojca, że musi siedzieć całymi dniami w ciemnym pokoju, dopiero wieczorem może wyjść na świeże powietrze. Nudził się strasznie, bo nie mógł nic robić, nawet czytać. Kazano mu godzinami siedzieć lub leżeć bez ruchu. Pisał: "Ta choroba nauczy mnie myśleć, dawniej tylko marzyć umiałem". Po dwóch miesiącach takiej egzystencji wrócił do Warszawy jeszcze bardziej chory i załamany, ale nad wiek swój dojrzały. A miał wtedy zaledwie dwadzieścia lat.

Park Schönbrunn

Kolejną podróż do Wiednia odbył w roku następnym w towarzystwie kolegi Konstantego Danielewicza. Tym razem kuracja trwała ponad cztery miesiące. Znów nudził się bardzo, chociaż pozwolono mu chodzić do teatru. Zdrowia nie odzyskał, ale tu właśnie, w stolicy Austrii zaczął pisać dzieło swego życia Nie-Boską komedię. Swoimi kłopotami ze wzrokiem obarczył jednego z bohaterów tego dramatu - Orcia, syna Hrabiego Henryka. 

Wejście do Burgtheater

Następny pobyt poety w Wiedniu wiązał się z jego romansem z Joanną Bobrową. Spotykali się przez miesiąc - od połowy października do 16 listopada 1835 roku, po czym Bobrowa wróciła na Ukrainę do męża. Zygmunt został na zimę nad Dunajem, poznał polskich arystokratów tam mieszkających oraz odwiedzających to miasto. Między nimi była Ewelina Hańska, późniejsza żona Balzaka, siostra znanego wtedy pisarza Henryka Rzewuskiego oraz Karoliny Sobańskiej (która dziesięć lat wcześniej uwiodła młodego Adama Mickiewicza na Krymie). Znudzony Wiedniem opuścił go Krasiński w styczniu 1836 roku, udając się do Włoch. Powrócił do stolicy Austrii w listopadzie tego roku na pogrzeb byłego króla Francji Karola X, obalonego przez rewolucję lipcową w 1830 roku. Liczył też na to, że teatr wiedeński natchnie go podobnie jak trzy lata wcześniej, kiedy pisał Nie-Boską...

Burgtheater - ulubiony teatr Zygmunta Krasińskiego

Na jego ulubionej scenie w Burgtheater grano wówczas przede wszystkim Szekspira i Schillera. Pisał w listach do przyjaciela Konstantego Gaszyńskiego, że "aktorów lepszych w całej Europie nie znaleźć, w każdej tragedii przynajmniej czterech lub pięciu doskonałych, genialnych występuje". Coraz rzadziej pokazywał się na salonach wiedeńskiej Polonii, nudziły go plotki i drażniły "drobne podłości", bowiem również jego romans z Bobrową był tematem owych plotek. Chętnie za to bywał u księżnej Marii Lubomirskiej, która częstując go biszkoptami, chętnie słuchała jego recenzji dopiero co obejrzanej sztuki. Coraz gorzej jednak widział. Czarne plamy przesłaniały mu pole widzenia, utrudniając czytanie i pisanie. Poeta miał dwadzieścia pięć lat i zaczynał być przedmiotem swatania. Nie chciał się żenić, nadal kochał Bobrową i uważał, że nie nadaje się do małżeństwa. Dlatego 1 czerwca 1837 roku uciekł z Wiednia przed planem ożenienia go z Julią Potocką. 

Tęsknił jednak za Burgtheatrem. W grudniu 1837 roku pisał do Reeve'a, że nie może doczekać się zobaczenia nowego przedstawienia na tej scenie. A grano w tym sezonie między innymi Fausta Goethego, Poskromienie złośnicy Szekspira, Marię Stuart Schillera i Życie snem Calderona. Zygmunt nie mógł tego nie zobaczyć, toteż w towarzystwie Konstantego Danielewicza i guwernera Kruszewskiego spędził pierwszy kwartał 1838 r. w Wiedniu. Pod koniec tego roku, spotkał miłość swego życia, Delfinę Potocką, i od tej pory podróżował już do innych miejsc.

sobota, 10 października 2020

Jest już tetralogia!

Miło mi poinformować Państwa, że jest już czwarta część "Podróży literackich". Tym razem poświęcona Bolesławowi Prusowi. 


Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do jej powstania i proszę o adres do wysłania, jeśli jeszcze takowego nie mam. Gdyby ktoś życzył sobie tę lub wcześniejsze moje książki, proszę pisać na az44@wp.pl


Jest to moje  najukochańsze "dziecko", zapewne dlatego, że najmłodsze. Przyznaję jednak, że Prus zaskoczył mnie najbardziej ze wszystkich, o których dotąd pisałam. Nie wiedziałam o nim tylu rzeczy!


Jak zawsze szkoda mi było, gdy przygoda z kolejnym pisarzem się zakończyła, ale nieprędko zacznie się następna. Czas nie sprzyja ani podróżom, ani wydawaniu książek. Jednak nie poddam się łatwo i mam nadzieję, że w przyszłym roku zabiorę się za kolejnego twórcę.


Tymczasem polecam Państwu niesamowitego Prusa oraz wcześniejszych bohaterów "Podróży literackich" i życzę przynajmniej tyle przyjemności z czytania, co ja miałam z pisania:)

czwartek, 1 października 2020

Wiedeń z relacji Kraszewskiego

W poście z 12 września tego roku, przy okazji pisania o Prusie, wspomniałam o wizycie Józefa Ignacego Kraszewskiego w Wiedniu. Obaj panowie poznali się bowiem na kongresie literackim, który odbywał się w stolicy Austrii we wrześniu 1881 roku. Był to ostatni (ale nie jedyny) pobyt autora Starej baśni w Wiedniu. 

Przed Ratuszem

Po raz pierwszy zatrzymał się w tym mieście w maju 1858 roku. Tygodniowy pobyt opisał w Kartkach z podróży, drukowanych dwa lata później w warszawskiej "Gazecie Codziennej". Dowiadujemy się z nich, że pisarz wraz z kolegą nazwiskiem Klemrod przez te kilka dni bardzo dokładnie zwiedzał zabytki, chodził do teatru i opery, był na Praterze i Schönbrunnie, ale nie wybrał się (może z braku czasu) na Kahlenberg. Oddajmy zatem głos samemu Kraszewskiemu (pisownia oryginalna):

Widok z Kahlenbergu na Wiedeń

"Deszcz i szary mrok nas otoczył, po mostach przebywamy Dunaj i jego odnogi, zielonemi drzewy opasane, pociąg wpada do dwórca - jesteśmy w stolicy ocalonej przez Jana III - w Wiedniu".

"Ścigało nas jakieś przekleństwo w stolicy ocalonej przez Sobieskiego... niestety! - wyjechawszy z dworca kolei żelaznej, włóczyliśmy się długo po całym mieście, od bramy do bramy, nim się nam przytułek znaleźć udało. Woźnica zawiózł nas naprzód do Roemischer Kaiser, przy Renn-Gasse, zaświeciła nam brama wspaniała, przyszedł odźwierny i oświadczył że miejsca nie ma, że wszystko zajęte (...) zniecierpliwiony dałem w końcu woźnicy pełną moc zawiezienia nas gdzie mu się podoba i los chciał byśmy trafili do najdroższej gospody w całym mieście..."

Katedra św. Szczepana

"...ujrzałem wspaniałą wieżę św. Szczepana ponad dachy domostw wybiegłą. Ruszyliśmy natychmiast na oględziny poczynając od tego kościoła. (...) Wewnątrz kościół św. Szczepana jest ciemny, prawie czarny, ale wspaniały i majestatyczny; wysmukłe słupy dzielą go na trzy nawy, nieszczęściem pozastawiane ołtarzami nowemi, stylem nieodpowiadającemi budowie... Więcej tu piekła, czyśćca, ziemskich męczarni niż niebios i spokoju, więcej trwogi niż pociechy, smutek ogarnia duszę wśród tego mroku pełnego widm i tajemnic".

Wnętrze katedry

"...udaliśmy się do Cesarskiej Galerij Obrazów, umieszczonej w pałacu Belwederskiem. (...) W istocie galerja cesarska licząca do dwóch tysięcy obrazów bardzo jest bogatą, choć urządzeniu jej, niedobrze rozgospodarowanemu, światłu i mieszaninie szkół, wiele zarzucić by można. (...) Obok mnóstwa oryginałów, niezmiernie wiele kopij. (...) Opisu galerij dawać nie myślę, wspomnę tylko obrazy, które mnie więcej zastanowiły, nie wdając się w szczegóły, których pierwszy lepszy przewodnik jest pełen".

Belweder

A były to dzieła następujące: Madonna del Verde Rafaela, Święty Michał Luca Giordano, portrety Tycjana, Józef uśpiony Daniela Crespi i kilka innych. Kraszewski nie miał czasu na zwiedzanie całej galerii, wolał - jak pisze - przyjrzeć się kilku dziełom, zamiast przebiegać masę "roztargnionym okiem". Obrazy, którym ja przypatrywałam się bliżej, powstały później, nie mógł ich zatem oglądać. Moją uwagę przykuł przede wszystkim Klimt, Monet i Renoir. Ale wróćmy do Kraszewskiego.

Pocałunek Gustava Klimta (oryginał z 1908 roku)

"Następnego dnia spędziliśmy wieczór w Hof-Burg-Theater, do którego było nam najbliżéj nadzieja zobaczenia na nim coś oryginalnego niemieckiego zawiodła. I tu jak prawie wszędzie w Europie francuzkie sztuczki (...) są chlebem powszedném. (...) Grano Dumasa - Les demoiselles de s. Cyr, sztukę zręczną, całą zbudowaną na komiczności roli Duobuloy, którego wybornie grał Pan Fichtner".

Burgtheater, zwany do 1920 roku Hofburgtheater

"Bawiąc kilka dni w Wiedniu i nie widzieć Prateru (...) niedarowanym byłoby dla turysty grzechem. (...) Na nieszczęście piękna ta, ślicznemi staremi drzewami otoczona przestrzeń ciągnąca się aż do zielonych brzegów Dunaju, ubrana w ogródki, domki, kawiarnie, teraz była zupełnie pusta. Wczesną tylko wiosną i późną jesienią najliczniej się tu zbierają". Dziś wygląda to zupełnie inaczej. Drzew pamiętających Kraszewskiego jest niewiele, za to młody park, ciekawie zagospodarowany, przyciąga wiedeńczyków i przyjezdnych głównie w letnie dni. W czasach pisarza nie było wieży, z której mogłam zrobić zdjęcie części Prateru i Dunaju. Ogromny park, obejmujący powierzchnię sześciu milionów metrów kwadratowych, znajduje się zaledwie trzy kilometry w linii prostej od katedry św. Szczepana. 

Widok na część Prateru i Dunaj z wieży Donauturm, otwartej w 1964 roku

"Wypadało korzystając z pięknego dnia i do Schoenbrunn pojechać. (...) Schoenbrunn miasteczko w dosyć ładnem położeniu, zielone, świeże, pałac wielki, czysty, ale wcale jakoś niesmaczny. (...) Po za owym pałacem, w którym rodzina panująca zwykle latem przebywa, gdzie Napoleon podpisywał traktaty, a syn jego umierał, ciągnie się ogród w francuzkim smaku starannie utrzymywany, symetryczny, posągami wcale nie ładnemi ozdobiony, a zakończony w głębi tak zwaną Gloriettą i fontanną".

Fontanna Neptuna z 1780 roku. Tetyda błaga boga mórz o powodzenie dla jej syna Achillesa, który właśnie wyrusza do Troi. Po lewej stronie u stóp Neptuna siedzi nimfa z rogiem obfitości.

"Przechadzać się tu można swobodnie każdego czasu, a prawo to służy wszystkim bez wyjątku, nawet w czasie przebywania rodziny carskiej. (...) Cisza i porządek największy, nawet stróżów, którzy by gdzieindziej nieodzownie byli potrzebni, nie widać - ludzie się pilnują sami (...) Przeszedłszy się po cienistych alejach (...), nawet ku menażerij i ogrodowi botanicznemu uczyniliśmy wycieczkę, zwracając do miasteczka na śniadanie... Chociaż codziennie zwykłem był jadać na dole w hotelu, gdyż to oszczędzało czasu, towarzysz mój, Klemrod, (...) niemogąc się pogodzić z arystokratyczną kuchnią Munsch'a i austrjackiemi oficerami, którzy z niéj jedli, wyciągnął mnie na poszukiwanie demokratyczniejszego stołu". Ostatni wieczór w Wiedniu pisarz spędził w Operze Wiedeńskiej, zachwycając się dziełem Verdiego Rigoletto.

Pałac i ogrody Schönbrunn

Kiedy Kraszewski osiadł w Dreźnie, dość często przejeżdżał przez Wiedeń podczas różnych podróży. W październiku 1879 roku był nawet na audiencji u cesarza, któremu podziękował za otrzymany Krzyż Komandorski Orderu Franciszka Józefa. Cesarz odznaczył go za pięćdziesięciolecie pracy pisarskiej. Wtedy to, podczas uroczystego przedstawienia w Operze Wiedeńskiej, Kraszewski poznał młodą dziennikarkę, Christinę del Negro i zakochał się w niej. Kogo interesuje ten wątek, może zajrzeć do książki Antoniego Trepińskiego Romans Kraszewskiego z wiedenką.

Opera Wiedeńska

Jak wspomniałam na początku, pisarz po raz ostatni widział Wiedeń w roku 1881, kiedy to jako honorowy prezes Międzynarodowego Towarzystwa Literackiego wziął udział w IV Kongresie tegoż Towarzystwa. Wygłosił wtedy po francusku przemówienie w imieniu zagranicznych uczestników kongresu. Z licznych wspomnień tamtego wydarzenia wynika, że na ziemiach polskich nie zdawano sobie sprawy z tego, jak bardzo Kraszewski był znany w Europie. Czy zostało coś z tej popularności autora największej liczby wydanych książek i wierszy w historii literatury polskiej (pod tym względem siódmego na świecie)? Na pewno nie w naszym kraju...

niedziela, 20 września 2020

Bolesław Prus czeka!

Czwarta książka z serii "Podróże literackie", tym razem o Bolesławie Prusie, czeka w wydawnictwie na ostatnią ratę. Naprawdę niewiele zostało. Robiąc przedpłatę, pomożecie mi ją wydać. Zaraz po ukazaniu się książki (mam nadzieję, że już w październiku) prześlę ją na wskazany (w mailu az44@wp.pl) adres.

Tak wygląda okładka


Pozdrawiam serdecznie:)

sobota, 12 września 2020

337. rocznica Odsieczy Wiedeńskiej

Dzisiejsza rocznica to dobry moment, żeby zacząć zapowiadany wcześniej cykl postów z Wiednia. Teraz nie tyle o samym Wiedniu, co o Kahlenbergu, który dziś jest jego częścią, a trzysta lat temu był podmiejskim wzgórzem, z którego Jan III Sobieski dowodził zwycięską bitwą z Turkami. 


Ogrody Schönbrunn

12 września 1683 roku Imperium Osmańskie, mające ochotę rozszerzyć panowanie w Europie, zostało ostatecznie pokonane po dwunastogodzinnej walce sprzymierzonych wojsk, którymi dowodził król Polski. Nie jest to jednak blog historyczny, więc wróćmy do literatury. 

Hotel, w którym mieszkał Prus w czasie pobytu w Wiedniu

We wrześniu 1881 roku mało znany jeszcze wtedy pisarz, Bolesław Prus, został zaproszony na IV Międzynarodowy Kongres Literacki do stolicy Austro-Węgier. Nie jechał sam, wchodził w skład polskiej delegacji liczącej osiem osób. Na miejscu zastał też innych Polaków, przybyłych z Paryża i Lwowa oraz tych, którzy mieszkali w Wiedniu. Wśród nich byli sławni już Józef Ignacy Kraszewski i Władysław Mickiewicz (najstarszy syn wieszcza). 

Kościół św. Józefa na Kahlenbergu

Delegaci zwiedzali wtedy Kahlenberg. Z zapisanej relacji świadków, między innymi Władysława Mickiewicza wiemy, że Prus nie wyszedł z pociągu, został w wagonie i czekał wiele godzin na powrót towarzystwa. Syn wieszcza zapisał w swoich Pamiętnikach: „W namiocie, na szczycie wzgórza, z którego roztaczał się wspaniały widok, czekała na nas przekąska. Gdym namawiał Prusa, żeby wysiadł, ten mi odpowiedział: >Nie znoszę widoku szerokich przestrzeni<. Wracając, zastaliśmy Prusa skulonego na swoim miejscu. Ta ułomność przeszkodziła mu uczestniczyć w kilku naszych bankietach”. Z jeszcze większym współczuciem pisał o tym Kazimierz Chłędowski: „Siedziałem w tym samym wagonie co Prus i byłem świadkiem, jakie męki biedak przechodził, gdy pociąg wjeżdżał na góry. Nie mógł on znosić widoku gór, czuł się słabym i musieliśmy go zostawić na stacji w Semmeringu, gdzie czekał z zakrytymi oczami naszego powrotu…” 

Widok z Kahlenbergu na dawne pole bitwy i Wiedeń

Dzisiaj na Kahlenberg jedzie się z centrum Wiednia kilkanaście minut autobusem miejskim za dwa i pół euro. Wysiada się prawie pod samym „pomnikiem” Odsieczy Wiedeńskiej. Słowo pomnik ujęłam w cudzysłów, bo przypomina raczej mogiłę. Miał to być zaledwie cokół, na którym stałby prawdziwy pomnik naszych zwycięskich husarzy na czele z Janem III Sobieskim. Jednak władze miasta nie zgodziły się na takie upamiętnienie bitwy. Osoby zaangażowane w budowę pomnika twierdzą, że obecny burmistrz Wiednia - Michael Ludwig z Socjaldemokratycznej Partii Austrii - ulega naciskom frakcji skrajnie lewicowych, według których monument ma wydźwięk antyturecki. Władze kraju liczą się z tą mniejszością narodową, bo w Austrii mieszka około pół miliona muzułmanów, z czego duża część to Turcy.

"Pomnik" Odsieczy Wiedeńskiej

Więcej o pobycie Bolesława Prusa w Wiedniu, dowiecie się z książki, która ukaże się już w październiku, o ile uzbieram na ostatnią ratę. Pandemia uniemożliwia mi sprzedaż wcześniejszych książek, które sfinansowałyby "Prusa". Jeśli ktoś chciałby pomóc, może wesprzeć zrzutkę tu: https://zrzutka.pl/34cf4r  Bardzo dziękuję za każde wsparcie. Zaraz po wydaniu, "Prus" trafi w ręce darczyńców.

środa, 2 września 2020

Nieborów

Zanim zacznę Was zamęczać Wiedniem,  napiszę jeszcze o Nieborowie, który odwiedziłam kilka dni temu. Jest tam pałac, obecnie muzeum, dawniej siedziba Radziwiłłów. Warto go zobaczyć, ale nie w czasach plandemii, gdzie w upale każe się ludziom chodzić w szmacie na twarzy oraz folii na rękach i nogach!  


O samym pałacu możecie sobie poczytać gdzie indziej, ja skupię się na wątku literackim. Otóż w jego sieni (jak to się dawniej mówiło), czyli przy wejściu możemy zobaczyć głowę Niobe, o której prof. Elżbieta Jastrzębowska, kierownik Zakładu Archeologii Klasycznej w Instytucie Archeologii UW, mówi, że wieńczyła niegdyś pełną rzeźbę zrozpaczonej matki. Wiadomo też, że głowa wywodzi się z Rzymu i że przynależała do posągu odkrytego w willi Kwintyliuszy w 2005 r. 


Mnie zainteresowała ze względów literackich, oczywiście. Otóż Konstanty Ildefons Gałczyński napisał o niej poemat. Nie o Niobe w ogóle, ale o tej konkretnej z Nieborowa. Poczytajcie fragmenty:

Jaki wiatr, jaki los cię porywał

Europy drogami na przestrzał?

Kto cię w ręku miał, kto cię podziwiał,

najpiękniejsza z głów, słowiańsko-grecka?

(...)

Gdzie ty byłaś? Gdzie? Jaką ulicą…

niósł cię złodziej… i mało nie skruszył?

Biała głowo, czarna tajemnico

rotterdamskich antykwariuszy

(...)

W 1950 roku,

zapatrzony, nocą, pytam ciebie:

— Czyje oko było przy twoim oku,

może w Awinionie? Może w Bremie?

Kustosz Muzeum w Nieborowie mówi:

Odnaleziona nad brzegami Morza Azowskiego

przez ekspedycję uczonych Katarzyny II,

w drodze zamiany z carycą dostała się w XVIII wieku

w ręce magnackiej rodziny Radziwiłłów. Dzisiaj urodą swoją służy pracy.


Poeta pisał: „Zacząłem w Nieborowie po pokojach brodzić/ i od Niobe odchodzić, i znów do niej schodzić, / powracać i uciekać przez korytarz przykry (...).  Wyznanie to umieścił także w tym poemacie, wydanym w Warszawie w 1951 roku.

Bogini Niobe była córką Tantalosa. Została żoną Amfiona któremu urodziła czternaścioro dzieci: siedmiu synów i siedem córek. Nazwano je od imienia matki Niobodami. Boginię zgubiła pycha, twierdziła bowiem, że to jej powinno się oddawać cześć, a nie komuś, kto ma tylko dwoje dzieci. Tym „kimś” była bogini Leto (Latona), matka Apollina i Artemidy. Ta dwójka postanowiła pomścić zniewagę. Na oczach Niobe po kolei zabijali z łuku  jej dzieci. Rozpaczającą matkę Zeus zamienił w skałę. 


Głowa Niobe, która znajduje się w sieni pałacu w Nieborowie jest zapewne rzymską kopią z II wieku n.e., wykonaną według oryginału z II wieku p.n.e. Jednak nie cała nieborowska głowa jest z tamtych czasów.  Antyczną głowę ustawiono bowiem w XVIII wieku  na nowym biuście i postawie. „Nowy” jest także koniuszek lewego ucha i pukiel włosów nad nim, oraz część włosów na karku.


Ponownie oddajmy głos Gałczyńskiemu: "A kiedy wypełniły się dni i Mahomet II wkroczył ze swoim wojskiem do miasta, figura Niobe obaliła się i głowa odłupała się. Wtedy poeta Taliarch, syn bednarza, wyskoczył z lochu, porwał głowę i uciekł z nią do Florencji. Dante już prawie półtora wieku jak nie żył. Takie są wstępne dzieje marmurowej głowy Niobe, zwanej nieborowską". 


Do Nieborowa głowa trafiła za sprawą Heleny Radziwiłłowej. Przypłynęła statkiem do Gdańska w 1802 roku z Sankt Petersburga. Była bowiem darem Katarzyny II dla księżnej Heleny. Do Rosji natomiast trafiła wraz z innymi dziełami sztuki starożytnej, kupionymi przez carycę u Lyde Browne’a z Wimbledonu. Jej właściciel, znalazłszy się na skraju bankructwa, sprzedał swoją kolekcję.


Tyle na dziś. Polecam zwiedzić park wokół pałacu, a wnętrze zostawić sobie na normalniejsze czasy.



środa, 19 sierpnia 2020

Podróż w czasie plandemii ;)

Opowiem Wam dziś o mojej pierwszej podróży w czasie tej histerii z pandemią. Opóźniona o pół roku, wreszcie się odbyła. Co prawda nie do Neapolu, jak planowałam, ale do Wiednia. Policzyłam, że było tam przynajmniej dwunastu naszych znanych pisarzy, w tym Bolesław Prus, o którym właśnie kończę książkę. 

Pałac Schönbrunn

Także nie mogłam nie jechać. A właściwie lecieć, bo bilety lotnicze po 59 zł zniechęciły mnie do podróży samochodem. Na lotnisku luźno, bez kolejek, spokojnie. Tylko w Polsce mierzyli temperaturę, na szczęście nie strzałem w głowę a w rękę. I tylko raz, przy wejściu na lotnisko. Mieliśmy wszyscy (kilka osób) od 35 do 36 stopni Celsjusza, choć byliśmy rozgrzani, bo na zewnątrz, skąd dopiero co weszliśmy, temperatura sięgała 32 stopni. Powinniśmy chyba zaliczyć zgon:) Podejrzewam, że termometr był tak ustawiony, żeby z lekkim stanem podgorączkowym, na przykład spowodowanym owulacją, można było przejść. 

Jedna trzecia samolotu pusta, więc można się było rozłożyć i w ogóle usiąść w innym niż wyznaczone miejscu. Takiego komfortu, jak latam, nie widziałam. Stewardessy starały się, jak mogły, żeby wszyscy czuli się bezpiecznie. Chyba były milsze niż zwykle. 

Duże lotnisko w Wiedniu wydało mi się jeszcze bardziej puste niż nasze. Spokojnie kupiliśmy bilety na kolejkę do centrum i po godzinie byliśmy już w mieszkaniu, które wynajęliśmy przez znaną stronę internetową za całe tysiąc złotych na pięć dni dla pięciu osób! Dwa pokoje, kuchnia, łazienka, 8 minut tramwajem od centrum. Nad polskim morzem czy w górach zapłaciłabym dwa, jak nie trzy razy tyle! To jest odpowiedź dla tych, którzy pytają, jak stać mnie na te wszystkie podróże. Przed epidemią było tylko trochę drożej.

Wiedeńczycy żyją normalnie. Zakładają, co prawda, maseczki w dużych sklepach i muzeach, ale mniej niż u nas na ulicach. Cieszę się, że tam byłam. Kolejny raz przekonałam się, że do odważnych świat należy i przywiozłam ze sobą tyle materiału, że mogę Was nim zamęczać przez kolejne dwa miesiące  😃 Jak nie trzy 😂