czwartek, 22 czerwca 2023

Słowacki w Neapolu

O Neapolu! (…)
Jak biała Wenus urodzona z piany, 
Wyszedłeś z morza zapłoniony ślicznie,
Skrawymi słońca zachodniego łuny, 
Cichy pod góra, co ciska pioruny.
(...)
Z grobowca wieszcza widzę, jak nad głową
Wulkanu księżyc wysunął się biały,
A u stóp góry Castello del'Ovo,
(...)
Lecz chodźmy w miasto. Już księżyc wysoko,
(„Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu”)


Juliusz Słowacki przybył do Neapolu na początku czerwca 1836 roku w towarzystwie znajomych, Jakuba i Anny Gayów. Po tygodniu dołączyło do nich wujostwo poety, Teofil i Hersylia Januszewscy. Hersylia była córką Augusta Bécu, który ożenił się z matką Juliusza, a więc przybraną siostrą Słowackiego.


Zamieszkali nad Zatoką Neapolitańską w skromnym hotelu „Vittoria” przy ulicy Santa Lucia dell Mare nr 28 (dziś 116). Znajdziemy tam tablicę upamiętniającą pobyt poety. 


Początkowo zachwycił się Neapolem. Po dwóch tygodniach pobytu, 20 czerwca, pisał do matki: „Od piętnastu już dni siedzę w oknie moim (…), patrząc na błękitne morze, na Wezuwiusz, na Neapol ciągnący się w półokręgu na lewo w dzień biały, w nocy jaskrawy tysiącem świateł. Mam balkonik mały nad morzem, na balkoniku stoi krzesło i róży wazon. (…) Wszystko tak kolorowe jak bańka z mydła wypuszczona przez jakiego morskiego trytona – z daleka białe jak piana morska leżąca na brzegu, z której ja chciałbym, żeby wyszła jaka idealna Wenus i przejrzała się w tym wielkim zwierciadle błękitu”. 


Towarzystwo Teofilów przeszkadzało mu w zebraniu myśli. Rano wypijał z nimi kawę i wyruszał na samotne długie spacery wzdłuż zatoki, gdzie patrzył na „rybackich sklepów złoty wianek”. Przechadzał się także po mieście. Wieczorami bywał ze znajomymi „na różnych teatrach”, gdzie krytykował przedstawienia. Jego uznanie zyskał tylko teatr St. Carlo, w którym wystawiano ludowe komedie neapolitańskie. 

Teatr St. Carlo, do którego uczęszczał Słowacki

Miasto i towarzystwo szybko go znudziło, więc wybrał się do pobliskiego Sorrento. Spędził tam miesiąc, po czym wrócił na krótko do Neapolu pożegnać się z wujostwem i znajomymi. Pod koniec sierpnia bowiem wyruszył na Bliski Wschód. Dwa miesiące później wspominał Neapol w wierszu "Do Teofila Januszewskiego":

Gdzie dziś Neapol jasny? Kto zasiadł nasz ganek?
Kto patrzy na rybackich sklepów złoty wianek?
Gdzie koczujące światła w pół okręgu zwite,
Od wiatru żagielkami białymi nakryte,
Jak te, o których prawi gdzieś Szecherazada,
Ptaków z ognistą piersią, z białym skrzydłem stada?
Nad błękitami siedzą. Przy świetle światełko,
Każde ma białe sobie dodane skrzydełko;
Rzekłbyś, że gwiazd znudzonych lazurami plemię
Bóg skrzydłami uzbroił — i przysłał na ziemię.
(„Do Teofila Januszewskiego”, Aleksandria, 22 października 1836)

Do Neapolu jeszcze wrócimy:)

poniedziałek, 12 czerwca 2023

Neapolitańskie wrażenia Mickiewicza

Adam Mickiewicz przybył do Neapolu z Rzymu (gdzie przebywał od kilku miesięcy). Towarzyszył mu kolega Antoni Edward Odyniec. Jechali dyliżansem dwa dni i 8 maja 1830 roku wieczorem wynajęli pokój na via Concezione 39. Nie ma tam obecnie żadnego śladu ani nawet numeru 39, który można by było sfotografować. 

Przy tej ulicy mieszkał Mickiewicz

Spacerował po mieście, siedział "jak lazaron" (żebrak, bezdomny – pisał o tym do hr. Zofii Ankwiczowej) nad morzem, ale generalnie się nudził. Pewne ożywienie dała mu okazja do spotkania z prorokinią Agnieszką Ferrari w klasztorze św. Klary. Niestety się przeziębił i do spotkania nie doszło. Widział jednak bazylikę i klasztor klarysek.

Bazylika w kompleksie klarysek

Znudzony Neapolem, poeta wybrał się po tygodniu na Sycylię, o czym pisałam tu:  http://mojepodrozeliterackie.blogspot.com/2017/05/sycylia
Powrócił do Neapolu 24 maja i zmienił mieszkanie. Przeniósł się razem z Odyńcem na Santa Lucia do dwóch małych pokoików z widokiem na morze. Dziś stoją w tym miejscu bloki z XX wieku, nie ma śladu po domu, w którym mieszkał poeta. 

Bloki na Santa Lucia

29 maja Mickiewicz w towarzystwie Odyńca, Chlustina, Jaźwińskiego i Niegolewskiego wyruszył na Wezuwiusz. Zdobywaniu tego wulkanu przez naszych pisarzy poświęcę osobny wpis. 

Widok na Neapol z Wezuwiusza

1 czerwca udało mu się spotkać z prorokinią Ferrari. Wiemy, że poeta poprosił ją o informacje na temat przyszłości swojej i Polski, a jasnowidząca ujęła go „rozumem i godnością tonu”. 
Do Zofii Ankwiczowej pisał: „...mię pobyt w Neapolu nie bardzo zachwyca, może to w skutek złego humoru i niedobrego zdrowia. Powietrze tutaj zgoła mi nie służy”. Znacznie bardziej podobały mu się okolice miasta, między innymi Pompeje, o których napiszę osobno. Podróże te nastroiły go do tworzenia poezji. Najbardziej znana jest parafraza "Pieśni Mignon" Goethego, adresowana do Henrietty Ankwiczówny, z którą jeszcze niedawno spotykał się w Rzymie. Przytoczmy jej fragment:

Znasz-li ten kraj,

Gdzie cytryna dojrzewa?

Pomarańcz blask

Majowe złoci drzewa.

Gdzie wieńcem bluszcz

Ruiny dawne stroi.

Gdzie buja laur

I cyprys cicho stoi.

Znasz-li ten kraj?

Ach, tam, o moja miła,

Tam był mi raj.

Tam był mi raj,

Pókiś ty ze mną była!

("Do H. Wezwanie do Neapolu")

Cytrynowy raj opuścił Mickiewicz 19 czerwca 1830 roku. Rankiem wykąpał się w morzu i spotkał ze znajomymi w cukierni, po czym o godzinie 11.00 wsiadł z Odyńcem do dyliżansu, wiozącego ich do Rzymu.

piątek, 2 czerwca 2023

Miejsca Gustawa Herlinga-Grudzińskiego w Neapolu

Pisarz Gustaw Herling-Grudziński mieszkał w Neapolu przez 45 lat. Przybył do Włoch z armią gen. Andersa, walczył na Monte Cassino (o czym w poprzednim poście) i w związku z tym nie mógł wrócić do Polski. Poznał Lidię Croce, córkę Benedetta Crocego (filozofa i krytyka literackiego), która została jego żoną. Zamieszkał w jej rodzinnej neapolitańskiej willi przy Via Crispi 69. Stamtąd rozpoczęłam wędrówkę jego śladami.

Tu mieszkał Gustaw Herling-Grudziński

W 2012 roku odsłonięto w tym miejscu tablicę pamiątkową. W uroczystości wziął udział prezydent Rzeczpospolitej Polski (był nim wtedy Bronisław Komorowski) oraz Giorgio Napolitano, prezydent Republiki Włoskiej.

Teren jest prywatny, ogrodzony i udało nam się wejść tylko dzięki uprzejmości jakiegoś pana, który akurat wychodził. Mieliśmy natomiast problem z wyjściem, bo nigdzie nie było przycisku otwierającego bramkę. Spędziliśmy tam dobry kwadrans, zanim zjawił się ktoś z pilotem. Uwolnieni powędrowaliśmy dalej. Jeszcze na tej samej ulicy znalazłam tablicę upamiętniająca pobyt w tym miejscu słynnego renesansowego pisarza Torquata Tassa.

Tablica informuje, że Tasso, przebywając tu w 1592 roku, patrzył z tego pagórka w niebo i na morze, co natchnęło go do przerobienia (napisanej wcześniej) "Jerozolimy wyzwolonej". Ale wróćmy do Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Często spacerował ulicą "rozłupującą Neapol", czyli Spaccanapoli. Pisał o niej, że jest główną, najstarszą arterią miasta, równoległą do Tribunali. Rozłupuje je rzeczywiście na dwie części, biegnie od dworca do kościelnego wzgórza u stóp San Martino. Nazwa jest potoczna, ludowa, a nawet gwarowa, gdyż składa się na nią szereg krótkich odcinków różnie nazwanych, nanizanych jak kawałki mięsa na drut w szaszłyku. Kiedyś, w średniowieczu, były to uliczki cechowe, pozostał w nich tylko Święty Błażej, patron księgarzy, dawniej raj molów książkowych. ("Ex Voto")


Dziś jest to raczej raj kibiców futbolu, bo wszędzie wiszą proporce i flagi drużyny Neapolu oraz zdjęcia i nazwiska jej piłkarzy. 


Jest i nasz Piotr Zieliński. Jednak bogiem pozostaje Diego Maradona. Jego zdjęcia, murale, nazwisko, można spotkać niemal na każdej ulicy, zwłaszcza w słynnej dzielnicy hiszpańskiej.


Szał związany z Maradoną jest naprawdę niespotykany. Całe ulice oblepione są jego podobiznami.
 

W miejscu, gdzie mieszkał, ustawiono coś w rodzaju ołtarza. Czczą go jak boga. W Neapolu Maradona mieszkał siedem lat. Miejsce to upamiętnia wielki mural z jego wizerunkiem. Twarz piłkarza jest namalowana na oknie jego dawnego pokoju, które jest otwierane, jak tylko Napoli wygra mistrzostwo. 


Ten szał był zapewne obecny za czasów Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, bowiem największe sukcesy Maradony i jego pobyt w Neapolu przypadają na lata 80. XX wieku. Pisarz unikał jednak zgiełku, zwłaszcza po pięćdziesiątce, kiedy lekarz zalecił mu spokojniejszy tryb życia ze względu na chore serce. Lubił zaszyć się w krużgankach klasztoru św. Klary. Prowadzi do niego ulica nazwana dziś imieniem teścia Herlinga-Grudzińskiego.


Kompleks klasztorny św. Klary znajdziemy na Starym Mieście. Powstał w XIV wieku na ruinach starożytnych term z I w., a fakt ten odkryty został dopiero po zbombardowaniu bazyliki św. Klary w 1943 roku.


W surowym wnętrzu świątyni, na ścianie czołowej prezbiterium znajduje się grobowiec króla Roberta Mądrego, który zapoczątkował budowę kompleksu. Krypta i kaplice kryją sarkofagi członków królewskiego rodu Andegawenów i szlachetnie urodzonych neapolitańczyków. Niestety, tam nas nie wpuszczono. Zobaczyliśmy jednak najpiękniejszą część klasztoru, czyli krużganki klarysek. 




Teren jest prawie kwadratowy (82,3 x 78,3 m), obwiedziony 72 ośmiokątnymi filarami, zwieńczonymi łukami ze sklepieniem krzyżowym. Wzdłuż alejek, ustawiono aż 64 pilastry pokryte płytkami ceramicznymi, na których ornamentem są kwiaty i owoce. Pilastry łączą ustawione między nimi ławeczki również pokryte majolikowymi płytkami „krajobrazowymi”. Są na nich sceny wiejskie, maskarady, sceny mitologiczne i sceny z życia mieszkańców Neapolu XVII i XVIII w. Na tych ławeczkach siadał Gustaw Herling-Grudziński.

Zdjęcie ze strony: https://lente-magazyn.com/ewa-bienkowska-pisarz-i-los/

Dziś nie można siadać ani nawet dotykać ławek. Wszędzie są kamery i pilnujące panie. Wyobrażałam sobie, jak pisarz odpoczywał w tym miejscu, bo sprzyja ono relaksacji i kontemplacji. Nie ma zbyt wielu turystów, bo wstęp jest płatny (3,5 euro).


Gustaw Herling-Grudziński znał dzwonnika z tego klasztoru i uczynił go bohaterem swojego opowiadania "Podzwonne dla dzwonnika". Ten maleńki, zasuszony franciszkanin, w za szerokim habicie, z trupią główką przechyloną na ramię, uśmiechnięty smętnie i jak zawsze wylękniony, przechwalał się, że  jego dzwon słychać w całym Neapolu. 

Dzwonnica klasztoru św. Klary

Stał w milczeniu, jakby wahając się, czy mi coś powiedzieć. Wreszcie przybliżył swoją trupią główkę i szepnął mi na ucho: “Mówią, że mam chore serce, chcą mi odebrać mój dzwon.” Odsunął się, spojrzał na mnie z ukosa, znikł mu z twarzy uśmiech: “Umrę bez mojego dzwonu” (…) Miałem ochotę pocieszyć go i uścisnąć, kiedy jednak poruszyłem się gwałtownie w ławce, żeby wstać, obok mnie nie było nikogo. ("Podzwonne dla dzwonnika")


W roku 2000, dokładnie 4 lipca, przyszedł czas na Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Pochowano go w  grobowcu rodziny Croce. Byliśmy na cmentarzu przed godziną 15, ale nas nie wpuszczono. Podobno można wchodzić do 13.00. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego o tak wczesnej porze zamykają nekropolię. Pan, który pilnował bramy, nie dał się przekonać, żeby wpuścić nas na chwilę. Nie pomagały żadne argumenty. Kazał nam przyjść następnego dnia, a to, niestety, nie było możliwe. Grób pisarza jest gdzieś za tymi schodami.

Cmentarz Poggioreale, na którym spoczywa Gustaw Herling-Grudziński

Na Neapol miałam zaledwie dwa dni. To za mało, żeby zobaczyć wszystko, co chciałam. Ale pomęczę Was jeszcze trochę tym miastem, pokazując ślady po innych pisarzach. 

sobota, 20 maja 2023

Gustaw Herling-Grudziński pod Monte Cassino

W 104. rocznicę urodzin pisarza Gustawa Herlinga-Grudzińskiego pokażę Wam Monte Cassino, które zwiedzałam kilka dni temu. Minęło właśnie 79 lat od zdobycia tego miejsca przez naszych bohaterów (18 maja 1944), Herling-Grudziński był jednym z nich. Na szczęście przeżył bitwę i dwa dni później świętował swoje 25. urodziny. 

Widok na polski cmentarz wojenny na Monte Cassino

Na górę Cassino wjeżdżaliśmy autokarem kilkanaście minut. Jest wysoka i stroma. Po przebyciu około czterech piątych drogi wysiedliśmy przed bramą polskiego cmentarza. 


Tuż za nią, po lewej stronie znajdziemy maleńkie muzeum poświęcone bitwie i jej bohaterom. Można tam zobaczyć zdjęcia, tablice pamiątkowe i kilka osobistych rzeczy walczących. 




Na cmentarzu spoczywa 1054 lub 1072 (wg różnych źródeł) poległych żołnierzy Rzeczypospolitej wszystkich jej wyznań: katolików, grekokatolików, prawosławnych, protestantów, żydów, muzułmanów..., w większości wyprowadzonych przez gen. Andersa z sowieckich łagrów. Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, jak wspomniałam, nie ma wśród nich, ale też trafił do armii Andersa z łagru. 


Pobyt w Jercewie opisał w "Innym świecie". Tam też znajdziemy informacje na temat zwolnienia Grudzińskiego na mocy traktatu Sikorski-Majski. Po trwającej półtora miesiąca podróży udało mu się dotrzeć do miejscowości Ługowoje w południowym Kazachstanie, gdzie zaciągnął się do 10. Pułku Artylerii Armii Polskiej gen. Władysława Andersa. Dotarł z nią aż pod Monte Cassino.


W stopniu kanoniera służył w 3. Karpackim Pułku Artylerii Lekkiej na stanowisku radiotelegrafisty II dywizjonu. Za walkę m.in. pod Monte Cassino, został odznaczony Orderem Virtuti Militari. Służąc jako bombardier, otrzymał też Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino (nr 466).


Udało mi się być na Monte Cassino w połowie maja, czyli dokładnie w tym czasie, kiedy 79 lat temu nasi rodacy zdobywali klasztor.

W imieniu naszej grupy kwiaty złożył osiemdziesięciopięcioletni porucznik Marek Papużyński (rocznik 1938), który poprosił mnie o towarzyszenie w tej doniosłej chwili. 


Kilka osób z grupy odśpiewało pieśń Feliksa Konarskiego "Czerwone maki na Monte Cassino", która powstała w nocy z 17 na 18 maja 1944 roku, kilka godzin przed zdobyciem klasztoru. 

Konarski przebywał wtedy w oddalonym o niecałe sto kilometrów Campobasso, siedzibie gen. Andersa (w prostej linii około 50 km, tyle że tam są góry). Słysząc daleki grzmot dział, zapowiadających drugie polskie natarcie na klasztor, napisał naprędce tekst i obudził Alfreda Schütza, kompozytora i dyrygenta, również żołnierza 2. Korpusu, który w kilka godzin skomponował muzykę.


Gdy 18 maja żołnierze 2. Korpusu zdobyli klasztor, w kwaterze generała Władysława Andersa w Campobasso miała miejsce doraźna uroczystość dla uczczenia tego zwycięstwa. Wtedy po raz pierwszy "Czerwone maki..." odśpiewał Gwidon Borucki z udziałem 14-osobowej orkiestry Alfreda Schütza.

Groby Bohaterów spod Monte Cassino

Niestety, maków nigdzie nie widziałam. Szkoda że nie zasiano ich gdzieś symbolicznie...

Widok na klasztor z cmentarza polskiego

Od cmentarza do klasztoru benedyktynów trzeba jechać jeszcze kilka minut pod górę. 



Założył go w 529 roku Benedykt z Nursji na jednym ze wzgórz Apeninu Środkowego, prawie w połowie drogi pomiędzy Rzymem a Neapolem, w ruinach niewielkiej rzymskiej fortecy i świątyni Apollina. 

Napis POKÓJ na bramie klasztornej

Klasztor na Monte Cassino stał się najważniejszym duchowym miejscem chrześcijańskiej Europy. Św. Benedykt przebywał w nim aż do swojej śmierci. Na Monte Cassino umarła również jego siostra bliźniaczka, św. Scholastyka, założycielka zakonu benedyktynek w Piumarola. Szczątki tych dwojga świętych są najcenniejszymi relikwiami opactwa.

Dziedziniec klasztoru

Strategiczne położenie budowli przy ważnym trakcie łączącym Rzym z Neapolem, sprawiało, że klasztor wielokrotnie stawał się celem ataku. Jak podaje Wikipedia, w czasie II wojny światowej wzgórze Monte Cassino było świetnym miejscem na bazę w tworzonej przez Niemców Linii Gustawa, ale marszałek polny Albert Kesselring (bawarski katolik), nie zezwolił na ufortyfikowanie tego miejsca, ponieważ byłoby to równoznaczne z wystawieniem na zniszczenie klasztoru, o czym poinformował Watykan i dowództwo aliantów. 

Widok na cmentarz polski z klasztoru benedyktynów

Dziś znany jest fakt, że alianci, przede wszystkim Amerykanie, wiedzieli, że w klasztorze nie stacjonowało niemieckie wojsko, jednak zdecydowali się na bombardowanie obawiając się, że w trakcie bitwy może się to zmienić. Na zbombardowanie klasztoru nalegał gen. Bernard Freyberg, dowódca Korpusu Nowozelandzkiego, którego dywizja miała szturmować górę. Wobec jego stanowczego stanowiska, sztab V Armii amerykańskiej wyraził zgodę na lotniczy atak na klasztor, chociaż wcześniej nie znajdował się na liście celów. Publiczne ogłoszenie przez aliantów godziny bombardowania (15 lutego 1944), pozwoliło więc benedyktynom na zorganizowanie transportu i przewiezienie bezcennych skarbów kultury europejskiej, znajdujących się w klasztorze do Watykanu. W wyniku nalotów klasztor doszczętnie zniszczono (ocalały jedynie krypty św. Benedykta i św. Scholastyki). 

Kaplica św. Benedykta i św. Scholastyki

Kiedy skończyło się trwające trzy dni bombardowanie i niczego już nie można było ocalić, oddział Wehrmachtu zajął górę i ufortyfikował się w rumowisku, które stało się doskonałym miejscem obrony – jego zdobycie kosztowało życie 30 tysięcy żołnierzy.

Jedno z nielicznych zdjęć z 1944 roku eksponowanych na terenie klasztoru

Ostatecznie linie niemieckie zostały przełamane 18 maja zarówno dzięki natarciom Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego, 2. Korpusu Polskiego oraz brytyjskiej 78. Dywizji, jak i wyczerpaniu sił i środków armii niemieckiej, która tego dnia rano zaczęła wycofywać swe frontowe oddziały. Wtedy to zauważono nad klasztorem białą flagę.

Dziedziniec klasztoru z figurą trzech pierwszych opatów
(św. Benedykta, Konstantyna i Symplicjusza)

Wysłano patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich pod dowództwem ppor. Kazimierza Gurbiela, który, przechodząc bez strat pole minowe o wymiarach 300 × 100 metrów, wkroczył do ruin klasztoru. Wziął do niewoli szesnastu rannych żołnierzy niemieckich pod opieką trzech sanitariuszy i zatknął na murach najpierw proporzec 12. Pułku Ułanów, uszyty na poczekaniu przez plut. Jana Donocika, a następnie polską flagę, którą zatknęli żołnierze z pocztu dowódcy 3. kompanii 5. Batalionu Strzelców Karpackich. Flaga przez cały czas polskiego natarcia noszona była w chlebaku przez st. sierż. Ryszarda Stachurskiego, szefa 3. kompanii.

Żegna nas św. Benedykt ze swoim przesłaniem: Módl się i pracuj

W samo południe na ruinach klasztoru Monte Cassino polski żołnierz, plutonowy Emil Czech, odegrał hejnał mariacki, ogłaszając zwycięstwo polskich żołnierzy. Wśród nich był młody Gustaw Herling-Grudziński. Jako żołnierz armii gen. Andersa nie mógł wrócić do Polski. Związał swoje życie z Neapolem, ale o tym w kolejnym poście. 

czwartek, 11 maja 2023

Zobaczyć Neapol i umrzeć (?)

Po trzech latach nareszcie dotarłam do Neapolu! Pamiętacie może, jak wiosną 2020 roku miałam już bilety na lot i opłacony hotel, a tu... wiadomo co... Ale co się odwlecze, to nie uciecze😃

Plan zakłada pokonanie tej trasy pieszo przed południem 😉

Przekonam się, czy rację miał Goethe, zachwycając się tym miastem słowami zawartymi w tytule tego wpisu. 

I dalszej części po południu 😃

Na tej trasie powinnam znaleźć siedem miejsc związanych z pobytem naszych polskich pisarzy oraz grób Wergiliusza. Ale to oczywiście nie wszystko. Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się przywieźć dla Was jak najwięcej materiału 😘