środa, 26 lipca 2023

Miłość, miłość w Neapolu

Wracamy jeszcze na chwilę do Neapolu, bo nie można pominąć Zygmunta Krasińskiego, który spośród chyba wszystkich polskich pisarzy odwiedzał to miasto najczęściej – aż dziewięć razy. A dziś jest doskonała okazja, bowiem przypada 180. rocznica jego ślubu z Elizą Branicką. Nie o niej jednak będzie mowa, tylko o miłości jego życia – Delfinie Potockiej, z którą związane było aż osiem pobytów (oprócz pierwszego) w Neapolu. 

Widok na Neapol z Wezuwiusza

Po raz pierwszy poeta przybył do tego miasta w połowie marca 1835 roku i pozostał w nim dwa miesiące. Było zimno, padał śnieg, więc Krasiński był rozczarowany przedwiośniem południa Włoch. Szybko to się jednak zmieniło, bowiem 1 kwietnia wybuchł Wezuwiusz i przez trzy godziny można było podziwiać niecodzienny spektakl oddziałujący na wyobraźnię poety. Trzy tygodnie później wchodzono już na wulkan, z czego Krasiński skorzystał, ale o tym kiedy indziej. Kochał się wtedy w Joannie Bobrowej i do niej przede wszystkim słał listy z Neapolu, ale miało się to wkrótce zmienić. Kolejny pobyt w tym mieście (i wszystkie następne) wiążą się już z inną kobietą.

Erupcja Wezuwiusza z 1822 roku
(źródło: Wikipedia)

W połowie grudnia 1838 roku Zygmunt otrzymał od ojca propozycję (jak zwykle nie do odrzucenia) spędzenia zimy w Neapolu. Zatrzymali się w nieistniejącej już Villi di Roma nad Zatoką Neapolitańską. Na Wigilię zostali zaproszeni przez znajomą ojca, Honoratę Komarową, której córki poznał Zygmunt w dzieciństwie. Najstarsza z nich, Delfina, miała teraz niespełna trzydzieści dwa lata i była żoną bezwzględnego tyrana Mieczysława Potockiego, z którym żyła w separacji (później się rozwiedli).
 Zwróciła uwagę prawie dwudziestosiedmioletniego poety, choć nie była to miłość od pierwszego wrażenia. Przeciwnie, kłócili się nawet, a Zygmunt uważał ją za dość rozkapryszoną damę. Dopiero jak zainteresował się bliżej jej osobą, trudnym życiem z Potockim i dramatem umierania jej dzieci w niemowlęctwie, stała mu się najbliższa na świecie. Była wysoką, zgrabną blondynką o niebieskich oczach. Miała piękny głos (czym oczarowała nawet Chopina) i była inteligentna. Przypominała Krasińskiemu Joannę Bobrową, z którą pół roku wcześniej musiał zerwać romans pod naciskiem ojca. 

Moritz Michael Daffinger, Delfina Potocka 1830

Kiedy więc w połowie lutego 1839 roku opuszczał Neapol, udając się do Rzymu, napisał do Delfiny:
Ledwom cię poznał, już cię żegnać muszę, 
A żegnam ciebie, jak gdybym przez wieki 
Żył z tobą razem i kochał twą duszę,
A teraz jechał w jakiś kraj daleki 
I nie miał nigdy już obaczyć ciebie,
chyba gdzieś – kiedyś – po śmierci – tam, w niebie!

Nie tylko jednak w poezji znajdziemy dowody miłości Zygmunta do Delfiny. To lutowe rozstanie zapoczątkuje dwudziestoletnią ich korespondencję (niemal do śmierci Zygmunta) liczącą przeszło pięć tysięcy listów! Niestety do naszych czasów zachowało się niewiele ponad siedemset. Większość uległa spaleniu po niemieckim bombardowaniu Warszawy w 1944 roku. 

Ulica Chiaia, przy której stał dom Komarów

Spotykali się w różnych częściach Europy, ale do Neapolu wracali najchętniej. Matka Delfiny miała tam dom przy ulicy Chiaia, więc mogli się spotykać poza oczami wścibskich. Poeta bywał nawet w teatrze, ale nie z ukochaną. Już w kwietniu tego samego 1839 roku widzieli się znowu w Neapolu. Po raz pierwszy od długiego czasu był szczęśliwy. Układał wtedy wiersze inspirowane poezją Mickiewicza, np. Zawsze i wszędzie. 

Teatr Mercadante za czasów Krasińskiego znany jako Teatro del Fondo


Ponownie odwiedzali Neapol w styczniu, lutym i czerwcu 1840 roku. Poeta uwielbiał siedzieć na dywanie u stóp zajmującej kanapę ukochanej, która czytała mu listy od słynnych jej znajomych. Sielankę przerywały choroby Zygmunta (cierpiał na oczy i migreny) oraz konieczność ukrywania miłości do kobiety zamężnej. Doszła do tego jeszcze rozwijająca się choroba jelit, która całkowicie odebrała poecie poczucie sensu życia. We wrześniu 1840 roku spędzał z ukochaną miesiąc w Neapolu i napisał wiersz Do Delfiny. Po śmierci, w którym czytamy: 
Jam bardzo kochał – zanadto – za wiele!
Jam bardzo kochał – aż, znękan rozdziałem,
Duszem wypłakał. – Jam nie mógł w rozdziale
Żyć z tobą tutaj – więc tutaj skonałem.

Chciał umrzeć w Neapolu w objęciach Delfiny, ale nie było mu to dane. 

Via Toledo – jedna z głównych ulic Neapolu
Kolejny raz widzieli się w tym mieście w styczniu 1841 roku, ale mimo karnawału, nie bywali razem w towarzystwie. Generał Krasiński planował już małżeństwo syna z Elizą Branicką i wiedząc o jego romansie, odcinał go od finansów ilekroć doszły do niego wieści o spotkaniu kochanków. Ich rozstanie, spowodowane zaplanowanymi zaręczynami Zygmunta odbyło się w Neapolu 4 lipca 1841 roku. Na pożegnanie Delfina dała ukochanemu pierścionek. Nie mogąc się z nią rozstać, wracał do pokoju kilka razy, ledwie zdążył na statek. Przepływał z portu koło Villa di Roma, w której zatrzymała się Delfina. Wyszła na taras i machała mu, ale on ze względu na słaby wzrok, ledwo ją widział. Upewniał się u służącego, czy stoi jeszcze i machał również. 

Statek odpływający z portu w Neapolu

Spotykali się później, nawet wtedy, gdy Zygmunt był już żonaty, ale nie w Neapolu. 

czwartek, 13 lipca 2023

Kórnik raz jeszcze

Wracamy do Kórnika, bo nie sposób było opisać wszystkiego, czym się tam zachwyciłam, w jednym poście. Zajrzyjmy zatem do zamku, od niemal stu lat wpisanego do rejestru zabytków. To dawny dom Tytusa i Celestyny Działyńskich, a później ich syna Jana, który zakończył jego przebudowę. Urządzali go dalej Jadwiga z Działyńskich Zamoyska, siostra Jana, jej syn Władysław i córka Maria.

Zamek w Kórniku

Jeśli ktoś zapyta, jaki to ma związek z literaturą, już odpowiadam. Na zamku znajduje się jedna z najcenniejszych i najstarszych polskich bibliotek, w której przechowywany jest rękopis III części Dziadów Adama Mickiewicza. Sam autor podarował go Klaudynie z Działyńskich Potockiej, siostrze Tytusa Działyńskiego, założyciela biblioteki. Przed zamkiem można zobaczyć pomnik hrabiego.

W Bibliotece Kórnickiej jest wiele mickiewiczianów, między innymi rękopis ballady Pani Twardowska, listy wieszcza (między innymi do Tytusa Działyńskiego i jego siostry Klaudyny), a także kopie listów do innych adresatów oraz odpisy utworów poety. Takich skarbów jest więcej, ale nie o nich dzisiaj. Zajrzyjmy do zamku.


Znajdziemy tam wiele autentycznych mebli i przedmiotów rodziny Działyńskich. Moją uwagę przykuł na przykład pokój myśliwski. Nie popieram strzelania do zwierząt, ale to pomieszczenie zawiera niezwykle unikatowe rzeczy. 


Na przykład kapelusz z łodyg paproci podarowany Władysławowi Zamoyskiemu przez królową wysp hawajskich Liliuokalani w Honolulu w 1881 roku. Niestety szyby nie pozwoliły zrobić dobrych zdjęć. 


Uwagę przykuwa wielkie drzewo genealogiczne rodziny Działyńskich namalowane na jednej ze ścian zamku. Imponujące, prawda?


W salonie Tytusa Działyńskiego znajdziemy fortepian, na którym podobno grał sam Fryderyk Chopin. Pochodzi z drezdeńskiego salonu siostry hrabiego Działyńskiego, Klaudyny Potockiej.


Kompozytor utrzymywał ścisłe kontakty z Działyńskimi. Istnieje obraz "Bal w Hotelu Lambert" malowany w 1849 roku przez przyjaciela Chopina, Teofila Antoniego Kwiatkowskiego. Malarz ukazał wizję przyszłości z postaciami Działyńskich i Czartoryskich na pierwszym planie. Wszyscy skupieni wokół Chopina, wsłuchani są w  jego muzykę.


W komnatach zamku zobaczymy też jubileuszową wystawę poświęconą dwóm kobietom związanym z Kórnikiem: Jadwidze Zamoyskiej i Wisławie Szymborskiej. Tak się złożyło, że w tym roku przypada stulecie śmierci jednej i stulecie urodzin drugiej. Późniejsza poetka była córką zarządcy dóbr hrabiny Zamoyskiej, być może więc nowo narodzoną córkę pokazał swojej chlebodawczyni, która żyła jeszcze cztery miesiące po narodzeniu Wisławy. 


Z okien zamku widać ogród botaniczny, a właściwie dendrologiczny, zwany arboretum (od łacińskiego słowa arbor, czyli drzewo). 


Został założony w 1826 roku przez Tytusa Działyńskiego na terenie parku otaczającego zamek. 


Jego syn, Jan, kontynuował dzieło ojca. Obaj zostali upamiętnieni stosownymi tabliczkami. 


Arboretum w Kórniku jest częścią Instytutu Dendrologii PAN. Bogate kolekcje drzew i krzewów obejmują łącznie trzy tysiące gatunków i odmian. Miejsce to pełni również role dydaktyczną.






Od strony Arboretum zamek prezentuje się jeszcze ładniej niż z przodu. W przepięknym otoczeniu przyrody wygląda fascynująco. 


Po zwiedzaniu należy się pyszny obiad i deser 😀 Najlepiej w restauracji tuż przy zamku. Gdyby tak można było spędzać wszystkie niedziele...


poniedziałek, 3 lipca 2023

Jubileusz Wisławy Szymborskiej

Wczoraj minęła setna rocznica urodzin Wisławy Szymborskiej – naszej pierwszej noblistki w dziedzinie literatury. Piszę o tym dopiero dziś, bowiem z Kórnika, miejsca urodzenia poetki, wróciłam późno w nocy. I o tym pobycie chcę Wam opowiedzieć.

Miejsce urodzenia Wisławy Szymborskiej

Przyszła na świat 2 lipca 1923 roku, podobno w tym domu. Spierano się o to, bo zmiany, między innymi administracyjne (połączenie Bnina i Kórnika), utrudniały określenie dokładnej lokalizacji. Szymborska nie przywiązywała do tego zbytniej wagi, bowiem kiedy rodzice opuścili to miejsce, przenosząc się do Torunia, nie miała nawet trzech lat. 

Kiedy otrzymała Nagrodę Nobla, zdecydowano, że  oficyna folwarczna z około połowy XVIII wieku, znajdująca się pod adresem Prowent 4, w pobliżu Jeziora Kórnickiego, jest miejscem urodzenia noblistki.

Obok, przed Kórnickim Domem Kultury, świętowano wczoraj stulecie Wisławy Szymborskiej. Nie mogłam tego przegapić!

Kórnicki Ośrodek Kultury

Wydarzenia poetyckie, plastyczne i muzyczne rozpoczynały się późnym popołudniem, ale ponieważ nigdy nie byłam w Kórniku, zjawiłam się tam dużo wcześniej. Zwiedziłam zamek, Arboretum Kórnickie, Rynek, ale dziś skupię się na miejscach związanych z Szymborską. 

Zachwyciła mnie promenada poświęcona poetce. Położona nad pięknym jeziorem, jest unikatowym miejscem upamiętniającym naszą noblistkę. Znajdziemy tam przede wszystkim jej wiersze. Można się zatrzymać, usiąść na ławce, poczytać...


Z okazji jubileuszu warto zobaczyć dodatkowo prace zgłoszone do młodzieżowego konkursu na kolaż inspirowany twórczością Wisławy Szymborskiej. Jest ich sporo, ale te dwie spodobały mi się najbardziej.


Na promenadzie możemy także posiedzieć w towarzystwie poetki na jej ławeczce. Figura z brązu jest podobno naturalnej wielkości noblistki. W prawej ręce trzyma schowaną do tyłu kartkę z tytułem wiersza „Kot w pustym mieszkaniu”. Utwór ten jest napisany na kartkach, na których siedzi kot z brązu. Ławeczkę autorstwa Piotra Mastalerza i Dawida Szafrańskiego postawiono dziesięć lat temu, w 90. rocznicę urodzin Szymborskiej. 

Ale teraz świętowaliśmy 100. rocznicę! Był nawet toast i catering z restauracji Biała Dama. Wszystko na wysokim poziomie. 

 


Podziwialiśmy instalacje "Żaglowce dusz" autorstwa Tomasza Akusza, Jarosława Janasa, Piotra Mastalerza, Sławomira Animuckiego oraz uczestników letnich warsztatów artystycznych KOK. 

"... Białe torsy, niczym żaglowce, czekają na kolejny rejs..."

I koncerty: Grażyny Szapołowskiej, Magdy Umer, Grzegorza Turnaua. Widownia dopisała. 


Z Grażyną Szapołowską można było porozmawiać po jej występie. Skorzystałam z okazji i podzieliłam się swoją pasją:)


Z wdzięczności za rolę Telimeny w "Panu Tadeuszu" Wajdy ofiarowałam pani Szapołowskiej Podróże literackie śladami Mickiewicza.

Kórnik mnie oczarował. Nie jestem w stanie w jednym poście o nim opowiedzieć, więc za kilka dni napiszę więcej:) Może macie jakieś pytania odnośnie tego jubileuszu lub miejsca? Piszcie w komentarzach.

czwartek, 22 czerwca 2023

Słowacki w Neapolu

O Neapolu! (…)
Jak biała Wenus urodzona z piany, 
Wyszedłeś z morza zapłoniony ślicznie,
Skrawymi słońca zachodniego łuny, 
Cichy pod góra, co ciska pioruny.
(...)
Z grobowca wieszcza widzę, jak nad głową
Wulkanu księżyc wysunął się biały,
A u stóp góry Castello del'Ovo,
(...)
Lecz chodźmy w miasto. Już księżyc wysoko,
(„Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu”)


Juliusz Słowacki przybył do Neapolu na początku czerwca 1836 roku w towarzystwie znajomych, Jakuba i Anny Gayów. Po tygodniu dołączyło do nich wujostwo poety, Teofil i Hersylia Januszewscy. Hersylia była córką Augusta Bécu, który ożenił się z matką Juliusza, a więc przybraną siostrą Słowackiego.


Zamieszkali nad Zatoką Neapolitańską w skromnym hotelu „Vittoria” przy ulicy Santa Lucia dell Mare nr 28 (dziś 116). Znajdziemy tam tablicę upamiętniającą pobyt poety. 


Początkowo zachwycił się Neapolem. Po dwóch tygodniach pobytu, 20 czerwca, pisał do matki: „Od piętnastu już dni siedzę w oknie moim (…), patrząc na błękitne morze, na Wezuwiusz, na Neapol ciągnący się w półokręgu na lewo w dzień biały, w nocy jaskrawy tysiącem świateł. Mam balkonik mały nad morzem, na balkoniku stoi krzesło i róży wazon. (…) Wszystko tak kolorowe jak bańka z mydła wypuszczona przez jakiego morskiego trytona – z daleka białe jak piana morska leżąca na brzegu, z której ja chciałbym, żeby wyszła jaka idealna Wenus i przejrzała się w tym wielkim zwierciadle błękitu”. 


Towarzystwo Teofilów przeszkadzało mu w zebraniu myśli. Rano wypijał z nimi kawę i wyruszał na samotne długie spacery wzdłuż zatoki, gdzie patrzył na „rybackich sklepów złoty wianek”. Przechadzał się także po mieście. Wieczorami bywał ze znajomymi „na różnych teatrach”, gdzie krytykował przedstawienia. Jego uznanie zyskał tylko teatr St. Carlo, w którym wystawiano ludowe komedie neapolitańskie. 

Teatr St. Carlo, do którego uczęszczał Słowacki

Miasto i towarzystwo szybko go znudziło, więc wybrał się do pobliskiego Sorrento. Spędził tam miesiąc, po czym wrócił na krótko do Neapolu pożegnać się z wujostwem i znajomymi. Pod koniec sierpnia bowiem wyruszył na Bliski Wschód. Dwa miesiące później wspominał Neapol w wierszu "Do Teofila Januszewskiego":

Gdzie dziś Neapol jasny? Kto zasiadł nasz ganek?
Kto patrzy na rybackich sklepów złoty wianek?
Gdzie koczujące światła w pół okręgu zwite,
Od wiatru żagielkami białymi nakryte,
Jak te, o których prawi gdzieś Szecherazada,
Ptaków z ognistą piersią, z białym skrzydłem stada?
Nad błękitami siedzą. Przy świetle światełko,
Każde ma białe sobie dodane skrzydełko;
Rzekłbyś, że gwiazd znudzonych lazurami plemię
Bóg skrzydłami uzbroił — i przysłał na ziemię.
(„Do Teofila Januszewskiego”, Aleksandria, 22 października 1836)

Do Neapolu jeszcze wrócimy:)

poniedziałek, 12 czerwca 2023

Neapolitańskie wrażenia Mickiewicza

Adam Mickiewicz przybył do Neapolu z Rzymu (gdzie przebywał od kilku miesięcy). Towarzyszył mu kolega Antoni Edward Odyniec. Jechali dyliżansem dwa dni i 8 maja 1830 roku wieczorem wynajęli pokój na via Concezione 39. Nie ma tam obecnie żadnego śladu ani nawet numeru 39, który można by było sfotografować. 

Przy tej ulicy mieszkał Mickiewicz

Spacerował po mieście, siedział "jak lazaron" (żebrak, bezdomny – pisał o tym do hr. Zofii Ankwiczowej) nad morzem, ale generalnie się nudził. Pewne ożywienie dała mu okazja do spotkania z prorokinią Agnieszką Ferrari w klasztorze św. Klary. Niestety się przeziębił i do spotkania nie doszło. Widział jednak bazylikę i klasztor klarysek.

Bazylika w kompleksie klarysek

Znudzony Neapolem, poeta wybrał się po tygodniu na Sycylię, o czym pisałam tu:  http://mojepodrozeliterackie.blogspot.com/2017/05/sycylia
Powrócił do Neapolu 24 maja i zmienił mieszkanie. Przeniósł się razem z Odyńcem na Santa Lucia do dwóch małych pokoików z widokiem na morze. Dziś stoją w tym miejscu bloki z XX wieku, nie ma śladu po domu, w którym mieszkał poeta. 

Bloki na Santa Lucia

29 maja Mickiewicz w towarzystwie Odyńca, Chlustina, Jaźwińskiego i Niegolewskiego wyruszył na Wezuwiusz. Zdobywaniu tego wulkanu przez naszych pisarzy poświęcę osobny wpis. 

Widok na Neapol z Wezuwiusza

1 czerwca udało mu się spotkać z prorokinią Ferrari. Wiemy, że poeta poprosił ją o informacje na temat przyszłości swojej i Polski, a jasnowidząca ujęła go „rozumem i godnością tonu”. 
Do Zofii Ankwiczowej pisał: „...mię pobyt w Neapolu nie bardzo zachwyca, może to w skutek złego humoru i niedobrego zdrowia. Powietrze tutaj zgoła mi nie służy”. Znacznie bardziej podobały mu się okolice miasta, między innymi Pompeje, o których napiszę osobno. Podróże te nastroiły go do tworzenia poezji. Najbardziej znana jest parafraza "Pieśni Mignon" Goethego, adresowana do Henrietty Ankwiczówny, z którą jeszcze niedawno spotykał się w Rzymie. Przytoczmy jej fragment:

Znasz-li ten kraj,

Gdzie cytryna dojrzewa?

Pomarańcz blask

Majowe złoci drzewa.

Gdzie wieńcem bluszcz

Ruiny dawne stroi.

Gdzie buja laur

I cyprys cicho stoi.

Znasz-li ten kraj?

Ach, tam, o moja miła,

Tam był mi raj.

Tam był mi raj,

Pókiś ty ze mną była!

("Do H. Wezwanie do Neapolu")

Cytrynowy raj opuścił Mickiewicz 19 czerwca 1830 roku. Rankiem wykąpał się w morzu i spotkał ze znajomymi w cukierni, po czym o godzinie 11.00 wsiadł z Odyńcem do dyliżansu, wiozącego ich do Rzymu.

piątek, 2 czerwca 2023

Miejsca Gustawa Herlinga-Grudzińskiego w Neapolu

Pisarz Gustaw Herling-Grudziński mieszkał w Neapolu przez 45 lat. Przybył do Włoch z armią gen. Andersa, walczył na Monte Cassino (o czym w poprzednim poście) i w związku z tym nie mógł wrócić do Polski. Poznał Lidię Croce, córkę Benedetta Crocego (filozofa i krytyka literackiego), która została jego żoną. Zamieszkał w jej rodzinnej neapolitańskiej willi przy Via Crispi 69. Stamtąd rozpoczęłam wędrówkę jego śladami.

Tu mieszkał Gustaw Herling-Grudziński

W 2012 roku odsłonięto w tym miejscu tablicę pamiątkową. W uroczystości wziął udział prezydent Rzeczpospolitej Polski (był nim wtedy Bronisław Komorowski) oraz Giorgio Napolitano, prezydent Republiki Włoskiej.

Teren jest prywatny, ogrodzony i udało nam się wejść tylko dzięki uprzejmości jakiegoś pana, który akurat wychodził. Mieliśmy natomiast problem z wyjściem, bo nigdzie nie było przycisku otwierającego bramkę. Spędziliśmy tam dobry kwadrans, zanim zjawił się ktoś z pilotem. Uwolnieni powędrowaliśmy dalej. Jeszcze na tej samej ulicy znalazłam tablicę upamiętniająca pobyt w tym miejscu słynnego renesansowego pisarza Torquata Tassa.

Tablica informuje, że Tasso, przebywając tu w 1592 roku, patrzył z tego pagórka w niebo i na morze, co natchnęło go do przerobienia (napisanej wcześniej) "Jerozolimy wyzwolonej". Ale wróćmy do Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Często spacerował ulicą "rozłupującą Neapol", czyli Spaccanapoli. Pisał o niej, że jest główną, najstarszą arterią miasta, równoległą do Tribunali. Rozłupuje je rzeczywiście na dwie części, biegnie od dworca do kościelnego wzgórza u stóp San Martino. Nazwa jest potoczna, ludowa, a nawet gwarowa, gdyż składa się na nią szereg krótkich odcinków różnie nazwanych, nanizanych jak kawałki mięsa na drut w szaszłyku. Kiedyś, w średniowieczu, były to uliczki cechowe, pozostał w nich tylko Święty Błażej, patron księgarzy, dawniej raj molów książkowych. ("Ex Voto")


Dziś jest to raczej raj kibiców futbolu, bo wszędzie wiszą proporce i flagi drużyny Neapolu oraz zdjęcia i nazwiska jej piłkarzy. 


Jest i nasz Piotr Zieliński. Jednak bogiem pozostaje Diego Maradona. Jego zdjęcia, murale, nazwisko, można spotkać niemal na każdej ulicy, zwłaszcza w słynnej dzielnicy hiszpańskiej.


Szał związany z Maradoną jest naprawdę niespotykany. Całe ulice oblepione są jego podobiznami.
 

W miejscu, gdzie mieszkał, ustawiono coś w rodzaju ołtarza. Czczą go jak boga. W Neapolu Maradona mieszkał siedem lat. Miejsce to upamiętnia wielki mural z jego wizerunkiem. Twarz piłkarza jest namalowana na oknie jego dawnego pokoju, które jest otwierane, jak tylko Napoli wygra mistrzostwo. 


Ten szał był zapewne obecny za czasów Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, bowiem największe sukcesy Maradony i jego pobyt w Neapolu przypadają na lata 80. XX wieku. Pisarz unikał jednak zgiełku, zwłaszcza po pięćdziesiątce, kiedy lekarz zalecił mu spokojniejszy tryb życia ze względu na chore serce. Lubił zaszyć się w krużgankach klasztoru św. Klary. Prowadzi do niego ulica nazwana dziś imieniem teścia Herlinga-Grudzińskiego.


Kompleks klasztorny św. Klary znajdziemy na Starym Mieście. Powstał w XIV wieku na ruinach starożytnych term z I w., a fakt ten odkryty został dopiero po zbombardowaniu bazyliki św. Klary w 1943 roku.


W surowym wnętrzu świątyni, na ścianie czołowej prezbiterium znajduje się grobowiec króla Roberta Mądrego, który zapoczątkował budowę kompleksu. Krypta i kaplice kryją sarkofagi członków królewskiego rodu Andegawenów i szlachetnie urodzonych neapolitańczyków. Niestety, tam nas nie wpuszczono. Zobaczyliśmy jednak najpiękniejszą część klasztoru, czyli krużganki klarysek. 




Teren jest prawie kwadratowy (82,3 x 78,3 m), obwiedziony 72 ośmiokątnymi filarami, zwieńczonymi łukami ze sklepieniem krzyżowym. Wzdłuż alejek, ustawiono aż 64 pilastry pokryte płytkami ceramicznymi, na których ornamentem są kwiaty i owoce. Pilastry łączą ustawione między nimi ławeczki również pokryte majolikowymi płytkami „krajobrazowymi”. Są na nich sceny wiejskie, maskarady, sceny mitologiczne i sceny z życia mieszkańców Neapolu XVII i XVIII w. Na tych ławeczkach siadał Gustaw Herling-Grudziński.

Zdjęcie ze strony: https://lente-magazyn.com/ewa-bienkowska-pisarz-i-los/

Dziś nie można siadać ani nawet dotykać ławek. Wszędzie są kamery i pilnujące panie. Wyobrażałam sobie, jak pisarz odpoczywał w tym miejscu, bo sprzyja ono relaksacji i kontemplacji. Nie ma zbyt wielu turystów, bo wstęp jest płatny (3,5 euro).


Gustaw Herling-Grudziński znał dzwonnika z tego klasztoru i uczynił go bohaterem swojego opowiadania "Podzwonne dla dzwonnika". Ten maleńki, zasuszony franciszkanin, w za szerokim habicie, z trupią główką przechyloną na ramię, uśmiechnięty smętnie i jak zawsze wylękniony, przechwalał się, że  jego dzwon słychać w całym Neapolu. 

Dzwonnica klasztoru św. Klary

Stał w milczeniu, jakby wahając się, czy mi coś powiedzieć. Wreszcie przybliżył swoją trupią główkę i szepnął mi na ucho: “Mówią, że mam chore serce, chcą mi odebrać mój dzwon.” Odsunął się, spojrzał na mnie z ukosa, znikł mu z twarzy uśmiech: “Umrę bez mojego dzwonu” (…) Miałem ochotę pocieszyć go i uścisnąć, kiedy jednak poruszyłem się gwałtownie w ławce, żeby wstać, obok mnie nie było nikogo. ("Podzwonne dla dzwonnika")


W roku 2000, dokładnie 4 lipca, przyszedł czas na Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Pochowano go w  grobowcu rodziny Croce. Byliśmy na cmentarzu przed godziną 15, ale nas nie wpuszczono. Podobno można wchodzić do 13.00. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego o tak wczesnej porze zamykają nekropolię. Pan, który pilnował bramy, nie dał się przekonać, żeby wpuścić nas na chwilę. Nie pomagały żadne argumenty. Kazał nam przyjść następnego dnia, a to, niestety, nie było możliwe. Grób pisarza jest gdzieś za tymi schodami.

Cmentarz Poggioreale, na którym spoczywa Gustaw Herling-Grudziński

Na Neapol miałam zaledwie dwa dni. To za mało, żeby zobaczyć wszystko, co chciałam. Ale pomęczę Was jeszcze trochę tym miastem, pokazując ślady po innych pisarzach.