sobota, 12 lipca 2014

...byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna.

Kontynuując wątek sielski (sioło to po staropolsku wieś) przypomnijmy sobie najsłynniejsze wiejskie wesele w naszej literaturze. Mowa oczywiście o "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego. Dramat, który miał premierę w Teatrze Miejskim (dziś Teatr im. Juliusza Słowackiego) w Krakowie 16 marca 1901, opisuje autentyczne wydarzenie, które miało miejsce w podkrakowskich Bronowicach 20 listopada 1900 roku. Wtedy to poeta Lucjan Rydel, syn rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego (i wnuk profesora UJ Józefa Kremera) ożenił się z niepiśmienną chłopką Jadwigą Mikołajczykówną.



Dziś Bronowice są częścią Krakowa, a w domu, w którym odbywało się wesele
 znajduje się Muzeum Młodej Polski "Rydlówka".
(źrodło: wikipedia)

Lucjan Rydel z żoną. Było to podobno szczęśliwe małżeństwo. 

Państwo Rydlowie z dziećmi przed swoją chałupą w Toniach, gdzie mieszkali w pierwszych latach małżeństwa. Potem przeprowadzili się do Bronowic - do domu Włodzimierza Tetmajera, gdzie odbywało się ich wesele.

Włodzimierz Tetmajer (malarz, przyrodni brat poety Kazimierza Przerwy-Tetmajera) w 1890 roku ożenił się z Anną Mikołajczykówną, siostrą panny młodej z dramatu Wyspiańskiego. Pobudował dom na polu teścia i mieszkał tam przez 18 lat. 
Napisał nawet wiersz "Na dom bronowski":

Niechaj się święci mój cichy, pod drewnianym gankiem,

Mój wiejski dworek biały, w gaju starych drzew!

W ogrodzie wonnym zielem: miętą i rumiankiem!

Z każdej ściany tam wieje innych czasów wiew!



W 1908 roku dom ten kupił Lucjan Rydel (Pan Młody z "Wesela") i zamieszkał w nim z rodziną. Tam też zmarł dziesięć lat później. 
O historii tego domu (i wielu innych ciekawostkach związanych z tym tematem) możecie przeczytać we wspaniałym wywiadzie z panią Marią Rydlową (żoną wnuka państwa młodych z "Wesela") na http://www2.almamater.uj.edu.pl/97/12.pdf

Kiedy byłam tam w 2008 roku, oprowadzała mnie po nim pani Maria Rydlowa. Niestety nie pozwoliła się sfotografować. Nie zamieszczam tu zdjęć z wnętrza domu, bo ładniejsze możecie zobaczyć na stronie muzeum: http://www.rydlowka.com/


Stanisław Wyspiański (źródło: http://kamena.freewebsite.pl/?p=427) był świadkiem na ślubie Rydla.
 Zresztą też świeżo upieczonym mężem chłopki. Dwa dni wcześniej w tajemnicy ożenił się
 z Teodorą Teofilą Pytko, która była służącą w domu jego ciotki i matką trójki jego
nieślubnych dzieci. (Pierwszy ślub, który odbył się 18 września 1900 roku unieważniono,
 bo Wyspiański zataił, że był ojcem chrzestnym własnego dziecka, po dyspensie
 zawarto po cichu drugi ślub 17 listopada tego samego roku)

Tak właśnie wyglądali Wyspiańscy, namalowani przez autora "Wesela".
Formalnie byli razem tylko 7 lat, do przedwczesnej śmierci artysty. 


Przybyli na wesele Rydlów z najstarszą córką Helenką. Wtedy zrodził się
 w głowie Wyspiańskiego jego najpopularniejszy dramat.
Na zdjęciu państwo młodzi. Kadr z filmu w reż. Andrzeja Wajdy. 

Moda wśród inteligentów na ożenek z chłopkami przyszła do nas wraz z impresjonizmem - kierunkiem w sztuce, w którym utrwalano na płótnie czy papierze chwilę. Malowano gównie pejzaże, stąd wycieczki poza miasto, gdzie "rozkosz było patrzeć na naturę", jak wyraził się w jednym z listów Włodzimierz Tetmajer.

Wiosna w Bronowicach W. Tetmajera (źródło: wikipedia)

Czepiec radził Poecie w "Weselu":

... u nas wschodzi piknie zyto
(...)
pojonby sie pon z kobitą
(...)
swoje trocha, dobre i to.

Podobnie Klimina chciała swatać panny obecne na weselu z chłopcami z miasta:

Coraz więcej potrza ludzi. 
Żeniłabym, wydawała!

Ale "Wesele" to nie tylko utwór obyczajowy, o polskiej wsi i mezaliansie. To przede wszystkim dramat narodowy, sprzeciwiający się polityce konserwatystów, którzy uznając, że nieźle się żyje pod rządami Habsburgów, nie chcieli walki o niepodległość Polski.


Chata bronowicka stała się symbolem zniewolonej ojczyzny

Wyspiański pokazał, że mimo wspólnego imprezowania, a nawet zaślubin chłopów z mieszczanami
Polacy są podzieleni. Nie rozumieją się nawzajem, nie znają.

Wyście sobie, a my sobie
Każden sobie rzepkę skrobie

- mówi Radczyni (pani z miasta) do chłopki Kliminy.

A ja myśle, ze panowie
duza by juz mogli miec
ino oni nie chcom chcieć

- to z kolei słowa Czepca do Dziennikarza

Część inteligencji miała świadomość, że chłop potęgą jest i basta, jak rzekł Gospodarz, czyli Włodzimierz Tetmajer. Wiedział, co mówi. Dziesięć lat już żył wśród ludzi na wsi, rozumiał ich, znał. Dlatego mógł powiedzieć, że chłop

kiedy sieje, orze miele,
taka godność, takie wzięcie;
co czyni, to czyni święcie...


Jednak mieszczanie nie chcieli dzielić się władzą, przywilejami. Dlatego trudno im było połączyć się z chłopami w walce o niepodległość. A tylko taka mogła przynieść zwycięstwo, w czasach gdy nasi zaborcy szykowali się do wojny między sobą. Wiadomo, że gdzie trzech się bije, tam czwarty korzysta, parafrazując znane przysłowie... 


Chochoł w "Rydlówce" (zdjęcie z http://info.wiadomosci.gazeta.pl)


Chocholi taniec nie trwał na szczęście długo, Polacy się zjednoczyli i 18. rocznicę ślubu Rydlowie mogliby świętować już w wolnej ojczyźnie. Niestety Lucjan Rydel tego nie dożył, zabrakło mu siedem miesięcy (zmarł w domu w Bronowicach 8 kwietnia 1918 roku). Stanisław Wyspiański odszedł jeszcze wcześniej, w 1907 roku.
Jego dramat zostanie z nami na zawsze. Choć gorzki, pokazujący raczej polskie wady niż zalety, to jednak będący jednym z najwybitniejszych dzieł, których akcja toczy się na wsi. Dzięki takim utworom i ich twórcom, niosącym kaganek oświaty, dzisiejsza polska wieś wygląda już inaczej. 


Coraz więcej wiejskich domów zachwyca swą urodą

Gospodarstwa są zadbane


A dzieci na wsi syte i uśmiechnięte


Sto lat temu było to rzadkością. Czy doceniamy tę zmianę?

16 komentarzy:

  1. "Wyście sobie, a my sobie
    Każden sobie rzepkę skrobie"
    Ponadczasowe... nic się nie zmienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troche sie jednak zmienia. Tak granica nie przebiega juz tylko miedzy miastem a wsia. Czesciej gdzie indziej...
      Ale zdjecia ladne:)

      Usuń
    2. To "indziej" miałam na myśli... :)

      Usuń
  2. Przez moment (pół roku) mieszkałam w Krakowie na Bronowicach na ul Złoty Róg. Wiele ulic miało nazwy z Wesela :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Siedzę w innej strefie klimatycznej, ale z ogromną przyjemnością zajrzę do Bronowic. Warto odkurzyć Wyspiańskiego:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie tam mówią co chcą, ale Wesele czytałam i oglądałam na teatralnych deskach z dużą przyjemnością. Do Bronowic jakoś nie udało mi się dotrzeć, co zamierzam przy kolejnej do Krakowa wycieczce naprawić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie rozumiałem tego "Wesela" w szkole. Teraz wreszcie wiem o co chodzi. Pozdrawiam Artur ze Szczecina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele lektur szkolnych, to dzieła, do których trzeba dojrzeć. Nie dla nastolatków. Ale gdybyśmy nie zetknęli się z nimi w szkole, zapewne większość z nas nigdy by się nie dowiedziała o ich istnieniu. Stąd ten problem.

      Usuń
  6. Niedawno znajomi jechali do Krakowa, aby zrobić sobie wycieczkę śladami "Wesela", nie miałam okazji jeszcze z nimi rozmawiać.
    Świetna relacja, zachęca mnie do odwiedzenia Bronowic i innych miejsc związanych z "Weselem".
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że ludzie jeżdżą czyimiś śladami, a nie tylko smażą się na plaży:) Ten blog został założony też po to, aby propagować tego typu czynne spędzanie wolnego czasu:)

      Usuń
  7. Odpowiadajac na Pani pytanie, ja doceniam. Chałupa moich dziadkow byla pokryta strzechą. Pamietam z dzieciństwa tam spędzonego, że było biednie, choć dziadkowie tyrali od świtu do nocy. Dziś w tym miejscu stoi ładny dom mego stryja, a jego dzieci niczym nie odbiegają od miastowych. Pozdrawia Wojciech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że spora część Polaków ma podobne doświadczenia, co Pan. Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  8. Buena historia.Todo ha hoy cambiado mucho.Preciosas fotos . el niño se ve muy feliz.
    Buen lunes.
    Un beso.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale cudownie! Nawet nie wiesz ile razy zastanawiałam się nad taka wyprawa do Bronowickiego dworku. Widzę, po Twoich zdjęciach, że naprawdę warto! Nic tylko siadać na tej trawie zielonej i na głos czytać cudne Wyspiańskiego dzieło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że komuś przydaje się to, co piszę:)

      Usuń

Pozostawienie komentarza (choćby anonimowego) daje mi poczucie, że warto dalej tworzyć ten blog, bo ktoś go jednak czyta:)