Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zofia Nałkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zofia Nałkowska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 października 2022

Nałkowska w Krakowie

Lato 1912 roku Zofia Nałkowska spędziła w Krakowie. Zamieszkała w Hotelu Francuskim przy Pijarskiej 13, gdzie "było wygodnie, czysto i ślicznie", jak możemy przeczytać w drugim tomie jej Dzienników. 


Jednak pośród tego "dobrobytu, chcianego w celach higienicznych" było jej smutno. Jak zwykle zresztą, gdy znajdowała się z dala od domu. Innym powodem jej przygnębienia była świadomość, że w Krakowie mieszka Edmund Szalit, którego poznała trzy lata wcześniej. Zakochała się w nim z wzajemnością, ale oboje byli w związkach małżeńskich i nie chcieli ich rozbijać. 

Reprezentacyjne schody w Hotelu Francuskim, po których Nałkowska zapewne wchodziła

Tak więc dni wypełnione były "nie czekaną zupełnie tęsknotą za Szalitem". Patrząc na Planty z okna hotelu, przypomina sobie, że "pod tymi drzewami przeżyła największą miłość swego życia". Miała dużo czasu na czytanie i pisała kilka zdań o każdej z lektur. Podobał jej się Sam wśród ludzi Stanisława Brzozowskiego (notabene szwagra Szalita), ale krytykowała Ikarowe loty Iłłakowiczówny i Urodę życia  Żeromskiego. "Znowu rozczarowanie. Zwłaszcza bezsilny i zgoła głupi drugi tom. Wyrosłam już z tego gatunku piękności i ze smutkiem straciłam mistrza" - napisała o autorze Ludzi bezdomnych

Wnętrza Hotelu Francuskiego

Z Żeromskim i jego żoną spotkała się zresztą w Krakowie, ale wspomniała o tym w Dziennikach jednym zdaniem. Była też na kawie z Wacławem Berentem, pisarzem dziś zapomnianym, którego powieść Próchno, była jedną z ważniejszych w okresie Młodej Polski. Nałkowska wypowiedziała się o niej w jednej z recenzji: Próchno to obraz obcej metropolii, świecącej złudnym światłem...

Przepiękna klatka schodowa, której uroku nie oddaje żadne zdjęcie

Spacerując po Plantach rozmawiała z Berentem między innymi o samotności. "Aż do zachwytu poważam tego człowieka" - zapisała w Dziennikach - "za obojętność nieskończona wobec ludzkich sądów, za najistotniejszy psychiczny arystokratyzm, jaki mi się widzieć przytrafiło".

Planty

Hotel Francuski, w którym pisarka mieszkała, znajduje się bardzo blisko (naprzeciwko) Muzeum Czartoryskich. Nie omieszkała go zwiedzić. "...widziałam śliczną Leonarda kobietę z łasicą oraz inkrustacje srebrem, konchą i kością na starych meblach" - zanotowała w Dziennikach
Nie pokażę Wam jednak obrazu Leonarda da Vinci, bo możecie go znaleźć w Internecie, a moje zdjęcie jest ciemne i niewyraźne. Jak zwykle nie można robić fotografii z lampą, a pomieszczenie jest nieoświetlone ze względu na dobro arcydzieła. Najlepiej więc wybrać się do muzeum i zobaczyć Damę z łasiczką na własne oczy. 

Muzeum Czartoryskich

W Krakowie Nałkowska pozostała do końca lipca, a następnie wybrała się do Drezna. Ale to już inna historia.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Nałkowska w Grodnie

Moja trzecia wizyta w Grodnie zaowocowała poznaniem muzeum, o którym dotąd nie miałam pojęcia. Jednak podróże kształcą:) Powszechnie wiadomo, że w tymże nadniemeńskim grodzie mieszkała Eliza Orzeszkowa i w jej domu są dziś ekspozycje do zwiedzania. Ale kto z Was wie o muzeum Zofii Nałkowskiej w tym mieście? 

Rzeka Niemen płynąca przez Grodno

Autorka Granicy zamieszkała tu latem 1923 roku wraz z drugim mężem, podpułkownikiem Janem Jurem Gorzechowskim, który otrzymał rozkaz przeniesienia się do Grodna. Spędzili w nim niemal trzy lata (do końca kwietnia 1926 roku). W tym czasie wyjeżdżali do Warszawy, Górek, a nawet Szwajcarii i Francji, ale ich dom był nad Niemnem przy ulicy Kirchowej 5, przemianowanej w latach trzydziestych na Akademicką (nazwa aktualna do dziś).

Wejście do muzeum znajdującego się w gmachu uniwersytetu
"Grodno jest daleko brzydsze niż Wilno" - pisała w Dziennikach 15 września 1923. - "[...] przez całe lato mieszkam w tym mieście, które położone jest prześlicznie, a zbudowane w sposób okropny, brudne, cuchnące, odrapane, zeszpecone przez ludzi". Swój ambiwalentny stosunek do niego wyraziła również w szkicu pt. Grodno, zamieszczonym w 45. numerze "Tygodnika Ilustrowanego" z 1926 roku. Doceniała jego historię, kulturotwórczą rolę, zachwycała się jego położeniem, ale jednocześnie drażnił ją prowincjonalny charakter, pospolitość tego miejsca.


Jednak dla Nałkowskiej najważniejsi byli ludzie, wśród których się obracała. Profesja męża oficera narzucała krąg znajomych, ale pisarka poszerzała go, jak mogła. Bywała w towarzystwie ziemiaństwa, grodzieńskiej inteligencji, tamtejszej palestry, działaczy społecznych.
  

Wśród nich był także Józef Piłsudski. W Dzienniku pod datą 3 października 1925 roku zanotowała, że jej dawniejsze wyobrażenia nie prysły przy bezpośrednim spotkaniu z Marszałkiem. Była nim zachwycona, choć drażnił ją autorytarny ton jego wypowiedzi. „To, co uczuwam - pisała - bywa podziwem, ale nie jest nigdy sympatią. Jest zbyt inny”. Jego literackie upodobania, zwłaszcza dzieła Sienkiewicza, były wówczas passé, tym bardziej ciekawe wydały się Nałkowskiej rozmowy o nich. Nie podzielała też jego niechęci do prozy Dostojewskiego czy Żeromskiego.


Bardzo leżał jej na sercu rozwój intelektualny kobiet. Organizowała dla nich spotkania, aby mogły wymieniać poglądy, rozmawiać o książkach, nowinkach. Jednocześnie były to dla pisarki okazje do poznania różnych postaw i zachowań, które dawały materiał do kreacji bohaterów jej utworów. W Grodnie właśnie ujrzała prototypy między innymi Zenona Ziembiewicza (głównego bohatera Granicy) i jego kobiet. Tu ukończyła Romans Teresy Hannert, napisała Dom nad Łąkami i kilka szkiców.


Te niespełna trzy lata życia nad Niemnem były bardzo owocne dla Nałkowskiej. Po przeprowadzce do Warszawy wróciła tutaj jeszcze na dwa tygodnie w styczniu 1927, by - jak stwierdziła w Dziennikach - „zlikwidować swoje życie tam”. Po raz ostatni przebywała w Grodnie w październiku 1929, gdzie podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Elizy Orzeszkowej reprezentowała PEN Club i wygłosiła okolicznościową mowę. Wypadało więc upamiętnić także jej pobyt w tym mieście.

Krystyna Poczobut opowiada o Nałkowskiej

Inicjatorką i organizatorką Muzeum Zofii Nałkowskiej przy Katedrze Filologii Polskiej Państwowego Uniwersytetu im. Janki Kupały była badaczka jej twórczości Swietlana Musijenko. Jej także zawdzięczamy otwarcie kierunku polonistyki na tej uczelni. 16 maja 1989 roku zainaugurowano działalność muzeum. To tylko jeden pokój, ale zaaranżowany tak, że nie chce się z niego wychodzić. 


Zobaczymy w nim wiele pamiątek po pisarce, zdjęcia, listy, rękopisy, pierwsze wydania jej dzieł... Poczujemy ducha epoki, słuchając opowieści pani Krystyny Poczobut. Warto tam zajrzeć, przebywając w Grodnie, do którego teraz możemy pojechać bez wizy. 

Główny deptak w Grodnie

Korzystałam z pracy Bolesława Farona „Obca” w Grodnie. Nadniemeńskie lata Zofii Nałkowskiej, dostępnej tu: "Obca" w Grodnie

niedziela, 8 marca 2015

Kobieto, puchu marny...

Postanowiłam ten post poświęcić kobietom z okazji ich międzynarodowego święta. To nieprawda, że jest komunistyczne i nie należy go obchodzić. Zostało ustanowione już 105 lat temu, w rocznicę nowojorskich demonstracji piętnastu tysięcy pracownic zakładów odzieżowych, które walczyły o ludzkie warunki do życia. I nie było przeciwko mężczyznom, tylko również dla ich dobra. Przecież lepiej mieć w domu kobietę szczęśliwą, wykształconą, która jeszcze pieniądze zarobi, niż analfabetkę zdaną na łaskę i niełaskę męża i losu. Losu, który w każdej chwili może jej odebrać jedynego żywiciela rodziny. Na szczęście panowie też to zrozumieli.
Przypomnijmy sobie, co na temat kobiet pisali nasi najwięksi:)
(Zdjęcia kwiatów pochodzą z moich podróży).





Folgujmy paniom nie sobie, ma rada;
Miłujmy wiernie nie jest w nich przysada.
Godności trzeba nie za nic tu cnota,
Miłości pragną nie pragną tu złota.
Miłują z serca nie patrzają zdrady,
Pilnują prawdy nie kłamają rady.
Wiarę uprzejmą nie dar sobie ważą,
W miarę nie nazbyt ciągnąć rzemień każą.
Wiecznie wam służę nie służę na chwilę,
Bezpiecznie wierzcie nierad ja omylę.


(Jan Kochanowski "Raki")




Mistrz, od którego poezja polska się zaczęła, napisał piękne strofy na cześć kobiet. ale nie byłby mężczyzną, gdyby nie spojrzał na nas także z innej strony. Przeczytajcie tę fraszkę raz jeszcze, każdy wers zgodnie z tytułem. Raki chodzą podobno do tyłu, więc...

Rada ma sobie nie paniom folgujmy...




Któż jednak piękniej pisał o kobietach niż Adam Mickiewicz  w IV cz. "Dziadów"?


Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto!
Postaci twojej zazdroszczą anieli,
A duszę gorszą masz, gorszą niżeli!...
Przebóg! tak ciebie oślepiło złoto!
(...)
Każde wzruszenie moje natychmiast ją wzruszy;
Każdy przyostry wyraz zadraśnie;
Od cienia smutku mego jej wesołość gaśnie:
Tak znaliśmy nawzajem czucia wspólnej duszy,
Co jedno pomyśliło, już drugie odgadło.
Całą istnością połączeni ścisło,
Spojrzawszy tylko na twarzy zwierciadło,
Serce nasze jak w czystym widzieliśmy stoku.
Jakie tylko uczucie na mych oczach błysło,
Natychmiast lotem promyka
Aż do jej serca przenika,
I na powrót błyszczy w oku.
Ach tak! tak ją kochałem! pójdęż teraz trwożyć
I na kochanka larwę potępieńca włożyć?
Po co? czego chcę od niej? o zazdrości podła!
I jakież są jej grzechy?





Czyli mię słówkiem dwuznacznym podwiodła?
Czy wabiącymi łowiła uśmiechy
Albo kłamliwe układała lice?
I gdzież są jej przysięgi, jakie obietnice?
Miałemże od niej choć przez sen nadzieję?
Nie! nie! sam urojone żywiłem mamidła,
Sam przyprawiłem jady, od których szaleję!
Po cóż ta wściekłość? jakie do niej prawa?
Co za moją wzgardzoną przemawia osobą?
Gdzie wielkie cnoty? świetne czyny? sława?
Nic! nic! ach, jednę miłość mam za sobą!
Znam to; nigdym śmiałymi nie zgrzeszył zapędy,
Nie prosiłem, ażeby była mnie wzajemną:
Prosiłem tylko o maleńkie względy,
Tylko żeby była ze mną,
Choćby jak krewna z krewnym, jak siostrzyczka z bratem,
Bóg świadkiem, przestałbym na tem.
Gdybym mówił: widzę ją, widziałem ją wczora,
I jutro widzieć będę;
Z nią z rana, w dzień koło niej, koło niej z wieczora,
Oddam pierwszy dzień dobry, u stołu z nią siędę -
Ach, jak byłbym szczęśliwy!
(j.w.)





No, może jeszcze Kazimierz Przerwa-Tetmajer:)

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,

kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,

gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie

i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.



Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,

gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,

gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem

i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.



I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania

przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania

zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,

gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.



Lubię to - i tę chwilę lubię, gdy koło mnie

wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,

a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata

w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.








Kiedy w XIX wieku ten "puch marny" doszedł wreszcie do głosu, literatura zyskała takie talenty jak Eliza Orzeszkowa, Maria Konopnicka, Zofia Nałkowska i wiele, wiele innych. Niech i one zatem mają dziś coś do powiedzenia.




Mało zapewne w wieku, w którym żyjemy, znajduje się ludzi, co by w teorii zaprzeczali temu, że kobieta równym mężczyźnie jest człowiekiem. Tyle wreszcie i tak długo pisano i mówiono o tej elementarnej prawdzie, której jednak ludziom tak trudno się nauczyć, że dziś, gdyby ktokolwiek i powątpiewał o niej, skryłby w sobie to powątpiewanie nie chcąc narazić się na nazwę zacofanego człowieka. Ogólnie więc, z przekonaniem lub z pozorem przekonania, powtarzają wszyscy, że kobieta równym jest mężczyźnie człowiekiem.

Pojęcie to jednak istnieje tylko w teorii, a w zastosowaniu kobieta zawsze zostaje istotą ludzką wprawdzie, ale niepełnoletnią, naturą swoją więcej zbliżona do kwiata, lalki, anioła niż do człowieka.
(E. Orzeszkowa, "Kilka słów o kobietach")





Bardzo rzadko i wyjątkowo na początku istnienia swego dowiaduje się o tym: że jest człowiekiem w całej pełni i doniosłości tego wyrazu, że zatem winna wytknąć sobie cel ludzki, do którego osiągnięcia iść ma przez trud, to jest przez pracę myśli i czynu.

Wprawdzie gdy mowa jest o celu istnienia kobiety, brzmi zwykła, odwieczna, jak codzienny pacierz powtarzająca się formuła: kobieta stworzona jest, aby być żoną, matką, gospodynią, i brzmią też odwieczne wyrazy: poświęcenia się, zaparcia itd. Bywa jeszcze niekiedy mowa o celu estetycznym, o tym, jak kobieta ma wyobrażać w ludzkości piękno, sferę idealną itp., co zawsze wychodzi na odzianie jej więcej kwiatkową lub anielską niż człowieczą naturą.
(j.w.)




Maria Konopnicka "Do kobiety"

Czy wiesz, ty piękna i ty uśmiechniona,

Której usteczka rozchyla pustota,

Co znaczy "kocham", to najświętsze słowo,

Co pada z piersi jako strzała złota,

I jak królewskiej purpury zasłona,

Oddziela ciebie, wzruszeniem różową

I drżącą snami szczęścia dziewiczemi,

Od wszystkich ludzi na całej tej ziemi,

Byś otworzyła jednemu ramiona?



Posłuchaj! Kocham - to nie znaczy wcale:

"Chcę być pieszczoną w twym domu królową,

Chcę iść przez życie drogą kwieciem słaną...

Chcę w pocałunków twoich tonąć szale...

Chcę, by mi słonko świeciło co rano...

Chcę, by co wieczór lampę diamentową

Srebrzysty księżyc palił mi nad głową...

Chcę, byś dzień cały mojego szczebiotu

Słuchał i zawsze witał mnie uśmiechem...

Chcę, byś mi pieśni śpiewał wraz z słowikiem...

Chcę żyć z twej pracy i z twojego potu...

Chcę, byś był moim cieniem, moim echem,

Odpowiedzialnym za mnie niewolnikiem..."








Nie! "Kocham ciebie" - to znaczy: chcę z tobą

Podźwignąć ciężar, co się życiem zowie,

Być domu twego światłem i ozdobą

I nieść ci pokój, i ciszę, i zdrowie.

"Kocham" - to znaczy: twoje ideały

I twoje cele są także mojemi.

Pracujmy razem, by rozświt dnia biały 

Prędzej rozbłysnął na ziemi!

Chcę, by mą drogą była twoja droga,

Moim pragnieniem były twe pragnienia;

Chcę, byś był głosem mojego sumienia 

I wiódł mię z sobą do Boga!

Chcę, byśmy lecąc w uścisku wzajemnym,

Jako dwa duchy w dziedzinę wieczności,

Rozpromienili na świecie tym ciemnym 

Gwiaździste szlaki przyszłości!

Chcę przez twą wiedzę mój umysł rozszerzyć

I słowo twoje chować jak przysięgę;

Chcę z tobą marzyć i tęsknić, i wierzyć 

W ducha niezłomną potęgę!

"Kocham" - to znaczy: chcę z tobą podzielić

Gorzki chleb trudu i łez, i boleści...

Chcę oczy twoje w dniach smutku weselić 

I tarczą być twojej części.

(...)





"Kocham cię" - znaczy: o wolny ty duchu!

Ja nie chcę skrzydeł twych krępować jasnych,

Przykuwać ciebie do trosk nędznych, ciasnych,

Ciebie, coś przywykł na myśli podmuchu

Wzlatać, jak orzeł, po najwyższych szczytach 

I gniazdo zwijać w błękitach.

Ja nie chcę ciężyć tobie jak kajdany,

Wiązać cię z ziemią żelaznym łańcuchem...

Chcę tylko, byś mnie uznał, ukochany, 

Bratnim i równym ci duchem.

"Kocham" - to znaczy: ja chcę być dla ciebie

Prawdy i dobra, i piękna zaklęciem,

Umiłowanym twej duszy dziecięciem, 

Twoim marzeniem o niebie...

Chcę domu twego być białym powojem,

Twojemu czołu od skwarów ochroną,

Chcę być twą myślą i ramieniem twojem 

I przyjacielem, i żoną!



Jeśli w twych piersiach, kobieto, nie bije

Serce do takiej podniosłej miłości,

Nie mów ty: "kocham" nikomu na ziemi!

Bo ten, co z tobą połączy swą dolę,

Patrząc na ciebie oczyma smutnemi, 

Nigdy nie powie, że żyje,

I duchem wrósłszy w poziomą niewolę, 

Nie zrobi nic dla przyszłości!





Na koniec Zofia Nałkowska, która jako młodziutka dziewczyna debiutowała powieścią "Kobiety", a będąc już dojrzałą pisarką, wydała dramat "Dom kobiet". Z niego pochodzą poniższe cytaty.
Obyśmy nigdy nie czuły się jak jedna z bohaterek, Tekla:

Nikomu nie jesteśmy potrze­bne. Dzieci, wnuki — wszyscy są gdzieś daleko, wszy­scy wystarczają sobie. Wciąż się o tych dzieciach mó­wi, wciąż się za nimi tęskni — ale one tu nie przy­jeżdżają, ich tu nie ma. Tu są tylko same stare ko­biety. Kobiety niepotrzebne.




Tylko w razie potrzeby miały odwagę Ewy:


MARIA

(waha się)

Może pani szuka posady, może pani potrzeba pienię­dzy. Niech pani po prostu powie, o co chodzi.

EWA

Posady!

(śmieje się)

Nie, nie szukam posady, chociaż utraciłam swoją po­sadę przed tygodniem. Chociaż ją po prostu rzuciłam! Tak, wyszłam z biura i nie wróciłam więcej!



Tego Wam wszystkim życzę, Kochane Kobitki:)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Łąki i Górki Zofii Nałkowskiej

Zofia Nałkowska skończyłaby dziś 130 lat. Za miesiąc przypada 60. rocznica jej śmierci. Te dwie daty skłoniły mnie do odnalezienia rodzinnego domu pisarki, który stoi do dziś na tej ostatniej górce leśnej nad łąką (jak czytamy w książce "Dom nad łąkami"). Stąd też nazwa tego miejsca: Górki.


"Nie obmyślając nazwy na to miejsce na ziemi, mówiliśmy o nim po prostu: Górki.
 I tak na długo zostało. Dopiero w wiele lat później otrzymało nazwę Domu nad łąkami"
 (Z. Nałkowska, Mój ojciec, Warszawa 1953, s. 39)


Obawiam się, że młode pokolenie może już nie znać Nałkowskiej. Jej powieść "Granica" nie jest obowiązkowa, można ją zastąpić inną z dwudziestolecia międzywojennego, bowiem program nauczania nie narzuca, który to ma być utwór. Sugeruje wręcz, że warto omawiać "Cudzoziemkę" Kuncewiczowej. Owszem, ta książka też jest godna uwagi, ale nie sądzę, żeby dywagacje histerycznej staruszki w ostatnim dniu jej życia bardziej trafiły do młodzieży niż błyskotliwa kariera młodego chłopaka i jego romanse. Dlatego wybieram "Granicę".


Dom znajduje się w Wołominie, zaraz przy wyjeździe
 ze wsi Kobyłka (jadąc z Warszawy)


Rodzinny dom Nałkowskich został zbudowany w 1895 roku w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Nieduży drewniany domek ma po dziś dzień coś magicznego w sobie. Zwiedzanie rozpoczynamy od pokoiku Wacława Nałkowskiego, ojca pisarki. Ten wspaniały geograf, autor fundamentalnych prac z tej dziedziny kupił trzy morgi piaszczystego wzgórza i za pożyczone na hipotekę pieniądze postawił dom. W nim wychowywała się Zofia oraz jej młodsza siostra Hanna.


Pokój Wacława Nałkowskiego jest nieduży, skromnie urządzony. 

W tymże pokoju, jak w całym domu było zawsze dużo książek. Matka pisarki, Anna, towarzyszyła mężowi w pracach naukowych i była autorką podręczników do geografii. Obie córki państwa Nałkowskich pomagały rodzicom - tłumaczyły prace geograficzne, zestawiały indeksy i projekty ilustracji do dzieł ojca. Zofia wspominała po latach: "W jednym z pokojów Domu nad łąkami stał fortepian długi i żółtawy, pamiętny tym zwłaszcza, że na jego zamkniętym wieku układaliśmy jednego lata ściśle według alfabetu bezlik małych paseczków papieru do Wielkiego atlasu geograficznego."


To nie ten sam fortepian, ale na nim również grywała Nałkowska
W całym domu zdjęcia Zofii Nałkowskiej z różnych okresów jej życia.

Tu młodziutka, wycięta z rodzinnej fotografii.


Rodzina Nałkowskich w komplecie. Zofia z siostrą, rodzicami i babcią.


Tu trochę tylko starsza.


Nałkowska z czasów, gdy pisała "Medaliony".

Wróćmy jeszcze do pokoju Wacława Nałkowskiego. Znajdują się w nim piękne, oryginalne meble. Dzięki uprzejmości pani kustosz Marzeny  Kubacz, mogliśmy obejrzeć takie oto rozkładane cudo:

złożone

rozłożone:)
I książki.

Biblioteczka Wacława Nałkowskiego


Z "Dzienników" Nałkowskiej


Książki do dziś otaczają odwiedzających to miejsce.



W jednej z nich prawdziwa perełka. Wpis Nałkowskiej na miesiąc przed jej śmiercią.
"Panu Jerzemu Surowcewowi wdzięczna za miłe wiadomości o domu nad łąkami".
  W 1937 roku zła sytuacja finansowa pań Nałkowskich (ojciec pisarki nie żył już od 1911 r.) była powodem sprzedania tego miejsca. Nabyła je Krystyna Pułaska. Po II wojnie światowej zostało przejęte przez władze komunistyczne. Odtąd dom popadał w ruinę. Adresat powyższej dedykacji osiedlił się w nim i już w 1955 roku był inicjatorem utworzenia muzeum. Niestety nic nie wskórał. Dopiero w latach 80. XX wieku koncepcja ta nabrała realnych kształtów, a w 1992 roku otwarto Muzeum im. Wacława i Zofii Nałkowskich.

Portret Nałkowskiej pędzla Ireny Weissowej. Pisarka patrzy na swoje słowa,
 w których wyraziła miłość do tego domu.




Cudowny klimat tamtych lat. Jakby domownicy wciąż
 tu mieszkali. Aż chciałoby się usiąść przy tym
 stoliku, wypić herbatę i poczekać na nich.


Niestety, nie przyjdą, więc trzeba iść dalej...


Nie będę zdradzać wszystkich sekretów tego domu. Odwiedźcie go sami.