Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bolesław Prus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bolesław Prus. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 sierpnia 2023

Wokulski w Skierniewicach

Zbliżają się egzaminy poprawkowe, więc niektórzy uczniowie nie mogą do końca odpocząć w wakacje od nauki. Nie chciało się nic robić w roku szkolnym, trzeba teraz... Wiedzą o tym doskonale tegoroczni maturzyści, którzy zignorowali złotą regułę: Nawet jak nie ma "Lalki" Prusa na maturze, to i tak jest 😂

Nawiązuję do tego popularnego wśród moich uczniów powiedzenia z dwóch powodów. Po pierwsze moi wiedzą, że znajomość tej powieści Prusa niemalże gwarantuje zdanie matury z języka polskiego, są w niej bowiem chyba wszystkie motywy pojawiające się w tematach wypracowań na tym egzaminie. Znajomość tej lektury zapewnia więc dostarczenie odpowiednich argumentów do udowodnienia niemal każdej tezy na rozprawce. 

Po drugie, tak się złożyło, że niedawno przejeżdżałam przez Skierniewice, gdzie ma miejsce jedna z ważniejszych scen tej powieści. Możemy tam spotkać pomnik Wokulskiego na peronie. Przypomnijmy sobie, co bohater "Lalki" tam robił. 

Na zaproszenie pani Hortensji, ciotki Izabeli mieszkającej w Krakowie, Łęccy z Wokulskim (już narzeczonym Izy) i Starskim (udającym się zagranicę) jadą koleją. Przekonani, że Stach nie zna angielskiego, Izabela i Starski opowiadają o tym, jak podczas pieszczot zgubili prezent od Wokulskiego, czyli medalion z metalem od Geista. Załamany Stach prosi konduktora, żeby udawał, że jest do niego telegram. Pod tym pretekstem żegna się oschle ze wszystkimi, Starskiemu mówi, że wcale nie jest tak wspaniały i demoniczny, czym daje do zrozumienia, że rozumie po angielsku. Z ukochaną żegna się już z peronu w języku Szekspira.

Oddajmy głos Prusowi:

— Co to za stacja? — spytał Wokulskiego.

— Skierniewice — odpowiedziała panna Izabela.

Konduktor otworzył drzwi. Wokulski zerwał się z siedzenia. Potrącił pana Tomasza, zatoczył się na przeciwną ławkę, potknął się na stopniu i wbiegł do bufetu.

— Wódki!… — zawołał.

Zdziwiona bufetowa podała mu kieliszek. Podniósł go do ust, ale uczuł ściskanie

w gardle i nudności i postawił kieliszek nie tknięty. (...)

Wokulski z bufetu poszedł na koniec peronu. Kilka razy odetchnął głęboko, napił się wody z beczki, przy której stała jakaś uboga kobieta i paru Żydków. Powoli oprzytomniał,a spostrzegłszy nadkonduktora rzekł:

— Kochany panie, weź do rąk jaki papier…

— Co to panu?…

— Nic. Weź pan z biura jaki papier i przed naszym wagonem powiedz, że jest telegram

do Wokulskiego.

— Do pana?…

— Tak…

Nadkonduktor mocno się zdziwił, ale poszedł do telegrafu. W parę minut wyszedł

z biura i zbliżywszy się do wagonu, w którym siedział pan Łęcki z córką, zawołał:

— Telegram do pana Wokulskiego!…

— Co to znaczy?… pokaż pan… — odezwał się zaniepokojony pan Tomasz.

Ale w tej chwili obok nadkonduktora stanął Wokulski, odebrał papier, spokojnie

otworzył go i choć w tym miejscu było zupełnie ciemno, udał, że czyta.

— Co to za telegram?… — zapytał go pan Tomasz.

— Z Warszawy — odparł Wokulski. — Muszę wracać.

— Wraca pan?… — zawołała panna Izabela. — Czy jakie nieszczęście?…

— Nie, pani. Mój wspólnik wzywa mnie.

— Zysk czy strata?… — szepnął pan Tomasz wychylając się przez okno.

— Ogromny zysk — odparł tym samym tonem Wokulski.

— A… to jedź… — poradził mu pan Tomasz.

— Ale po cóż ma pan tu zostawać? — zawołała panna Izabela. — Musi pan czekać na pociąg, a w takim razie lepiej niech pan jedzie z nami naprzeciw niego. Będziemy jeszcze parę godzin razem…

— Bela wybornie radzi — wtrącił pan Tomasz.

— Nie, panie — odpowiedział Wokulski. — Wolę stąd pojechać na lokomotywie aniżeli tracić parę godzin.

Panna Izabela przypatrywała mu się szeroko otwartymi oczyma. W tej chwili spostrzegła w nim coś zupełnie nowego i — zainteresował ją.

„Jaka to bogata natura!” — pomyślała. (...)

Został na peronie sam i przysłuchiwał się szumowi odlatującego pociągu; (...)

No, przynajmniej opłaciła mi się nauka angielskiego…” (...)


Noc była gwiaździsta, pola ciemne, wzdłuż kolei w wielkich odstępach paliły się sygnałowe latarnie. Wokulski idąc rowem potknął się o spory kamień i w jednej chwili stanęły mu przed oczyma ruiny zamku w Zasławiu, kamień, na którym siedziała panna Izabela, i jej łzy. Ale tym razem poza łzami błysnęło spojrzenie pełne fałszu. (...)
Pociąg z wolna zbliżał się. Wokulski nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, upadł na szyny. Drżał, zęby mu szczękały, schwycił się oburącz podkładów, miał usta pełne piasku…
Na drogę padł blask latarń, szyny zaczęły cicho dźwięczeć pod toczącą się lokomotywą…
„Boże, bądź miłościw…” — szepnął i zamknął oczy.
Nagle uczuł ciepło i gwałtowne szarpnięcie, które strąciło go z szyn… Pociąg przeleciał o kilka cali od głowy obryzgując go parą i gorącym popiołem. Na chwilę stracił przytomność, a gdy ocknął się, zobaczył jakiegoś człowieka, który siedział mu na piersiach i trzymał za ręce.
— Co wielmożny pan robi najlepszego?… — mówił człowiek. — Kto słyszał takie rzeczy… Przecie Bóg…
Nie dokończył. Wokulski zepchnął go z siebie, pochwycił za kołnierz i jednym szarpnięciem rzucił na ziemię.
— Czego chcesz ode mnie, ty podły!… — zawołał.
— Panie… wielmożny panie… ja przecie jestem Wysocki…
— Wysocki?… Wysocki?… — powtórzył Wokulski. — Kłamiesz, Wysocki jest w Warszawie…
— Ale ja jego brat, dróżnik. Przecie mi wielmożny pan sam miejsce tu wyrobił jeszcze
w przeszłym roku, po Wielkanocy…  (...)

Wokulski przytulił twarz do ziemi. Zdawało mu się, że z każdą łzą spada mu z serca jakiś ból, jakiś zawód i rozpacz. Wykolejona myśl poczęła układać się do równowagi. Już zdawał sobie sprawę z tego, co robił, i już zrozumiał, że w chwili nieszczęścia, kiedy go wszystko zdradziło, jeszcze pozostała mu wierną — ziemia, prosty człowiek i Bóg…

Wszystkim zdającym egzaminy poprawkowe życzę powodzenia!

niedziela, 22 stycznia 2023

Pozytywista w powstaniu

Dziś przypada 160. rocznica wybuchu powstania styczniowego. Warto może przypomnieć, który z naszych pisarzy w nim uczestniczył. Tak, tak, nasz czołowy pozytywista Bolesław Prus! Wtedy jeszcze niespełna szesnastoletni Aleksander Głowacki. 

Aleksander Głowacki w okresie powstania styczniowego

Uczęszczał wtedy do szóstej klasy kieleckiego gimnazjum. Dzięki pamiętnikom szkolnego kolegi, Stanisława Jana Czarnowskiego, wiemy, jak wyglądało pomieszczenie, w którym Aleksander zdobywał wiedzę: „Sala klasy VI o dwóch oknach mieściła się naprzeciwko klasy V, w korytarzu dolnym gimnazjum, od strony podworca. Katedra stał w kącie na prawo, tablica na lewo przy piecu drzwi w pośrodku (…) Izba była dość ponura, obielona wapnem, jak wszystkie inne klasy, o ścianach przykurzonych, z podłogą zadeptaną błotem, rzadko mytą”.

Klasa kieleckiego gimnazjum. Widok współczesny (muzealny)

Z tego właśnie miejsca Aleksander wyruszył do powstania. Zanim to jednak nastąpiło, koledzy z klasy zapamiętali jego wystąpienie na lekcji łaciny 22 stycznia 1863 roku, w dniu wybuchu insurekcji. Powiedział wtedy: „Moi kochani, teraz nie czas na Eneidę!” i obszedł ławki, zbierając egzemplarze Wergilego, po czym włożył je do zimnego pieca. Chwilę później usłyszano wielki huk. W pierwszej chwili zdawało się wszystkim, że to wybuch bomby, ale okazało się, że tylko masa śniegu spadła z dachu. 

W kieleckim gimnazjum. Dziś Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego (też tam się uczył)

Parę tygodni później z okien gimnazjum widać było szeregi powstańców, prowadzonych pod strażą kozaków do kieleckiego więzienia. To jednak nie zniechęciło młodych patriotów. Z całej szkoły do powstania poszło ich stu dziewiętnastu. Wśród nich był Aleksander Głowacki. Nie znamy konkretnej daty jego przyłączenia się do walczących, ale stało się to najprawdopodobniej jeszcze zimą 1863 roku. Świadczą o tym późniejsze opisy walk w dziełach Prusa, a także wspomnienie Tymoteusza Łuniewskiego, który odnotował między innymi: „Z oddziału Staninkiewicza przeszedłem z kilkoma kolegami do Bończy (…); znalazłem tu swego kolegę ze szkół i przyjaciela Głowackiego Aleksandra, który był podoficerem przy prochu, woził ładunki na pace. Pamiętam, staliśmy we wsi Dołha, w Romanowie, w Worońcu, pamiętam w nocy pod Worońcem w lesie przy młynie budowała moja kompania most spalony, którym rano przeszedł oddział”.

Zamek Lubelski

Udział w powstaniu omal nie zakończył się dla Aleksandra tragicznie. Został ranny we wsi Białka. Rosjanie zabrali go z pola walki i zawieźli do szpitala. Cztery miesiące odsiedział w więzieniu w Zamku Lubelskim, gdzie wyleczył się z romantycznych mrzonek. Jako małoletni uniknął sroższej kary. Do końca życia pozostał przeciwnikiem powstań. 

Więcej na ten temat można przeczytać w czwartej części Podróży literackich.

poniedziałek, 23 maja 2022

Majówka z Prusem

Wczoraj minęło 110 lat od pogrzebu Aleksandra Głowackiego, znanego jako Bolesław Prus. A ponieważ jest wiecznie żywy, spotkałam się z nim w jego ulubionym miejscu, w Nałęczowie. Pani dr Joanna Wiśniewska, zaprosiła mnie na "Majówkę z Prusem", abym opowiedziała o swoich podróżach śladami autora Lalki.


Od rana przygotowano mnóstwo atrakcji. W nałęczowskim Parku Zdrojowym można było wybrać się na spacer z "pisarzem" oraz paniami z Towarzystwa Przyjaciół Nałęczowa, ubranymi w stroje z epoki pozytywizmu. Złożono kwiaty pod pomnikiem Prusa, odbył się pokaz jazdy bicyklem, na którym lubił poruszać się pisarz, a pozostała cześć obchodów odbyła się w Muzeum Bolesława Prusa przy ulicy Poniatowskiego 39. Nie będę wymieniać wszystkich punktów bogatego programu, możecie sobie poczytać na poniższym zdjęciu. Powiem tylko, że miałam przyjemność znaleźć się w gronie prelegentów. 

Miło jest spotkać osoby zainteresowane życiem i twórczością pisarzy. Mówiłam o swoich podróżach po Europie śladami Bolesława Prusa, ale kilka pytań dotyczyło tez kontrowersji związanych z życiem pisarza. Odpowiedzi na nie znajdziecie w mojej książce. "Podróże literackie. Prus".


Po spotkaniu można było zakupić wszystkie książki z tej serii i otrzymać autograf. Bardzo miłe panie z muzeum, pomagały mi w ogarnięciu stoiska z książkami, co przy siedmiu pozycjach nie jest wcale takie łatwe. Miejsce, w którym przechowuje się pamięć o pisarzu, można było zwiedzać tego dnia za darmo. A naprawdę jest co zobaczyć! 


Nie mogłam oderwać wzroku od uroczego stolika z maszyną do pisania, lampą z epoki i egzemplarzem Lalki w jakimś azjatyckim języku. 


Byłam tam już po raz drugi i zapewne nie ostatni. Zwłaszcza, że otwarto autostradę, która skróciła podróż z mojego miasta o godzinę.
A dziś świętujemy 180. rocznicę urodzin Marii Konopnickiej, która znała Prusa. spotykali się w Warszawie. Poświęciłam jej już kilkanaście postów, między innymi ostatni, sprzed tygodnia, nie będę się więc powtarzać. 

wtorek, 10 listopada 2020

Pierwsze recenzje "Prusa"

Są już pierwsze recenzje mojej najnowszej książki "Podróże literackie. Prus". Bardzo wszystkim dziękuję za miłe słowa i proszę o uwagi krytyczne, żeby każda kolejna książka (a mam zamiar napisać ich jeszcze kilka) była lepsza od poprzedniej. 


Pierwszy wypowiedział się na jej temat sam Wokulski! Pan ukrywający się pod takim nickiem napisał na Instagramie:


Zaraz za nim podążyła nieoceniona Gordyjka, stała Czytelniczka tego bloga i wieloletnia blogerka


Całość znajdziecie tu: http://gordyjka.blogspot.com

I jeszcze kilka komentarzy:


sobota, 10 października 2020

Jest już tetralogia!

Miło mi poinformować Państwa, że jest już czwarta część "Podróży literackich". Tym razem poświęcona Bolesławowi Prusowi. 


Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do jej powstania i proszę o adres do wysłania, jeśli jeszcze takowego nie mam. Gdyby ktoś życzył sobie tę lub wcześniejsze moje książki, proszę pisać na az44@wp.pl


Jest to moje  najukochańsze "dziecko", zapewne dlatego, że najmłodsze. Przyznaję jednak, że Prus zaskoczył mnie najbardziej ze wszystkich, o których dotąd pisałam. Nie wiedziałam o nim tylu rzeczy!


Jak zawsze szkoda mi było, gdy przygoda z kolejnym pisarzem się zakończyła, ale nieprędko zacznie się następna. Czas nie sprzyja ani podróżom, ani wydawaniu książek. Jednak nie poddam się łatwo i mam nadzieję, że w przyszłym roku zabiorę się za kolejnego twórcę.


Tymczasem polecam Państwu niesamowitego Prusa oraz wcześniejszych bohaterów "Podróży literackich" i życzę przynajmniej tyle przyjemności z czytania, co ja miałam z pisania:)

sobota, 1 sierpnia 2020

Nieznany powstaniec, nieznany syn...

Nie mogę tego dziś nie napisać, choć powinnam wstrzymać się do wydania mojej kolejnej książki. Zbierając do niej materiały, dokonałam odkrycia! Jednym z powstańców 1944 roku był syn Bolesława Prusa - Jan Bogusz Sacewicz. 

Jan Bogusz Sacewicz - źródło: wspolnypowiat.pl

Nie wiedzieliście, że autor "Lalki" miał syna? Więcej o tym dowiecie się z mojej książki już we wrześniu, a teraz, w rocznicę Powstania Warszawskiego, kilka słów o jego zapomnianym uczestniku.
Jan Bogusz Sacewicz urodził się 1 grudnia 1906 roku w Finlandii. Jego matką była Alina Sacewicz, z którą Prus miał wieloletni romans. Żonaty pisarz nie uznał dziecka za swoje (nie wiadomo nawet czy był pewien ojcostwa, bo pani Alina twierdziła, że adoptowała dziecko i sama nie jest matką), ale opiekował się nim i zapisał mu w testamencie jedną czwartą swojego majątku. Chłopiec był jedyną, obok żony pisarza, Oktawii, osobą wymienioną w tym dokumencie.

Młody Bolesław Prus

Janek nie miał jeszcze sześciu lat, kiedy zmarł jego ukochany opiekun. W wieku dwudziestu dziewięciu lat stracił matkę. Ukończył Politechnikę Warszawską, pracował jako inżynier, zdążył jeszcze przed wojną założyć rodzinę i doczekać się dwóch córek. Potem wstąpił w szeregi Armii Krajowej, przybrał pseudonim "Bohusz" i walczył w Powstaniu Warszawskim w randze podporucznika w Śródmieściu. Przeżył je, ale dostał się do niewoli, z której już nie wyszedł. Jako jeniec o numerze 102606 zmarł 25 maja 1945 roku, na dzień przez wyzwoleniem oflagu XC Lübeck w Niemczech. 

Bolesław Prus w roku 1871

W powstańczych biogramach Muzeum Powstania Warszawskiego podano imiona rodziców Jana Bogusza: Bolesław i Alina. A przecież Bolesław Prus naprawdę nazywał się Aleksander Głowacki i tym imieniem posługiwał się w dokumentach. W rodzinie Sacewiczów znano historię romansu pisarza i wiedziano, że Janek jest jego dzieckiem. Mówiono, że jest do niego podobny. Córka Jana Bogusza, Hanna, mieszkała przez jakiś czas w Anglii, teraz podobno w Warszawie. Niestety nic nie wiem o żonie i drugiej córce. Gdyby ktoś z Państwa miał jakieś informacje, proszę pisać. Chętnie ujęłabym je w swojej książce. 

piątek, 15 maja 2020

Ponownie Płock

Tym razem oczami Bolesława Prusa! Zainspirowana komentarzem Piotra Romanowskiego (notabene mojego byłego ucznia) pod poprzednim postem, postanowiłam zgłębić wiedzę na temat pobytu autora "Lalki" w moim mieście. Obok opracowań znalazłam tekst samego Prusa pod tytułem "Wisłą do Płocka", w którym opisuje on zarówno podróż jak i ów pobyt. Posłuchajcie.

Wzgórze Tumskie nad Wisłą

"Ja także byłem w Płocku. Do Płocka wiodą rozmaite drogi i zajechać tam można różnymi sposobami. Piszący to wybrał drogę wodną i sposób zwany statkiem parowym, uważa bowiem za święty obowiązek podtrzymać rozwój marynarki krajowej". Niestety, na nic się zdały chęci podtrzymania tego rozwoju. Dziś nie można Wisłą popłynąć do Płocka. Jedyny statek, który pływa wzdłuż brzegu miasta, wozi turystów raptem przez godzinę w tę i z powrotem.

Zamiast molo wzdłuż Wisły, była tu kiedyś prężnie działająca przystań (po lewej herb Płocka ułożony z kwiatów)

Prus przybył tu 3 maja 1880 roku na pokładzie statku "Andrzej", który kilka razy po drodze z Warszawy wpadał na mieliznę, ale wraz z setką innych podróżnych udało się bezpiecznie dotrzeć do celu. Z właściwym sobie humorem pisarz skomentował, że "stanął na gruncie gubernialnego miasta Płocka żywy, zdrowy pełen ufności w miłosierdzie Boże, które karmi ptaszki i odziewa lilie polne". Pierwsze wrażenie miał bardzo przyjemne. Ulice uznał za wygodne, doskonale wybrukowane i czyste. Domy nadawały miastu "pozór wesołości i dobrobytu". Nie czuć było miejskiego "zaduchu", powietrze "jakby wiejskie" bardzo odpowiadało pisarzowi.  

Ulica Grodzka, stan obecny
Szedł ulicą Grodzką na Rynek, gdzie na wieży ratuszowej zobaczył wartę straży ogniowej. Dziś już tego nie ujrzymy, ale za to codziennie w samo południe możemy obejrzeć scenę pasowania Bolesława Krzywoustego na rycerza. Książę, który tu się urodził, jako czternastoletni chłopak faktycznie został pasowany w 1100 roku przez swego ojca Władysława Hermana, rządzącego wtedy w Płocku. Prus nie mógł, niestety, usłyszeć hejnału, który rozbrzmiewa z ratuszowej wieży dopiero od 1937 roku.
Hejnalista macha do nas ręką

Po pewnym czasie pisarz zauważył także negatywne strony miasta. Brak powszechnej kanalizacji, wodociągów sprawiał, że wszędzie panoszyła się wilgoć. Woda pitna była "twarda i niesmaczna". Skuszony napisem na jednym z lokali "Lody" wszedł do środka, ale proponowano tam bulion z pasztecikami. 

Katedra w Płocku

Katedra płocka wydała mu się "duża, ale zbudowana ciężko i niesmacznie". Oglądał nawet jej skarbiec, niedostępny przeciętnemu śmiertelnikowi oraz (dostępną już) kryptę książąt mazowieckich. Wpuszczono go też na dzwonnicę. Niestety, Prus po powstaniu styczniowym cierpiał na lęk wysokości, także wchodzenie na nią było dla niego traumatycznym przeżyciem. Dodatkowo przewodnik opowiadał o ludziach, którzy tam zginęli. Z ulgą znalazł się z powrotem na dole. 

Dawny skwer Floriański, dziś plac Obrońców Warszawy

Pisarz wziął udział w publicznej akcji charytatywnej "zabawa dla powodzian", która odbywała się na skwerze Floriańskim (dziś plac Obrońców Warszawy). Były tam wtedy młode drzewka. Nie umknęły uwadze Prusa kobiety "równie ładne i szykowne jak warszawianki i równie często używające dość lichej francuszczyzny". Zabawa się udała i przyniosła powodzianom ponad 700 rubli, czego zasługę przypisał nasz korespondent gubernatorowej płockiej o nazwisku Tołstoj.

Zdjęcie, jak widzicie, aktualne. Nawet Marszałkowi nie dadzą normalnie oddychać...

Cudowne miasto! - podsumował swój krótki pobyt Bolesław Prus. Zapraszam więc do jego odwiedzenia, jeśli nie zniechęcił Was ten opis. Gwoli ścisłości, nie ma już negatywów, opisanych przez autora "Lalki", ale są niestety inne. Największym z nich jest oczywiście petrochemia, czyli Orlen, który zanieczyszcza nam powietrze. Na szczęście dla Płocka wiatry wieją zazwyczaj w inną stronę i trucizna rozsiewa się na okoliczne wsie. Także mieszkańcy mojego grodu wiedzą, że jajka ze wsi nie są tu najzdrowsze, nawet  (a może przede wszystkim) z kur grzebiących...

piątek, 27 marca 2020

Spacer z "Lalką" po Warszawie

Jak co roku spacerowałam po Warszawie śladami "Lalki" Prusa z moimi uczniami. Teraz jednak był to spacer wirtualny. Koronawirus uniemożliwił nam pojechanie do stolicy. Mamy nadzieję, że wycieczka będzie jeszcze kiedyś możliwa, ale tymczasem ratujemy się mapami Google. Zobaczcie, jak nam to wyszło.













sobota, 25 stycznia 2020

Literackie Kielce

Do Kielc wybierałam się już kilka razy, ale zawsze było nie po drodze albo nie starczyło czasu na ich zwiedzanie. Wreszcie dotarłam i zachwyciły mnie bogactwem śladów po naszych pisarzach. Opowiem Wam dziś o kilku z nich.


Przede wszystkim w Kielcach jest Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego. Mieści się ono w gmachu dawnej szkoły, do której w latach 1874-1886 uczęszczał późniejszy autor "Ludzi bezdomnych".


Zobaczymy tam między innymi salonik państwa Żeromskich, w którym umieszczono autentyczną belkę z domu w Ciekotach, meble i kilka pamiątek po rodzicach pisarza. Jest też płyta gramofonowa z głosem Stefana Żeromskiego sprzed prawie stu lat!


Kolejne pomieszczenie to sala lekcyjna z XIX wieku. Popatrzmy, że niewiele różni się od współczesnych. Ławki trochę inne, długopisy zamiast kałamarza i pióra ze stalówką, ale niektóre szkoły ma jeszcze dziś taką tablicę, a przede wszystkim system, który niewiele zmienił się od tamtych czasów.


Szkoła ta może poszczycić się wieloma znakomitymi absolwentami. Tutaj uczył się Bolesław Prus (jako gimnazjalista stąd wyruszył do Powstania Styczniowego), Adolf Dygasiński, Gustaw Herling-Grudziński i wielu innych sławnych ludzi. Portrety trzech wspomnianych pisarzy zdobią ściany muzeum.


Gustaw Herling-Grudziński jest upamiętniony w Kielcach również poprzez tablicę na budynku, w którym pisarz mieszkał jako dziecko. Dom ten znajduje się w centrum miasta, przy ulicy Sienkiewicza pod numerem 52.


Ubiegły rok był poświęcony autorowi "Innego świata" w związku z setną rocznicą jego urodzin. Wtedy też na kieleckim rynku można było oglądać wystawę planszową pokazującą związki Gustawa Herlinga-Grudzińskiego z Kielecczyzną.


Ale wróćmy do Żeromskiego. Jego bowiem Kielce najbardziej upamiętniają. Mamy tam na przykład aż dwa pomniki tego pisarza. Pierwszy stoi w Parku Miejskim, drugi zaś przed szkołą imienia Stefana Żeromskiego.


Mnie podoba się bardziej ten drugi, zwłaszcza z czapką, którą założyli na zimę pisarzowi zapewne uczniowie. Ich troska o jego zdrowie jest doprawdy wzruszająca. Brakuje jeszcze szalika:)


Idąc ulicą Dużą (w samym centrum miasta), znajdziemy pod numerem 5. tablicę głoszącą, że w tym domu w 1884 roku odbywały się spotkania Kółka Demokratów, w których uczestniczył Stefan Żeromski.


W latach 1881-83 późniejszy autor "Przedwiośnia" mieszkał przy ulicy Wojska Polskiego 28. Wtedy była to ulica Sukowska. Przebywał tam na stancji u pani Zofii Czaplickiej. Fakt ten również upamiętniono stosowną tablicą.


Oprócz tablic mamy jeszcze w Kielcach głazy z cytatami z twórczości Stefana Żeromskiego. Jeden znajduje się na terenie zielonym u zbiegu ulic Karczówkowskiej i Jagiellońskiej. Drugi między ulicą Krakowską a rezerwatem "Kadzielnia". Czytamy na nim: Kielce! Tyle lat, taka nieskończoność przypomnień, epizodów. Śliczne sny i gorycze, wszystko zapisane na kamieniach... na panoramach krajobrazów. Stefan Żeromski.


Nie zdradzę Wam wszystkich kieleckich miejsc związanych z tym pisarzem. Więcej znajdziecie w mojej książce - trzeciej części "Podróży literackich", którą właśnie piszę. Mam nadzieję, że ukaże się jeszcze w tym roku. Trzymajcie kciuki.