Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władysław Reymont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władysław Reymont. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 października 2023

"Chłopi" Reymonta po nowemu

Byłam na przedpremierowym seansie "Chłopów" wg powieści Reymonta! Tym razem wyreżyserowali to arcydzieło DK Welchman (Dorota Kobiela) i Hugh Welchman. Wcześniej widziałam ich opowieść o van Goghu ("Twój Vincent"), która powstała za pomocą tej samej metody animacji malarskiej. Nagrane wcześniej przed kamerą kadry zostały powtórnie namalowane farbą olejną na płótnie. 

Na potrzeby filmu zatrudniono ponad 100 malarzy z czterech studiów (w Polsce, na Litwie, na Ukrainie i w Serbii), którzy wykonali około 80 tysięcy ręcznie malowanych klatek. Dzieło powstawało trzy lata, zużyto ponad 1300 litrów farby. Czy było warto? Ależ tak! Jestem zachwycona efektem nie tylko wizualnym, ale przede wszystkim oddaniem tego, co w powieści Reymonta najcenniejsze.

Antek (Robert Gulczyk) i Jagna (Kamila Urzędowska); źródło: mscdn.pl

Można się przyczepić, że nie było wszystkich wątków. Bardzo brakowało mi Kuby, który tylko na chwilę pojawił się na ożywionym obrazie Chełmońskiego "Bociany". Niektóre postacie zaś zajmowały więcej miejsca w filmie niż w książce (Jagustynka grana przez Dorotę Stalińską). Zabrakło pięknie przez Reymonta opisanych zwyczajów i obrzędów świątecznych. Wiadomo jednak, że czterech tomów nie zmieści się w dwie godziny. 

Kuba z Witkiem na polu u Boryny (źródło: https://kultura.onet.pl)

Genialnym pomysłem było wykorzystanie obrazów znanych polskich malarzy z przełomu XIX i XX wieku. Widzimy ożywione dzieła Józefa Chełmońskiego, Juliana Fałata, Leona Wyczółkowskiego czy Ferdynanda Ruszczyca. To jest zachwycające, podobnie jak taniec nowożeńców, a jeszcze bardziej późniejszy Jagny z Antkiem. 

Maciej Boryna - świetna kreacja Mirosława Baki (źródło mscdn.pl)

Uwaga widza skierowana jest na Jagnę i jej mężczyzn. Cieszę się, że bohaterka nie została potraktowana stereotypowo. Jawi się tu jako delikatna, empatyczna, subtelna dziewczyna, która podoba się chłopom, ale ich nie prowokuje. Wręcz przeciwnie. Jest ofiarą ich żądzy i manipulacji. Jedynym jej "błędem" jest miłość do Antka, który ostatecznie nie obronił jej przed karą mieszkańców wsi. Mężczyźni wypadają tu słabo, żeby nie używać mocniejszych słów. Choć pobożne mieszkanki wsi również. 

Na pierwszym planie  Małgorzata Kożuchowska w roli żony organisty
(Next Film. Materiały prasowe)

Z aktorskich kreacji najbardziej podobała mi się Kamila Urzędowska. Ta niespełna trzydziestoletnia aktorka fantastycznie oddała postać dziewiętnastoletniej Jagny. Skromnej, ale kiedy trzeba pewnej siebie dziewczyny, która nikogo nie chciała skrzywdzić, a została skrzywdzona. Myślę, że Reymont tak właśnie widział swoją bohaterkę.  

Warta uwagi jest ostatnia scena. Wygnana Jagna wstaje "jak wielkie posągi bezwstydne,

Naga — w styksowym wykąpana mule!

Nowa — nagością żelazną bezczelna —

Niezawstydzona niczem — nieśmiertelna!"

Od razu skojarzył mi się ten fragment "Grobu Agamemnona" Juliusza Słowackiego. Wieszcz pisał o Polsce, która wyzwoli się spod władzy zaborców. Jagna symbolizuje kobietę wyzwoloną spod władzy systemu patriarchalnego i dewocji.


Dzieło obejrzałam dzięki Filmowej Akademii Nauczyciela – wspólnej inicjatywie płockiego wydziału Mazowieckiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Novego Kina Przedwiośnie. Na ekrany wchodzi 13 października. Jest nominowane do Oscara. Już się cieszę, że obejrzą je moi uczniowie, którzy nie przebrnęliby ani przez prozę Reymonta, ani przez film Rybkowskiego sprzed 50 lat!

niedziela, 10 marca 2019

Połąga - nadbałtyckie Zakopane

Połąga to nadbałtycki kurort litewski, który z małej rybackiej wioski rozwinął się dzięki rodzinie Tyszkiewiczów w XIX i na początku XX wieku. Wcześniej była własnością królów polskich. Mnie zainteresowała ze względu na przebywanie w niej naszych literatów. I to nie byle jakich! 


Mickiewicz, Sienkiewicz, Reymont, Witkiewicz, Rydel, Miciński... to tylko niektórzy z naszych pisarzy, którzy wybierali się tam na wypoczynek. Niekiedy bardzo twórczy. Reymont napisał tam III tom powieści "Chłopi", za którą otrzymał Nagrodę Nobla. Poetom Połąga dawała natchnienie do lirycznych implikacji. Na przełomie XIX i XX wieku miejscowość stała się tak popularna w polskim środowisku artystycznym, że nazywano ją "nadbałtyckim Zakopanem". Architektura willi wtedy budowanych przypomina polskie chaty góralskie.


Wille te nazywane były imionami pochodzącymi z twórczości Henryka Sienkiewicza i Adama Mickiewicza. Była "Oleńka", "Danusia", "Zbyszko", "Ursus", "Aldona"... Hrabina Zofia Tyszkiewiczowa w XIX wieku była właścicielką ośmiu takich rezydencji. Udało mi się odnaleźć tylko "Grażynę". Znajduje się ona przy głównym deptaku, prowadzącym do morza. Dziś mieści się tam restauracja. Prawdopodobnie znalazłam też "Aldonę", ale napisu już nie było. 


Adam Mickiewicz po raz pierwszy przybył do Połągi w lipcu 1821 roku, ale niewiele wiemy o tym pobycie, poza tym że trwał dziesięć dni. Więcej wiadomo o jego drugie i ostatniej wyprawie nad morze litewskie latem 1824 roku. Badacze podejrzewają, że wypoczynek po wyjściu z więzienia, które opuścił w kwietniu tego roku, nie był jedynym celem wyjazdu do tej miejscowości. Połąga leżała bowiem na trasie do Królewca i był to jeden z najbardziej rozpowszechnionych szlaków nielegalnego ruchu emigracyjnego. 


Mickiewicz prawdopodobnie już wtedy chciał się przedostać na Zachód. Nie był tam jednak sam. Towarzyszył mu Karol Nieławicki, który otrzymał nakaz pilnowania byłego więźnia. Być może poeta nie był jeszcze gotowy do opuszczenia na zawsze swojej ojczyzny. Dojrzał do tego kroku kilka lat później.


Podczas pobytu nad Bałtykiem do albumu Eleonory ze Śledziejewskich Nieławickiej wpisał wiersz pod tytułem "W imionniku***"
Błogo temu, kto w twojej pamięci utonie, 
Jak ten koral lub owa jagoda perłowa, 
Co ją woda Bałtycka w swym przeczystym łonie 
Pod lazurową barwą na wieki przechowa. 

Lecz ja jak drobny kamyk ni krasą korali, 
Ni wdziękiem perłowego dochodzący blasku, 
Chciałbym choć jedną chwilkę poigrać w tej fali, 
Nim zapomniany legnę w niepamięci piasku.


Natrafiłam akurat na festyn na plaży. Palono ognisko, tańczono i śpiewano. Na stosie widniała liczba 100, oznaczająca 100-lecie odzyskania przez Litwę niepodległości, ponieważ nasi sąsiedzi, podobnie jak my, obchodzili tę rocznicę w 2018 roku.


Mickiewicz marzył o tym momencie całe życie. "Urodzony w niewoli, okuty w powiciu" on tylko jedną taką wiosnę (z nadzieją na niepodległość) miał w życiu, jak pisze w "Panu Tadeuszu". Kiedy nadzieja zgasła, napisał "Konrada Wallenroda", w którym pokazał lisią taktykę walki z silniejszym wrogiem. W tymże utworze mamy piękne wersy o Połądze:

...na wybrzeżach Połągi,

Gdzie grzmiącymi piersiami białe roztrąca się morze

I z pienistej gardzieli piasku strumienie wylewa:

»Widzisz, mawiał mi starzec, łąki nadbrzeżnej kobierce?...



Tu właśnie "na wybrzeżach Połągi" Halban tłumaczył młodemu Walterowi:

Wolnym rycerzom, powiadał, wolno wybierać oręże

I na polu otwartym bić się równymi siłami;

Tyś niewolnik: jedyna broń niewolników jest zdrada.

Zostań jeszcze i przejmij sztuki wojenne od Niemców,

Staraj się zyskać ich ufność. Dalej obaczym, co począć.



Przebywając w Połądze, Mickiewicz mieszkał w willi nazwanej później "Aldoną". Prawdopodobnie to ten dom na zdjęciu, bo adres się zgadza. Jest tu teraz "Dom iluzji", czyli miejsce, w którym za pomocą różnych luster i innych sprzętów można oszukać swoje zmysły i przenieść się w inny świat. Nie miałam ochoty na taką zabawę, zwłaszcza za kilkanaście euro.


Ślad Mickiewicza odnalazłam niespodziewanie w starej aptece, mieszczącej się w budynku z lat 20. XIX wieku, czyli pamiętającego czasy poety. Na ścianie, tuż przy wejściu, wisiał obrazek przedstawiający chatę rybacką, w której Mickiewicz mieszkał w czasie swojego pobytu w Połądze. Tak przynajmniej można przeczytać w starych opracowaniach.


Na obrazku, a raczej rysunku niewiele widać. Ponoć był kiedyś podpisany: Tu mieszkał Mickiewicz. ul. Vytauto. Połąga. Niestety tego napisu już nie ma. Pani farmaceutka znała nazwisko poety, ale nic nie umiała powiedzieć na temat tego obrazu.


W Połądze znajduje się przepiękny, wielki park, który można porównać z naszymi warszawskimi Łazienkami. Przy wejściu wita nas królowa węży Egle, która zakochała się w jednym z tych gadów a po jego śmierci została zamieniona w drzewo. To postać z litewskiej legendy.


W przepięknym pałacu Tyszkiewiczów jest Muzeum Bursztynu. Zobaczycie tam naprawdę cudne rzeczy. Same wnętrza warto obejrzeć.


W kilku komnatach prezentowane są bursztyny w różnych postaciach. Biżuteria, lampy, szkatułki, ale też unikatowe bursztyny z owadami w środku.


W pałacowym ogrodzie, wśród krzaków różanych, jeden o znajomym imieniu... Acha, był jeszcze Chopin!


W ogromnym parku znaleźć też można figurkę Matki Boskiej z Lourdes. Hrabia Tyszkiewicz zażyczył sobie mieć prywatne sanktuarium na terenie swojej posiadłości.


Ciekawe jakby dziś hrabia Tyszkiewicz odnalazł się w Połądze...


PS. Jeszcze nie wszyscy sponsorzy mojej książki podali mi adres do wysyłki. Proszę o niego na maila az44@wp.pl zwłaszcza Panie: Annę Baran, Aleksandrę Korpysz, Ewę Klemens i Barbarę Kiestein.

sobota, 7 kwietnia 2018

Łódzki Pałac Poznańskich cz.1/3

Wspaniałości Pałacu Poznańskich w Łodzi nie sposób opisać w jednym poście. Nie da się ich oddać również w dwóch i więcej, ale spróbuję choć trochę zaciekawić Was tym miejscem, bo naprawdę jest godne odwiedzenia.


Pierwszy wpis z tego cyklu poświęcę Władysławowi Stanisławowi Reymontowi. On przecież stworzył najbardziej chyba znaną książkę o Łodzi - "Ziemię obiecaną". Miasto o nim pamięta. 


W Pałacu Poznańskich, gdzie mieści się dziś Muzeum Miasta Łodzi jest spora ekspozycja poświęcona temu pisarzowi i jego rodzinie.


Sam noblista nie był z Łodzią związany, ale jego powieść, mówiąca o rodzącej się stolicy polskiego kapitalizmu końca XIX wieku sprawiła, że Reymont jest w tym mieście czczony jak rodowity łodzianin.



W Pałacu Poznańskich znajdziemy wiele pamiątek po nim, między innymi zdjęcia i inne rzeczy jego rodziny.




Są też rekwizyty związane z adaptacją jego powieści



i oczywiście książki...


Tu kręcono niektóre sceny do adaptacji utworu Reymonta w reżyserii  Andrzeja Wajdy. Już na początku "Ziemi obiecanej" widzimy teren dawnych fabryk Izraela Poznańskiego, gdzie dziś znajduje się galeria handlowa "Manufaktura".



Przylega ona bezpośrednio do Pałacu Poznańskich, w którego wnętrzach nakręcono kilka scen.



Jest to przecież w filmie pałac Bucholca, u którego pracuje główny bohater - Karol Borowiecki.



Obaj panowie spotykają się między innymi w tej jadalni. Jest przepiękna!


Zobaczmy, co jeszcze kryją wnętrza Pałacu Poznańskich.


Ale o tym już w kolejnym poście...

sobota, 20 grudnia 2014

Boże Narodzenie w prozie

Opisów Bożego Narodzenia w naszej literaturze jest sporo. Zastanawiałam się, przygotowując ten post, co wybrać. Zdecydowałam jednak, że nie będę się rozdrabniać, tylko oddam głos Reymontowi. On bowiem najpiękniej i najpełniej opisał te święta, a dziś prawie nikt tego nie czyta. Nawet w szkole obowiązkowy jest tylko pierwszy tom "Chłopów", więc do drugiego, w którym znajduje się poniższy opis, uczniowie nie docierają.

Zobaczcie zatem, co się zmieniło w przeżywaniu Bożego Narodzenia w ciągu ostatnich stu lat.


Borynowie przy kolacji wigilijnej


W Wigilię przed godnymi świętami już od samego świtania wrzał przyspieszony, gorączkowy ruch w całych Lipcach.(...)

Boć to Gody szły, Pańskiego Dzieciątka święto, radosny dzień cudu i zmiłowania Jezusowego nad światem, błogosławiona przerwa w długich, pracowitych dniach, to i w ludziskach budziła się dusza z zimowego odrętwienia, otrząsała się z szarzyzny, podnosiła się i szła radosna, czująca mocno na spotkanie narodzin Pańskich!

I u Borynów był taki sam rwetes, krętanina i przygotowania.(...)

W każdej chałupie, zarówno u bogacza, jak i u komornika, jak i u tej biedoty ostatniej, przystrajano się i czekano z namaszczeniem, a wszędy stawiano w kącie od wschodu snop zboża, okrywano ławy czy stoły płótnem bielonym, podścielano sianem i wyglądano oknami pierwszej gwiazdy. (...)



Boryna się przeżegnał i podzielił opłatek pomiędzy wszystkich, pojedli go ze czcią, kieby ten chleb Pański.

– Chrystus się w onej godzinie narodził, to niech każde stworzenie krzepi się tym chlebem świętym! – powiedział Rocho.

A chociaż głodni byli, boć to dzień cały o suchym chlebie, a pojadali wolno i godnie.

Najpierw był buraczany kwas, gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, a potem przyszły śledzie w mące obtaczane i smażone w oleju konopnym, później zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem również omaszczona, a na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprużone, a przegryzali to wszystko prostym chlebem, bo placka ni strucli, że z mlekiem i masłem były, nie godziło się jeść dnia tego. (...)

Rocho wyjął z zanadrza książkę okręconą w różaniec i zaczął z niej czytać cichym a głęboko wzruszonym głosem:

–Jako to stała się nam nowina, Panna porodziła Syna; aż w judejskiej ziemie, w Betlejem, nie bardzo podłym mieście, narodził się Pan w ubóstwie; na sianie, w stajni lichej, między bydlątkami, co w tej radosnej nocy cichej były Mu bratami. – A ta sama gwiazda, co i dzisiaj świeci, spłonęła wówczas dla tej świętej Dzieciny – i drogę wskazywała trzem królom, co chociaż pogany i czarne jako te sagany, a serca mieli czujące i z krajów dalekich, zza mórz nieprzejrzanych, zza gór srogich przybiegli z darami, by prawdzie dać świadectwo." (...)

Ruszyli wszyscy do obory, a Witek ze światłem przodem.



Jagna połamała opłatek na pięć części i przychylając się nad każdą krową, czyniła krzyż święty między rogami, a wtykała po kawałku w gębule, na szerokie, ostre ozory.

– A koniom to nie dacie? – zagadnęła Józka.

– Nie było ich w onym czasie przy Narodzeniu, to nie można. (...)

Kościół był zapchany do cna, aż do tego ostatniego miejsca w kruchcie, że którzy byli ostatni, to już na mrozie pod drzwiami pacierz mówili.

Ksiądz wyszedł ze mszą pierwszą, organy zagrały, a naród się zakołysał, pochylił i na kolana padł przed majestatem Pańskim.

I już cicho było, nikt nie śpiewał, a modlił się każdy wpatrzony w księdza i w tę świeczkę, co płonęła wysoko nad ołtarzem, organy huczały przyciszoną a tak tkliwą nutą, że mróz szedł przez kości, czasem ksiądz się odwrócił, rozkładał ręce, powiadał w głos łacińskie święte słowo, to naród wyciągał ramiona, wzdychał głęboko, pochylał się w skrusze pobożnej, bił się w piersi i modlił żarliwie.


Potem zaś, gdy się msza skończyła, ksiądz wlazł na ambonę i prawił długo, nauczał o tym dniu świętym, przestrzegał przed złem, gromił, rękami wytrząchał i grzmiał tym słowem palącym,– że jaki taki westchnął ciężko, kto się bił w piersi, kto się w sumieniu z win kajał, kto się zamedytował, któren znów co miętszy, a kobiety zwłaszcza, płakał – bo ksiądz mówił gorąco a tak mądrze, że każdemu to szło prosto do serca i do rozumu, juści, że tym ino, co słuchali, bo wiela było takich, których śpik morzył z gorąca.

Niezapomniany Franciszek Pieczka jako
lipecki duszpasterz

...huknęły znowu organy i ksiądz zaśpiewał:

W żłobie leży, któż pobieży.

Naród się zakołysał, powstał z klęczek, wraz też pochwycił nutę i pełnymi piersiami, a z mocą ryknął jednym głosem:

Kolędować małemu! (...)

Borynowie dopiero na samym świtaniu powrócili z kościoła i ledwie w pacierz potem już cały dom chrapał...

Odpoczynku i radości w te święta...

piątek, 31 października 2014

Non omnis moriar

Jutro będziemy odwiedzać groby swoich bliskich. Są jednak takie, których rodzina nie odwiedzi. Groby bohaterów literackich. Stworzone w powieściach, opowiadaniach, wierszach, istnieją naprawdę. Często ludzie, będący pierwowzorami tych postaci rzeczywiście żyli i zmarli tak, jak opisali to literaci. Ich groby są jednak niekiedy symboliczne, ale warto o nich pamiętać. Stanowią bowiem część naszego dziedzictwa narodowego.


Najstarszy chyba taki grób należy do Jana i Cecylii Bohatyrowiczów.


Grób Jan i Cecylii postawiano, wg Orzeszkowej,  w 1549 roku.

Dziś znajduje się na Białorusi. Został opisany przez Elizę Orzeszkową w powieści "Nad Niemnem", kiedy były to jeszcze ziemie polskie:

Był to grobowiec bardzo prosty i ubogi (...) Tylko nazwiska nie było tam żadnego(...) 
Jan i Cecylia! Czy kochali się oni? Czy świat ich rozłączał, a połączyła mogiła? 
Jak żyli i dlaczego,  gdy umarli, tak na długo, na wieki, pozostali w sercach i pamięci ludzi?



Z tego samego stulecia pochodzi grób Urszuli Kochanowskiej w Czarnolesie.

Symboliczny grób córki Jana Kochanowskiego - bohaterki jego trenów, która zmarła prawdopodobnie w 1578.

Wprowadzenie do literatury polskiej małego dziecka dokonało się właśnie po jej śmierci. Kochanowski zerwał z obowiązującą od starożytności tradycją pisania trenów na cześć dorosłych i zasłużonych zmarłych, pisząc:

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim! 
                                                       (Tren XVIII)


Orszulo moja wdzięczna, gdzieś mi się podziała?
W którą stronę, w którąś się krainę udała?
Czyś ty nad wszytki nieba wysoko wniesiona
I tam w liczbę aniołków małych policzona?
Czyliś do raju wzięta? Czyliś na szczęśliwe
Wyspy zaprowadzona? Czy cię przez teskliwe
Charon jeziora wiezie i napawa zdrojem
Niepomnym, że ty nie wiesz nic o płaczu mojem?
                                                               (Tren X)


Z XIX wieku pochodzi Mogiła Powstańców Styczniowych, opisana w "Nad Niemnem" Orzeszkowej. Z powieści dowiadujemy się, że leży tam czterdziestu patriotów, wśród nich Andrzej Korczyński i Jerzy Bohatyrowicz.

O Mogile, choć ukrytej w białoruskim lesie, pamiętają wciąż miejscowi i przybyli z Polski rodacy.

Tu, nad tym grobem, wiecznie było cicho i samotnie. Świat o nim nie wie nic...


Chyba świat nic nie wie o grobie Macieja Boryny z "Chłopów" Reymonta. Jest bowiem bardzo zaniedbany. Usprawiedliwieniem może być to, że nikt w nim nie leży. Mogiła jest symboliczna. Widocznie kreacja bohatera była tak realistyczna, że traktowano go jak osobę z tego, a nie tylko literackiego świata. No cóż, przecież za tę powieść Władysław Reymont otrzymał Nagrodę Nobla. 


Symboliczny grób Macieja Boryny w Lipcach Reymontowskich
Jak się czyta opis śmierci Boryny, trudno uwierzyć, że nigdy nie umarł, bo nigdy nie żył...

Przystanął zdumiony, zdało mu się, że wszystko ruszyło naprzeciw, pełzały trawy, płynęły rozkołysane zboża, opasywały go zagony, cały świat się podnosił i walił na niego, że strach go porwał, chciał krzyczeć, ale głosu już nie wydobył ze ściśniętej gardzieli, chciał uciekać, zabrakło mu sił i ziemia chwyciła za nogi, plątały go zboża, przytrzymywały bruzdy, łapały twarde skiby, wygrażały drzewa zastępujące drogę, rwały osty, raniły kamienie, gonił zły wiater, błąkała noc i te głosy, bijące całym światem:
- Ostańcie! Ostańcie!
Zmartwiał naraz, wszystko przycichło i stanęło w miejscu, błyskawica otworzyła mu oczy z pomroki śmiertelnej, niebo się rozwarło przed nim, a tam w jasnościach oślepiających Bóg Ociec, siedzący na tronie ze snopów, wyciąga ku niemu ręce i rzecze dobrotliwie:
- Pódziże, duszko człowiecza, do mnie. Pódziże, utrudzony parobku...
Zachwiał się Boryna, roztworzył ręce, jak w czas Podniesienia:
- Panie Boże zapłać! - odrzekł i runął na twarz przed tym Majestatem Przenajświętszym.
Padł i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie.
Świt się nad nim uczynił, a Łapa wył długo i żałośnie...



Na krakowskim Cmentarzu Rakowickim znajduje się grobowiec zmarłej w 1910 r. Faustyny Morzyckiej, którą Stefan Żeromski sportretował jako Stasię Bozowską w "Siłaczce". Jej poświęcenie się skomentował, wkładając w usta Pawła Obareckiego słowa:

Niemądra byłaś! Tak żyć nie tylko nie można, ale i nie warto. Z życia nie zrobisz jakiegoś jednego spełnienia obowiązku: zjedzą cię idioci, odprowadzą na powrozie do stada, a jeśli się im oprzesz (...) to cię śmierć zabije najpierwszą...


                                Grób Faustyny Morzyckiej - pierwowzoru Stanisławy Bozowskiej z "Siłaczki"

Morzycka poświęciła się konspiracyjnej pracy oświatowej w Paulinowie koło Nałęczowa, otworzyła pierwsza szkołę w Nałęczowie. "Siłowała się" z analfabetyzmem i głupotą ludzką.

Zdjęcie pochodzi sprzed kilku lat. Czy ktoś z Krakowa mógłby odszukać ten grób i powiedzieć, jaki jest jego stan obecny?


Nie wszystek umrę, wiem że uniknie pogrzebu
cząstka nie byle jaka - te słowa Horacego widnieją na niejednym cmentarzu. 


Literatura ocaliła ich od zapomnienia.
Dopóki istnieją w naszej zbiorowej świadomości, dopóty my istniejemy...


sobota, 25 października 2014

Prozatorskie nie znaczy prozaiczne (opisy jesieni)

Opisy przyrody w prozie to fragmenty, które z reguły się omija, czytając powieści czy opowiadania. A szkoda. Można w nich dostrzec piękno opisywanego krajobrazu i talent pisarza. Dlatego dziś postanowiłam je Wam trochę przybliżyć, wszak jesień mamy wciąż cudną.




Słońce (...) przygrzewało jeszcze niezgorzej - wisiało w połowie drogi między południem a zachodem nad lasami, że już (...) grusze po polach, a nawet zeschłe i twarde skiby kładły za się cienie mocne i chłodne. Cisza była na polach opustoszałych i upajająca słodkość w powietrzu... 
...wieś grała w słońcu jesiennymi barwami sadów - niby czerwono-żółta liszka, zwinięta na szarym liściu łopianu...
(W.St.Reymont "Chłopi", t. 1 "Jesień")




Poranek był jasny i chłodny, a że zaś przymrozek orzeźwił powietrze, to i raźniej się poruszali, i zgiełkliwiej; wychodzili gromadniej na pola, którzy do kopania szli z motyczkami a koszykami na ręku,dojadając śniadań, którzy z pługiem ciągnęli na ścierniska...
Takiego widoku już dziś nie ujrzymy na polskich polach.

Droga była pusta i zasłana opadłym liściem tak obficie, że wyboje i głęboko powyrzynane koleiny pokryły się rdzawozłocistym kobiercem, pociętym pręcami cieniów, jakie rzucały pnie topoli, bo słońce z boku świeciło.
(j.w.)





U Żeromskiego opis jesieni mam być tłem smutnego losu bohatera, toteż i pora roku nie będzie piękna.

Ponura jesień zwarzyła już i wytruła w trawach i chwastach wszystko, co żyło. Obdarte z liści, szczerniałe rokiciny żałośnie szumiały, zniżając pręty aż do samej ziemi. Bure obłoki podarte i rozczochrane leciały szybko, prawie po powierzchniach tych pól obumarłych i przez deszcz chłostanych.
(Stefan Żeromski "Rozdziobią nas kruki, wrony...")




W bruzdach ściernisk i podorywek jesiennych, na sapowatych niwkach i świeżych karczowiskach, gdzie stały smugi wody po niedawnej nawałnicy, mieniły się rude plamy jak kawałki szyb przepalonych. (...) Nadleciały stadkiem cyranki, krążyły kilkakroć z wyciągniętymi szyjami, przerywając ciszę melodyjnym, dzwoniącym świstem skrzydeł zataczały w powietrzu elipsy coraz mniejsze...
(Stefan Żeromski "Zmierzch")


Cyranki z: http://forum.bocian.org.pl/viewtopic.php?p=58158

Wolę optymistycznego Sienkiewicza:)

Godzina była popołudniowa i słońce chyliło się już dobrze ku zachodowi, ale po nocy dżdżystej i burzliwej dzień był piękny i niebo czyste, gdzieniegdzie tylko upstrzone na zachodniej stronie małymi różowymi obłokami, które zasuwały  się z wolna  za widnokrąg, podobne do stada owiec schodzącego z pola. 
(Henryk Sienkiewicz "Potop", t.1)



Noc była pogodna i księżycowa, ale hałaśliwa. W głębinach leśnych wrzało życie. Była to pora bekowiska, więc puszcza brzmiała naokół groźnymi rykami jeleni.
(j.w., t.II)




Znajomy myśliwy twierdzi, że Sienkiewicz się pomylił. Pojęcie bekowisko stosuje się tylko do danieli, zaś okres godowy jeleni to rykowisko. Etymologicznie rzecz biorąc, daniele bekają (czy beczą) a jelenie ryczą? Sienkiewicz nie bawił się w takie subtelności:)




Słownik Języka Polskiego wyjaśnia, że użyte przez niego bekowisko oznacza gody zarówno danieli, jak i jeleni.



Niechaj ten jesienny zegar przypomni Wam, że dziś przechodzimy na czas zimowy...