sobota, 17 grudnia 2016

Szlakiem "Potopu" c.d. - Upita

Upita to wieś na Litwie, która zainteresowała mnie ze względu na miejsce rehabilitacji Andrzeja Kmicica z Sienkiewiczowskiego "Potopu". Mianowicie kościół p.w. św. Karola Boromeusza, drewniany, wzniesiony w 1787 r. na miejscu starszego, fundowanego w 1742 r. przez Stanisława Tyszkiewicza i jego żonę Ewę z Białłozorów. Według różnych źródeł w kaplicy lub przy kościele miał być lub jest pochowany poseł upicki Władysław Siciński, który jako pierwszy skorzystał z prawa liberum veto, zrywając w 1652 r. sejm w Warszawie.


We wsi mieszka podobno około pięciuset osób, ja widziałam może kilka. Poza kościołem. cmentarzem, pocztą, szkołą, sklepem i domami mieszkalnymi nie ma nic więcej. Nie byłoby o czym pisać, gdyby nie Sienkiewicz:) Zatem zajrzyjmy do "Potopu".


We dwa tygodnie później pan Kmicic wstawał już i chodził na kulach, a następnej niedzieli uparł się jechać do kościoła.
- Pojedziem do Upity - rzekł do Soroki - bo od Boga trzeba poczynać, a po mszy do Wodoktów.
Soroka nie śmiał się sprzeciwiać, więc kazał jeno wymościć sianem skarbniczek, a pan Andrzej wystroił się odświętnie i pojechali.


Przyjechali w czas, gdy mało jeszcze ludzi było w kościele. Pan Andrzej, wsparty na ramieniu Soroki, podszedł pod sam wielki ołtarz i klęknął w kolatorskiej ławce; nikt też go nie poznał, tak zmienił się wielce; twarz miał bardzo chudą, wynędzniałą, a przy tym nosił długą brodę, która mu czasu wojny i choroby wyrosła. Kto i spojrzał na niego, pomyślał, że jakiś przejezdny personat na mszę wstąpił; kręciło się bowiem wszędzie pełno przejezdnej szlachty, która z pola do swych majętności wracała.


Kmicic, zatopiony w modlitwie, nie widział nikogo; z pobożnego zamyślenia zbudziło go dopiero skrzypienie ławki pod nogami wchodzących do niej osób. Wówczas podniósł głowę, spojrzał i spostrzegł tuż nad sobą słodką a smutną twarz Oleńki. Nagle przed kościołem rozległ się szczęk broni i tętent kopyt końskich.(...)


Tłumy poczęły się kołysać, wszystkie głowy zwróciły się naraz ku drzwiom. A wtem zaroiło się we drzwiach i hufiec zbrojny pojawił się w kościele. Na czele szli z brzękiem ostróg pan Wołodyjowski i pan Zagłoba. Tłumy rozstępowały się przed nimi, a oni przeszli przez cały kościół, klękli przed ołtarzem, pomodlili się krótką chwilę, po czym obaj weszli do zakrystii.
Więc uczyniło się cicho; ksiądz zaś w serdecznych słowach powitał naprzód wracających żołnierzy, wreszcie oznajmił, że list królewski zostanie odczytany, przez pułkownika chorągwi laudańskiej przywieziony.


Więc uczyniło się jeszcze ciszej i po chwili po całym kościele rozległ się głos od ołtarza:
"My, Jan Kazimierz, król polski, wielki książę litewski, mazowiecki, pruski etc., etc., etc. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen.
...wiadomo czynimy całemu stanowi rycerskiemu, mianowicie zaś ludziom wojskowym i świeckim, urzędy mającym cuiusvis dignitatis et praeeminentiae, oraz wszystkiemu obywatelstwu Wielkiego Księstwa Litewskiego i naszego starostwa żmudzkiego, że jakiekolwiek gravamina ciążyłyby na urodzonym a nam wielce miłym panu Andrzeju Kmicicu, chorążym orszańskim, te coram jego następnych zasług i chwały zniknąć z pamięci ludzkiej mają, w niczym czci i sławy pomienionemu chorążemu orszańskiemu nie ujmując." (...)

Kościół był zamknięty, więc próbowałam zajrzeć do środka oknem. Niestety było za wysoko, stąd takie rozmazane zdjęcie

Tłumy poczęły się kołysać, wszystkie głowy zwróciły się naraz ku drzwiom. A wtem zaroiło się we drzwiach i hufiec zbrojny pojawił się w kościele. Na czele szli z brzękiem ostróg pan Wołodyjowski i pan Zagłoba. Tłumy rozstępowały się przed nimi, a oni przeszli przez cały kościół, klękli przed ołtarzem, pomodlili się krótką chwilę, po czym obaj weszli do zakrystii.


Więc Babinicz to on?! Więc ów pogromca Szwedów, zbawca Wołmontowicz, zwycięzca w tylu bitwach to Kmicic?!... Szum wzmagał się coraz bardziej, tłumy poczęły cisnąć się ku ołtarzowi, aby go widzieć lepiej. (...)
- Panie Andrzeju! - wołał pan Zagłoba - ot, przywieźliśmy ci gościńca. Sam się takiego nie spodziewałeś! Do Wodoktów teraz, do Wodoktów, na zrękowiny i wesele!...
("Potop", t. III, rozdz. 30.)

Słynne słowa Oleńki: "Jędruś! ran twoich niegodnam całować!" nie padły w kościele upickim, jak to pokazał film Jerzego Hoffmana, ale w Wodoktach. 

18 komentarzy:

  1. Piękne choć jakże inne niż w "Potopie" a może tak było....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraźnia Sienkiewicza jest atrakcyjniejsza niż rzeczywistość :)

      Usuń
  2. Byłam dzieckiem, jak przeczytałam balladę Mickiewicza o Sicińskim (kiedyś to dzieci miały lektury, prawda? :))) i tak mi ta Upita zapadła w pamięć, ale zawsze miałam poczucie nierealności tego miejsca. Z "Potopem" wcale nie kojarzyłam. A tu, masz, istnieje naprawdę! Gratulacje z powodu wycieczki! I pięknie dziękuję za zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś omawiano więcej ballad Mickiewicza, "Popas w Upicie' również. Pisząc ten post zastanawiałam się czy do niej nie sięgnąć. Wybrałam jednak "Potop". Kmicic młodemu pokoleniu jest równie nieznany, co Sicinski, niestety...
      Dziękuję za ciekawy komentarz.

      Usuń
  3. Fajna podróż :) Potop to ciekawa książka. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  4. Sienkiewicz zrobił z wielu miejsc miejsca niesamowite, Ty ukazujesz ich "przyziemność"...Trochę to gorzkie...;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Ale chyba nie robię tym krzywdy Sienkiewiczowi:) Czasami warto skonfrontować fikcję literacką z rzeczywistością.

      Usuń
    2. Krzywdę ?? Wręcz przeciwnie !! To tylko podkreśla Jego niesamowitą wyobraźnię...;o)

      Usuń
  5. Jestem pełna uznania dla Ciebie za te Twoje LITERACKIE PODRÓZE.
    Wyrazy najwyższego szacunku.
    Pozdrawiam Agnieszko serdecznie.
    Jutro na moim blogu będzie "prezent" dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Chętnie zajrzę jutro na Twój blog:)

      Usuń
  6. Zupełnie obok tego wspaniałego wpisu,bo pora ku temu.
    Zastawiam śnieżynki** na rzęsach Pani, one podkreślają niekwestionowany urok kobiecej urody, zwłaszcza w Święta Bożego Narodzenia.A przesłaniem śnieżynek niechaj będzie jak zawsze, nieustający zachwyt Pani osobowością i tym wszystkim czemu się Pani poświęca.
    Radosnych Świąt.
    Przy wigilijnym stole, będą Wnuczkom opowiadał o pięknej,wspaniałej polonistce..

    JC

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za śnieżynki. Pozdrawiam przedswiatecznie, a życzenia złożę w kolejnym wpisie.

      Usuń
  7. Pani Agnieszko!
    Życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Tobie również, Kochana. Niechaj córcia zdrowo rośnie na pociechę dla Was. Najlepszego na święta!

      Usuń
  8. Jakoś scenerię do potopu wobrazalam sobie inaczej, ale w sumie czemu nie mialaby byc wlasnie taka? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zaskoczyło to miejsce. Zwłaszcza małe rozmiary tego kościółka:)

      Usuń

Pozostawienie komentarza (choćby anonimowego) daje mi poczucie, że warto dalej tworzyć ten blog, bo ktoś go jednak czyta:)