poniedziałek, 15 lutego 2016

W Nagłowicach Mikołaja Reja

Skończyły się ferie, które spędziłam bardzo pracowicie, zbierając dla Was materiał na Świętokrzyskim Szlaku Literackim. Będzie z tego kilka postów, a zacznę od ojca polskiej literatury - Mikołaja Reja i jego Nagłowic.


Żył w XVI wieku, więc nic właściwie (oprócz twórczości) nie zachowało się do naszych czasów, co byłoby bezpośrednio związane z pisarzem. Całe szczęście, że jest dworek, który pod koniec XVIII wieku wybudował (na miejscu starego) właściciel Nagłowic Kacper Walewski. Bo Nagłowice właśnie, a nie miejsce urodzenia Mikołaja Reja (Żurawno, dziś na Ukrainie) kojarzą się z ojcem literatury polskiej. Już bowiem na początku XV wieku Nagłowice przeszły w posiadanie Rejów herbu Oksza. W 1410 roku w bitwie pod Grunwaldem uczestniczył Jan Rej z Nagłowic - przodek pisarza.


Mówimy zatem o Mikołaju Reju z Nagłowic, mimo że był właścicielem kilkunastu wsi a nawet założył dwa miasta - Rejowiec (gdzie zmarł) i Oksę (dziś Oksza, gdzie prawdopodobnie został pochowany, choć badacze nie są zgodni w tej kwestii). Pisarz bardzo dobrze na tych terenach gospodarzył - spławiał zboże, skupował ziemię, z zyskiem ją sprzedawał i zarządzał tak, że miał z czego utrzymać żonę i ośmioro dzieci.


Chociaż jego twórczość powstawała prawie pięćset lat temu, czyta się ją dziś świetnie. I spora część tego, co napisał, okazuje się aktualna. Nie wierzycie? Poczytajcie...


Nie ten jest mądry, kto wiele spraw umie, lecz kto złe od dobrego rozeznać rozumie.

Małe złodziejaszki wieszacie, wielkim – nisko się kłaniacie.



Nie mów co chcesz, abyś nie usłyszał czego nie chcesz.

Że dobrym być potrzeba i któż tego nie wie? Lecz dobry owoc rośnie nie na każdym drzewie.


Ale iż różne są czasy w roku, też są i różne przypadki i w gospodarstwie, i w każdej sprawie człowieka poczciwego, gdyż rok jest na czworo rozdzielon: naprzód wiosna, więc lato, potym jesień, więc zima. A w każdym z tych czasów i potrzebnego a różnego gospodarstwa, i rozkosznych czasów, i krotofil swych w swoim onym pomiernym a w spokojnym żywocie poczciwy człowiek może snadnie użyć. Bo gdy przypadnie wiosna, azaż owo nie rozkosz z żonką, z czeladką po sadkoch, po ogródkoch sobie chodzić, szczepków naszczepić, drobne drzewka rozsadzić, niepotrzebne gałązki obcinać, mszyce pozbierać, krzaczki ochędożyć, okopać, trzaskowiskiem osypać? Bo tego trzeba, aby około młodego drzewka chwast nie rósł; bo coby miało drzewko róść, to mu onę wilgotność chwast wyciągnie. 


Azaż nie rozkosz, jeśliże czytać umiesz, układszy się pod nadobnym drzeweczkiem między rozlicznymi pięknymi a woniającymi kwiateczki, albo także zimie na nadobnym a rozkosznym łóżeczku swoim, iż się rozmówisz z onymi starymi mędrcy, z onymi rozlicznymi filozofy, z których najdziesz wielkie pociechy starości swojej, w których najdziesz wielką naukę ku każdej rozważnej sprawie swojej?



Warto pamiętać, że w najbardziej znanej wypowiedzi Reja słowo "gęsi" jest przymiotnikiem (językiem gęsim nazywano łacinę, ze względu na to, że posługiwano się nią głównie na piśmie, a pisano gęsimi piórami, a także przez pamięć o legendzie, jak to gęsi Rzym uratowały). Ponadto łacina kojarzyła się Rejowi z gęganiem. Nie chodzi więc o porównanie Polaków do gęsi, ale o język gęsi w odróżnieniu od języka "swojego", czyli polskiego, w którym dopiero za czasów Reja zaczęto pisać na większą skalę. Ojca literatury polskiej docenił sam Kochanowski.




Powiedzenia takie jak "wykręcić się sianem", "łaska pańska na pstrym koniu jeździ" czy " jaki pan taki kram", których używa jeszcze moje pokolenie (młodsze chyba już nie), pochodzą właśnie z twórczości Mikołaja Reja.


Poeta był bardzo lubiany i towarzyski. W muzeum można przeczytać list opata sieciechowskiego Mikołaja Wereszczyńskiego, który opisuje co Rej jadał i pijał - pierwsza z czterech stron listu wymienia tylko to, co pisarz zjadał na śniadanie:)



Miło było w Nagłowicach, ale nie ma co za długo siedzieć w jednym miejscu, żeby nie być posądzonym o nadużywanie gościnności, o którym pisał Rej: przyjechali goście, trzy niedziele goszczą. ojedzą, opiją, jeszcze ściany oszczą.

Jedźmy więc dalej szlakiem świętokrzyskim i nie tylko...

22 komentarze:

  1. Byłam tam oczywiście. Mikołaj Rej to taka postać, osoba, która chyba wszyscy pamiętają, bo to początek edukacji z literatury polskiej....chyba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Reja już nie ma w programie liceum, z gimnazjum nic nie pamiętają, jesli w ogóle mieli. Za trudne przecież, żeby się biedne dzieci męczyły...

      Usuń
  2. Kolejna wspaniała literacka podróż :-) czekam na kolejne relacje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Za tydzień zapraszam na kolejną.

      Usuń
  3. Byłam tam w pewien deszczowy październikowy weekend. Niestety nie zastałam gospodarzy tego uroczego muzeum, więc przespacerowałam się tylko po mokrym jesiennym parku. Dziękuję za wspaniałą wirtualną wizytę. Dla polonisty to jak pielgrzymowanie do miejsc świętych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omawiam z licealistami renesans. O Reju prawie nikt w klasie nie słyszał i wg programu nauczania nie usłyszy. O zgrozo! Pokolenie dzisiejszych nastolatków nie będzie znało początków ojczystej literatury. Oczywiście pokazałam im ten post,do czego zachęcam innych polonistow.

      Usuń
    2. O Reju powinno się mówić w gimnazjum, czytać fragmenty jego "Żywota człowieka poczciwego" i zapewne się to robi, ale większość gimnazjalistów naukę na w ogóle w nosie. Przecież wystarczy 30%, żeby zdać maturę, a co dopiero egzamin gimnazjalny, to po co się uczyć...

      Usuń
  4. Miałam ciekawe zdarzenie z przymiotnikiem "gęsi". Podczas spotkania z młodzieżą podczas wakacji, wspomniałam, że "gęsi" to przymiotnik, a nie rzeczownik, że takie było określenie użyte przez Reja dotyczące łaciny. Nagle słyszę głos nastolatka: - Greya? Czytałem, czytałem, ale tam nic nie było o gęsiach.
    Nie jestem nauczycielką, więc zdziwiła mnie informacja w komentarzach, że w liceum nie wspomina się o Reju. Nie dziwę się, że później młodzi ludzie mylą Reja z Greyem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Kolejne reformy skupiają się na tym, żeby nie przemeczac dzieci i tak wychowujemy wykorzeniony naród, ktorego nie trzeba będzie podbijać czołgami. Sam się zanglicyzuje...

      Usuń
  5. Byłam w Nagłowicach. Rey jest bardzo ciekawy, szkoda, że całkiem nieznany gimnazjalistom.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sęk w tym, że większość naszych pisarzy nie cieszy się zainteresowaniem młodzieży. W tym wieku wielu spraw się po prostu nie rozumie. Ale gdyby nie spotkali się z ich twórczością w szkole, pewnie nigdy nie dowiedzieliby się o jej istnieniu...

      Usuń
  6. Miło było przypomnieć sobie to miejsce , które kilka lat temu odwiedziłem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię oglądać czyjeś relacje z miejsc, które znam z własnych podróży. Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Byłam w Nagłowicach właśnie ze względu na Reja i na dworek w którym mie4ści się muzeum.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że są ludzie, których interesują takie miejsca. Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Bardzo ciekawa relacja Agnieszko.
    Ale powaliły mnie na kolana te jego trafne spostrzeżenia i zapiski.
    Dziękuję Ci serdecznie.:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. To, żeby się nam dzieci nie przemęczyły zafundujmy im Grocholę i Michalak ... hm. Choć dla mnie to by dopiero była męka. Na szczęście należę do pokolenia, które miało w szkole i Reja i Kochanowskiego i Mickiewicza i Słowackiego i Prusa i Sienkiewicza i jeszcze wielu innych polskich pisarzy, może nawet ubolewałam kiedyś, że ta relacja Polaków do cudzoziemców (Balzak, Szekspir, Dostojewski) była zaburzona, bo prawie nie przypominam sobie, abym przerabiała coś w szkole Dostojewskiego albo Zoli, czy choćby Austin. Ale może dzięki temu całkiem nieźle mam opanowaną polską klasykę, bo uwielbiałam czytać, a wskazówką było dla mnie nazwisko, które się przerabiało w szkole, tym sposobem sięgałam po lektury pozaszkolne Sienkiewicza, Żeromskiego, Orzeszkowej i innych "naszych" pisarzy. Pamiętam też taką scenkę, kiedy moja młodsza o dziesięć lat siostra uczyła się razem ze mną Trenu Kochanowskiego i jako dwu- a może trzy latka powtarzała Nieszczęsne ochędóstwo, żałosne ubiory Mojej namilszej cory - a mnie się wydawało, że to ona myli - bo winno być najmilszej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo, brawo, brawo!
      Klasyka łączyła całe pokolenia, była pomostem "miedzy dawnymi a młodszymi laty, budowała tożsamość narodową. Komu to przeszkadzało?

      Usuń
  10. Należę do pokolenia które uczyło się o Reju ,Kochanowskim to przecież żródła naszej polskości .Jestem w szoku jakie są kryteria wyboru lektur.Nic dziwnego,że słowa ojca polskiej literatury są ciągle aktualne.basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planują kolejną reformę edukacji (która to już w moim życiu?), ale mam coraz mniej nadziei na rzeczywistą poprawę sytuacji...

      Usuń
  11. Byłem kiedyś w Nagłowicach podczas jednej z moich wypraw rowerowych. Sam dworek w bardzo dobrym stanie. Pobliski park też jest dość przyjemny.

    OdpowiedzUsuń

Pozostawienie komentarza (choćby anonimowego) daje mi poczucie, że warto dalej tworzyć ten blog, bo ktoś go jednak czyta:)