czwartek, 14 listopada 2019

Kaukaz Prometeusza

Kontynuując wątek gruziński, opowiem dziś o Prometeuszu. Nie kojarzy się ten bohater z Gruzją? Nic nie szkodzi:) Oczywiście, że znamy go z mitów greckich, ale przecież bogowie skazali go na męki na Kaukazie, gdzie sęp (w innych podaniach orzeł), wyjadał mu wciąż odrastającą wątrobę. Ale może od początku.


Według mitów greckich to Prometeusz stworzył człowieka. Ulepił go z gliny pomieszanej ze łzami. Nauczył ludzi jak przetrwać na ziemi, a nawet kilkakrotnie dla ich dobra sprzeciwił się bogom. Przede wszystkim wbrew woli Zeusa dał im ogień. I w powszechnej opinii za to właśnie został przykuty do skał Kaukazu.


Jeśli jednak wczytamy się w mity, zobaczymy, że kara była stopniowana. Najpierw Zeus ostrzegał Prometeusza, żeby nie sprzeciwiał się mu, bał się bowiem zagrożenia ze strony coraz silniejszych i mądrzejszych, dzięki Prometeuszowi, ludzi. Kiedy widział jednak, że tytan nadal opiekuje się nimi, uczy ich rzemiosła, posługiwania się narzędziami, lekarstwami, oswaja ze zwierzętami, zesłał na świat Pandorę, mając nadzieję, że Prometeusz zakocha się w niej. W noc poślubną miała otworzyć puszkę z nieszczęściami, które były przeznaczone dla człowieka. 

Wejście do Jaskini Prometeusza

Prometeusz jednak wyczuł podstęp i odprawił Pandorę. Niestety jego brat Epimeteusz uległ pokusie, pobrali się i puszka (jako ślubny prezent od bogów) została otwarta. Wtedy na świecie pojawiły się wszystkie nieszczęścia. Był wielki potop, z którego na ziemi ocalał tylko syn Prometeusza Deukalion i córka Pandory Pyrra. Im właśnie bogini Gaja poleciła rzucać za siebie kamienie. Z rzuconych przez Deukaliona powstawali mężczyźni, z tych przez Pyrrę kobiety.


Najbardziej jednak rozgniewał się Zeus na Prometeusza, gdy ten nauczył ludzi przechytrzenia bogów. Polecił, aby zwierzęta na ofiarę podzielili na dwie kupki. Na jednej miało być mięso przykryte skórą, na drugiej kości pod tłuszczem. Zeus dokonał wyboru, co ludzie będą składali bogom w ofierze, a co mogą zostawiać sobie. Wybrał świecący się w słońcu tłuszczyk. Tym sposobem człowiekowi zostawało mięso i skóry. Rozzłoszczony pan Olimpu zabronił wtedy używania przez ludzi ognia, żeby nie mieli jak przyrządzić sobie mięsa. Prometeusz ukradł więc bogom ogień i wręczył go ludziom.


Według jednej z wersji skradł go bezpośrednio z Olimpu, według innej z kuźni Hefajstosa na wyspie Lemnos, według kolejnej wykradł iskrę z rydwanu boga słońca Heliosa. Późna wersja mówi o tym, że w kradzieży pomogła herosowi Atena. Zeus postanowił raz na zawsze skończyć z dobroczyńcą ludzkości. Przykuty do skał Kaukazu Prometeusz miał wiecznie cierpieć męki z powodu wyjadanej przez ptaka i wciąż odrastającej wątroby. Jednak po wielu latach uwolnił go Herakles, zabijając wątrobożercę strzałą z łuku. Prometeusz schronił się przed Zeusem w jednej z licznych jaskiń Kaukazu i przemienił ją w swoje królestwo. Dziś można podziwiać te jaskinie (podobno jest ich kilka). Widziałam jedną z nich, naprawdę piękna.


Zachwycające są też góry Kaukazu. Można wjechać samochodem na jakieś 2200 metrów nad poziomem morza i podziwiać to, co stworzyła natura, a także sam człowiek u stóp tych gór. Dla starożytnych Greków był to koniec świata, dlatego tu właśnie Zeus umieścił Prometeusza. Konkretnie zaś na jednym z najwyższych szczytów Kaukazu (o wysokości 5033,8 m n.p.m.) - drzemiącym wulkanie - Kazbeku. Co prawda ostatnie erupcje miały miejsce około 6 tys. lat temu, ale pozostałością działalności wulkanicznej są dziś wyziewy gorących gazów na północnych stokach góry. Na szczycie Kazbeku jest ponoć ukryty, przywieziony z Mamre/Hebronu namiot Abrahama podarowany Gruzinom przez św. Józefa.

Widok z klasztoru św. Trójcy na miasteczko Kazbegi

Legenda głosi, że we wnętrzu małej groty Kazbeku był przechowywany prawdziwy żłóbek Jezusa. Miejsce to do dziś nosi nazwę Groty  Betlejemskiej. Jest usytuowana na północnej ścianie góry na wysokości 4000 metrów. Przez jakiś czas była zapomniana. Odkryła ją w pierwszej połowie XX wieku gruzińska alpinistka Aleksandra Japaridze. Niestety (a może na szczęście) turyści tam nie docierają. 

Ośnieżony Kazbek

W gruzińskiej mitologii Prometeusz ma swój odpowiednik - nieustraszonego herosa o imieniu Amirani, który również przeciwstawił się bogom. Ukradł im ogień dla ludzi, uczył Ziemian jak przetrwać i rozwinąć cywilizację, za co został przykuty do Kazbeku, a orzeł codziennie wydziobywał mu wątrobę, która odrastała w czasie nocy, Powstanie mitu o Amiranim datowane jest na III wiek p.n.e. Opowieść mogła być zasłyszana przez greckich podróżników lub osadników i wbudowana w grecki mit o Prometeuszu.


Turyści mogą oglądać Kazbek ze wzgórza, na którym stoi prawosławny klasztor i cerkiew św. Trójcy. Jest to miejsce święte dla Gruzinów, stąd chustka na mojej głowie na powyższym zdjęciu. Nie zachowały się źródła dotyczące powstania cerkwi, ale wg szacunków historyków sztuki został ona wraz z dzwonnicą zbudowana w XIV wieku. Przypuszczalnie w XV wieku dobudowano do cerkwi przylegający do niej budynek. 


W czasach Związku Radzieckiego odprawianie nabożeństw w cerkwi było zakazane, ale obiekt stał się popularnym miejscem wypraw turystycznych. W 1988 r. władze radzieckie zbudowały nawet kolejkę linową, ale niezadowoleni z tego mieszkańcy pobliskiej miejscowości Stepancmindy (Kazbegi) w niedługim czasie ją rozebrali. Od końca 2018 r. do cerkwi prowadzi asfaltowa droga, więc łatwo się tam dostać samochodem. Wnętrze cerkwi jest w opłakanym stanie, może dlatego nie wolno robić zdjęć. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie przemyciła dla Was jednego.


Opuszczamy już przepiękny Kaukaz, ale do Gruzji jeszcze wrócimy w następnym poście. Zapraszam za kilka dni.



32 komentarze:

  1. Ciekawa podróż z wątkiem grecko - gruzińskim. Pamiętam moje zainteresowanie mitami jeszcze ze szkoły podstawowej. Krajobraz na Twoich zdjęciach jest dość surowy ale też fascynujący. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ogromną przyjemnością przypomniałam sobie mit o Prometeuszu. Dzięki Tobie. Jaskinia rzeczywiście przepiękna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się podobała, ale koleżance przeszkadzały te kolorowe światła. Kwestia gustu:)

      Usuń
    2. Który sprawia, że nie ma dwóch osób, którym podobałoby się wszystko to samo. :) Może i dobrze, bo dzięki różnorodności żyje się ciekawiej.

      Usuń
  3. Było mi miło ponownie teleportować się do Kaukazu. Moim marzeniem kilka lat temu było odwiedzenie malutkiego kościółka Świętej Trójcy, do którego dostałam się "na skróty". Wtedy nie prowadziła tam droga asfaltowa tylko wymyta przez deszcz trasa po której mogły jeździć tylko auta terenowe o mocnym zawieszeniu. Jest to niesamowite miejsce otoczone szczytami Kaukazu. A gdy do tego doda się legendy, mity to wtedy to miejsce jest jak z innego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam Twój post o Kaukazie z 2015 roku. Faktycznie trochę się tam zmieniło...

      Usuń
  4. Przepiekna podróż i wspaniały mit o Prometeuszu.
    W Gruzji byłam 30 lat temu i przejechałam ją w poprzek tzw. Gruzińską Drogą Wojenną. Nigdy nie zapomnę tych widoków - Kaukazu i przepięknych świątyń na górach.
    Pozdrawiam ... i jak zwykle MOJE UZNANIE...:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Reasumując...Na Prometeuszu testowano przeszczepy wątroby...;o)

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko!
    Jestem zachwycona Twoją relacją i miejscami, które odwiedziłaś.Jaskinia jest cudna!
    Troszeczkę Ci zazdroszczę (tak pozytywnie) tej wyprawy do Gruzji.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Pozdrawiam i zapraszam na ostatni post o Gruzji za kilka dni:)

      Usuń
  7. Szalenie ciekawe miejsce i ciekawa relacja z wyprawy. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i zapraszam na ostatni gruziński post już w ten weekend:)

      Usuń
  8. Podrażniłaś moje marzenia, nie o Prometeuszu, ale o Kaukazie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę czasu minęło jak czytalam mity greckie, więc z przyjemnością wróciłam do tej literatury.Z Twoich zdjęć Gruzja wydaje się piękna. Masz zdolność zachecania do podróży. Pozdrawiam serdecznie B.

    OdpowiedzUsuń
  10. Relacja jak najbardziej świetna!

    OdpowiedzUsuń
  11. ...dziś to się chyba nie powinno nazywać "mitologia"...bo jako "pasjonat" dawnej nauki 'historia' uważam,że wszystko poza tym co pamiętamy jest mitem.Podziwiam zatem zapał do "konfrontacji" fizycznej geografii z opisami "mitologicznymi"...

    OdpowiedzUsuń

Pozostawienie komentarza (choćby anonimowego) daje mi poczucie, że warto dalej tworzyć ten blog, bo ktoś go jednak czyta:)