sobota, 19 lipca 2014

Lipiec w Lipcach

A w lipcu koniecznie trzeba odwiedzić Lipce, aby przekonać się czy miał rację Reymont, opisując w ostatnim tomie "Chłopów" lato: 
Bardzo cudnie było na świecie, słońce ogrzewało coraz barzej i ciepło, sycone zapachem kwiatów, co tliły się nieprzeliczone we zbożach  i wszędy, zwiewało z pól taką lubą, żywiącą mocą, jaże dusze rozpierało radością i same łzy cisnęły się do oczów (...) Lipce jaże się trzęsły od wrzawy radosnej, śmiechów, rozpowiadań, śpiewań a muzyki.



Tu bowiem, na kolei właśnie, Reymont pracował. 
Pociągiem zapewne łatwo się tu dojeżdża (nie próbowałam), ale samochodem bez nawigacji trudno. Z trasy Łowicz - Łódź należy zjechać na miejscowość Grudze. Taki jest znak. I w tym miejscu powinien być właśnie na Lipce Reymontowskie! Jak już się do nich dojedzie, miejsca dla turystów są dość dobrze oznaczone. 

W tym domu pisarz mieszkał w latach 1889-91 (tablica to upamiętniająca zotała umieszczona w 1958 roku). Szkoda, że nie można wejść do środka, bo jest zamieszkały. 




Dzień był bardzo cudny, prawdziwie latowy (...) kiej lipeckie dzwony, ile ich jeno było, zadzwoniły rozgłośnie i ze wszystkiej mocy (...) Kto był żyw, do kościoła ciągnął, ostały ino po chałupach całkiem stare, chore albo kaleki.
...Dominikowa z Jagną, wychodzące z kościoła, szły wolno, jako że i gęsto było narodu (...) a zawżdy pogwarzyć przed kościołem miło jest i potrzeba...



A po nabożeństwie naród wysypał się na smętarz przykościelny...
(Znajdziemy tam symboliczny grób Macieja Boryny. Niebywałe!)

Szkoda tylko, że taki zaniedbany...

 W centrum wsi urocza karczma  o wdzięcznej nazwie "Borynianka". Niestety zamknięta.


Dobrze, że chociaż na ścianie budynku zachowały się te piękne malowidła.

Obok na szczęście otwarta inna. Nareszcie można coś zjeść!


Smaczna pomidorówka  i pyszne pierogi naprawdę niedrogo.



Karczmę zdobi m.in. wydanie pierwszych utworów Reymonta sprzed ponad pół wieku, 

piękne serwetki z łowickimi wzorami i wiele innych
cudów regionu. Nie będę zdradzać wszystkiego, zajrzyjcie tam sami:)





Najedzona mogę ruszać dalej:)

Na tej samej ulicy (Reymonta) stoi przydrożny krzyż, ustawiony tu za życia naszego noblisty.


Na końcu ulicy Reymonta należy skręcić w prawo, aby dojechać do Muzeum Regionalnego. Jego początki sięgają 1982 roku, kiedy to otwarto Izbę Regionalną. W 1983 r. przekształcono ją w Muzeum im. Wł. St. Reymonta (oddział Muzeum w Żyrardowie). Od 2003 r. działa samodzielnie pod nieco zmienioną nazwą. Jego siedziba mieści się na terenie byłej manufaktury włókienniczej założonej pod koniec XIX w. przez rodzinę Winklów.


Wita nas kapliczka  na przydrożnym drzewie z Matką Boską w stroju łowickim


Zobaczymy, jak mieszkali chłopi za czasów Reymonta. Domy, stodoły, sad...



... stroje i narzędzia używane na wsi łowickiej sto lat temu.


A także wystój domu. Piękne, ręcznie malowane meble oraz hartowana pościel, stroje i obrusy.


Jest też izba poświęcona Reymontowi. 

Niewiele jednak znajdziemy w niej rzeczy związanych z noblistą.


Dużo więcej w prywatnej kolekcji pana Zbigniewa Stania, który na własnej działce przy ul. Lipowej 12 ma niezwykłe muzeum o z pozoru nic nie mówiącej nazwie "Galeria Staroci". Moim zdaniem powinien uzupełnić tę nazwę o człon związany z Reymontem. Kto bowiem się domyśli, że jest tam tyle pamiątek związanych z pisarzem!



Oczywiście staroci i pamiątek regionalnych jest tam mnóstwo, ale zgodnie z założeniem mego bloga, skupię się na tych po naszym nobliście. Zbiory pogrupowane są tematycznie i wyeksponowane w sześciu izbach i w plenerze. O każdym właściciel bardzo ciekawie i z pasją opowiada. 


Imponujący zbiór wydań "Chłopów' (144 egzemplarze) sprawił, że oniemiałam z wrażenia!


Z lewej wydanie w języku hebrajskim. A ta ślicznotka to lipczanka z Amatorskiego Zespołu Regionalnego im. Wł.St. Reymonta odgrywająca rolę Jagny.


Pasja pana Zbigniewa jest naprawdę godna podziwu!

 W izbie poświęconej filmowej adaptacji "Chłopów" zatrzymaliśmy się najdłużej. Pan Zbigniew był statystą w tym filmie, więc miał o czym opowiadać!



Sugestywnie potrafi mówić o każdym ze znajdujących się tam eksponatów


Jak to chłop, lubi czasem zajrzeć pod sukienkę:)



W jego kolekcji znajduje się też autentyczny telefon na korbkę z czasów Reymonta.
Pisarz posługiwał się nim zapewne, bo ten egzemplarz był tylko na kolei. 


Prześliczna izba. Można tu kupić wiele pamiątek - od chust łowickich po książki, znaczki czy pocztówki


Albo takie pyszne krówki:)




Ja otrzymałam je w prezencie od pana Zbigniewa, który na koniec pozwolił zrobić pamiątkowe zdjęcie. 

Nie ma jak lipiec w Lipcach na ul. Lipowej!


 Wyjeżdżamy z tej cudownej wsi. 


Żegna nas krowa Boryny, ta co się w I tomie "Chłopów" zlachała, bo taka była śpaśna

Do ostatniego tomu powieści rzadko kto dociera, w szkole (od 2005 roku) obowiązkowy jest tylko pierwszy... 
Szkoda, bo lato jest opisane wspaniale:
...słońce świeciło wesołe i palące, że gorąc zaraz od śniadania jął przypiekać galancie, jaże wszystkie sady i pola jakby się z wolna pogrążały w tym rozbełkotanym, białawym wrzątku rozprażonego powietrza.


... we zbożach, co się ździebko kłoniły za słońcem, zagrały z cicha koniki polne, bąk też kajś niekaj zahuczał i przepórki odzywały się po swojemu.


Pomdlałe drzewiny poruchiwały niekiej listkami, kieby tym skrzydłem ptak tonący w spiekocie, świąteczna cichość objęła całą wieś (...) Ale upał wzmagał się coraz barzej i prażył już niemiłosiernie. 
No cóż, lato!

sobota, 12 lipca 2014

...byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna.

Kontynuując wątek sielski (sioło to po staropolsku wieś) przypomnijmy sobie najsłynniejsze wiejskie wesele w naszej literaturze. Mowa oczywiście o "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego. Dramat, który miał premierę w Teatrze Miejskim (dziś Teatr im. Juliusza Słowackiego) w Krakowie 16 marca 1901, opisuje autentyczne wydarzenie, które miało miejsce w podkrakowskich Bronowicach 20 listopada 1900 roku. Wtedy to poeta Lucjan Rydel, syn rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego (i wnuk profesora UJ Józefa Kremera) ożenił się z niepiśmienną chłopką Jadwigą Mikołajczykówną.



Dziś Bronowice są częścią Krakowa, a w domu, w którym odbywało się wesele
 znajduje się Muzeum Młodej Polski "Rydlówka".
(źrodło: wikipedia)

Lucjan Rydel z żoną. Było to podobno szczęśliwe małżeństwo. 

Państwo Rydlowie z dziećmi przed swoją chałupą w Toniach, gdzie mieszkali w pierwszych latach małżeństwa. Potem przeprowadzili się do Bronowic - do domu Włodzimierza Tetmajera, gdzie odbywało się ich wesele.

Włodzimierz Tetmajer (malarz, przyrodni brat poety Kazimierza Przerwy-Tetmajera) w 1890 roku ożenił się z Anną Mikołajczykówną, siostrą panny młodej z dramatu Wyspiańskiego. Pobudował dom na polu teścia i mieszkał tam przez 18 lat. 
Napisał nawet wiersz "Na dom bronowski":

Niechaj się święci mój cichy, pod drewnianym gankiem,

Mój wiejski dworek biały, w gaju starych drzew!

W ogrodzie wonnym zielem: miętą i rumiankiem!

Z każdej ściany tam wieje innych czasów wiew!



W 1908 roku dom ten kupił Lucjan Rydel (Pan Młody z "Wesela") i zamieszkał w nim z rodziną. Tam też zmarł dziesięć lat później. 
O historii tego domu (i wielu innych ciekawostkach związanych z tym tematem) możecie przeczytać we wspaniałym wywiadzie z panią Marią Rydlową (żoną wnuka państwa młodych z "Wesela") na http://www2.almamater.uj.edu.pl/97/12.pdf

Kiedy byłam tam w 2008 roku, oprowadzała mnie po nim pani Maria Rydlowa. Niestety nie pozwoliła się sfotografować. Nie zamieszczam tu zdjęć z wnętrza domu, bo ładniejsze możecie zobaczyć na stronie muzeum: http://www.rydlowka.com/


Stanisław Wyspiański (źródło: http://kamena.freewebsite.pl/?p=427) był świadkiem na ślubie Rydla.
 Zresztą też świeżo upieczonym mężem chłopki. Trzy dni wcześniej w tajemnicy ożenił się
 z Teodorą Teofilą Pytko, która była służącą w domu jego ciotki i matką trójki jego
nieślubnych dzieci. (Pierwszy ślub, który odbył się 18 września 1900 roku unieważniono,
 bo Wyspiański zataił, że był ojcem chrzestnym własnego dziecka, po dyspensie
 zawarto po cichu drugi ślub 17 listopada tego samego roku)

Tak właśnie wyglądali Wyspiańscy, namalowani przez autora "Wesela".
Formalnie byli razem tylko 7 lat, do przedwczesnej śmierci artysty. 


Przybyli na wesele Rydlów z najstarszą córką Helenką. Wtedy zrodził się
 w głowie Wyspiańskiego jego najpopularniejszy dramat.
Na zdjęciu państwo młodzi. Kadr z filmu w reż. Andrzeja Wajdy. 

Moda wśród inteligentów na ożenek z chłopkami przyszła do nas wraz z impresjonizmem - kierunkiem w sztuce, w którym utrwalano na płótnie czy papierze chwilę. Malowano gównie pejzaże, stąd wycieczki poza miasto, gdzie "rozkosz było patrzeć na naturę", jak wyraził się w jednym z listów Włodzimierz Tetmajer.

Wiosna w Bronowicach W. Tetmajera (źródło: wikipedia)

Czepiec radził Poecie w "Weselu":

... u nas wschodzi piknie zyto
(...)
pojonby sie pon z kobitą
(...)
swoje trocha, dobre i to.

Podobnie Klimina chciała swatać panny obecne na weselu z chłopcami z miasta:

Coraz więcej potrza ludzi. 
Żeniłabym, wydawała!

Ale "Wesele" to nie tylko utwór obyczajowy, o polskiej wsi i mezaliansie. To przede wszystkim dramat narodowy, sprzeciwiający się polityce konserwatystów, którzy uznając, że nieźle się żyje pod rządami Habsburgów, nie chcieli walki o niepodległość Polski.


Chata bronowicka stała się symbolem zniewolonej ojczyzny

Wyspiański pokazał, że mimo wspólnego imprezowania, a nawet zaślubin chłopów z mieszczanami
Polacy są podzieleni. Nie rozumieją się nawzajem, nie znają.

Wyście sobie, a my sobie
Każden sobie rzepkę skrobie

- mówi Radczyni (pani z miasta) do chłopki Kliminy.

A ja myśle, ze panowie
duza by juz mogli miec
ino oni nie chcom chcieć

- to z kolei słowa Czepca do Dziennikarza

Część inteligencji miała świadomość, że chłop potęgą jest i basta, jak rzekł Gospodarz, czyli Włodzimierz Tetmajer. Wiedział, co mówi. Dziesięć lat już żył wśród ludzi na wsi, rozumiał ich, znał. Dlatego mógł powiedzieć, że chłop

kiedy sieje, orze miele,
taka godność, takie wzięcie;
co czyni, to czyni święcie...


Jednak mieszczanie nie chcieli dzielić się władzą, przywilejami. Dlatego trudno im było połączyć się z chłopami w walce o niepodległość. A tylko taka mogła przynieść zwycięstwo, w czasach gdy nasi zaborcy szykowali się do wojny między sobą. Wiadomo, że gdzie trzech się bije, tam czwarty korzysta, parafrazując znane przysłowie... 


Chochoł w "Rydlówce" (zdjęcie z http://info.wiadomosci.gazeta.pl)


Chocholi taniec nie trwał na szczęście długo, Polacy się zjednoczyli i 18. rocznicę ślubu Rydlowie mogliby świętować już w wolnej ojczyźnie. Niestety Lucjan Rydel tego nie dożył, zabrakło mu siedem miesięcy (zmarł w domu w Bronowicach 8 kwietnia 1918 roku). Stanisław Wyspiański odszedł jeszcze wcześniej, w 1907 roku.
Jego dramat zostanie z nami na zawsze. Choć gorzki, pokazujący raczej polskie wady niż zalety, to jednak będący jednym z najwybitniejszych dzieł, których akcja toczy się na wsi. Dzięki takim utworom i ich twórcom, niosącym kaganek oświaty, dzisiejsza polska wieś wygląda już inaczej. 


Coraz więcej wiejskich domów zachwyca swą urodą

Gospodarstwa są zadbane


A dzieci na wsi syte i uśmiechnięte


Sto lat temu było to rzadkością. Czy doceniamy tę zmianę?

czwartek, 3 lipca 2014

Wsi spokojna, wsi wesoła...

Mamy wakacje. Wielu ludziom kojarzą się one z przebywaniem na wsi. Nawet mieszczuchy chętnie zaszywają się gdzieś na łonie natury, zwłaszcza gdy pogoda dopisuje. Dlatego postanowiłam dać Wam odpocząć od "wielkiego świata" i poświęcić kilka wakacyjnych postów wiejskim motywom w literaturze. Nie sposób bowiem w jednym wspomnieć choćby o tych najważniejszych dziełach.



Większość naszych pisarzy urodziło się wśród pól malowanych zbożem rozmaitem, do nich tęskniło, mieszkając w miastach, nawet najpiękniejszych.

Zacznijmy więc od ojca polskiej literatury - Mikołaja Reja. Urodził się w Żurawnie pod Haliczem, podpisywał jako Mikołaj Rej z Nagłowic, ale nigdy w Nagłowicach nie mieszkał. Był to jednak majątek jego rodziny. W swoim debiutanckim utworze z 1543 r. (w tym samym roku ukazało się dzieło Mikołaja Kopernika O obrotach sfer niebieskich, które zrewolucjonizowało pogląd na wszechświat) zatytułowanym Krótka rozprawa między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem, przedstawił stosunki panujące na wsi, czyli można powiedzieć, w Rzeczpospolitej, która wtedy głównie wiejska była. 
Ale prawdziwie wielkim, jak na owe czasy, okazało się dzieło Żywot człowieka poczciwego. Mamy tu opis życia XVI- wiecznego szlachcica, którego największym szczęściem jest spokojne doglądanie swego majątku ziemskiego. Najpiękniejszą porą roku zaś wiosna. Można wreszcie po długiej zimie spędzać czas na powietrzu, porządkować ogród, cieszyć się z pierwszych roślin. 

Zaś lato gdy przyjdzie, co z nim czynić?



Rej miał na to odpowiedź:
Lato gdy przyjdzie, co z nim czynić. Nuż gdy przyjdzie ono gorące lato, azaż nie rozkosz, gdy ono wszystko, coś na wiosnę robił, kopał, śliweczki z pierwszego szczepienia twego; więc z ogródków ogóreczki, maluneczki, ogrodne ony ine rozkoszy. Ano młode masłka, syreczki nastaną, jajka świeże, ano kurki gmerzą, ano gąski gągają, ano jagniątka wrzeszczą, ano prosiątka biegają, ano rybki skaczą; tylko sobie mówić: "Używaj, miła duszo; masz wszystkiego dobrego dosyć " [...] .


Podobnie widział to Jan Kochanowski. W swojej Pieśni świętojańskiej o Sobótce oraz licznych fraszkach i pieśniach, pisanych przez niemal całe dorosłe życie, ukazywał wieś jako oazę spokoju, radości, beztroski. Chociaż dostrzegał też ciężką pracę chłopów. Panna VI (jedna z bohaterek wspomnianej pieśni) traktuje ją jednak z humorem:
Żyto sie w polu dostawa
I swoją barwą znać dawa,
Iż już niedaleko żniwo,
Miej sie do sierpa co żywo!
Sierpa trzeba oziminie,
Kosa sie zejdzie jarzynie;
A wy, młodszy, noście snopy,
Drudzy układajcie w kopy.

 Wtóruje jej Panna XII :

Wsi spokojna, wsi wesoła,
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć za raz wszytki?

Ten dąb mógłby słowami lipy Kochanowskiego śmiało powiedzieć:
 Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie...


W tej samej epoce, choć nieco później, tworzył mniej znany Szymon Szymonowic. Jego utwór "Żeńcy" jest do dziś śpiewany przez różne zespoły pieśni i tańca. To już nie jest idylliczny obraz wsi, ale opis ciężkiej pracy chłopów w czasie żniw:

Już południe przychodzi a my jeszcze żniemy;
Czy tego chce urzędnik, że tu pomdlejemy?
Głodnemu jako żywo syty nie wygodzi:
On nad nami z maczugą pokrząkając chodzi,
A nie wie, jako ciężko z sierpem po zagonie
Ciągnąć się...

tak się skarży jedna z chłopek (Oluchna) pracujących na polu. Lato nie wszystkim kojarzy się z odpoczynkiem...

Ale i praca żniwiarzy może być przyjemna. Taką była podobno nad Niemnem. W każdym razie według  Elizy Orzeszkowej:


W porze żniw na tej rozległej równinie ziemia wydawała się złotym fundamentem 
dźwigającym błękitną kopułę (...) żniwiarze wydawali się rojem istot nie tylko ruchliwych,
 ale też różnobarwnych...

Tak się ten widok spodobał Justynie (panience z dworu), że sama by się do roboty zabrała, gdyby wypadało. Smutna była, że siedzi bezczynnie. Z pomocą przyszedł jej Janek Bohatyrowicz. Wręczył sierp z sugestią, że jeśli panienka łaskawa, może smutek odegnać pracą. Odegnała:) 



Z ognistym rumieńcem Justyna pochylała się ku ziemi (...) Wesoła baba w czepku nad Justyna schylona, błyskając oczami gadała. (kadry z filmu "Nad Niemnem" w reż. Zbigniewa Kuźmińskiego)

Więcej widoków nadniemeńskich krajobrazów można zobaczyć w poście
Szlakiem Elizy Orzeszkowej

Do tych właśnie stron tęsknił na emigracji Adam Mickiewicz. Nikt tak pięknie nie opisał wsi, jak nasz poeta w "Panu Tadeuszu"! Wszyscy znamy te strofy:

Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych...


Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;


Gdzie bursztynowy świerzop,


gryka jak śnieg biała,




A wszystko przepasane, jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, 

na niej z rzadka ciche grusze siedzą.

Na koniec jeden z najpiękniejszych opisów zachodu słońca. Oddajmy głos mistrzowi Adamowi:


Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło,
Mniej silnie, ale szerzej niż we dnie świeciło,
Całe zaczerwienione, jak zdrowe oblicze
Gospodarza, gdy prace skończywszy rolnicze,
Na spoczynek powraca. Już krąg promienisty
Spuszcza się na wierzch boru i już pomrok mglisty,
Napełniając wierzchołki i gałęzie drzewa,
Cały las wiąże w jedno i jakoby zlewa;
I bór czernił się na kształt ogromnego gmachu,
Słońce nad nim czerwone jak pożar na dachu;
Wtem zapadło do głębi; jeszcze przez konary
Błysnęło jako świeca przez okienic szpary
I zgasło. 


Dobranoc Państwu.