czwartek, 22 września 2016

Puławy Czartoryskich

Puławy Czartoryskich... wielkie marzenie i ... wielkie rozczarowanie. Być może po zwiedzaniu pięknej Kozłówki (o czym pisałam w poprzednim poście), jeszcze większe. Zawsze wyobrażałam sobie, że w pałacu Czartoryskich w Puławach jest po prostu pięknie. Tyle się naczytałam o królestwie Izabeli Czartoryskiej, że moje rozczarowanie po zobaczeniu, jak to teraz wygląda, było przygnębiające.


Pałac co prawda odnowiony, jeszcze trwają prace wewnątrz, co być może usprawiedliwia małą ilość eksponatów i gołe ściany. Właściwie nie było czego fotografować.


A to przecież pierwsze polskie muzeum! W 1801 roku Izabela Czartoryska zgromadziła przedmioty związane z historią Polski. Były to rzeczy unikatowe, laski marszałkowskie, buławy hetmańskie, szable, miecze, chorągwie, trofea spod Wiednia, a także relikwie wielkich Polaków.


Były wśród nich także cenne rękopisy i starodruki. Księżna zgromadziła również wiele cennych rzeźb i obrazów. W jej kolekcji znalazła się nawet słynna "Dama z łasiczką" Leonarda da Vinci. Poza tym meble, ubiory, listy i inne rzeczy związane z ludźmi ważnymi dla Polski i świata.


Park o powierzchni około 30 ha przebudowano według pomysłu księżnej Izabelli nadając mu charakter romantycznego parku w stylu angielskim. Powstało wtedy wiele budowli: Pałac Marynki, Świątynia Sybilli, Dom Gotycki, Domek Żółty, altany, źródełka, mostki. Dziś ze świetności królestwa Czartoryskich pozostały nędzne resztki, to tego zaniedbane. Tak wygląda Świątynia Sybilli, gdzie pierwotnie gromadzono wspomniane pamiątki.


Z Wikipedii możemy się dowiedzieć, że  posiada dwie okrągłe sale. Do reprezentacyjnej sali górnej wchodzi się po szerokich schodach, których strzegą kamienne lwy (prezent od cara Aleksandra I z okazji jego pobytu w Puławach w 1805). Nad wejściem jest napis: „Przeszłość-Przyszłości". Sala dolna, z wejściem od strony skarpy, ma kopułę wspartą na dziewięciu arkadach, za którymi znajduje się wąskie obejście.


W dolnej krypcie urządzono mauzoleum księcia Józefa Poniatowskiego. Budowla ta była inspiracją m.in. dla poematu Jana Pawła Woronicza Świątynia Sybilli. Dziś zamknięta na cztery spusty, zardzewiałym ogrodzeniem odstrasza turystów.


Nie mówiąc już o pozostałej części parku. Nawet trawa pozostawia wiele do życzenia. Jedynymi kwiatami, które wiosną można spotkać w dawnym ogrodzie księżnej Izabeli są mlecze.



A przecież tu właśnie biło serce Polski zagrożonej przez zaborców. Tu bywali wybitni Polacy, jak Tadeusz Kościuszko, Julian Ursyn Niemcewicz czy (o wiele później) Józef Piłsudski (w dniach poprzedzających bitwę warszawską, w sali kolumnowej biblioteki opracowywał ostatnie plany ofensywy przeciwko armii sowieckiej.


W Puławach wychowała się córka Izabeli Czartoryskiej - Maria z Czartoryskich Wirtemberska - pisarka, jedna z pierwszych w Polsce. Pomagała matce stworzyć to muzeum. Jest autorką powieści Malwina, czyli domyślność serca, uznawanej za pierwszą polską powieść psychologiczno-obyczajową.


Tutaj także tworzył swoje wiersze poeta czasów oświecenia Franciszek Dionizy Kniaźnin, zakochany w innej córce Izabeli Czartoryskiej - Zofii. Jej dedykował wiele swoich utworów. Oto jeden z nich:

„Potok z góry bystro płynie,

Zielonej grożąc równinie,

Ryczy burza, szumią wiatry,

Łamie wicher pyszne Tatry,

W kwitnącej Zosia dolinie,

Między gór strażą dokoła,

Wita jutrzenkę wesoła.”
(Franciszek Dionizy Kniaźnin)
Mieszkanie Franciszka Dionizego Kniaźnina w pałacu Czartoryskich
Na koniec wiersz Kniaźnina o Puławach, zachęcający do ich odwiedzenia.
Całuję brzegi zielone
Szczęsnej nad Wisłą posady;
Kędy znalazłem uchronę
Wśrzód miłej ponęt gromady,
Gdzie sercu temu jej chwalą
Kielich słodyczy podała!

Czeskiej niewoli obrazem,
Pychą i nędzą znudzony,
Tu rozkosz moję, tu razem
Umysł znajduję wrócony!
Nad wszystkie obce wystawy
Piękniejsze witam Puławy.(...)
Oddaję hold mej wdzięczności,
Twórcom tych ponęt wspaniałym,
Wzorom szczęśliwej wielkości
I wdzięcznym, i okazałym!
Im to i dzieł ich pamięci
Głos moja muza poświęci.(...)
"Gościu jadący z daleka,
Chciej oczy napaść i uszył
Urok Temiry tu czeka
I wzroku twego, i duszy.
Poznaj ją, obacz jej sprawy,
I głoś po świecie Puławy."
("Do Puław" F.D.Kniaźnin)


Szkoda, że tak niewiele zostało ze świetności tego miejsca...

sobota, 10 września 2016

Kozłówka Zamoyskich

Dziś o bohaterce wielu wierszy Franciszka Dionizego Kniaźnina, jednej z najpiękniejszych kobiet swoich czasów, którą zachwycano się na dworach całej Europy, córce zasłużonej dla polskiej kultury Izabeli Czartoryskiej, siostrze pisarki Marii Wirtemberskiej, czyli o Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej i Kozłówce. Miejscu, w którym nie mieszkała, ale które za sprawą jej wnuka Konstantego Zamoyskiego, stało się jej panteonem.

Pałac Zamoyskich w Kozłówce
Kiedy jako czternastoletnia panienka na początku lat 90. XVIII wieku Zofia zadebiutowała na warszawskich salonach, została okrzyknięta pięknością. Szambelan królewski i poeta, Józef Szymanowski pisał o niej tak:
„Zosiu, Zosiu moja Luba, jakżeś oczom miła,
pięknych kwiatów jesteś zguba i róże zgasiłaś.”

Portret Zofii namalowany wg miniatury Józefa Grassiego powstałej w 1799 roku
Sama też pisała. Jej "Rady dla córki" zostały wznowione w 2002 roku w Lublinie. Ale przede wszystkim była muzą dla artystów. Liczne portrety Zofii można podziwiać na zamku w Kozłówce. Poeta Franciszek Dionizy Kniaźnin zakochany w niej od czasów, gdy była jeszcze dzieckiem, bardzo przeżył jej zamążpójście. A że zbiegło się to z rozbiorami Polski, nie odzyskał zdrowia psychicznego już do końca życia.



Miłości, sroga miłości!

Kielich podałaś gorzkości:

Piję go, trując dni moje.

Te nudów i tęsknot roje

Wszystko w umyśle zaćmiły:

Świat moim oczom niemiły.

Takież to twoje słodycze,

Okrutne bóstwo zwodnicze?
("Do miłości" F. D. Kniaźnin)



Więcej o Kniaźninie i jego wierszach dla Zofii w kolejnym poście - z Puław, bo tam właśnie mieszkał poeta, kiedy je tworzył. Tam też było rodzinne gniazdo Zofii. Dziś zachwyćmy się pięknymi wnętrzami pałacu w Kozłówce.


Należał on do Konstantego Zamoyskiego - wspomnianego wnuka Zofii, który tak kochał babkę, że kazał jej portrety porozwieszać niemal w każdym salonie.


Zofia, nazywana matką rodu Zamoyskich, urodziła dziesięcioro dzieci (siedmiu synów i trzy córki). Jej syn Jan odkupił od swej ciotki Kozłówkę, skromną wtedy siedzibę rodu, ale rzadko w niej bywał. Dopiero jego syn Konstanty uczynił to miejsce wytwornym i zarazem przytulnym.


Zatrudnił warszawskich architektów, którzy rozbudowali pałac i nadali mu neobarokowy wizerunek. Stworzył siedzibę godną miana pałacu ordynackiego i panteon rodu Zamoyskich, a zwłaszcza swej pięknej babki.


Ciekawostką godną wspomnienia jest fakt, że hrabia Konstanty czcił ją tak bardzo, choć nigdy jej nie poznał. Urodził się bowiem dziewięć lat po jej śmierci.


W rodzinie bowiem zachowała się pamięć o pięknej i dobrej kobiecie, która bardzo kochała swego męża i dzieci, a także angażowała się w sprawy społeczne a nawet polityczne.



A żyła przecież w trudnych czasach porozbiorowych, gdzie ciężko było pogodzić interesy rodu z interesami ojczyzny. Nie raz okazywała patriotyzm, nawet kiedy narażała się własnej grupie społecznej. Wychowała synów w taki sposób, że nie mieli wątpliwości czy wziąć udział w powstaniu listopadowym.

Zmarła we Florencji i tam jest pochowana w kościele Santa Croce, obok Michała Anioła, Dantego Alighieri, Galileusza, Macchiavellego, czy też Michała Kleofasa Ogińskiego. Kopie jej nagrobka można zobaczyć w przypałacowej kaplicy w Kozłówce. Kazał ją tam sporządzić nieoceniony apologeta Zofii - Konstanty Zamoyski.


Warto wybrać się do jego posiadłości. Można tam nawet przenocować, niedrogo, w budynku obok pałacu. Cudownie jest pospacerować wieczorem, gdy już nie ma ludzi, po pięknym ogrodzie.


Więcej o Zofii i jej rodzinie w następnym poście z Puław. Zapraszam za kilka dni.

piątek, 2 września 2016

Mediolan Leonarda da Vinci

Zwiedzanie Mediolanu planowałam od dawna, ale jakoś nie było okazji. Kiedy więc jedna z tanich linii lotniczych zaoferowała lot za mniej niż sto złotych od osoby, skusiłam się. Lato we Włoszech to nie jest najlepszy czas na zwiedzanie (35 stopni Celsjusza!), ale trudno, lepiej w upale niż wcale:) A Mediolan przyciągał mnie dzięki Sforzom i mistrzowi Leonardowi. 

Pomnik Leonarda da Vinci na Piazza della Scala w Mediolanie 

Nie muszę chyba nikomu przedstawiać tego najbardziej ponoć utalentowanego człowieka w dziejach świata. Na pewno najwszechstronniej utalentowanego. Poza tym, że był genialnym malarzem, rzeźbiarzem, architektem, wynalazcą, był też filozofem i pisarzem. Swoje literackie zamiłowania odkrył dzięki poecie, Antoniemu Cammelliemu, którego poznał w czasie pobytu w 1477 w Pistoi. Najwięcej utworów zawarł w rękopisie "Kodeks Atlantycki". Pisał także bajki, które na język polski przetłumaczył Leopold Staff.


Jedna z moich ulubionych nosi tytuł "Którzy się poniżają, będą wywyższeni". Opowiada o śnieżynce, która leżała wysoko w górach, na samym szczycie i uważała, że skoro jest taka mała, nie zasługuje na to miejsce. Sturlała się więc, po drodze rosnąc w siłę, aż zatrzymała się na dole jako duża kula śnieżna. Inne zaś śnieżynki, które chełpiły się tym, że leżą na szczycie, stopniały pod wpływem słońca. Tak Leonardo zilustrował słowa Chrystusa uczące pokory.

Porta Ticinese - brama, przy której mieszkał Leonardo

Mistrz da Vinci przybył po raz pierwszy do Mediolanu w 1482 roku na zaproszenie księcia Ludwika Sforzy, który rządził tam, mimo że władza należała się ojcu naszej królowej Bony, żony Zygmunta Starego (notabene żyjącej właśnie w tym czasie). Początkowo Leonardo mieszkał u malarzy, braci Evangelisty i Ambrogia de Predis, prowadzących warsztat przy Porta Ticinese.


Wejście do zamku Sforzów w Mediolanie

Z czasem artysta przeprowadził się na dwór Sforzów,  gdzie miał możliwość rozwijania zdolności w różnych dziedzinach. Otrzymał tytuł nadwornego malarza i inżyniera. Początkowo da Vinci koncentrował się na posągu konnym z brązu i kopułach pałacu. Potem malował portret Cecylii Gallerani, "Dama z gronostajem" oraz obraz "Madonna w grocie". 

Na dworze Sforzów
Oprócz zadań artystycznych podejmował się także innych, m.in. projektował studnie, urządzenia grzejne i pawilony ogrodowe. Utrzymywał kontakty z rzemieślnikami, aby dowiedzieć się jak najwięcej o budowie kanałów i wznoszeniu murów. Badał urządzenia systemu kanałów w otoczeniu miasta, konstruował machiny wojenne. Studiował podstawy mechaniki. Wymieniał się poglądami i pomysłami z artystami i uczonymi, uzyskując dzięki tym kontaktom wiele inspiracji.

Widok na bramę główną zamku
Dzięki znajomości z architektem Donato Bramante rozwinął zdolność sztuki budowlanej. Razem z matematykiem Lucą Piaciolim studiował geometrię i w 1498 wykonywał ilustracje do jego książki zatytułowanej: "O boskiej proporcji". Samodzielnie zgłębiał język łaciński, aby móc studiować starożytne dzieła, uznawane wówczas za podstawę wiedzy.

Wejście do reflektarza po lewej stronie (ten jasny budynek)
W latach 1495–1498 Leonardo tworzył malowidło ścienne "Ostatnia Wieczerza" w refektarzu klasztoru przy kościele Santa Maria delle Grazie.



Niełatwo kupić bilety, aby zobaczyć ten słynny fresk. Wykupują je firmy, oferujące zwiedzanie Mediolanu, albo nawet samej "Ostatniej Wieczerzy" z przewodnikiem po cenach horrendalnych. Dlatego najlepiej kupić przez internet dużo wcześniej, nawet kilka miesięcy. Ja kupowałam miesiąc przed wyjazdem i niestety musiałam już wziąć z przewodnikiem. Nie byłam zadowolona, zapłaciłam dwa razy tyle, co normalny bilet, za 10 minut wykładu (po angielsku), o tym, o czym już wiedziałam.


Ale warto było zobaczyć sam fresk! Nie przypuszczałam, że jest tak duży. Szkoda tylko, że nie można zrobić dobrego zdjęcia (zakaz używania lampy, a pomieszczenie ciemne) i że po 10 minutach wyganiają, żeby mogła wejść następna wycieczka. Na kontemplację nie ma czasu...

Kosciół Santa Babila, przy którym zamieszkał Leonardo
Niepewna sytuacja polityczna w Mediolanie skłoniła artystę do opuszczenia miasta w grudniu 1499. Powrócił doń w roku 1506. Był mile widzianym gościem na zamku, ale chcąc mieć więcej swobody, szukał kwatery na mieście. Po jakimś czasie się otworzył pracownię przy kościele Santa Babila przy ulicy Porta Orientale. Leonardo dopracowywał wówczas dzieła "Święta Anna Samotrzeć" i "Mona Lisa" oraz stworzył obraz "Leda z łabędziem". Ostatecznie opuścił Mediolan w 1513 roku, udając się do Rzymu.

Stadion San Siro drużyn AC Milan i Interu
My przed opuszczeniem Mediolanu udaliśmy się na stadion San Siro. Okazało się, że bilety wstępu są droższe niż na "Ostatnią Wieczerzę", więc żeńska część naszej grupy zrezygnowała z wchodzenia do środka. Opłacało się to nie tylko materialnie. Czekając na męską część grupy, można było zupełnie przypadkiem natrafić na jeszcze jeden ślad po Leonardzie.



Niedaleko bowiem znajduje się tor wyścigów konnych, przed wejściem do którego umieszczono konia wg projektu mistrza z Vinci. Nie zdołał on dokończyć swego dzieła, bo materiał, z którego było wykonywane, był potrzebny do celów militarnych. Zachowały się jednak rysunki, szkice, dlatego dziś można podziwiać konia, ale bez jeźdźcy, którym miał być założyciel rodu Sforzów - Francesco.



Przygotowując się do wykonania tego dzieła, Leonardo prowadził studia przyrodnicze w stajniach mediolańskich, rysując konie najczystszej krwi oraz poddając analizie proporcje ich ciała. W 1493 r. został wystawiony na dziedzińcu zamku Sforzesco gipsowy model pomnika naturalnej wielkości. Wywoływał wielkie zainteresowanie i podziw współczesnych.



Dzisiaj także robi wrażenie. Koniecznie go zobaczcie, jak będziecie zwiedzać stadion San Siro, znajduje się paręset metrów od niego.



Na koniec garść cytatów z Leonarda, które uświadamiają, jakim wielkim umysłem był ten człowiek renesansu. Zilustruję je zdjęciami pięknej gotyckiej katedry - Duomo  St. Maria Nascente di Milano, przy której także miał pracować mistrz z Vinci. Ostatecznie do tego nie doszło, ale wykorzystano jego szkice w czasie trwania budowy.



Wiadomo, że rozpoznajemy wady raczej w dziełach cudzych niż własnych… gdy malujesz, powinieneś mieć pod ręką płaskie zwierciadło i często oglądać w nim swe dzieło. Jeśli je bowiem ujrzysz w odwróconym odbiciu wyda się jakoby wykonane ręką cudzą i lepiej osądzisz swe błędy.
Leonardo da Vinci „Traktat o malarstwie”

Mądrość to córka doświadczenia.
Ten, kto ma dostęp do źródła, nie czerpie z kałuży.

Wnętrze katedry

Ziemia nie znajduje się w środku koła słonecznego ani w środku świata (wiedział to pół wieku przed Kopernikiem).


Kto zła nie karze, każe je czynić.

Na dach można się dostać po schodach lub windą
Chcąc poznać, jaka dusza zamieszkuje w czyimś ciele, obserwujemy, w jakim to ciało lubuje się otoczeniu, bo jeśli panują w nim nieporządek i pomieszanie, taki sam nieporządek i pomieszanie panują w jego duszy.

Widać z niego panoramę miasta, a przy dobrej widoczności Alpy.

Miłość każdej rzeczy jest owocem naszej wiedzy o tej rzeczy i wzrasta wraz z pogłębianiem tej wiedzy.

Widok z dachu katedry na Piazza del Duomo

Wszystko jest powiązane ze wszystkim innym.
Wszystko pochodzi ze wszystkiego, wszystko jest ze wszystkiego zrobione i wszystko powraca do wszystkiego.