środa, 10 czerwca 2020

W Konstancinie u Żeromskiego

Od trzech miesięcy nie mogę podróżować, na szczęście mam kilka wyjazdów, o których jeszcze Wam nie pisałam. Dziś opowiem o ostatnim przed ogłoszeniem pandemii. Dosłownie kilka dni przed zakazem przemieszczania się odwiedziłam miejscowość, która dziś nosi nazwę Konstancin-Jeziorna. Za czasów Stefana Żeromskiego (bo z jego powodu tam się znalazłam) był to po prostu Konstancin.


Dokładnie sto lat temu, w 1920 roku, pisarz kupił tam dom, willę "Świt", do której wprowadził się ze swoją nieformalną żoną Anną i córką Moniką. Zamieszkali w sporym, jednopiętrowym budynku, gdzie mieściło się sześć pokoi, pracownia malarska, kuchnia i łazienka. Do tego duży taras po wschodniej stronie i ogród o powierzchni powyżej trzech tysięcy metrów kwadratowych. Za siatką ogrodzenia był wtedy rozległy widok na pola.


Stefan Żeromski przebywał głównie na piętrze, gdzie drzwi z hallu wychodziły na duży słoneczny taras i tam urządzono jego sypialnię, gabinet i bibliotekę, a także pokój Anny i Moniki. Pisarz własnoręcznie odnawiał dom. Malował futryny okien i drzwi, balustradę tarasu, ławki w ogrodzie. Sprawiało mu to wiele satysfakcji. 


Obecnie willa „Świt” jest pod opieką Fundacji na Rzecz Utrzymania Spuścizny po Stefanie Żeromskim, którą utworzyła córka pisarza, umierając bezpotomnie. Znajdujące się w niej Muzeum Stefana Żeromskiego i jego rodziny jest dostępne dla zwiedzających. Niestety Fundacja nie ma pieniędzy na remont domu. Właśnie w tym roku mija setna rocznica od chwili kupienia go przez Stefana Żeromskiego. Warto byłoby uczcić ją generalnym remontem.


W 2016 roku postawiono ławeczkę z podobizną pisarza. Łatwo ją odnaleźć w Parku Zdrojowym, niedaleko domu Żeromskich. Pomnik z brązu, autorstwa Pawła Pietrusińskiego, przedstawia zadumanego pisarza, podpierającego się lewą ręką. O czym myśli? Nie chciał mi powiedzieć.


Więcej o pobycie Żeromskiego w Konstancinie i innych miejscach przeczytacie w trzeciej części "Podróży literackich". Jest już gotowa i mam nadzieję, że wkrótce się ukaże. Trzymajcie kciuki!

22 komentarze:

  1. Też byłam u Żeromskiego w Konstancinie - ale parę lat temu.Niestety dom był wtedy zamknięty więc tylko przez płot popatrzyłam...
    Cieszę się że kolejna książka tuż tuż...
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz też nie można było wejść z ulicy. Trzeba się było wcześniej umówić telefonicznie.

      Usuń
  2. Nawet nie wiedziałam, że córka Żeromskiego była moją imienniczką.
    W miejscach, w których kiedyś żyli sławni i znani ludzie zawsze jestem szalenie podekscytowania faktem, że jestem w miejscu w którym kiedyś byli i oni. Taka mała rzecz a cieszy niesłychanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie byłam u Żeromskiego w Konstancinie. Może kiedyś tam dotrzę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie byłem w Konstancinie a w najbliższym czasie się nie zanosi, więc z ciekawością obejrzałem i przeczytałem. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam pierwszy raz dopiero w tym roku, choć mam blisko. Pozdrawiam również:)

      Usuń
  5. Był jednym z największych pisarzy polskich, wielka szkoda, że tak piękne i ważne miejsce może zniknąć z powodu braku pieniędzy, gdy tymczasem na nieudane wybory wyrzucono w błoto takie fundusze.Gratuluję kolejnej książki. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Też nie mogę tego pojąć. Dziękuję za gratulacje. Mam nadzieję, że książka będzie juz niebawem:)

      Usuń
  6. W Konstancinie jeszcze mnie nie widzieli, ale poczytać Ciebie zawsze miło...A ta ostatnia informacja "zrobiła" mi cały dzień...Brawo Ty !! ;o)

    OdpowiedzUsuń
  7. Warto, nadal warto czytać Żeromskiego...ten język i styl sugestywny... echo ich grania słyszy się jakby tam człowiek był mimo iż Ogary poszły w las...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o Żeromskim też warto czytać. Książka już niebawem.

      Usuń
  8. A już chciałem nieśmiało zasugerować, że odnośnie Żeromskiego to jeszcze Warszawa i Zamek Królewski, ale coś mnie tknęło i sprawdziłem w historii Pani wpisów. No i oczywiście była Pani u pana Stefana. Jakże inaczej. Co ja w ogóle sobie myślałem?! :-) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam tam nawet trzy razy, ale zdjecia mam kiepskie, komórką robione. Próbowałam uzyskać lepsze do książki, ale każą sobie słono płacić... Pozdrawiam również:)

      Usuń
    2. A to trochę nieładne. I smutne. Instytucja kulturalna powinna chyba inaczej patrzeć na wszelkie działania kulturę promujące. Szczególnie kulturę rodzimą. Dziwi mnie to o tyle, że kiedy kilka lat temu robiłem research do swojej książki (a to nie była praca naukowa, ani popularyzatorska tylko zwykła niszowa powieść), wszelkie muzealne drzwi stawały przede mną otworem. Nawet księża w kancelariach ochotnie otwierali swoje zakurzone szafy z archiwami... Wprawdzie nie zawsze zupełnie gratis, ale też pasów z człowieka nie darli.

      Usuń
  9. Konstancin jest mi nieznany, od razu szukałam w googlach, ale daleko ode mnie. Może da radę kiedyś odwiedzić przy okazji jakiejś wycieczki w drodze do stolicy.
    Muzeum Żeromskiego wygląda na bardzo ciekawe. A dodatkowo w Konastancinie jest parę miejsc wartych zobaczenia.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele jest takich miejsc, o których nie wiemy albo dowiadujemy się przypadkiem. Cóż, wszystkich nie da się zobaczyć, zwłaszcza teraz, w tym pandemicznym szaleństwie...

      Usuń
  10. W Konstancie-Jeziorna odbywa się również finał Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Szkoda, że pandemia pokrzyżowała w tym roku plany. Mam nadzieję wybrać się tam w lipcu, by móc zobaczyć obrazy Tamary Łempickiej i ponarzekać trochę na Żeromskiego;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety pLandemia pokrzyżowała wiele planów. Ale trzeba być optymistą, jeszcze nadrobimy stacony czas:)

      Usuń

Pozostawienie komentarza (choćby anonimowego) daje mi poczucie, że warto dalej tworzyć ten blog, bo ktoś go jednak czyta:)