sobota, 9 czerwca 2018

Lublin renesansowy cz. 1/2

W starej części Lublina na każdym kroku można spotkać ślady literackie. I to sięgające nawet samych początków naszego piśmiennictwa. Dzisiejszy post poświecę zatem tym najstarszym właśnie, zaś kolejne innym pisarzom, współczesnym także. 


Ojcem naszego piśmiennictwa nie jest, jak się powszechnie uważa Mikołaj Rej ani Jan Kochanowski, ale Biernat z Lublina. On to bowiem wprowadził nasz język do literatury, a obaj wymienieni poeci pięknie rozwinęli jego dzieło. Tak nam tłumaczył profesor Jerzy Starnawski, kiedy studiowałam polonistykę. Myślę, że badacze staropolszczyzny się z nim zgadzają.


Biernat, a właściwie Bernard (bo podpisywał się Bernardus) to postać dość tajemnicza. Niewiele o nim wiemy, nie znamy nawet dokładnych dat jego życia. Nazywał siebie Lubelczykiem, bo urodził się w Lublinie w latach 60. XV wieku. Do historii literatury przeszedł jako pierwszy znany nam Polak tworzący w języku ojczystym. Kiedy umierał, Mikołaj Rej miał niewiele ponad dwadzieścia lat, a Jan Kochanowski jeszcze się nie narodził.

Tablica poświęcona Biernatowi na budynku dawnego ratusza miejskiego, Rynek 1

Jest autorem pierwszej książki wydrukowanej w języku polskim – "Raju dusznego" – wydanego w 1513 roku, której nazwisko twórcy znamy. Wcześniej (w 1508) wyszła drukiem po polsku tylko "Historyja umęczenia Pana naszego Jezusa Chrystusa", ale autor pozostaje anonimowy.

Brama Grodzka wiodąca do zamku

Wiadomo, że Biernat z Lublina był wykształconym księdzem, ale wypowiadał się krytycznie o  współczesnym mu Kościele Rzymskokatolickim, głosił swobodę myśli w kwestiach religijnych i jeszcze przed Lutrem podkreślał autorytet Ewangelii jako jedynego pewnego źródła wiary. Był przeciwnikiem wojny i kary śmierci. Także Lublin może się szczycić takim krajanem.


Przy ulicy Krakowskie Przedmieście 8 znalazłam tablicę informującą, że w tym miejscu stał dom, który kupił w 1563 roku Mikołaj Rej. Poprzednim jego właścicielem był Jan Gibel, prawdopodobnie dobry znajomy Reja. Pisarz chciał mieć gdzie się zatrzymywać, kiedy załatwiał interesy w Lublinie. Więcej o moich podróżach śladami  Mikołaja Reja przeczytacie tu: w-naglowicach-mikolaja-reja 


Dom Sebastiana Klonowica z wizerunkami pisarzy związanych z Lublinem: jego samego, Biernata z Lublina, Jana Kochanowskiego i Wincentego Pola 

W Lublinie przypomniałam sobie, że był taki pisarz, jak Sebastian Klonowic. Nie mówi się o nim w szkole, ale na studiach miałam jego twórczość. Żył w czasach Reja i Kochanowskiego i tak jak autor trenów, zmarł w Lublinie. W domu widocznym na powyższym zdjęciu. Na tym terenie pełnił funkcje pisarza sądu miejskiego, ławnika, wójta, burmistrza i rajcy.


Najbardziej znanym jego dziełem jest łaciński poemat moralistyczny "Philtron". Znajdziemy tam między innymi opis Lublina. Sebastian Klonowic zmarł w tym mieście w roku 1602 i został pochowany w nieistniejącym już kościele farnym pod wezwaniem  św. Michała Archanioła.


Kościół ten znajdował się bardzo blisko domu Klonowica. Był najstarszą gotycką świątynią w Lublinie. Legenda głosi, że pobudowano go z rozkazu księcia Leszka Czarnego, któremu ukazał się w tym miejscu Archanioł Michał.



W XIX wieku budynek fary był w fatalnym stanie po kilku pożarach. Został rozebrany w połowie stulecia. Obecnie na placu po farze można oglądać jej fundamenty. Odbywają się tam czasem koncerty.


Najcenniejsze rzeczy, takie jak chrzcielnica, dzwon Michał oraz tablica z epitafium Sebastiana Klonowica, trafiły do katedry lubelskiej. Obraz "Sen Leszka Czarnego" znalazł miejsce w kościele kapucynów, ołtarze trafiły do podlubelskich świątyń. 


Epitafium poświęcone Sebastianowi Klonowicowi w Archikatedrze Lubelskiej
Warto wspomnieć o jeszcze jednym dziele Klonowica. Mianowicie po śmierci Jana Kochanowskiego wydał on cykl wierszy pod tytułem "Żale nagrobne na ślachetnie urodzonego pana Jana Kochanowskiego", oddając w ten sposób hołd największemu poecie swoich czasów. Jan z Czarnolasu zmarł w Lublinie. Ale o tym w następnym poście. Zapraszam za kilka dni.

sobota, 26 maja 2018

Poznaj pana po cholewach... w Płocku

Omawiając literaturę baroku, wpadłam na pomysł zabrania uczniów do Muzeum Mazowieckiego w Płocku.  Można tam bowiem uczestniczyć w lekcji "Poznaj pana po cholewach – sarmatyzm jako styl życia mazowieckiej szlachty w XVI-XVIII wieku".


Zajęcia rozpoczęły się wykładem pani Małgorzaty Kwiatkowskiej z wykorzystaniem prezentacji multimedialnej. Następnie mogliśmy zobaczyć niektóre zabytki kultury materialnej, np. strój posła województwa płockiego, militaria i meble z XVI-XVIII stulecia, barokowy piec kaflowy, portrety króla Jana III Sobieskiego i żupnika zakroczymskiego Piotra Krajewskiego.


Lekcja była doskonałym uzupełnieniem wiedzy zdobytej w szkole na temat sarmatyzmu. Program nauczania języka polskiego ogranicza się bowiem do kilku wierszy Wacława Potockiego i fragmentów "Pamiętników" Jan Chryzostoma Paska. Na lekcje historii nie ma co liczyć, bo program jest kompletnie niezsynchronizowany. Kiedy na polskim omawia się staropolszczyznę, na historii wiek XX i odwrotnie. Nie rozumiem, dlaczego nie można tego zmienić. Na tym właśnie między innymi powinna polegać prawdziwa reforma edukacji.


Ale wróćmy do sarmatyzmu. Obaj wymienieni wyżej pisarze okresu baroku byli przedstawicielami tego nurtu. Jednak inaczej przedstawiali życie szlachty. Jan Chryzostom Pasek był jej wielkim apologetą. 
Com tedy mówił, to i teraz mówię — nescit vox missa reverti [słowo z ust wypuszczone wrócić nie może - Horatius]— że się kożdemu w urodzeniu sobie równemu upomnieć będę umiał. Mam sejmiki, mam trybunały, mam koło generalne; utraque civis [podwójnie jestem obywatelem], bom i szlachcic, bom i żołnierz, słów nigdy swoich zaprzeć się nie umiem. Hoc mihi pietas, hoc pia lingua odit [to mam za cnotę, tego wzdrygają się uczciwe usta].
(J. Ch. Pasek "Pamiętniki" - rozdział Rok pański 1661)


Co innego Wacław Potocki. Ten zdawał sobie sprawę z wad przedstawicieli swego stanu i odważnie o nich pisał. Uwielbiam jego humor i mądrość. Są ponadczasowe. Moim ulubionym wierszem tego poety jest "Pospolite ruszenie":

Dano znać do obozu od placowej straży,
   Że nieprzyjaciel nocą na imprezę waży*,
Że Kozacy strzelają często z samopałów.
   Toż rotmistrz: "Dobosz, obudź ichmości do wałów!
Niechaj każdy przy swoim zbrojno stawa koszu*;
   Nie mijajże żadnego namiotu, doboszu!"
A ten: "Wstawajcie waszmość czym prędzej, dla Boga,
   Pan rotmistrz rozkazuje, bo już w polu trwoga!"
Aż jaki taki w swoim ozwie się namiecie:
   "Bij kto s... syna kijem, niech nie plecie!
Kto widział ludzi budzić w pierwospy*! Oszalał
   Pan rotmistrz albo sobie gorzałki w czub nalał?
Niechże sam strzeże, jeśli tak dalece tchorzy,
   A wolnej, równej szlachty sobie snem nie morzy!
Sprawi się w Proszowicach*, za pomocą Bożą,
   Że braciej* rozkazuje z chłopami na strożą!"
Widząc dobosz, że go nikt zgoła nie usłucha,
   Poszedł i sam spać, nim kto strzepie mu kożucha;
I rotmistrz, towarzystwo kiedy się nie trwoży,
   Zdjąwszy zbroję ze grzbieta, znowu się położy.


Bo jak pióro białe u czarnego kruka, tak w pysznym a bogatym rzadka rzecz – nauka - to zdanie Wacława Potockiego może być mottem jego całej twórczości.
Na koniec aforyzm dla ważnych tego świata:

Równo się król poczyna, równo z kmieciem rodzi,
Tak się boi, tak smuci, tak stęka, tak schodzi.


Muzeum Mazowieckie w Płocku to przede wszystkim Muzeum Secesji. Na pewno zawitamy tam za rok, kiedy będziemy omawiać Młodą Polskę. Ale to już temat na inny post. 

Pani Małgorzata Kwiatkowska z moimi uczniami z klasy IB

środa, 16 maja 2018

Książka z bloga?

Moi Drodzy Czytelnicy! Od pewnego czasu myślę o wydaniu książki z tego, co tu piszę. Jak myślicie, ma to sens? Nazbierało się przez te ponad cztery lata już blisko dwieście postów. Trzeba by wybrać najlepsze i z pomysłem ułożyć w całość. Czy ktoś z Was kupiłby taką książkę? Czy nie ma sensu publikacja czegoś, co można przeczytać w necie? Piszcie, proszę, w komentarzach, co o tym sądzicie. 

niedziela, 6 maja 2018

Łódzki Pałac Poznańskich cz.3/3

A w maju

Zwykłem jeździć, szanowni panowie,

Na przedniej platformie tramwaju!

Miasto na wskroś mnie przeszywa!

Co się tam dzieje w mej głowie:

Pędy, zapędy, ognie, ogniwa,

Wesoło w czubie i w piętach,

A najweselej na skrętach!

Na skrętach - koliście

Zagarniam zachwytem ramienia, 

A drzewa w porywie natchnienia

Szaleją wiosenną wonią,

Z radości pęka pąkowie,

Ulice na alarm dzwonią,

Maju, Maju!--

Tak to jadę na przedniej platformie tramwaju,

Wielce szanowni panowie!...

(Julian Tuwim "Do krytyków")


Tym ulubionym przeze mnie wierszem Juliana Tuwima kończę cykl łódzki i jednocześnie rozpoczynam posty majowe. Niewiele mam Wam do pokazania, jeśli chodzi o pokój tego poety w Pałacu Poznańskich, ponieważ światło, wpadające przez duże okna, uniemożliwiało zrobienie dobrych zdjęć.


Także, żeby docenić urok tego gabinetu, musicie wybrać się tam sami.


Tuwimowi w Łodzi poświęciłam kiedyś ten post  http://mojepodrozeliterackie.blogspot.com/2017/09/odz-tuwima


Polecam go, jeśli komuś mało na dziś:) A przede wszystkim polecam wiersze tego poety. Mądre, ładne, inteligentne, dowcipne, aktualne...

niedziela, 22 kwietnia 2018

Carpe diem!

Do przerwania łódzkiego cyklu sprowokowała mnie bratowa swoim wpisem na https://zyjaczpasja.blogspot.com Zrobiła mi niesamowitą niespodziankę z motywem przewodnim CARPE DIEM. Postanowiłam więc Wam o tym napisać:)


Kubeczek z sentencją Horacego i piękną kompozycją florystyczną otrzymałam na imieniny oraz urodziny, bowiem obchodzę je tego samego dnia. Kolejny rok zleciał niesamowicie prędko, zadumałam się więc nad "chwytaniem chwili". Dobrze to zrobić teraz, kiedy przyroda zachęca do spędzania czasu na łonie natury i pokazuje nam ulotność, nietrwałość wszystkiego...



Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie

Jaki nam koniec szykują bogowie,

I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy.

Lepiej tak przyjąć wszystko jak się zdarzy.

A czy z rozkazu Jowisza ta zima

Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,

Będzie ostatnia czy też nam przysporzy

Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży

Nie troszcz się o to i... klaruj swe wina.

Mknie rok za rokiem, jak jedna godzina.

Więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę

W złudnej przyszłości obietnice płoche.

(Horacy "Carpe diem", Pieśń I,11, tłum. H. Sienkiewicz)


Motyw carpe diem podejmowali w swojej twórczości także polscy poeci. Najczęściej chyba Jan Kochanowski. Jego fraszki i pieśni pełne są nawoływań do "chwytania dnia".

Miło szaleć, kiedy czas po temu (...)
Czas ucieka, a żaden nie zgadnie,
Jakie szczęście o jutrze przypadnie.
(...)
Dziś bądź wesół, dziś użyj biesiady,
O przyszłym dniu niechaj próznej rady:
Już to dawno Bóg odmyślił w niebie,
A k'tej radzie nie przypuszczą ciebie.
(Pieśń XX z ks. I)


A nam wina przynoście,
Z wina dobra myśl roście;
A frasunek podlany
Taje by śnieg zagrzany!
(Pieśń XXIV z ks. I)


Godzina za godziną niepojęcie chodzi, jak pisał w baroku Daniel Naborowski, więc cieszmy się tym, co mamy, póki możemy...

środa, 18 kwietnia 2018

Łódzki Pałac Poznańskich cz.2/3

W przededniu 75. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim zajrzyjmy na ekspozycję poświęconą ostatniemu przywódcy tego zrywu - Markowi Edelmanowi. Przez większość życia mieszkał w Łodzi i dlatego Muzeum Miasta Łodzi uhonorowało go wystawą stałą. Nie był pisarzem, tylko kardiochirurgiem, ale znalazł się na moim blogu jako bohater literacki, a nawet współtwórca książki Hanny Krall "Zdążyć przed Panem Bogiem".


W pomieszczeniach Pałacu Poznańskich od ulicy Zachodniej umiejscowiono wystawy stałe Muzeum Miasta Łodzi poświęcone Władysławowi Reymontowi, Julianowi Tuwimowi, Karlowi Dedeciusowi, Aleksandrowi Tansmanowi i Arturowi Rubinsteinowi składające się na cykl "Panteon Wielkich Łodzian".


3 października 2011 otwarto tu również Gabinet Marka Edelmana - dwie sale muzealne jemu poświęcone; pierwsza jest odwzorowaniem łódzkiego mieszkania Marka i Aliny Edelmanów, drugą wypełnia zbiór fotografii rodzinnych. Można obejrzeć autentyczne pamiątki po nim, a także telewizyjny wywiad.


Edelman przeniósł się do Łodzi w 1946 roku i mieszkał w niej przez ponad 60 lat. Wcześniej związany był z Warszawą, w której przeżył oba powstania. Wielokrotnie wypowiadał się na temat zwłaszcza tego pierwszego - w getcie. Po samobójczej śmierci przywódcy zrywu Mordechaja Anielewicza został jego następcą. Kiedy skończyła się wojna chciał ratować ludzkie życie, które wydawało mu się jeszcze cenniejsze. Dlatego został kardiochirurgiem.


Przez ponad 30 lat pracował w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu im. Mikołaja Pirogowa w Łodzi. Już w latach 70. rozpoczął działalność opozycyjną, podejmując współpracę z Komitetem Obrony Robotników. Od początku lat 80. działał w „Solidarności”. Był autorem kilku publikacji medycznych oraz dotyczących getta warszawskiego.


Warto wspomnieć o Marku Edelmanie w rocznicę wybuchu powstania w getcie, bo nie chciał gloryfikować jego uczestników, za co często był krytykowany.

sobota, 7 kwietnia 2018

Łódzki Pałac Poznańskich cz.1/3

Wspaniałości Pałacu Poznańskich w Łodzi nie sposób opisać w jednym poście. Nie da się ich oddać również w dwóch i więcej, ale spróbuję choć trochę zaciekawić Was tym miejscem, bo naprawdę jest godne odwiedzenia.


Pierwszy wpis z tego cyklu poświęcę Władysławowi Stanisławowi Reymontowi. On przecież stworzył najbardziej chyba znaną książkę o Łodzi - "Ziemię obiecaną". Miasto o nim pamięta. 


W Pałacu Poznańskich, gdzie mieści się dziś Muzeum Miasta Łodzi jest spora ekspozycja poświęcona temu pisarzowi i jego rodzinie.


Sam noblista nie był z Łodzią związany, ale jego powieść, mówiąca o rodzącej się stolicy polskiego kapitalizmu końca XIX wieku sprawiła, że Reymont jest w tym mieście czczony jak rodowity łodzianin.



W Pałacu Poznańskich znajdziemy wiele pamiątek po nim, między innymi zdjęcia i inne rzeczy jego rodziny.




Są też rekwizyty związane z adaptacją jego powieści



i oczywiście książki...


Tu kręcono niektóre sceny do adaptacji utworu Reymonta w reżyserii  Andrzeja Wajdy. Już na początku "Ziemi obiecanej" widzimy teren dawnych fabryk Izraela Poznańskiego, gdzie dziś znajduje się galeria handlowa "Manufaktura".



Przylega ona bezpośrednio do Pałacu Poznańskich, w którego wnętrzach nakręcono kilka scen.



Jest to przecież w filmie pałac Bucholca, u którego pracuje główny bohater - Karol Borowiecki.



Obaj panowie spotykają się między innymi w tej jadalni. Jest przepiękna!


Zobaczmy, co jeszcze kryją wnętrza Pałacu Poznańskich.


Ale o tym już w kolejnym poście...