środa, 14 października 2015

Być nauczycielem... w Kownie

W tym roku po raz trzeci odwiedziłam Kowno. Do tej pory szkołę, w której uczył Adam Mickiewicz, oglądałam jednie z zewnątrz. Pisałam o tym rok temu: Mickiewicz w Kownie.
Teraz mogłam wejść do środka i zobaczyć salę, w której nauczał sam wieszcz! Radość moja nie miała granic i nią właśnie chcę się dziś z Wami podzielić - w Dniu Edukacji Narodowej.




W tej właśnie klasie w roku 1819 Adam Mickiewicz, świeżo upieczony absolwent Uniwersytetu Wileńskiego rozpoczął pracę jako nauczyciel. Stawił się wtedy u dyrektora Kowieńskiej Szkoły Powiatowej Stanisława Kostki Dobrowolskiego, który tak oto wspominał tamtą chwilę:

... wszedł młody człowiek, bardzo skromnie ubrany, ukłonił się grzecznie i o prefekta szkół kowieńskich zapytał. - Ja nim jestem - odpowiedziałem, wstając od stołu - ale z kim mam zaszczyt mówić? - dodałem. - Z Adamem Mickiewiczem, odezwał się cichym głosem młodzieniec; - naznaczony jestem na nauczyciela do tutejszej szkoły; poczem oddał mi list i plikę papierów od rektora uniwersytetu wileńskiego.- Zaprosiłem go na wieczerzę, obok siebie posadziłem; darem Bożym z nim się podzieliłem; i odtąd dzień ten, w którym pod moim dachem zasiadł po raz pierwszy do mojego stołu, zapisałem na zawsze w pamięci serca mojego.


Rozpoczął pracę żmudną i niewdzięczną - taką się jawiła poecie do samego końca. Wytrzymał cztery lata z przerwami na zwolnienia lekarskie brane jak często tylko się dało.



Przed depresją ratowała go poezja (powstały wtedy ballady, II i IV cz. "Dziadów", "Grażyna"...) i pani Karolina Kowalska. Stąd widział jej okna, w których oświetleniem dawała znak, kiedy mąż wychodził z domu.



Romans był burzliwy i poeta niemal nie przypłacił go życiem, kiedy wszystko wyszło na jaw. Otrzymał dwa wyzwania na pojedynek - od pana Kowalskiego i szambelana Nartowskiego, który również kochał się w pani Karolinie. Na szczęście do pojedynków nie doszło. I to nie Mickiewicz zrezygnował.


Rok temu, kiedy oglądałam tę szkołę z zewnątrz nie marzyłam nawet, że będę mogła zasiąść w ławce w klasie Mickiewicza. Dzięki pani Reginie, która z własnej inicjatywy załatwiła mi wejście, było to możliwe!


W wakacje mogłam spokojnie zwiedzić szkołę. Jest dziś bardzo nowoczesna. 


Ale tradycję widać na każdym kroku. Nawet na korytarzach.


Dane mi było również zobaczyć w środku kościół jezuitów, niedostępny dla nikogo z zewnątrz (chyba że w szczególnych okolicznościach). Tutaj inauguruje się i kończy rok szkolny, odbywają się też inne uroczystości. Mickiewicz na pewno modlił się tu często.


Bowiem czucie i wiara silniej mówiły do niego, niż mędrca szkiełko i oko. 
I tego Wam życzę w dniu Waszego święta, Kochani Nauczyciele:)

15 komentarzy:

  1. Źeby tak można było pojechać tam z uczniami. Fajna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Kowna można, nie ma granicy, póki co... Ale do środka chyba nie wpuszczą. Szkoda.

      Usuń
  2. Oj, kochliwy był ten nasz wieszcz! Pamiętam, jak nam Pani o tym opowiadała:) Pozdrawia była uczennica Aneta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze. Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Wyjątkowe szczęście, że można było wejść do środka i zobaczyć gdzie uczył Mickiewicz. Cieszę się, że dzięki Tobie i my możemy zobaczyć wnętrza szkoły i kościoła.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się cieszę, że jeszcze kogoś to interesuje. Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. To z tego okienka wabiła Go do siebie Karolina... ?

    OdpowiedzUsuń
  5. No takiej wycieczki z historią to ja aż zazdraszczam ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Jak Twoje dziecię będzie kiedyś omawiało Mickiewicza (szybciej niż Ci się wydaje:), to zajrzyjcie tu razem.

      Usuń
  6. Śledzę bardzo uważnie Pani blog i z każdym kolejnym wpisem jestem pod coraz to większym wrażeniem tego jak Pani w mistrzowski sposób potrafi przedstawić wszystkie ciekawe informacje zawarte w danej tematyce. Jestem Pani byłym uczniem a dokładniej tegorocznym maturzystom z klasy 3A pewnie Pani się domyśli o kogo chodzi:) Zdawałem na studia wojskowe w Warszawie i muszę Pani powiedzieć że w jakimś stopniu przyczyniła się Pani ze udało mi się na nie dostać:) Według mnie informacje które zamieszcza Pani na swoim blogu powinny być przyswajane przez obecnych uczniów VLO i to nie tylko klas humanistycznych ale również matematycznych i przyrodniczych, każdy wpis zamieszczony na blogu jest ogromną skarbnicą wiedzy nie tylko o świecie literatury ale również o samym sobie. Mam nadzieje , że uczniowie VLO doceniają to jakiego mają świetnego nauczyciela, pedagoga i człowieka z pasją której w obecnych czasach brakuje wielu nauczycielom nie tylko szkół średnich ale i akademickich. Życzę Pani dalszej owocnej pracy i mam nadzieje w przyszłości coraz to wyższych tytułów naukowych. Ps. Miała Pani rację mówiąc ze na studiach szczególnie tych poza Płockiem doświadczymy co to znaczy się uczyć:) Ja już tego doświadczyłem na pierwszym wykładzie:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszyłam się, Adasiu! Nie podpisałeś się, ale żaden inny mój uczeń nie wybrał studiów wojskowych, stąd wiem, że to Ty. Dziękuję Ci za te słowa. One są prawdziwą nagrodą w mojej niełatwej pracy.
      Życzę Ci sukcesów w życiu osobistym i zawodowym. A wybrałeś sobie zawód bardzo odpowiedzialny. Polecam Ci wiersz Juliana Tuwima "Do prostego człowieka", zwłaszcza w wykonaniu zespołu Akurat. Niech jego przesłanie pomaga Ci podejmować tylko słuszne decyzje.
      Powodzenia!

      Usuń
  7. Pamięć murów jest niesamowita... bardzo dziękuję za możliwość zajrzenia do klasy, w której "obuczał żmudzkie łby" i recytował swoje "seksterny" (jakby się to obecnie nie kojarzyło :))
    Serdeczności, Andrzej Fabianowski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle jest Pan nieoceniony, Profesorze!

      Usuń
  8. Ujmuje autentyzm miejsca, o którym słyszał nieomal każdy uczeń polskiej szkoły!

    OdpowiedzUsuń

Pozostawienie komentarza (choćby anonimowego) daje mi poczucie, że warto dalej tworzyć ten blog, bo ktoś go jednak czyta:)