sobota, 1 marca 2014

Ale widział(a)m Krym!

„Ale widziałem Krym! Przetrzymałem tęgą burzę i byłem jednym z kilku zdrowych, którzy zachowali dosyć siły i przytomności, aby napatrzyć się do woli temu ciekawemu widowisku.”
Adam Mickiewicz w liście do Joachima Lelewela z 7/19 stycznia 1827 roku

Poeta był na Krymie w 1825 roku, a rok później wydał słynne "Sonety krymskie". Ja odwiedziłam opisane w nich miejsca w 2011 roku. Nie "przetrzymałam", co prawda, burzy morskiej, ale widziałam Krym! W tym tak trudnym dla Ukrainy czasie wspominam swój pobyt na spokojnej wtedy ziemi naszych sąsiadów. 



Granica dzisiejszej republiki krymskiej

Do Moskwy 1327 km, Kijowa 671, a chłodne piwo już za 3 metry! Kuszące:)

Ale jeśli ktoś liczy na piękne nadmorskie plaże, to się rozczaruje

Zamiast piasku, czarne kamienie.
Woda czysta. ale plaże mamy ładniejsze nad Bałtykiem:)

Dlatego wolałam wpłynąć na suchego przestwór oceanu

i brodzić śród fali łąk szumiących:)

Widziałam Ałusztę w dzień
...kędy w wodach skała przegląda się łysa
Zastanawiałam się, jak Mickiewicz dostał się na Ajudah - górę 
przypominającą niedźwiedzia pijącego wodę z morza
 (z lądu nijak nie można było tam dojechać)
Na Czatyrdah można wjechać samochodem

Wielki Czatyrdahu (...) Ciemny las twoim płaszczem,

a janczary strachu
Twój turban z chmur haftują błyskawic potoki
Zwiedzaliśmy też pobliskie pieczary


Ciekawe czy Mickiewicz tam był...
Na pewno zaś odwiedził to miejsce

Czufut-Kale - średniowieczne skalne miasto, twierdza Karaimów i Tatarów

Tam nie patrz! Tam spadła źrenica, Jak w studni Al-Kairu o dno nie uderza...

...a ja spojrzałem! Przez świata szczeliny
Tam widziałem -  Com widział...

"Droga nad przepaścią w Czufut-Kale"

Jest ślad, że był tam nasz poeta!

Jego portret wisi na ścianie domku,
który odwiedzili "znamienici goście", jak głosi napis

Zwiedził też pałac chanów w Bakczysaraju

W środku sali wycięte z marmuru naczynie,
To fontanna haremu, dotąd stoi cało... ("Bakczysaraj")

Pokój jednej z żon chana

W Bakczysaraju spotkała nas przygoda...

Przeciskaliśmy się autokarem wąskimi uliczkami (nie było innej możliwości),
 aż tu nagle zagrodziło mam drogę kilku krzyczących mężczyzn


Twierdzili, że nasz autokar przejechał nogę ich brata
 i żądają odszkodowania (100 dolarów)


Ponieważ nie ulegliśmy tej oczywistej napaści, wezwali policję (milicję),
 a chyba powinni pogotowie (skoro brat był poszkodowany)

Lekarza wezwaliśmy my, żeby zbadał, czy to możliwie,
 że autokar mógł być przyczyną tego, co ów brat miał na palcu u nogi

         Pani doktor stwierdziła, że widzi tylko zmiany grzybiczne i wstyd jej, że cudzoziemców-turystów spotykają takie nieprzyjemności. Cała akcja trwała około 4 godzin! Nie mogliśmy odjechać, bo kierowcę zabrali na komisariat. Mimo że nic nie mogli mu udowodnić, musiał zapłacić mandat (w przeliczeniu ok. 500 zł), inaczej nie oddaliby mu dokumentów i nie moglibyśmy opuścić kraju. 
Jeden z tych milicjantów przyznał, że to typowe wyłudzanie pieniędzy przez mafię tatarską. Wstyd mu było, ale gdyby przyznał nam rację, bałby się o swoje życie. Niepojęte!

Po trzech godzinach nerwów w autokarze, czwartą,
 do powrotu kierowcy, przeczekaliśmy w pobliskiej restauracji.

Od tej pory Krym postrzegam jako miejsce kontrastów...

Następnego dnia pojechaliśmy do Jałty

A właściwie do położonego na jej przedmieściach pałacu w Liwadii. 
Jego początki sięgają 1834 r., kiedy to polski magnat Leon Potocki
 zbudował tu niewielką rezydencję. Po jego śmierci posiadłość kupił
 car Aleksander II i polecił przebudować ją na pałac. 
Była to letnia rezydencja rodziny carskiej

Z jednego okna widok na Morze Czarne

Z innego na góry (Aj Petri)
Tutaj w 1894 roku zmarł car Aleksander III

Jego syn, Mikołaj II, przebywał tu czterokrotnie
 na wakacjach z żoną i pięciorgiem dzieci
W 1917 cała rodzina została zamordowana

z rozkazu Lenina, który stoi w Jałcie na cokole do dziś

Przy tym stole  w podjałtańskim pałacu, przejętym przez komunistów,
 rozgrywały się między innymi losy Polski w 1945 roku

Ustalenia Konferencji Jałtańskiej
podpisane przez  Churchilla, Roosevelta i Stalina


Kiedy teraz, gdy znów ważą się losy Krymu, wspominam tę podróż, mam ambiwalentne uczucia. Gdyby kiedyś Ukraina miała wejść do Unii Europejskiej, to czy z Krymem?  Cudownie byłoby móc jeździć tam bez granic, ale z drugiej strony te granice chronią nas od wielu niechcianych rzeczy. Kultura tatarsko-islamska to nie tylko piękne budowle, zabytki, które zwiedzał Mickiewicz...

Nie byłam, niestety, w Odessie, gdzie poeta czerpał natchnienie do swoich sonetów miłosnych. 
Może kiedyś będzie mi dane...

Pragniesz miłym być gościem? czytaj rady moje: (...)
Wiesz, jak ich trzeba witać? »Bywaj zdrów, bądź zdrowa!
A kiedy ich masz znowu odwiedzić? — Po roku.

Mam nadzieję, że skromne progi mojego bloga odwiedzicie wcześniej:)

8 komentarzy:

  1. Byłam na Krymie w 2002 roku. Widziałam te same miejsca. Cudowne! Dzięki Twoim zdjęciom wróciły wspomnienia ze zdwojoną siłą... W tym samym czasie naszły nas refleksje i wspomnienia krymskie, bo na swoim blogu też postanowiłam napisać o Krymie, a raczej pobycie Mickiewiczu na tym pięknym półwyspie. Zapraszam, ale u mnie bez zdjęć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to więcej informacji! Widziałam, bardzo ciekawe. Też mnie kusiło, żeby napisać więcej o podróży Mickiewicza, ale stwierdziłam, że jak ktoś będzie zainteresowany, to znajdzie te informacje, więc tu ich nie będę powtarzać. Fajnie, że nasze posty się uzupełniają:)

      Usuń
  2. Można pozazdrościć Mickiewiczowi tego zesłania. Inny świat. Pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic dziwnego, ze Rosja ma taka ochote przejac Krym, korzystajac z kryzysu na Ukrainie. Oby z tego wojny nie bylo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezły numer z tym Tatarami! ale ta milicja tez skorumpowana jakaś!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś mija miesiąc, odkąd założyłam ten blog. Prawie 1000 wyświetleń. Niesamowite! Dziękuję Wam i obiecuję jeszcze wiele ciekawych podróży:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudownie przypomnieć sobie te miejsca na Pani zdjęciach! :)))

    OdpowiedzUsuń

Pozostawienie komentarza (choćby anonimowego) daje mi poczucie, że warto dalej tworzyć ten blog, bo ktoś go jednak czyta:)