poniedziałek, 17 września 2018

Okopy Świętej Trójcy Krasińskiego

Dziś kolejna rocznica agresji Związku Radzieckiego na Polskę w 1939 roku. Rosjanie i Ukraińcy byli równie bezwzględni (a nawet gorsi) jak Niemcy. Szerząc zdobycze rewolucji, nie cofali się przed niczym. Rewolucji, której oblicze odsłonił już sto lat  wcześniej (w latach 30. XIX wieku) Zygmunt Krasiński w "Nie-Boskiej komedii". I nie była to śmieszna sztuka. Wręcz przeciwnie. Pokazywała tragizm społeczeństwa, które nie godzi się już na wyzysk arystokracji, ale alternatywą jest władza żądnych zemsty analfabetów.

Brama Lwowska broniąca warowni od zachodu


W swoim dramacie Krasiński przedstawił Okopy Świętej Trójcy jako ostatni bastion arystokratów broniących się przed rewolucjonistami. Na czele tych pierwszych stał Hrabia Henryk (wielką literą piszemy tu hrabiego, bo tak określał tę postać autor), przywódcą drugich był Pankracy.

Dzwonnica kościoła w Okopach Świętej Trójcy

W "Nie-Boskiej komedii" zwyciężyli rewolucjoniści. Hrabia Henryk popełnił samobójstwo, nie chcąc żyć w świecie przez nich rządzonym, a Pankracy tryumfował. Do czasu.

Wejście do rzymskokatolickiego kościoła Świętej Trójcy

W chwili, kiedy uznał się panem świata, ukazał mu się Chrystus. Jego światło oślepiło Pankracego i po chwili padł martwy, zdążywszy jeszcze z pogardą krzyknąć: Galilejczyku, zwyciężyłeś!


U Krasińskiego Bóg nie pozwolił, żeby żądni krwi prostacy rządzili światem. Szkoda że Chrystus nie poraził tak Stalina czy innego tyrana...


Słowa Pankracego z dramatu można dziś przeczytać w kościele w Okopach Świętej Trójcy. Świątynia ta została spalona przez UPA w 1943 roku i dopiero w 2012 roku rozpoczęto jej odbudowę.


Jest to niewielki barokowy budynek zbudowany na planie prostokąta w latach 1700-1705. Po raz pierwszy został zniszczony podczas konfederacji barskiej. Wtedy to konfederaci na czele z Kazimierzem Pułaskim bronili się w nim przez dwanaście tygodni. Część z nich, razem z Pułaskim, zdołała wydostać się z rosyjskiego okrążenia. Reszta, która pozostała w kościele, została zamordowana. Świątynię całkowicie zniszczono. Odbudowano ją dopiero na początku XX wieku, ale nie przetrwała II wojny światowej. Po jej zakończeniu ruiny służyły jako magazyn. Kościół zrekonstruowano dopiero 4 lata temu dzięki Stowarzyszeniu Przyjaciół Podola i dofinansowaniu polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Od 2014 roku odprawiana jest tam Msza Święta.


Okopy Świętej Trójcy to nazwa miejscowości, która wzięła swój początek wraz z wybudowaniem tu warowni za czasów Jana III Sobieskiego. Twierdza miała ogromne znaczenie strategiczne, ponieważ leżała w rozwidleniu dwóch dużych rzek: Zbrucza i Dniestru. Powstała w 1692 roku i aż do napaści ZSRR 17 września 1939 r. (nie licząc wcześniejszych rozbiorów Polski) wyznaczała granicę Rzeczpospolitej, była najdalej wysuniętym krańcem naszego państwa.

Zasłuchani w opowieść pana Stanisława Nagórniaka

Zygmunt Krasiński zwiedzał te tereny jeszcze w dzieciństwie, kiedy wraz z ojcem, generałem Wincentym Krasińskim, podróżował po Podolu. Przewodnik, pan Stanisław Nagórniak, bardzo ciekawie opowiadał historię tego miejsca, a ja wyobrażałam sobie sceny z "Nie-Boskiej..." Patrzyłam w przepaść, w którą rzucił się Hrabia Henryk, kiedy zdał sobie sprawę z przewagi prymitywów, którzy sięgają po władzę...


Tę wspaniałą wycieczkę odbyłam z krakowskim Biurem Podróży "Abdar". 

poniedziałek, 10 września 2018

Krzemieniec Słowackiego

Minęła kolejna rocznica urodzin Juliusza Słowackiego. Przyszedł na świat 209 lat temu w Krzemieńcu, który dziś jest po stronie ukraińskiej. Udało mi się niedawno tam dotrzeć.

W oddali góra zamkowa, zwana Górą Bony i ruiny zamku
Słowacki pisał w "Godzinie myśli" o mieście swego urodzenia:

Tam - pod okiem pamięci - pomiędzy gór szczytem
Piękne miasto wieżami wytryska
Z doliny, wąskim nieba nakrytej błękitem.
(...)
Tam stoi góra, Bony ochrzczona imieniem
Większa nad inne - miastu panująca cieniem;

Dom rodzinny Słowackiego. Dziś muzeum poety.

Choć mieszkał w nim krótko, uważał za swoją małą ojczyznę i wracał do niej w swojej twórczości.

Popiersie wieszcza przed domem
Miał zaledwie dwa lata, kiedy wraz z rodzicami zamieszkał w Wilnie. Jego ojciec otrzymał bowiem posadę profesora na uniwersytecie.

Pięcioletni Julek jako Amor namalowany przez Jana Rustema

Niestety, jego wspaniale zapowiadająca się kariera zakończyła się 10 listopada 1814 roku, kiedy to Euzebiusz Słowacki umarł na gruźlicę. Dwa miesiące przed śmiercią spisał testament, dzięki któremu żona i syn mieli dostatnie życie. Jednak oprócz majątku, przekazał Juliuszowi również gruźlicę.

Wnętrze muzeum krzemienieckiego
W 1814 roku wdowa z synem wróciła do Krzemieńca i zamieszkała w domu swych rodziców, gdzie dziś znajduje się muzeum poety.

Salon w domu Słowackich z obrazem namalowanym przez Juliusza
Nie zachowało się wiele oryginalnych rzeczy po rodzinie Słowackich. Przyjmuje się, że są to tylko trzy eksponaty: obraz namalowany przez Juliusza, pianino jego matki i makatka własnoręcznie przez nią wykonana. 
Pianino matki poety
Wdowieństwo pięknej pani Salomei nie trwało długo. Już w 1818 roku starał się o nią również profesor Uniwersytetu Wileńskiego August Bécu i został przyjęty. Ślub odbył się w tym samym kościele, gdzie ochrzczono Juliusza i kilka miesięcy po nim dziewięcioletni Julek (z matką i jej nowym mężem) znów przeniósł się do Wilna.

Makatka pani Salomei
 Licząc z grubsza, można powiedzieć, że poeta mieszkał w Krzemieńcu zaledwie sześć lat, z czego dwóch pierwszych nie pamiętał. Mimo to właśnie krzemieniecki dom dziadków, a nie wileński ojczyma, uznawał za swój dom rodzinny.


Krzemieniec upamiętnił swego poetę pomnikiem przed domem-muzeum oraz epitafium w kościele  pw. św. Stanisława Biskupa - jedynym na Wołyniu, którego Rosjanie nie zamknęli po wojnie.

Kościół parafialny pw. św. Stanisława Biskupa. 
Okupanci nie zniszczyli pomnika Słowackiego, gdyż dali się przekonać, że to poeta rewolucyjny.

Ołtarz główny w kościele pw. św. Stanisława Biskupa
Epitafium poety, dłuta Wacława Szymanowskiego (autora pomnika Chopina w Łazienkach), zostało odsłonięte w setną rocznicę urodzin Słowackiego.

Epitafium Słowackiego z roku 1909. Rosjanie go nie zniszczyli, uznając poetę za piewcę rewolucji
Warto wspomnieć też o Liceum Krzemienieckim (wcześniej Gimnazjum Wołyńskim), do którego uczęszczał Juliusz Słowacki, ale go nie ukończył z powodu przeprowadzki do Wilna.

Kościół pw. św. Ignacego Loyoli i Stanisława Kostki i zabudowania
 klasztorne jezuitów z XVIII w., obecnie Sobór Przemienienia Pańskiego.
Tu ochrzczono Juliusza 5 września 1809 r.
Szkoła ta, założona na początku XIX wieku przez Tadeusza Czackiego w siedzibie dawnego Kolegium Jezuickiego, odegrała ważną rolę w rozwoju polskiej kultury na Wołyniu. Jej biblioteka, oparta na księgozbiorze króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, liczyła 50 tysięcy woluminów, co na ówczesne czasy było liczbą imponującą.

Liceum Krzemienieckie w gmachu dawnych zabudowań klasztornych jezuitów
Nauczali tu między innymi Joachim Lelewel, Aleksander Mickiewicz (brat Adama) i Euzebiusz Słowacki (ojciec Juliusza). Ten ostatni, w czasie, kiedy poeta przyszedł na świat, wygłosił odczyt "O potrzebie wykładu nauk w języku narodowym". 

Gmach liceum wymaga remontu
Znani uczniowie tej szkoły (oprócz Słowackiego) to między innymi: Antoni Malczewski - poeta romantyczny, pierwszy Polak, który wszedł na Mont Blanc; Gustaw Olizar – polski hrabia, publicysta, poeta, pamiętnikarz, czy też Stanisław Worcell – polski działacz polityczny, publicysta, powstaniec listopadowy, którego pamiętam ze szkolnego podręcznika do historii.


Suplement, opisujący moje zaskoczenie w Krzemieńcu, znajdziecie tu:
http://towianizm.blogspot.com

czwartek, 30 sierpnia 2018

Mrożek w Nicei

W poprzednich postach pisałam o tym, że Nicea, dzięki łagodnemu klimatowi, była często wybieranym miejscem dla poratowania zdrowia przez naszych twórców i ich rodziny. Niewiele się w tej kwestii zmieniło od XIX wieku. Przykładem jest chociażby Sławomir Mrożek, który w 2008  roku postanowił tam zamieszkać, ze względu na stan zdrowia właśnie.

Przez pięć lat jego dom znajdował się przy Avenue des Fleurs nr 10. Po latach spędzonych we Francji, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech i Meksyku, wybrał Niceę z powodu jej klimatu.

W 2002 roku przeszedł bowiem udar, który na kilka lat odebrał mu zdolność wypowiadania się zarówno w mowie jak i na piśmie. Afazja cofnęła się, ale pisarz nie wrócił już do całkowitej sprawności i po przeniesieniu się do Nicei żył jeszcze tylko pięć lat. Właśnie w tym domu.


Władał sześcioma językami, ale pod koniec życia stwierdził w jednym z wywiadów, że gdziekolwiek mieszkał, nawet latami, za swoją ojczyznę uważał wyłącznie Polskę, bo jego językiem jest polski. Wyemigrował z niej w 1963 roku z powodów politycznych, aby być twórcą niezależnym i takim pozostał.


Znany jest przede wszystkim ze swoich dramatów. Napisał ich prawie czterdzieści. Ostatni, "Karnawał, czyli pierwsza żona Adama", powstał w tym właśnie nicejskim domu kilka miesięcy przed śmiercią.


Pisarz mieszkał blisko wybrzeża. Wraz z żoną Susaną Osorio-Mrożek czasami spacerował nadmorską promenadą. Jednak ulubionym jego miejscem była mała restauracja "Le Victor Hugo", nieopodal jego domu, w której zwykł był jadać śniadania.


Wybrałam się tam na lunch, ale ceny wprawiły mnie w osłupienie. Kawa z ciastkiem pochłonęła całodzienny budżet. Ale raz kozie śmierć! W końcu nie codziennie jada się w ulubionym miejscu Sławomira Mrożka!


Oszczędzę Wam widoku mojej miny, jak zobaczyłam rachunek:) Ale ciacho było dobre...


Pomyślałam wtedy, że czas do domu. Odnalazłam w Nicei ślady naszych czterech pisarzy, ale pewnie jest ich więcej. Przebywali tam bowiem jeszcze tacy twórcy jak Stefan Żeromski, Józef Ignacy Kraszewski, Kornel Makuszyński, Gabriela Zapolska, Władysław Stanisław Reymont...


Ten ostatni właśnie w Nicei dowiedział się o przyznaniu mu Nagrody Nobla. Szkoda że nie wiemy, gdzie dokładnie wtedy mieszkał.


Czas do domu, ale niczym Odyseusz, już po powrocie będę myśleć o kolejnej podróży szlakiem naszych literatów...



poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Nicejskie ślady Konopnickiej

Przez ostatnich 20 lat swojego życia Maria Konopnicka prawie nieustannie była w podróży. Co ją tak gnało? Przed czym uciekała? Przed mężem utracjuszem, żeby nie spłacać jego długów? Przed wstydem z powodu córki kleptomanki, która w dodatku postanowiła zostać aktorką? Przed cierpieniem po stracie ukochanego syna Tadeusza? Przed wielbicielami i krytykami? Wreszcie przed samą sobą? Na te wszystkie pytania można odpowiedzieć twierdząco. Podróże związane były także ze stanem jej zdrowia oraz stanowiły inspirację do pracy twórczej. Ale nie to będzie tematem naszego postu. Zatrzymajmy na chwilę Konopnicką w Nicei, którą odwiedzała dość chętnie i na długo.

Promenada Anglików -  najbardziej znana ulica w Nicei

Po raz pierwszy poetka przybyła tu w 1892 roku i spędziła prawie trzy miesiące. Niewiele jednak wiemy o tym pobycie. Dużo więcej o następnym na przełomie lat 1896/97. Otóż mogła sobie na niego pozwolić, dzięki stypendium im. Marii Sienkiewiczowej (pierwszej żony noblisty) dla pisarzy zagrożonych gruźlicą. Przebywała na tej kuracji ponad cztery miesiące. Przyjechała do Nicei koleją ze Lwowa przez Węgry. Podróż ta trwała sześć dni. Opisała ją krótko w liście do stryja Ignacego Wasiłowskiego z 11 grudnia 1896 roku:

Rue de France - ulica przy której mieszkała pisarka

....drogę miałam do Pesztu doskonałą... Ale od Pesztu b. przykrą, więc żałowałam, żem dla taniości tę linię wybrała. Żadnych połączeń bezpośrednich w pociągach; na różnych małych stacjach przyjazd wieczorem, a wyjazd 2, 3 w nocy. I to w śnieg, w mróz (...) Od Genui znów po trosze zaczęło się ocieplać (...), aż po 10-u godzinach drogi nad morzem, dojechałam wreszcie do Nicei, gdzie zupełna wiosna.

W tym domu spędziła prawie pół roku
Żyła bardzo skromnie w pokoiku na trzecim piętrze, zachwycając się morzem, słońcem i kwiatami: ...jakbym ja to wszystko posłać Ci tam chciała, najmilszy Stryju - pisała do Wasiłowskiego. Drażnili ją jednak ludzie, których obserwowała: przykra rzecz po prostu patrzeć, jak się tyle tysięcy ludzi kręci bez celu, owszem, z najgłupszym celem próżności i marnej chluby. 
Kolejny raz zamieszkała w Nicei w listopadzie 1909 roku. Do córki Zofii pisała, że nie da się wysiedzieć w Wiedniu, bo "wichry niemożliwe" ani w Monachium, gdzie "zamieć śnieżna, orkan prawdziwy, jak na stepie. Ledwo żywa zawlokłam się do Mediolanu, gdzie panowała mgła, deszcz i błoto (...) A z kaszlu zrobił się bronchit. Jedziemy tedy na zachód południowy i losy zatrzymują nas w Nicei, gdzie od razu fale słońca i ciepła.
Tablica przy rue de France 63

Podróżowała wtedy z Marią Dulębianką. Zamieszkały około 200 metrów od morza, przy Rue de France. Dziś w kamienicy pod numerem 63 jest tablica upamiętniająca ten najdłuższy, bo trwający pół roku i zarazem ostatni pobyt pisarki w tym mieście. Mieszkanie należało do niejakiej pani Chmielewskiej z Wilna, o której Konopnicka pisała, że jest tej tuszy, że we drzwi bokiem wchodzi. A ponieważ gotuje  nam obiady, jest nadzieja, że i my coś niecoś przytyjemy. Niestety kuchnia pani Chmielewskiej nie pomagała, pisarka czuła się bardzo źle. Podawano jej iniekcje z arszeniku! 
W tym czasie dowiedziała się o chorobie Elizy Orzeszkowej (która zmarła trzy miesiące później). Pisała do niej: Moja serdeczna Elizo! Cała jestem wstrząśnięta wiadomością o Twojej chorobie i gdybym tylko miała takie siły, leciałabym tam, żeby być przy Tobie... Sił tych jednak nie miała. Przeżyła przyjaciółkę tylko o pięć miesięcy.

Muzeum Masséna

Kiedy czuła się lepiej, spacerowała. Mogła podziwiać znajdującą się tuż obok jej mieszkania, na tej samej ulicy Willę Masséna. Budynek powstał w 1898 roku na zamówienie Victora Massény, księcia Essling oraz Rivoli. Wzniesiony w stylu Belle Époque, na pewno przykuł uwagę pisarki. Dziś znajduje się w nim muzeum, którego Konopnicka nie mogła jednak zwiedzać, bowiem powstało 11 lat po jej śmierci.

Popiersie Victora Massény
Willa nawiązuje do stylu Empire powstałego i popularnego w trakcie rządów Napoleona. To właśnie słynnemu cesarzowi rodzina Victora Massény zawdzięcza swoje tytuły. We wspaniałych wnętrzach znajdziemy wiele pamiątek z czasów Bonapartego. Wokół rozciąga się piękny ogród, wychodzący na Promenadę Anglików, czyli nad morze.


W marcu 1910 roku Konopnicka donosiła córce, że się jej już i ta kuracja, i ta cała Nicea naprzykrzyła, że strach. Zapewne przyczyniły się do tego zatargi z właścicielką mieszkania, którą zaczęła nazywać flądrą. Kilka razy rozmawiała z Marią Rodziewiczówną, która mieszkała w pobliskim Monte Carlo, ale przyjeżdżała do Nicei specjalnie do Konopnickiej. Zupełnie teraz przejęta buddyzmem - i to jako wyznawczyni gorąca. I ja odnoszę się do buddyzmy sympatycznie, ale jako do systemy filozoficznego - czytamy w liście do syna Jana z 13 marca 1910 roku.


25 kwietnia 1910 roku Konopnicka opuściła Niceę na zawsze. Zostało jej niecałe pół roku życia...

środa, 8 sierpnia 2018

Tropami Sienkiewicza po Nicei

Nicea była ważnym punktem wśród licznych podróży Henryka Sienkiewicza. Odwiedzał ją co najmniej sześć razy, najczęściej były to pobyty kilkutygodniowe. I działy się wtedy rzeczy wielkie!  

Tak zapewne wyglądało nicejskie wybrzeże za czasów Sienkiewicza
Po raz pierwszy przyjechał tu pod koniec marca 1884 roku z chorą na gruźlicę pierwszą żoną  - Marią z Szetkiewiczów. Próbował ratować jej zdrowie we włoskich kurortach i zajrzeli również do Nicei. Miasto było w tych czasach przedmiotem sporu miedzy Francją a Królestwem Sardynii. Sienkiewicz nazywał je po włosku - Nizza.


Tworzył wtedy Trylogię i donosił teściowi: "ciężka to rzecz podróżować i pisać po hotelach, (...) ciarki mnie biorą, gdy pomyślę, że jeszcze trzy tomy trzeba nabazgrać i żyć ciągle tymczasowym życiem". ("Listy", t. V, cz. 1, s.191-193)

ulica Cours Saleya, przy której mieszkał Sienkiewicz, w nieistniejącym dziś już hotelu

Wiosną kolejnego roku znów przywiózł żonę nad Lazurowe Wybrzeże. Zamieszkali w Mentonie. Sienkiewicz pisał, że "przy pięknej pogodzie zawozi Marynię do Nizzy, bo to stąd godzina drogi". (j.w.) Niestety w październiku tego roku Maria zmarła, osierociwszy syna i córkę. Pisarz ponownie odwiedził Niceę dopiero po dekadzie, w styczniu 1896 roku, kiedy to wraz z dziećmi i ich opiekunką, Klementyną Kaczmarek zatrzymali się w hotelu Château des Beaumettes. 


Próżno dziś szukać tego hotelu, a także tego, w którym 18 lutego 1896 roku ukończył "Quo vadis". Wiemy, że był gdzieś przy ulicy przedstawionej na poniższym zdjęciu. Kto wie więcej, niech napisze w komentarzu.


Quai du Parc - nadbrzeżny bulwar, jedno z licznych miejsc, w których mieszkał Sienkiewicz w Nicei

Przebywając w tym miejscu, otrzymał wiadomość o unieważnieniu drugiego małżeństwa - z Marią Romanowską oraz o śmierci ojca. Tutaj podpisał umowy z wydawcami swoich dzieł - Wawelbergiem oraz Wolffem. Wtedy też zaczął pisać "Krzyżaków". Rok później wrócił do Nicei "dla spokojnego pisania" tej powieści. Kontynuował pracę również w kolejnym roku, kiedy przebywał tu z córką Jadwigą. 


Wśród nielicznych znanych nam dokładnych adresów Sienkiewicza w Nicei wymienia się Boulevard Dubouchage 23. W kamienicy pod tym numerem rzeczywiście był kiedyś hotel, ale nie ma go już kilkadziesiąt lat. Dziś mieści się tu szkoła.


Nauczyciele potwierdzają, że dawno temu był tu hotel, ale nic więcej na ten temat nie wiedzą. Szkoda! Przecież tutaj mieszkał nasz pierwszy noblista w dziedzinie literatury. Tu pisał "Krzyżaków". Niestety nazwisko Sienkiewicza nic im nie mówi. Tytuł "Quo vadis" słyszeli, ale "pustym echem trwa przez pokolenia", jakby powiedział Juliusz Słowacki...


Być może sam pisarz jest temu winien, bo chciał być incognito. Był już wtedy znany i ceniony jako autor Trylogii. Tłumy wielbicieli przeszkadzałyby mu w pracy. Tu, na Lazurowym Wybrzeżu, szukał spokoju, aby móc tworzyć. Denerwował się, kiedy go rozpoznawano, bo wiązało się to zazwyczaj z napastliwością reporterów.


Schody na powyższym zdjęciu zapewne pamiętają jego kroki. Grube mury chroniły od upałów, gwaru ulicy. Chciałabym przenieść się na chwilę 120 lat wstecz, żeby spotkać tutaj Henryka Sienkiewicza. Ciekawe, w którym z pomieszczeń, dzisiejszych sal lekcyjnych, przebywał. Może w gabinecie dyrektora:) Na którym piętrze tego wysokiego domu mieszkał? Nie sposób nie zadawać sobie takich pytań, będąc na miejscu. 


Mimo że Niceę wspominał dobrze i chętnie do niej wracał, opisał ją jako miejsce spotkań głównie ludzi o wątpliwej reputacji. W roku 1897 wydał nowelę pod tytułem "Na jasnym brzegu", której bohaterem uczynił blisko pięćdziesięcioletniego polskiego malarza (sam miał wtedy 50 lat) nazwiskiem Świrski - znanego czytelnikom z "Rodziny Połanieckich" - zakochanego w trzydziestopięcioletniej wdowie z dwójką dzieci - Helenie Elzen. 


Wesoła wdówka nie stroniła od wielbicieli, z których jeden nawet popełnił samobójstwo z powodu nieszczęśliwej miłości do niej. Nawiasem mówiąc jest to być może echo prawdziwego wydarzenia, które miało miejsce w życiu Marii Konopnickiej. W tymże roku 1897 zakochany w niej bez wzajemności Maksymilian Gumplowicz zastrzelił się z miłości. Konopnicka miała wtedy podobną opinię jak pani Elzen, a nawet gorszą, bo jej mąż żył, choć od lat nie mieszkali razem.


Bohater noweli przekonuje się, że pani Elzen nie jest godna zaufania i kieruje swe uczucia w stronę młodziutkiej Marysi (ach te Marie w życiu i twórczości Sienkiewicza!), która przychodzi do jego nicejskiej pracowni malarskiej w poszukiwaniu pracy. Czy pisarz przypuszczał wtedy, że jego kolejna żona (ostatnia) - Maria Babska - będzie ćwierć wieku młodsza od niego? Ją właśnie zabrał w podróż poślubną do Włoch w 1904 roku. Odwiedzili wtedy także Niceę. Był to ostatni pobyt Henryka Sienkiewicza w tym mieście.



Wspomniana wcześniej Maria Konopnicka, która wiele zawdzięczała autorowi "Potopu", równie chętnie jeździła do Nicei.  Ale o tym następnym razem:)