sobota, 16 września 2017

Łódź Tuwima

Wrzesień kojarzy mi się z Tuwimem. Powody są co najmniej dwa. Po pierwsze poeta urodził się w tym miesiącu. Po drugie jest autorem jednego z najpiękniejszych wierszy o jesieni, a przecież ona przychodzi właśnie we wrześniu. Ten wiersz to "Wspomnienie".

Mimozami jesień się zaczyna,
Złotawa, krucha i miła.
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
Która do mnie na ulicę wychodziła.

Od twoich listów pachniało w sieni,
Gdym wracał zdyszany ze szkoły,
A po ulicach w lekkiej jesieni
Fruwały za mną jasne anioły.

Mimozami zwiędłość przypomina
Nieśmiertelnik żółty - październik.
To ty, to ty moja jedyna,
Przychodziłaś wieczorem do cukierni.

Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
W parku płakałem szeptanymi słowy.
Młodzik z chmurek prześwitywał jesienny,
Od mimozy złotej - majowy.

Ach, czułymi, przemiłymi snami
Zasypiałem z nim gasnącym o poranku,
W snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
Jak tą złotą, jak tą wonną wiązanką...

Większość z Państwa pamięta zapewne piękne muzyczne wykonanie tego utworu przez Czesława Niemena:  https://www.youtube.com/wspomnienie

Miejsce urodzenia Juliana Tuwima.

Julian Tuwim przyszedł na świat w niewielkim mieszkaniu przy ul. Widzewskiej 44 (obecnie ul. Kilińskiego 46), w mieszczańskiej rodzinie zasymilowanych Żydów. Potem mieszkał z rodzicami przy ulicy Struga 42 (w czasach dzieciństwa Tuwima była to ulica św. Andrzeja 40).


Uczęszczał do gimnazjum męskiego przy ul. Sienkiewicza 46. Dziś mieści się tam III LO im. Tadeusza Kościuszki. W wierszu "Łódź" tak wspominał szkołę:

Tu, jako tyci od ziemi brzdąc,
Zdzierałem portki i buty,
Tu belfer, na czym świat stoi klnąc,
Krzyczał: „Ty leniu zakuty!”

Tu przez lat dziesięć co drugi dzień,
chodziłem smętnie do budy,
Gdzie jako łobuz, pijak i leń
Słynąłem, ziewając z nudy.


Aleja Gwiazd na Piotrkowskiej

Poeta opisał również ulicę Piotrkowską taką, jaką pamiętał z rewolucji 1905 roku (miał wtedy 11 lat).

Piotrkowska, w stronę Grand Hotelu,
Jak wymieciona. Przed tramwajem
Beczki i skrzynie, a za nimi,
Z browningiem w ręku, przyczajeni
Klęczą bojowcy patrząc w szarą,
Bezludną przestrzeń trotuaru
I pustą jezdnię. Nic. Martwota.
Cisza i tam – bo z morza tłumu
Nic nie usłyszysz prócz poszumu
Przybywających gromad ludzkich,
Co napływają od Widzewa,
Żeby na rynek iść bałucki:
Z Głównej, Nawrotu i Przejazdu
Strugami się w Piotrkowską wlewa
Burzliwy za przewałem przewał,
Zmierzając ku Staremu Miastu;
Ale się mało kto przepycha
Pod Meisterhaus i pod Ulricha,
Bo stamtąd, aż po barykadę,
W jednej się szczelną zbił gromadę
Milczący tłum, przy głowie głowa,
Jakby głowami wybrukował...
(fragment poematu "Kwiaty polskie")


U zbiegu ulic Piotrkowskiej i Jaracza od 1907 miało siedzibę kino-teatr "Urania", prowadzone przez ojca słynnego aktora Eugeniusza Bodo. Było to ulubione miejsce młodego Tuwima. Dziś znajduje się tu dom handlowy "Magda", a właściwie "chiński market odzieżowy". Znak czasu...


Po wybuchu I wojny światowej rodzina Tuwima zamieszkała na trzy lata pod adresem Gabriela Narutowicza 56. Stąd poeta wyjechał do Warszawy na studia.


Juliana Tuwima często można było spotkać przy ul. Piotrkowskiej 72. Przebudowany w latach 1888-1889 przez architekta miejskiego Hilarego Majewskiego budynek dawnej fabryki włókienniczej E. Haentschla przekształcono w najelegantszy hotel Łodzi "Grand". Poeta był częstym bywalcem hotelowej kawiarni. W ogrodzie działała scena kabaretowa, którą prowadził przyjaciel Tuwima – Konrad Tom. Wynajęty apartament hotelowy na czas uroczystości pogrzebowych matki poety był jego ostatnim łódzkim adresem.

"Zasłużeni dla Łodzi" - na ścianie kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej 71,
przy pasażu Artura Rubinsteina. Tuwim w środkowym oknie na prawo.

Poeta opuścił Łódź w 1916 roku. Przeprowadzką do Warszawy i podjęciem studiów prawniczych rozpoczął swoje samodzielne życie. Jednak nie zerwał swoich kontaktów z rodzinnym miastem. Chętnie powracał do Łodzi, a także pisał o niej.

Niech sobie Ganges, Sorrento, Krym
Pod niebo inni wynoszą,
A ja Łódź wolę! Jej brud i dym
Szczęściem mi są i rozkoszą.

Nawet mizerne wiersze me
Łódź oceniła najpierwsza,
Bo jakiś Książek drukował mnie
Po dwie kopiejki od wiersza.

Więc kocham twoją „urodę złą”,
Jak matkę niedobrą – dziecię,
Kocham twych ulic szarzyznę mdłą,
Najdroższe miasto na świecie!

Zaszwargotanych zaułków twych
Kurz, zaduch, błoto i gwary
Piękniejsze są mi niż stolic szyk
I niż paryskie bulwary!

Śmieszność twa łzami przyprósza mi wzrok,
Martwota okien twych ślepych
I czarnych ulic handlarski tłok,
I uszargany twój przepych.

I ten sterczący głupio „Savoy”,
I wyfioczone przekupki,
I szyld odwieczny: „Mużskij portnoj,
On-że madam i pszerupki”.
(fragment wiersza Łódź)


Łódź upamiętniła poetę ławeczką przed Pałacem Juliusza Heinzla przy ulicy Piotrkowskiej. Spiżowy pomnik autorstwa Wojciecha Gryniwicza odsłonięto 10 kwietnia 1999 roku.


Jednak jego twórczość to pomnik trwalszy niż ze spiżu. I wciąż, czasami niestety, jest aktualna. Chociażby wiersz napisany prawie 90 lat temu, "Do prostego człowieka".  

źródło: demotywatory.pl

Za każdym razem, kiedy słyszę ten utwór, mam gęsią skórkę. Zwłaszcza w wykonaniu zespołu Akurat. Posłuchajcie:

Adresów Tuwima w Łodzi jest o wiele więcej. Nie sposób odwiedzić je wszystkie jednego dnia. Trzeba będzie jeszcze kiedyś wybrać się do Łodzi.

sobota, 2 września 2017

Toruń nie tylko Kopernika

Odwiedzając niedawno Toruń, zastanawiałam się, który pisarz jest jakoś związany z tym miastem. Bo przecież nie tylko Kopernik, o którym jako autorze "De revolutionibus orbium coelestium" już pisałam. Dowiedziałam się, że w Toruniu urodził się Janusz Leon Wiśniewski, naukowiec i pisarz współczesny, znany szerzej dzięki książce oraz jej adaptacji pt. "S@motność w Sieci".

Wejście do domu przy ul. Podgórnej 32, w którym pisarz spędził dzieciństwo.
Odważyłam się napisać do niego z prośbą o podanie śladów jego bytności w tym mieście. Odpowiedział po 31 minutach. Dzięki temu mogę Wam pokazać dom rodzinny pisarza. Szpitala, w którym się urodził, już nie ma, ale zdradzę ciekawostkę, że był chyba najcięższym noworodkiem w dziejach tej placówki. Ważył bowiem 6100 gram.

Tu mieszkał z rodzicami i babcią Martą, pojawiającą się w "Na Fejsie z moim synem"

Od początku XXI wieku prowadzę notatnik,  w którym zapisuję tytuły wszystkich czytanych książek oraz najważniejsze dla mnie zdania, dzięki temu wiem, że "S@motność w Sieci" przeczytałam we wrześniu 2006 roku, a "Na Fejsie z moim synem" w lutym 2012. Ta ostatnia jest jedną z niewielu książek, do których wracam. I wcale nie dlatego, że redagowała ją niejaka Agnieszka Zielińska (nie ja 😄) ani nawet dlatego, że w Piekle będę obchodzić urodziny razem z narratorką i kimś jeszcze.


I nawet nie dlatego, że podoba mi się język tej powieści, oparty na popularnym w baroku łacińskim barbaryzmie. Ani że uwielbiam humor autora. Myślę, że wracam do niej przez to, że wpycha mnie w "głęboką intelektualną kałużę". Kałużę, w której jako humanistka, przekonana we wczesnej młodości o zbędności uczenia się przedmiotów tzw. ścisłych, dziś nieco masochistycznie taplać się lubię, mając złudną nadzieję, że jednak zrozumiem fizyczno-chemiczne wywody dra habilitowanego J.L. Wiśniewskiego. Bo z chemii "jedyne, co znam, to cukry, a w zasadzie cukier", jak mawiała bohaterka mojej ulubionej książki tegoż autora. Fascynuje mnie jednak wszechświat i jego odkrywanie, dlatego ciągle powtarzam moim uczniom, żeby nie dzielili nauki na przedmioty, ale starali się znaleźć punkty wspólne. Zbyt szeroki to temat, by go teraz rozwijać. Wróćmy do Torunia.

Instytut Fizyki UMK, gdzie studiował przyszły pisarz. Genialnie wplata elementy fizyki w swoich powieściach.
Miałam za mało czasu, aby odwiedzić wszystkie miejsca, które podał mi Znany Torunianin. Ważna dla niego była na przykład Biblioteka UMK na Bielanach, gdzie przeczytał mnóstwo książek. W powieści "Bikini" napisał, że "(...) autorzy piszą książki tylko po to, aby napisać to jedno jedyne zdanie". Coś w tym jest, ale czy "Hamlet" naprawdę napisany był tylko dla słynnego "To be or not to be"?


Gdybym miała wybrać po jednym zdaniu z każdej przeczytanej jego książki, to dziś (nie wiem czy jutro) byłyby te:


"Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej." ("S@motność w sieci");

"Czasami prawdziwa miłość ujawnia się dopiero wtedy, gdy nie wszystko do końca się rozumie..."
("Intymna teoria względności")


"Okazuje się, że ludzki mózg google'uje!" (czyli "nie tylko łączy się z daną informacją określoną liczbą skojarzeń, ale ustala automatycznie ich ważność") - "Między wierszami"
   

"Ludzie się od Boga plecami odwracają, aby zauważył, że jego urzędnicy na ziemi nóż im w te plecy wbili." ("Na Fejsie z moim  synem")

Piernik J.L. Wiśniewskiego w swoistej Alei Gwiazd na Starówce w Toruniu, tuż przy wejściu do sklepu firmy Kopernik, mieszczącego się w Domu Artusa w Toruniu

W każdym razie te słowa zanotowałam sobie podczas czytania. Przede mną jeszcze wiele książek Wiśniewskiego... Nie zapomniał w nich o swoim rodzinnym mieście. 

Miałam szczęście zobaczyć Festiwal Światła w Toruniu

"Słucham koncertu noworocznego orkiestry z Wiednia i patrzę na panoramę Frankfurtu. Ale myślę o Toruniu. Tam powinienem dzisiaj być. Tak mi podpowiada jakiś wewnętrzny głos. może to sumienie, a może genom? Ważne daty powinny być związane z najważniejszymi miejscami. (...) Dla mnie Toruń był i jest najważniejszy. I będzie tak pewnie do końca." ("Między wierszami")

Piękne iluminacje na budynku Collegium Maximum UMK

"Każdy ma chyba swoje Betlejem, które wymienia bez zastanowienia pytany o to, skąd jest. Okazuje się, że to nie tylko cecha, którą wykształcił w sobie i może się nią szczycić wyłącznie homo sapiens. To coś o wiele bardziej pierwotnego..." (j.w.)


"Do Torunia wróciłam i błąkałam się po świecie, tęskniąc za mężczyzną, który nie miał odwagi do mnie powrócić. Czasami do parku na Bydgoskim Przedmieściu w Toruniu chodziłam i na mojej ulubionej ławce niedaleko stawu z łabędziami płakałam." ("Na Fejsie...")


"...ja synuś Wigilię Bożego Narodzenia (...) świętuję. I świętować do końca świata zamierzam. Z choinką (...), z pierogami kapustą i grzybami wypełnionymi (...), z barszczem naszym polskim, a nie ukraińskim, że słomą pod obrusem i wolnym krzesłem obok mnie przed pustym talerzem czekającym na zbłąkanego i samotnego. I opłatkiem na talerzyku najpiękniejszym, jaki można mieć. Trochę potłuczonym, ale takim najbardziej do tego jak u nas w kuchni na Podgórnej w Toruniu podobnym." (j.w.)


Może kiedyś Janusz Leon Wiśniewski powróci do swego Betlejem, ku uciesze jego polskich czytelników?

niedziela, 20 sierpnia 2017

Hrubieszów Prusa

Kocham Prusa. Za "Lalkę", której obszerność przerażała również mnie w liceum, za "Emancypantki", "Faraona", "Kamizelkę", "Z legend dawnego Egiptu"... Mogę tak wymieniać długo. Ale przede wszystkim za felietony, których humor śmieszy już nielicznych, a mnie wciąż. 


Dziś skończyłby 170 lat. Kojarzymy go z Warszawą, ale urodził się w Hrubieszowie. Kuzyn ojca przyszłego pisarza był tam proboszczem i państwo Głowaccy uznali, że jego plebania będzie dobrym miejscem na urodzenie się ich dziecka.


Do dziś ten budynek jest plebanią, co uniemożliwia zorganizowanie tam muzeum Aleksandra Głowackiego, czyli Bolesława Prusa. Jedynie tablica na budynku potwierdza fakt jego urodzenia w tym miejscu.


Tak to jeden z największy naszych pisarzy nie ma muzeum (oprócz maleńkiego w Nałęczowie), w odróżnieniu do jego "towarzyszy broni" (czytaj: pióra) takich jak Orzeszkowa, Konopnicka czy też Sienkiewicz. Niektórzy z tego grona mają nawet po kilka. Szkoda, że Warszawa nie zadbała o takie upamiętnienie pisarza, który tyle dla niej zrobił. Ale wróćmy do Hrubieszowa.


Położony daleko od centrum, przy granicy z Ukrainą, nie jest miastem turystycznym, choć mógłby, a nawet powinien być. Ma bowiem wiele pięknych i ważnych miejsc, które - odpowiednio rozwinięte oraz rozreklamowane - przyciągałyby turystów na pewno.



Choćby Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Jest tak piękna, że można stać i podziwiać godzinami. Szkoda, że zdjęcia tego nie oddają. 


Niestety świątynia była zamknięta i można ją było obejrzeć tylko z zewnątrz. Mieści się przy ulicy Bolesława Prusa, naprzeciwko kościoła katolickiego, w którym ochrzczono przyszłego pisarza.


Drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia 1847 roku, kiedy Oleś miał cztery miesiące, rodzice zanieśli go do Parafii Św. Mikołaja.


Znajdziemy potwierdzenie tego faktu w kruchcie kościoła. Można tam zapoznać się z krótką historią świątyni, a wśród najważniejszych wydarzeń uwzględniono także chrzest autora "Lalki".


Na szczęście można było wejść do środka, choć główne drzwi były zamknięte. Niezwykle serdeczny ksiądz wprowadził nas od strony ołtarza. 


Hrubieszów upamiętnił swojego najwybitniejszego krajana może nie pięknym, ale wielkim pomnikiem. Dobre i to:)


Całe szczęście, że jest tablica, bo nie byłabym pewna, że to Prus... Tablica upamiętnia także pobyt innego pisarza w tym mieście. Bolesław Leśmian mieszkał tu w latach 1918-22, po czym przeniósł się do Zamościa (piszę o tym w poprzednim poście). Nie zachował się tu jednak ani dom, ani nic innego po nim.


Najbardziej ze wszystkich pisarzy Hrubieszów upamiętnił Stanisława Staszica, ale nie przez jego twórczość literacką, a działalność społeczną. W 1801 roku kupił on te tereny, a piętnaście lat później utworzył Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie.


Chłopi ośmiu staszicowskich wsi zostali uwolnieni od pańszczyzny i otrzymali na własność ziemię i zabudowania. Do wspólnego zaś użytkowania Staszic przekazał im lasy, stawy, młyny i część pól ornych. Członkowie Towarzystwa prowadzili własne instytucje użyteczności społecznej: szkoły, magazyny zbożowe, szpitale, bank pożyczkowy, instytucję rent dla starców i sierot oraz utworzyli fundusz stypendialny dla uczącej się młodzieży.

Popiersie Staszica autorstwa Jana Kucza

W swoim testamencie Stanisław Staszic napisał: "Dobra moje dziedziczne miasto Rubieszów i wszystkie należne wsie..... przeznaczam na uszczęśliwienie tej włości mieszkańców..."


Muzeum jest niezwykle ciekawe, a panie przemiłe. Koniecznie tam zajrzyjcie, będąc w okolicy.


Mnie ujęła pięknie zaprezentowana przedchrześcijańska historia Słowian, a także wielkanocne pisanki, ręcznie ozdabiane przez miejscowe gospodynie.


Nie zabrakło też Bolesława Prusa! Bardziej do siebie podobnego na obrazie Heleny Piekarz niż na pomniku:)


Hrubieszowianie pamiętają o prof. Wiktorze Zinie, który również urodził się w ich mieście. Ale to już całkiem inna historia.


Zakończmy cytatem z Bolesława Prusa, w dniu Jego urodzin: 
Ach, ci kochani bliźni i to społeczeństwo, które nigdy nie troszczyło się o mnie i stawiało mi wszelkie przeszkody, a zawsze upomina się o ofiary z mojej strony... 
Mam nadzieję, że tam, w lepszym świecie, otrzymałeś nagrodę za piękne życie.

PS. 21.00
Właśnie wróciłam z "urodzin Prusa" w Warszawie. Stolica jednak nie zapomniała o swym pisarzu. Mimo deszczu zebrało się ponad 70 osób, aby wspólnie z przewodnikiem miejskim, Adrianem Sobieszczańskim, przejść się śladami "Lalki" i samego Prusa po Śródmieściu. Wybierzcie się za rok. Tu znajdziecie program: -spacer-po-warszawie-boleslawa-prusa-w-170-te-urodziny-pisarza


Jubilat przystrojony, ze świeżymi kwiatami u stóp. Skromnie, ale pewnie nie chciałby inaczej...

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Leśmian w Zamościu

W tym roku przypada 140. rocznica urodzin i 80. rocznica śmierci Bolesława Leśmiana. Zamość postanowił uhonorować poetę, ogłaszając rok 2017 Rokiem Leśmiana. 

Billboard na Rynku Starego Miasta w Zamościu
Wybrałam się do tego miasta po raz pierwszy i zauroczyło mnie. Ale nie będę pisać o samej miejscowości, zwłaszcza że nie zwiedziłam jej dokładnie. Skupiłam się na śladach po Leśmianie oraz inicjatywach upamiętniających poetę.


Zamość od strony historycznej muszę zwiedzić innym razem. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja.


Bolesław Lesman (bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko, upoetycznił je Antoni Lange) mieszkał tu w latach 1922-29. Nie lubił jednak Zamościa, który kojarzył mu się wyłącznie z nudną pracą notariusza przy sądzie okręgowym. Po europejskich podróżach czas spędzony tutaj odczuwał jako "prowincjonalne wygnanie". 


A jednak to tu powstały najpiękniejsze jego utwory, wydane w 1936 r. w tomie "Napój cienisty". Tych i innych wierszy Leśmiana można było posłuchać 6 sierpnia na Rynku Wodnym. We wspaniałym widowisku muzycznym w reżyserii Janusza Kukuły wystąpili: Krzysztof Gosztyła, Marcin Januszkiewicz, Maria Niklińska, Jagoda Stach i Małgorzata Kozłowska.


Dzień wcześniej Książnica Zamojska im. Stanisława Kostki Zamoyskiego zorganizowała na dziedzińcu synagogi czytanie wierszy Leśmiana. Oddajmy na chwilę głos poecie...


Czy pamiętasz młodości dzielny czar? A dalej —
Otchłań wiosny w niebiosy tak luźnie oprawną?
Albo to — jak ciał naszych pragnęła głąb alej?
Bo mnie wciąż się wydaje, że to tak niedawno!
(B. Leśmian "Tamten")



Jam — lalka. W mych kolczykach szkli się zaświat dżdżysty.
Suknia jawą atłasu ze snem się kojarzy.
Lubię fajans mych oczu i zapach kleisty
Farby, rumieńcem śmierci młodzącej mat twarzy.
(...)
Dziewczynce, co się moim bawi nieistnieniem,
Wdzięczna jestem, gdy w dłonie mój niebyt porywa,
Zabawa
I mówi za mnie wszystko, różowa natchnieniem,
I udaje, że wierzy w to, iż jestem żywa.
(B. Leśmian "Lalka")


Deszcz, słońcem zaskoczony — poszperał u płotu
I zdrobniał — i, łzawiejąc, w bezkres się oddala.
Niebo w kałuż błyszczydłach — obłoki utrwala,
Jakby ktoś wodę biało opierzył do lotu...
(B. Leśmian "Po deszczu")


Będę czekał na ciebie z dłonią na zasuwie,
Zasłyszawszy twój szelest, z nóg zdejmę obuwie,
Wyjdę bosy na spotkanie,
Śpiewający niespodzianie,
A, śpiewając, pomyślę, że pacierze mówię.
(B. Leśmian "Łąka")


Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą –
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu,
Pewne, że się twym ustom do cna wytłumaczą –
I nie wstydzą się swego mętu i pośpiechu.
(B. Leśmian "Lubię szeptać ci słowa")


Na głównym zamojskim rynku można obejrzeć ciekawą wystawę poświęconą poecie i jego pracy notarialnej.


Na Rynku Wodnym zaś zobaczymy fotograficzną interpretację dwóch wierszy ("W polu", "Postacie") przygotowaną przez Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne.


Pani Halina Zielińska, pracująca w Książnicy Zamojskiej, pokazała nam kamienicę, w której mieszkał Leśmian. Nazywają ją Domem Centralnym.


Została wzniesiona pomiędzy ulicami Żeromskiego, Bazyliańską i Kościuszki w 1912 r. Na pierwszym piętrze pod numerem 13 w okresie międzywojennym mieszkał tu Leśmian wraz z żoną, malarką Zofią Chylińską i dwiema córkami. Mieli do dyspozycji cztery pokoje z oknami wychodzącymi na stronę południową.

Z panią Haliną Zielińską przed domem, w którym mieszkał Bolesław Leśmian

Dowiedziałam się także, że w Zamościu urodził się i wychował Marek Grechuta. O swoim rodzinnym mieście nie zapomniał, pisząc teksty do ostatniej płyty "Niezwykłe miejsca". Poświęcił mu piosenkę "Gdzieś na mapy skraju", posłuchajcie https://www.youtube.com/watch?v=XdGH6VmY-cc
'
Ulica Grodzka, przy której pod numerem 7 mieszkał Marek Grechuta

Z dala od głównych traktów, gdzieś na mapy skraju,
Na południowo-wschodnich rubieżach polskości
Stoi senna zjawa jak widok prosto z raju,
Owoc hetmańskiej wiedzy, mocy i mądrości.
Piękne słowa, prawda?


Niebawem, kiedy dokończą autostradę, Zamość nie będzie już "z dala od głównych traktów". To dobrze i źle. Dobrze dla turystów, dojadą szybciej, nie będą musieli jak ja z centralnej Polski spędzić pół dnia w samochodzie. Dobrze pewnie też dla miasta. Ale i źle. Bo nie będzie już tej atmosfery, która jest dziś. 


Dobrze jest zwiedzać Zamość niespiesznie, na przykład meleksem. Kierowca opowiada historię miasta i komentuje na bieżąco to, co widać. Za taką podróż trzeba zapłać, zależnie od trasy 20-40 zł. Naprawdę warto.


Uroczy Zamość żegnamy przy blasku księżyca w pełni.


Twierdzę, arsenał i inne zabytki zostawiłam sobie na kolejną wizytę. Bo wrócić tam muszę na pewno!


Za tydzień Hrubieszów! Zapraszam.